Cześć. Mam na imię Ludmyła i jestem Ukrainką. Tą samą - z Chersonia, z południa Ukrainy. Tą, która w marcu 2022 roku przyjechała do Zakopanego, by znaleźć schronienie przed rosyjską inwazją. Tą, która przez trzy lata na łamach tej gazety opowiadała wam o życiu w okupowanym rodzinnym mieście, o Mariupolu i Kijowie, o kulturalnym życiu Zakopanego.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"137299"}
Moje zdjęcia i teksty na pewno widzieliście nieraz. I tą, która pół roku temu spakowała swoje rzeczy i wróciła do rodzinnego miasta – pod ostrzał, tam, gdzie życie odczuwa się jak jedną chwilę.
Jak wygląda to życie – dowiecie się dalej.
Lipiec 2025 roku
Pewnego lipcowego poranka 2025 roku wróciłam do mojego miasta, wiedząc, że odwrotu już nie będzie. Na początku radość nie miała granic. Każdego ranka budziłam się u siebie w domu, piłam kawę i zaczynałam pracę.
Poczucia bycia w domu nie da się opisać słowami – trzeba je przeżyć. Bardzo szybko jednak euforia zaczęła ustępować ciszy, której nie usłyszysz w spokojnych miastach. W Chersoniu cisza ma dźwięk – to przerwa między wybuchami, między syrenami, między wiadomościami o kolejnym „przylocie”. Tutaj nie mówi się „miłego dnia”. Tutaj mówi się: „bezpiecznego dnia”.
Pierwszy ostrzał, pod który trafiłam, nastąpił dwa tygodnie po powrocie. Kawy tego dnia już nie wypiłam. O 6.30 niedaleko domu rozległ się silny wybuch. Pięć minut później – kolejny, już bliżej. Następne pięć minut – budynek zadrżał, a w powietrzu rozległ się dźwięk tłuczonego szkła.
Podjęliśmy decyzję, by iść do schronu, bo – według statystyk (dziś nienawidzę tego słowa; od pewnego momentu ludzkie życie stało się statystyką, suchymi liczbami) – takich ostrzałów bywa nawet dziesięć pod rząd, w różnych odstępach czasu.
Dla zrozumienia: aby dostać się do schronu, muszę zejść z czwartego piętra (mieszkam w bloku), wyjść na podwórze, przejść około pięćdziesięciu metrów i dopiero wtedy zejść do piwnicy naszego budynku. Tam właśnie znajduje się schron. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak niebezpieczny może być taki „spacer”. Trzeba było to przeżyć, żeby zrozumieć.
Biegliśmy więc – ja i mój kot w transporterze – po rozbitym szkle, pod dziwnym świstem nad głową. Dopiero później wyjaśniono mi, że był to ostrzał artyleryjski, a ten świst to dźwięk lecącego pocisku. Gdy go słyszysz, znaczy, że jesteś pod nim – i zostaje tylko nadzieja, że spadnie gdzieś dalej.
W schronie ludzie milczeli. Ktoś ściskał telefon, ktoś dokumenty. Pod ziemią znika wszystko, co zbędne: zawody, statusy, plany. Zostaje jedno pragnienie – przeżyć.
Mój kot drżał w transporterze tak samo jak ja w środku. Po raz pierwszy od lat uświadomiłam sobie jasno: to już nie są wiadomości, nie są teksty ani cudze historie. To moje życie. Mój poranek. Mój Chersoń.
Gdy ostrzał ucichł, długo nie odważyliśmy się wyjść. Nikt się nie spieszył – w tym mieście pośpiech może kosztować życie. A gdy wróciłam do mieszkania, czekało mnie sprzątanie. W wyniku ostrzału odpadł tynk. Miałam szczęście – sąsiedzi zostali bez okien. Ale kto mógł wiedzieć, że najgorsze dopiero przed nami…
Wrzesień 2025
Wrześniowa pogoda w Chersoniu zwykle cieszy. W dzień temperatura wynosi 28–32 stopnie, w nocy nie spada poniżej 20. Spanie przy otwartych oknach to dla chersończyków norma.
Po dwóch miesiącach życia w mieście zaczęłam rozpoznawać dźwięki: co, skąd i dokąd leci. Przestaliśmy chodzić do schronu, bo przyszło zrozumienie, że wychodzenie na otwartą przestrzeń podczas ostrzału bywa bardziej niebezpieczne niż pozostanie w murach domu.
Na rodzinnej naradzie (ja, mój mąż i kot) postanowiliśmy stosować zasadę „dwóch ścian”. Oznacza ona przebywanie w miejscu, gdzie między tobą a ulicą znajdują się co najmniej dwie nośne ściany, bez okien. Uważa się, że mogą one częściowo chronić przed odłamkami i falą uderzeniową. Zaczęliśmy więc wychodzić z mieszkania na klatkę schodową.
W nocy znów rozległy się wybuchy: pierwszy, drugi, trzeci. Piąty był tak blisko, że zasada „dwóch ścian” przestała pocieszać i znów podjęliśmy decyzję, by jakoś biec do schronu. W nocy w Chersoniu jest ciemno – nie zobaczysz tu ani jednej latarni. Biegliśmy więc na pamięć. Dotarliśmy. Przeczekaliśmy.
Po powrocie do mieszkania czekała nas „niespodzianka”. Do sypialni przez okno wleciał odłamek pocisku, który eksplodował przy sąsiednim budynku. Przeleciał przez całe pomieszczenie, uderzył w ścianę i utkwił przy tym samym oknie – taki śmiertelny tenis. I po tym wszystkim możecie zapytać: „Dziewczyno, oszalałaś? Jedź w bezpieczne miejsce”. Co mogę powiedzieć – dom nie puszcza.
Jak żyje miasto. Jak żyje Chersoń
Mimo ostrzałów i ciągłego terroru ze strony Rosjan – a są tu, po drugiej stronie Dniepru – miasto żyje. Wciąż można kupić świeże zioła i dojrzałe pomidory, pachnące wypieki albo po prostu wypić kawę. Ale wszystko to robisz między ostrzałami.
Pamiętacie chwilę życia? Tutaj czuje się ją najmocniej. Ponieważ pracuję zdalnie, zakupy robię zwykle w weekendy. Tak – u nas wszystko działa także w niedzielę. Po zakupach prawie zawsze z mężem wstępowaliśmy do ulubionej kawiarni – na kawę wypitą w jeszcze nagrzanym słońcem powietrzu.
Kawiarnie w Chersoniu przypominają dziś obiekty wojskowe. Większość z nich jest zabezpieczona fortyfikacjami – workami z piaskiem i betonowymi blokami chroniącymi przed odłamkami i falą uderzeniową. Nikt tu nie siedzi długo. Tu ceni się moment: łyk kawy, kilka minut rozmowy, uśmiech – i każdy idzie dalej żyć swoje życie, które może się urwać albo trwać dalej bez żadnego ostrzeżenia.
Jeśli myślicie, że wszystko jest tu radosne – mylicie się.
Tak, w Chersoniu działa biznes: sklepy, kawiarnie, stragany warzywne. Ci, którzy zostali, próbują żyć i przetrwać. Na pomoc humanitarną mogą liczyć osoby 60+ oraz rodziny wielodzietne. Wszyscy inni muszą pracować, by mieć co jeść.
Każdy chersończyk, wychodząc z domu, ryzykuje, że trafi pod ostrzał albo stanie się ofiarą tzw. „ludzkiego safari”.
Tak mieszkańcy nazywają celowe polowanie rosyjskich dronów na ludność cywilną. Operatorzy bezzałogowców świadomie śledzą ludzi na ulicach, przy sklepach, przystankach czy na podwórkach i zrzucają ładunki wybuchowe albo korygują ostrzał. To nie są przypadkowe trafienia ani błędy – to świadomy terror.
Jesienią to „polowanie” stało się jeszcze intensywniejsze – opadłe liście przestały ukrywać ludzi. Z góry widać wszystko.
Ale wraz z liśćmi pojawiło się kolejne zagrożenie. Na ziemi zaczęto znajdować tzw. miny „płatki” – przeciwpiechotne ładunki wybuchowe, niemal niewidoczne pod liśćmi. Wystarczy jeden krok, by eksplodowały.
Ludzie przestali być chronieni nie tylko przed tym, co spada z nieba, ale także przed tym, co znajduje się pod ich stopami. Dlatego wyjścia na zewnątrz stały się krótkie i rzadkie. Chersończycy wychodzą tylko wtedy, gdy muszą – szybko, bez zatrzymywania się, patrząc jednocześnie w niebo i pod nogi.
Listopad 2025
Ostrzały się nasiliły. Wyjście po jedzenie stało się trudniejsze i bardziej niebezpieczne. W całej Ukrainie zaczęły się przerwy w dostawach prądu z powodu zniszczeń infrastruktury energetycznej.
W Chersoniu nie ma harmonogramów wyłączeń, ale jest jeden niuans: po każdym ostrzale prąd może zniknąć na godzinę albo na dwie doby. Razem z elektrycznością znika woda i ogrzewanie – jeśli korzysta się z miejskiej sieci.
Im niższa temperatura za oknem, tym intensywniejsze ostrzały. Cel jest oczywisty – pozbawić miasto energii przed zimą.
W takich momentach zaczynasz żyć „na zapas”: ładujesz wszystkie powerbanki, nalewasz wodę do wszystkich pojemników. Nawet ciepło staje się zasobem – trzy razy zastanawiasz się, czy otworzyć okno, czy lepiej zachować choć trochę temperatury. Tu nikt nie pyta, kiedy znów będzie prąd. Tu pytają, czy w ogóle dziś jeszcze będzie.
Dzięki pracy i pomocy kolegów mam w domu stację zasilania, która pozwala przetrwać długie przerwy w dostawie prądu. Ci, którzy mogli sobie na to pozwolić, nie zapominają o tych, którzy nie mają takiej możliwości. Jest też jeden plus – można poznać sąsiadów.
Podczas długich blackoutów w mieście zaczynają działać tzw. Punkty Niezłomności. To specjalnie przygotowane miejsca – w szkołach, budynkach administracyjnych lub instytucjach komunalnych – gdzie jest prąd, ciepło, woda i łączność. Można tam naładować telefon, ogrzać się, napić gorącej herbaty.
Grudzień 2025
Grudzień był dla mnie najtrudniejszy. Prądu jest jeszcze mniej. Na zewnątrz wychodzę tylko wtedy, gdy naprawdę muszę. W mieszkaniu temperatura nie jest już tak „radosna” jak jesienią. Czerwona strefa jest coraz bliżej. Tak nazywa się obszary pod stałym, celowym ostrzałem, gdzie ryzyko dla cywilów jest maksymalne. To miejsca bez bezpiecznych godzin – każdy krok może być ostatnim.
Mieszkanie mojej mamy znajduje się trzy domy od mojego. Tak blisko. A jednak można tam pójść i nie wrócić. Kilka dni temu musiałam sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Wracając, zobaczyłam zniszczony sklep – efekt ostrzału artyleryjskiego. To, co pół godziny wcześniej było zwykłym punktem orientacyjnym, zamieniło się w ruiny.
Gdy cały świat zasiadał przy wigilijnych stołach i witał Nowy Rok, Chersoń był pod ostrzałem. Rano nie wszyscy się obudzili. Miasto znów pogrążyło się w ciemności.
Mimo wszystko miasto się nie zatrzymuje. Rano, po nocnych ostrzałach, na ulice wychodzą pracownicy komunalni. Sprzątają szkło, odłamki, ślady zniszczeń – często tam, gdzie jeszcze wczoraj spadały pociski. Pracują szybko i w ciszy, wiedząc, że kolejny ostrzał może zacząć się w każdej chwili.
Równolegle pracują lekarze. Codziennie idą do szpitali, wiedząc, że mogą nie wrócić do swoich rodzin. Przyjmują rannych, operują pod dźwiękiem wybuchów, czasem bez prądu i ogrzewania.
I nawet tutaj, w mieście pod ciągłym ostrzałem, rodzą się dzieci
W Chersoniu szpital położniczy działa w piwnicy. Nowe życie przychodzi na świat pod ziemią – tam, gdzie jest bezpieczniej niż na powierzchni.
Tutaj nauczyliśmy się cenić chwile życia i ludzi obok. Tutaj, podczas wojny, damska kosmetyczka zamieniła się w apteczkę pierwszej pomocy. Tutaj tęsknimy za ciszą i cieszymy się z wody w kranie oraz energii w gniazdku. Tutaj dźwięk wrogich dronów zagłuszył śpiew ptaków. I właśnie tutaj – jest mój dom.
* * *
W czwartek, 15 stycznia, od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie minęło już 1418 dni. Rosja zaatakowała Ukrainę 24 lutego 2022 roku. Od początku wojny zginęło około 100 tys. żołnierzy ukraińskich oraz około miliona żołnierzy rosyjskich. Śmierć poniosło również około 15 tys. cywilów, a niemal 40 tys. osób zostało rannych. Od początku konfliktu Ukrainę opuściło około 6 milionów uchodźców.
Tekst i fot. Ludmiła Sorokovska

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
0 0
Wspaniały poruszający tekst. Oby ta wojna się skończyła jak najszybciej.
Dostałem od Ciebie zdjęcia tego fragmentu pocisku,który wpadł do Waszego mieszkania. Jak słów mi nie brakuje w tekstach tak po zobaczeniu tych zdjęć słów mi poprostu zabrakło i nie wiedziałem jak i ci Ci odpisać
Trzymajcie się.
0 0
Zupełnie jak w Strefie Gazy. Gdzie nasi "starsi bracia w wierze" strzelają do dzieci i kobiet.
0 0
@ taki sobie czytelnik, a czy pamiętasz od czego to się zaczęło?????
0 0
W strefie Gazy nie ma takich luksusów. Tam snajperzy strzelają do dzieci stojących w kolejce po pomoc humanitarną. A szacunki mówią że jak dotąd zginęło tam ponad 30 tysięcy dzieci. Nie słyszałem o podobnych przypadkach na wschodzie. To w strefie Gazy jest pełnoskalowa depopulacja.
0 0
Wojna to tragedia a najwięcej cierpią zawsze niewinni. Tymczasem niektórzy tutaj mówią: to nie nasz pożar - nawet gdy pali się sąsiedni dom
0 0
Tu dzieci rodzą się na SORach. Tu jest mój dom.
0 0
Ciesz się pisowski osiołku , że rodzą się w pokoju - bez strachu przed niosącymi śmierć bombami.
I obyś nie doczekał "luksusów" jak ci biedni ludzie którym zafundował takie życie przyjaciel twojego idola z Węgier , do którego uciekli nasi przestępcy. Na razie twój dom jest bezpieczny, mimo wszystko.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz