Coraz mniej atrakcyjne zespoły, prowadzący mający trudności z gwarą czy poprawnym wymówieniem nazwisk jurorów.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"13846"}
Sztandarowa impreza Podhala, jaką jest Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich, pikuje ostro w dół. Tak twierdzi znawczyni góralszczyzny, Małgorzata Wonuczka-Wnuk. Podczas niedawnych obrad komisji kultury nie zostawiła suchej nitki na największym wydarzeniu regionu.
- Żenada - twierdzi Małgorzata Wonuczka-Wnuk. - Prowadzący tegoroczny festiwal nie tylko nie potrafił mówić gwarą, ale w ogóle miał kłopoty z językiem polskim. Nie umiał przeczytać nazwiska jednego z jurorów. Właścicielka wiekowej karczmy \"U Wnuka\", animatorka życia kulturalnego, twierdzi, że jak tak dalej pójdzie, to doczekamy czasów, gdy największą podhalańską imprezę folklorystyczną prowadzić będą celebryci. Dlatego oznajmiła radnym, że po 35 latach rozstaje się nie bez żalu z tą imprezą. - Straciłam serce do festiwalu - podkreśla Małgorzata Wonuczka-Wnuk.
Jej mocne wypowiedzi wyzwolił festiwalowy raport, jaki zaprezentował Andrzej Kawecki, dyrektor Biura Promocji Zakopanego. Jako organizator podkreślał finansowy wymiar sukcesu. Wyliczał, że pod namiotem na Równi Krupowej i na Krupówkach zaprezentowało się 14 zespołów z całego świata, a festiwalowi towarzyszyło 25 wydarzeń kulturalnych.
- Mieliśmy bardzo wysoką frekwencję w namiocie. Dziennie średnio oglądało przedstawienia 5 tys. widzów - mówi Andrzej Kawecki - powstało 4,5 tys. wydawnictw folklorystycznych, płyt CD, 60 artykułów prasowych, ponad 100 informacji na portalach internetowych. Przypomniał że bardzo medialnym wydarzeniem był koncert na Kasprowym Wierchu, otwierający tegoroczny festiwal. A zespoły prezentowały się także na Rynku Głównym w Krakowie, w Nowym Targu, Czarnym Dunajcu i okolicznych gminach powiatu tatrzańskiego.
- Ciągle mówimy o malejących dotacjach na kulturę, a nam na wypromowanie festiwalu poza granice Małopolski potrzeba potężnych środków - mówi Andrzej Kawecki. I dodaje, że każdorazowy tygodniowy pobyt 600-800 członków zespołów z całego świata kosztuje organizatora około miliona złotych. Do tego około 150 tys. zł potrzeba na wypromowanie festiwalu na zewnątrz. Wylicza, że 570 tys. na imprezę przeznacza budżet miasta, 140 tys. daje Ministerstwo Kultury, a pozostała kwota pochodzi z dochodów własnych BPZ. Przewodniczący komisji kultury Maciej Wojak zarzucił, że liczby widzów prezentowane przez organizatora są zaniżane. Jego zdaniem festiwal obejrzało 40 tys. lub więcej ludzi. Podkreśla, że to potężny oręż w rozmowach ze sponsorami strategicznymi, którzy niebawem - w grudniu planować będą swe budżety. Dodał, że od lat na imprezie brakuje zespołów z krajów alpejskich. Proponuje też, by na występy wykorzystać teren Wielkiej Krokwi.
Andrzej Kawecki broni się, że zespoły z Alp to grupy komercyjne, występujące za pieniądze.- Co do skoczni, to Centralny Ośrodek Sportu ma niebotyczne stawki, jak za Puchar Świata, więc nie możemy skorzystać z oferty - wyjaśnia Andrzej Kawecki - A jeśli chodzi o liczbę widzów, to nie chcę przesadzać. Sam korowód Krupówkami na otwarcie oglądnęło kilkanaście tysięcy turystów. Mieliśmy za sponsora generalnego duży browar, on teraz daje ponad milion złotych na Tydzień Kultury Beskidzkiej. Nie chcę przypominać, kto był przeciwko temu sponsorowi.
Dyrektor Biura Promocji zapewnia, że już rozpoczął starania o pozyskanie egzotycznych grup na przyszłoroczny festiwal.
rav
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz