Burmistrz Zakopanego sprzedaje gminną drogę, pozbawiając właścicieli trzech domów dojazdu do posesji.
Nietypowa transakcja ma zostać przeprowadzona w połowie lutego. Właściciele 4 posesji przy ul. Tuwima z przerażeniem odkryli, że ogłoszony niedawno przetarg na sprzedaż nieruchomości dotyczy w dużej mierze ich działek. - Mój dom leży tuż przy ul Tuwima, to ja dojazd będę miał, ale bez drogi zostanie trójka moich sąsiadów, których domy są w głębi uliczki - mówi Ryszard Mucha spod nru 14.
Mieszkańcy ul. Tuwima 14 a, 14 b i 14 c przeżyli szok w grudniu. Na internetowych stronach urzędu miasta znaleźli ogłoszenie o sprzedaży gminnej nieruchomości. Pod młotek pójdą 2 działki: budowlana nr 345 i drogowa nr 625. Cena wywoławcza to 552 tys. zł plus VAT. - Przecież jak to kupi prywatny właściciel, to - skoro wyda ponad 700 tys. zł - ogrodzi obie działki, a my zostaniemy kompletnie bez dojazdu - boją się mieszkańcy. Pokazują dokumenty z lat 60. Akty notarialne, decyzje administracyjne. Stare plany. Na wszystkich widnieje wydzielona z trzech działek droga z numerem 100. - To była droga, za którą przecież każdy z naszych rodziców zapłacił, kupując działki pod budowę. Użytkujemy ją ponad 40 lat - tłumaczy Marek Dybich. Dodaje, że nikt nie poinformował właścicieli o tym, że działka zmieniła numer na 625. I pod takim numerem widnieje w księgach wieczystych i w internecie na geoportalu. Bez tej działki sprzedawana obecnie budowlana nieruchomość nr 345 nie ma dojazdu. - Tu już były przymiarki do jakichś inwestycji, na tej działce gromadzono materiały budowlane, ale właściciel domu przy ul. Tuwima 12 nie zgodził się udostępnić dojazdu i inwestor zrezygnował - mówi Dominik. - My nie wiemy, od kiedy z wielkiej działki przy ul. Tuwima 12 zrobiono dwie działki nr 345 i 662. I kiedy stały się gminną własnością. Nie zgodzimy się, by naszym kosztem tworzono teren budowlany. Niech droga biegnie tak, jak powinna, po działce przy ul. Tuwima 12.
Argumentacji tej nie przyjmuje Halina Dyka, naczelnik wydziału gospodarki gruntami i planowania przestrzennego. - To jest gminna droga wpisana do ksiąg wieczystych, gdyby była własnością mieszkańców, ich nazwiska figurowałyby przecież w księgach - tłumaczy. Dodaje, że to smutne, że dopiero teraz mieszkańcy podnoszą larum, skoro wznowienie granic przeprowadzono w maju ubiegłego roku. - Mamy w protokole 13 podpisów, wszyscy mieszkańcy zgodzili się na wznowione granice. Oni do tej pory jeżdżą po terenie gminnej działki i częściowo po swoim, wyznaczonym z działek nr 346, 347 i 624. Podkreśla, że jeśli już w momencie wznawiania granic mieszkańcy wyraziliby zainteresowanie zakupem cząstkowym w drodze, nie byłoby żadnego problemu, ponieważ warunki przetargu sformułowane zostałyby inaczej. Uważa, że mieszkańcy niczego nie stracą, nawet jeśli teren drogi kupi prywatny inwestor. Dojechać do domów będą mogli po swoim gruncie. Zabrany zostanie jedynie teren gminnej działki, która teraz służy za parking.
- Ci ludzie prowadzą wynajem kwater. Teren gminy stał się dla nich parkingiem, dojeżdżają bez trudu do posesji. Jeśli mieszkańcy na piśmie złożą swe zastrzeżenia, to burmistrz może przesunąć termin przetargu i zmienić jego warunki. Tak by mogli kupić ułamkowe części w drodze i mieć zapewniony dojazd. Takie teraz są już smutne czasy, że nie ma nic za darmo - podsumowuje Halina Dyka.Wtóruje jej burmistrz Janusz Majcher. Podkreśla, że droga zawsze była własnością gminy, a mieszkańcy użytkowali ją za darmo.
Jeden z mieszkańców mówi, że był w sprawie kupna w urzędzie. Przedstawił się jako zainteresowany kupnem. Jeden z urzędników poinformował go, że z drogą mogą być kłopoty, że mieszkańcy pewnie będą domagać się sądownego ustanowienia prawa służebności. - Sprawdziłem w księgach wieczystych. Odnośnie do numeru 625 nie ma wpisanego żadnego właściciela. Więc skąd twierdzenie, że to droga gminna? - pyta retorycznie.
Zaskoczenia sprzedażą nieruchomości nie kryje radny Leszek Dorula. Przypomina, że temat sprzedaży działki przy ul. Tuwima upadł już za poprzedniej kadencji. I że radni byli za każdym razem przeciwni.
- Nikt nam nie mówił, że nasza droga będzie na sprzedaż, to świństwo, że każe nam się płacić po raz drugi za kupione grunty - podsumowuje Ryszard Mucha. Podkreśla, że po sprzedaży gminnej drogi prywatnemu przedsiębiorcy z pewnością do domów w głębi uliczki nie dojedzie straż pożarna ani pogotowie. Dodaje, że wraz z innymi mieszkańcami zrobi wszystko, by przetarg zablokować. Jego termin wyznaczono na 17 lutego.
Z ostatniej chwili.W poniedziałek mieszkańcy spotkali się z burmistrzem. Janusz Majcher wycofał z przetargu działkę nr 625. Zaproponował, by każdy z mieszkańców zainteresowany dojazdem zapłacił za cząstkę gminnej drogi po blisko 30 tys. - Zgadza się, naszym błędem było wystawienie działki drogowej do otwartego przetargu - przyznaje burmistrz Janusz Majcher. Dlatego po spotkaniu z mieszkańcami burmistrz zaoferował im nabycie cząstkowych udziałów w drodze, która zostanie sprzedana. - Zaproponowałem im rozłożenie płatności na raty, każdy płaciłby po kilkaset złotych miesięcznie - podsumowuje Janusz Majcher.
- Nie damy się szantażować brakiem dojazdu! Z pewnością sprawa naszej drogi skończy się w sądzie - poinformowali nas mieszkańcy. Do każdego radnego wysłali też list informujący o ich kłopotach. Do sprawy sprzedaży gminnej działki wrócimy. - Będziemy podejmować nową uchwałę w sprawie sprzedaży działki drogowej - wyjaśnia Leszek Dorula - ja będę wnioskować, by dotychczasowi użytkownicy byli zwolnieni z opłaty. Natomiast nowy nabywca działki budowlanej powinien zapłacić za udział w części drogi - podsumowuje radny.
rav
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz