Miasto Zakopane

Zamknij

Bez Ukraińców Zakopane miałoby problem

Paweł Pełka Paweł Pełka 14:59, 29.06.2026
Treść artykułu pod wideo ↓
1 Bez Ukraińców Zakopane miałoby problem

Pracują w hotelach, restauracjach, sklepach i firmach usługowych. Zdaniem przedsiębiorców oraz samorządowców pracownicy z Ukrainy stali się niezbędnym elementem lokalnego rynku pracy. Ich nagły odpływ mógłby poważnie zachwiać funkcjonowaniem wielu firm pod Tatrami.

- Bez tych pracowników mielibyśmy bardzo duży kłopot. Zatrudnienie osoby z Polski na wielu stanowiskach jest wręcz niemożliwe, mimo że zakupiliśmy niedawno budynek w Zakopanem, który służy jako hotel dla tych pracowników i oferujemy im pracę z zakwaterowaniem - tak na pytanie o to, co stałoby się, gdyby z Zakopanego zniknęli pracownicy z Ukrainy odpowiada jeden z zakopiańskich hotelarzy.

Stwierdza on, że oczywiście zawsze zdarzają się czarne owce, ale Ukraińcy to w większości przypadków pracownicy sumienni, uczciwi. Jedyną barierą jeśli chodzi o świadczone przez nich usługi może być bariera językowa. Tak więc jeśli Ukrainiec ma być zatrudniony na przykład jako kelner czy pracownik recepcji musi wykazać się komunikatywną znajomością języka polskiego. Goście z Ukrainy podejmują się prac jako personel sprzątający, pomoc kuchenna, na które to stanowiska w ogóle niemożliwe jest wręcz znalezienie polskiego pracownika.

To nie są sezonowi pracownicy

Co ważne nie są to pracownicy sezonowi. W wielu przypadków pracują w Zakopanem kilka lat, nie odchodzą szybko, tak jak nasi, którzy często nastawieni są na pracę sezonową.

Zdaniem Wiktora Wróbla, prezesa zarządu spółki hotelarskiej Nosalowy Dwór w Zakopanem, funkcjonowanie branży hotelarskiej i gastronomicznej bez pracowników z zagranicy, w tym z Ukrainy byłoby dziś bardzo trudne.

– W Zakopanem i ogólnie w Polsce byłoby nam bardzo ciężko prowadzić biznesy bez obcokrajowców, szczególnie takie, które potrzebują większej liczby szeregowych pracowników – podkreśla. Jak zaznacza, dotyczy to nie tylko hoteli i restauracji, ale również firm budowlanych czy produkcyjnych.

Brakuje chętnych

Wiktor Wróbel zwraca uwagę, że choć w debacie publicznej najczęściej mówi się o Ukraińcach, zagraniczni pracownicy przyjeżdżają także z innych krajów Europy Wschodniej, a także z Filipin, Nepalu czy Wietnamu. Jego zdaniem są oni dziś obecni praktycznie w każdej branży.

– Nie wynika to z tego, że ktoś nie chce zatrudniać Polaków. Po prostu często brakuje chętnych na niektóre stanowiska – wyjaśnia.

Prezes spółki Nosalowy Dwór podkreśla, że cudzoziemcy nie pracują wyłącznie na stanowiskach podstawowych. Coraz częściej są to osoby wysoko wykwalifikowane.

– Bardzo często spotykamy świetnie wykwalifikowanych pracowników. To są osoby z działów sprzedaży, marketingu, menedżerowie, kierownicy gastronomii czy na przykład bardzo dobrzy barmani – mówi. Jego zdaniem pracownicy z Ukrainy dzięki bliskości językowej szybko odnajdują się w polskich realiach. Wielu z nich biegle posługuje się nie tylko językiem polskim i ukraińskim, ale również angielskim.

Szybko się asymilują

– To jest praktycznie nieodczuwalna bariera językowa czy kulturowa, szczególnie w przypadku osób z Europy Wschodniej. Z naszych doświadczeń wynika, że asymilują się szybko i bardzo dobrze funkcjonują w środowisku pracy – ocenia.

Prezes Wróbel odniósł się również do kwestii rotacji pracowników. Jak zaznaczył, w jego firmie zarówno wielu Polaków, jak i cudzoziemców pracuje przez lata. – Mamy raczej doświadczenia, że zostają i pracują od lat. Być może wynika to z tego, że staramy się stworzyć przyjazne miejsce pracy i pracownicy to doceniają – mówi.

Jednocześnie przyznaje, że w hotelarstwie i gastronomii rotacja na stanowiskach podstawowych jest naturalnie większa, niezależnie od narodowości pracowników. Zdaniem prezesa spółki Nosalowy Dwór brak pracowników zagranicznych oznaczałby dla wielu przedsiębiorstw poważne problemy kadrowe.

– Absolutnie korzystamy z tego rodzaju migracji. Z punktu widzenia przedsiębiorcy i hotelarza zdecydowanie pozytywnie oceniam obecność na rynku pracy pracowników z zagranicy – podkreśla. W jego ocenie szczególnie branża hotelarska i gastronomiczna na Podhalu odczułaby skutki ich odpływu.

– Myślę, że wszyscy mielibyśmy problemy, gdyby tych pracowników zabrakło. Nie tylko w Zakopanem i nie tylko w hotelarstwie, ale właśnie tutaj są oni być może szczególnie potrzebni – podsumowuje Wiktor Wróbel.

 

Ważna część rynku pracy

Pracownicy z Ukrainy od lat są ważną częścią rynku pracy w Zakopanem - uważa również Agata Wojtowicz, prezeska Tatrzańskiej Izby Gospodarczej. Ich rola wykracza dziś daleko poza sezonowe zatrudnienie.

– My już traktujemy ich absolutnie na równi z każdym pracownikiem, bez względu na pochodzenie. To nie są już tylko pracownicy. To część naszej społeczności – podkreśla Wojtowicz. Jak zaznacza, wielu Ukraińców, którzy przyjechali pod Tatry, nie myśli o Polsce jako o kraju przejściowym. Coraz częściej wiążą swoją przyszłość z Zakopanem. – Ci, którzy zostali i pracują tutaj, najczęściej chcą osiedlić się na stałe. To są ludzie, którzy zakładają rodziny, posyłają dzieci do szkół, zdają matury i planują studia. To są już nasi mieszkańcy – mówi prezeska Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

Jej zdaniem bez ukraińskich pracowników lokalna gospodarka miałaby poważne trudności. – Bez tych rąk do pracy byłoby naprawdę bardzo źle. Nie dalibyśmy sobie rady – ocenia. Wojtowicz zwraca uwagę, że wielu Ukraińców pozostaje w jednym miejscu pracy przez długi czas, a nie tylko na krótki sezon. Część z nich zakłada również własne działalności gospodarcze.

– Coraz więcej znam takich osób, które prowadzą własne firmy. Chcą tutaj zostać i traktują Polskę jako miejsce, z którym wiążą swoją przyszłość życiową i zawodową – podkreśla.

Prezeska Tatrzańskiej Izby Gospodarczej zaznacza, że po wybuchu wojny sytuacja uchodźców znacząco się zmieniła. Początkowo najważniejsze było zapewnienie ludziom zajęcia i poczucia bezpieczeństwa. – Na początku niektórzy wręcz wymyślali pracę, żeby dać tym ludziom zatrudnienie. Chodziło nie tylko o pieniądze, ale też o to, żeby mogli się oderwać od myślenia o tym, co dzieje się w ich domach i rodzinnych stronach – wspomina.

Chcą się rozwijać

Dziś wielu z nich awansuje i zajmuje coraz bardziej odpowiedzialne stanowiska. – Znam wiele osób, które awansowały i zajmują coraz wyższe miejsca w firmowej hierarchii. Widzę też, jak bardzo chcą się rozwijać i uczyć języka polskiego – mówi Wojtowicz.

Szczególne wrażenie robi na niej zaangażowanie Ukraińców w poznawanie polskiej kultury i historii. – Byłam zaskoczona, jak pięknie niektórzy piszą po polsku. Wielu z nich pielęgnowało język i tradycję polską jeszcze na Ukrainie. Zdarzało się, że podczas rozmów o historii to ja czułam się zawstydzona, bo oni pamiętali więcej ode mnie – przyznaje.

Choć, jak podkreśla, w każdej grupie zdarzają się pojedyncze negatywne przypadki, nie należy ich uogólniać. – Tak samo jak wśród polskich pracowników zdarzają się czarne owce. Nie można generalizować – zaznacza.

- Gdyby z Zakopanego nagle zniknęli pracownicy z Ukrainy, lokalna gospodarka i branża turystyczna stanęłyby przed poważnym wyzwaniem – uważa z kolei burmistrz Zakopanego Łukasz Filipowicz. Sam przez lata był związany z hotelarstwem, a jego rodzina nadal prowadzi obiekty noclegowe, dzięki czemu dobrze zna realia rynku pracy pod Tatrami.

– Gdyby Ukraińcy zniknęli nagle z Zakopanego, to byłoby bardzo trudno wszystkim przedsiębiorcom. Przecież chodzimy po mieście, widzimy: każdy sklep spożywczy, każda restauracja – wszędzie pracują osoby z Ukrainy – podkreśla burmistrz.

Jak zaznacza, problem niedoboru pracowników jest dziś jednym z największych wyzwań dla przedsiębiorców. – Nie ma kim pracować. To jest ogromny problem z pracownikami – mówi. Filipowicz zwraca uwagę, że przez lata pracownicy z Ukrainy wypełnili lukę na rynku pracy, która wynika m.in. z niekorzystnych trendów demograficznych. – To też demografia. Wiadomo, że będzie szło w tym kierunku. Ukraińcy wypełnili nam tę lukę dość mocno – ocenia.

To jest już mit

Burmistrz rozprawia się również z popularnym przekonaniem, że zatrudnianie Ukraińców jest tańsze niż zatrudnianie Polaków. – Funkcjonuje mit, że pracownicy z Ukrainy pracują taniej niż Polacy i to się opłaca. Absolutnie tego już nie ma. Wszyscy pracują na równych warunkach – zaznacza. Jego zdaniem równie trudno znaleźć dziś pracownika niezależnie od narodowości. – Jest równie ciężko o osoby do pracy pochodzenia polskiego, jak i ukraińskiego, i każdego innego – mówi.

Filipowicz zauważa jednak, że sytuacja na rynku pracy zmieniła się w ostatnich latach. – Na początku Ukraińcy przyjeżdżali do Polski, szukali pracy i tę pracę szanowali. Naprawdę można było fajne osoby wyłuskać. Dzisiaj jest już tak potężna rotacja, że trudno liczyć, że ktoś zostanie – ocenia.

Jednocześnie podkreśla, że wielu pracowników z Ukrainy od lat współpracuje z zakopiańskimi przedsiębiorcami i cieszy się ich pełnym zaufaniem. – U moich rodziców czy u teściów są osoby, które od wielu lat, od ośmiu czy dziesięciu lat, regularnie wracają na sezon. To naprawdę fajni ludzie, godni zaufania. Nie ma na nich skarg, przedsiębiorcy są bardzo zadowoleni – mówi.

Jak dodaje, mimo pozytywnych doświadczeń z wieloma pracownikami zza wschodniej granicy, znalezienie nowych osób do pracy jest dziś coraz trudniejsze. – Dzisiaj jest trudno. Nawet jak próbuje się wyłuskać kogoś nowego, to faktycznie jest dosyć trudno znaleźć osobę, niezależnie od pochodzenia – podsumowuje burmistrz Zakopanego.

Drugi dom

Porozmawialiśmy też z dwoma Ukraińcami, którzy od dłuższego czasu pracują w branży gastronomicznej i hotelarskiej w Zakopanem. Witalij, który pod Giewont sprowadził całą rodzinę, a jego dzieci chodzą do zakopiańskich szkół znalazł tu drugi dom. - Co prawda tęsknię za ojczyzną, chciałbym tam wrócić , jak skończy się wojna, ale tu w Zakopanem z jednej strony mogę zarobić więcej i jest zdecydowanie bezpieczniej niż u mnie w domu, w okolicach Charkowa.

Z kolei Katia, która przyjechała do Zakopanego dwa lata temu mówi, że w Zakopanem łatwo o pracę, zarobki nie są małe, a w jej firmie nikt nie patrzy skąd jest dany pracownik, tylko co sobą reprezentuje i czy jest pracowity. 

Odwiedzin: 116

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

KonfederataKonfederata

1 0

Kolejne ocieplanie wizerunku. Zgoda, prości Ukraińcy pracują, widzę to i doceniam. Ale to nie znaczy, że my Polacy mamy milczeć na temat banderyzmu i kultu ludobójców z UPA , którzy w bestialski niewyobrażalny sposób wymordowali prawie 200 tys naszych Rodaków na Wołyniu i Kresach Wschodnich.
Ich Prezydent Żeleński pluje nam w twarz, cienka czerwona linia została przekroczona.
Wczoraj ogłosił budowę Panteonu Narodowego ku czci morderców i ludobójców z UPA.
A nasi zdrajcy Polacy usprawiedliwiają to wszystko.
Trzeba to wszystko wziąść pod kontrolę, bo wyrasta nam V kolumna banderowska. Utrącić te wszystkie przywileje przyznane przez PiS a kontynuowane prze KO, deportacje za najmniejsze przestępstwa, podpisanie lojalki wobec Państwa Polskiego, chcesz zostać zrzekasz się obywatelstwa UA, do pracy sezonowo możesz przyjechać, deportacje największych piewców banderyzmu w Polsce typu Natalia Panczenko i inni.
A już skandalem jest nie zerwanie przez Zakopane współpracy z miastem partnerskim Stryj, gdzie jest pomnik Stiepana Bandery przed dawnym budynkiem Polskiego gimnazjum.
Co na to władze Zakopanego? Ano nic..
C

12:35, 29.06.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE


POLECAMY

0%