Karolina nie chodzi do szkoły, bo jest dzieckiem alkoholika. Nie może uczyć się w domu, bo jej tata bije nauczycieli. Tata już od miesiąca powinien siedzieć w więzieniu, ale nie siedzi, bo – choć jest tylko pijaczkiem – skutecznie kiwa sądy, kuratorów, opiekę społeczną, policję, posłów, rząd i wszelką władzę.
Karolina ma piętnaście lat. Większość czasu spędza w swoim pokoju, w bloku na zakopiańskim osiedlu Szymony. Nie ma przyjaciół. Nie bawi się z rówieśnikami. Rzadko opuszcza dom. Jeśli już wychodzi – zawsze towarzyszy jej mama, Alicja. Jeśli obie spacerując, spotkają na ulicy skupisko ludzi, na przykład wycieczkę (o to w Zakopanem nietrudno) – Karolina bardzo się denerwuje. Mama musi podawać jej leki. Karolina od wielu lat leczy się u psychiatry.
Diagnoza brzmi: „dziecko alkoholika, ofiara przemocy ojca, ze znacznymi zaburzeniami osobowościowymi i depresyjnymi”. Dalej padają nazwy schorzeń: „fobia szkolna” i „zaburzenia depresyjne”. W dokumentach medycznych jest też ocena postępów leczenia: „Wynik leczenia mierny ze względu na brak reakcji organów wymiaru sprawiedliwości (przyczyna zaburzeń dziecka cały czas jest nierozwiązana)”. Zalecenie? Odsunąć dziecko od wpływu zdegenerowanego ojca i kontynuować indywidualne nauczanie.
Karolina od roku powinna uczęszczać do gimnazjum. Nie chodzi do szkoły. Przestała, gdy pijany tata zaczął przychodzić na wywiadówki. Po kilku karczemnych awanturach na szkolnym korytarzu Karolinę zaczęły spotykać docinki kolegów. Nie trzeba było długo czekać na poważniejsze problemy psychiczne: fobię, która wyklucza normalną edukację. Jednak Karolina nie może się uczyć też w domu. Tata próbował bić nauczycieli i wyrzucał ich z domu. Gdy pani od biologii nawymyślał od k…, dyrektor gimnazjum zawiesił indywidualne nauczanie.
Niedługo po incydencie kurator wystąpił do sądu o odwieszenie Janowi wyroku ośmiu miesięcy więzienia za znęcanie się nad rodziną. Rozprawa odbyła się dwudziestego maja. Sąd nie miał wątpliwości, że „tatuś” powinien trafić za kraty. Druk z czerwonymi pieczęciami wezwał Jana G. do „stawienia się” w zakładzie karnym w Nowym Sączu już 19 czerwca. Jan nie wypełnił zaleceń sądu. Nie zastukał do bramy więzienia. Któryś z bardziej doświadczonych kolegów od kieliszka poradził mu, żeby się odwołał. W piśmie Jan tłumaczył wysokiemu sądowi, że jest zbyt chory. Sąd rozpatruje odwołanie od ponad miesiąca.
***
Jan pił, odkąd Alicja sięga pamięcią. Na początku może się trochę bardziej pilnował. Po ślubie zamieszkali kątem u rodziców Alicji. Jan miał dobrą posadę w Polskich Kolejach Linowych. Sytuacja zmieniła się diametralnie po śmierci ojca Alicji. Jan stracił pracę. Co prawda próbował się zaczepić to w ochronie, to w supermarkecie. Jednak każda z tych prób kończyła się fiaskiem najdalej po kilku miesiącach.
– Kto by trzymał w firmie takiego zawalającego wszystko alkoholika? – konstatuje Alicja. Opowiada, jak w 1998 roku Jan dostał rentę. Komisja lekarska orzekła, że spustoszenia w organizmie mężczyzny poczynił alkohol. Jan nic sobie nie robi z zaleceń niepicia. Parę razy był przez to jedną nogą na drugim świecie. Lekarzom z trudem udawało się go odratować. – Porządni ludzie się nie mogą doczekać na pomoc, a takiego żula ratują wszelkimi dostępnymi środkami – zastanawia się Alicja i płynnie przechodzi do opisu jednego z najszczęśliwszych dni w życiu swojego męża. Wszystko odbyło się na sali rozpraw, gdy zakopiański sąd odebrał Janowi prawa rodzicielskie do najmłodszej córki, Karoliny. – Naprawdę się ucieszył. W domu nam oświadczył, że teraz już nie ma dzieci, więc nie musi łożyć na utrzymanie. Od tamtego dnia nie dostałam od niego ani grosza – wspomina kobieta.
W październiku ubiegłego roku Jan trafił na detoks do nowotarskiego szpitala. Leczył się pięć tygodni – do czasu, aż stwierdził, że jego przypadek nie rokuje nadziei. Zakończenie rekonwalescencji uczcił „beczułką” taniego wina. – Pije to świństwo. Nawet nie można powiedzieć, żeby był po tym całkiem pijany. Tylko raczej taki przydymiony chodzi, jak po jakimś narkotyku – tłumaczy Alicja. – Później wraca do domu i nas terroryzuje. Kiedyś zaczął mnie bić, więc wezwałyśmy policję. Zabrali go. Wszyscy się ucieszyli. Ale wrócił za dwie godziny. Mówił, że policjanci się z niego śmiali, że ma taką głupią babę. A ostatnio w dniu, kiedy miał się zgłosić do więzienia, też zaczął mnie bić, wytargał za włosy. Wezwałam policję – nic nie pomogło. Szukali go, znaleźli a później zwolnili.
Czy próbowała przerwać ten koszmar? Oczywiście. Odwiedzała Ośrodek Pomocy Społecznej. W Centrum Interwencji Kryzysowej doradzali, żeby zostawiła męża, opuściła mieszkanie, wynajęła pokój i przeprowadziła się tam razem z córką. – Dobrze im mówić. Miałabym zostawić mieszkanie po ojcu i wynająć coś w Zakopanem, przy moich dochodach 1,1 tysiąca złotych miesięcznie? – zachodzi w głowę kobieta. – Nie ma mowy, zostanę tu dokąd się da. Choć pewnie nas w końcu wyrzucą. Mamy straszne długi, ponad trzydzieści tysięcy – Alicja błądzi wzrokiem po szarych ścianach swojego czteropokojowego mieszkanka w kolejowym bloku na Szymonach.
– Niczego nie chcę, tylko żeby on wreszcie trafił do więzienia. Odetchniemy. Osiem miesięcy to sporo czasu. Będzie czas na załatwienie formalności rozwodowych i może jakoś uda się wreszcie tego strupa pozbyć z domu. Co będzie później? Jakoś sobie damy radę. Mam pracę – to moje wybawienie. Gdyby nie praca, chyba nie miałabym siły żyć.
– Takie prawo mamy głupie – wypala bez ogródek „zorientowany w sprawie” Alicji kurator sądowy. Bez zgody prezesa sądu (który przebywa na urlopie) urzędnik nie chce ujawniać swojego nazwiska. Nieoficjalnie przyznaje jednak, że pokrzywdzona przez życie kobieta nie powinna liczyć na rychłą poprawę swojej sytuacji. – Pan G. złożył w sądzie prośbę o odroczenie wykonania kary. Powoływał się na kłopoty ze zdrowiem. Zgodnie z prawem musimy się odnieść do takiej petycji. Procedura przewiduje między innymi zebranie wywiadu środowiskowego. W wypadku pana G. wypadł on jak najgorzej. Mężczyzna na pewno nie uniknie kary więzienia. Niestety, zanim trafi za kratki, zostanie oficjalnie wezwany do stawienia się w zakładzie karnym. Dopiero na końcu zapada decyzja o doprowadzeniu do więzienia. Wszystko to może potrwać jeszcze miesiąc albo i dłużej – tłumaczy.
Marek Kalinowski
0 0
Sad powinien surowo karac ,ale gdy uchyla sie bo lituje sie nad alkoholikiem
to wszystkich ostrzegam ze to jest recepta na tragedie a przeciez kto sie
ujmie nad dzieckiem i matka - ?
0 0
Babo, rozwiedź się z nim i to jak najprędzej! Taki truteń będzie jeszcze żył długo, chlał i uprawiał domową terrorkę. Jeszcze sprawa mieszkania.... albo tam zostajesz, ale go wyrzucasz (jak wyjdzie po flaszkę, zmiana zamków i go nie wpuszczasz na wieki), albo wyprowadzasz się stamtąd i uciekasz przed długami. Zielona wyspa czeka....
0 0
Znam tą rodzine bo mieszkam na Szymonach. Znam również tego frajera bo raz mi psa skopał na ulicy za nic.........
0 0
Zal mi baby i dziecka ale \" widzialy galy co braly\" teraz rob wszystko aby przezyc. Powodzenia!!!!!
0 0
cyt. ....\"Jan dostał rentę. Komisja lekarska orzekła, że spustoszenia w organizmie mężczyzny poczynił alkohol.\".... nieeeee! to jakaś kpina!!! I jeszcze my wszyscy pracujący razem wzięci sponsorujemy tego śmierdzącego lenia?! Po prostu nie mogę uwierzyć, że ułamek mojej pensji idzie na wino dla tego łapciucha!
0 0
Nieporadność tej kobiety jest porażająca! A dlaczego? Dlatego, że facet powinien być już dawno po wyrokach za znęcanie, alimenty, pobicia! Tu nie ma winy żadnej z instytucji zajmującej się takimi problemami, bo to właśnie pokrzywdzona musi takie fakty zgłaszać i ciągnąć to dalej! Nikt w takich sprawach ją nie wyręczy. Ale lepiej późno niż wcale.... kobieto wyrzuć go z mieszkania, bo jego zachowania są aspołeczne i przede wszystkim zagrażają tobie i dziecku! Niech sobie puka, dobija się później! Wezwij policję to wierz mi, na pewno go położą w łóżku obok ciebie tylko pojedzie w klatce na wytrzeźwiałkę. I tak za każdym razem, do skutku! Nie wpuszczaj łobuza do domu! Nigdy!
0 0
ORGANY I ORGANKI SPRAWIEDLIWOŚCI WOLĄ ZNĘCAĆ SIĘ NAD SPRAWIEDLIWYMI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
krakow-www.blog.onet.pl
0 0
coś okropnego!ja choruje na astme od dziecka i przez to mam problemy ze znalezieniem pracy a raczej z jej utrzymaniem ataki alkoholik ma rentr bo chlał całe życie.Skandal
0 0
nie wiem czy ktos tu jeszcze zaglada ale ten pijak wyszedł z wiezienia i znowu chleje. mysle ze tygodnik powinien zainteresowac sie ta sprawa i opisac dalsze losy tej pani i tego pana
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz