Pełnia lata, upały sięgające 30 stopni, pełnia sezonu turystycznego, a zarazem - pełnia sezonu żmijowego.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"19559"}
Sezon żmijowy - określenie, którego próżno szukać w medycznych podręcznikach - ukuło się jakoś "naturalnie". Gdy Podhale ogarnia fala upałów, w nowotarskim szpitalu już wiedzą, że w tygodniu należy się spodziewać co najmniej kilku przyjęć pacjentów pokąsanych przez jedynego występującego w Polsce przedstawiciela jadowitych węży. Jedynego węża, którego jad może zagrozić życiu dorosłego człowieka. - No, nie jest do końca prawdą przeświadczenie, że człowiek pokąsany przez żmiję od razu umiera - dementuje obiegową opinię doktor Waldemar Jędrzejewski. Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej z Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego w Nowym Targu jednocześnie przestrzega przed bagatelizowaniem problemu. - Powiem tak: trzeba naprawdę twardego "zawodnika", obdarzonego sporą dozą szczęścia, żeby wyszedł z takiej opresji bez pomocy lekarza - dodaje.
Żmii nie przetrzymaszJad żmii działa destrukcyjnie na białka zawarte we krwi. To prowadzi do powstania ogromnych skrzepów, które blokują przepływ krwi. Dochodzi do obrzęków, a wreszcie - do martwicy tkanek. - Pamiętam przypadek kobiety z Suchej Beskidzkiej, która została ukąszona przez żmiję w przedramię. Proszę wierzyć lub nie, ale jej ręka przybrała gabaryty uda - obrazuje nowotarski medyk. Dodaje, że bez pomocy lekarza kobieta prawdopodobnie straciłaby rękę. Co więc zrobić, gdy już dojdzie do ukąszenia? - Jeszcze niedawno na różnych kursach pierwszej pomocy mówiło się o konieczności odessania jadu z rany - ustami. To jednak jest jak igranie z losem. Osoba, która przeprowadza taką ratowniczą operację, sama może się zatruć jadem. Trucizna wnika bez trudu do krwiobiegu przez każde uszkodzenie tkanki. Wystarczy dziura w zębie lub krwawiące dziąsło, a już mamy dwóch poszkodowanych przez żmiję - podkreśla doktor Jędrzejewski. Inne metody: założenie opaski uciskowej powyżej miejsca ukąszenia czy mokry opatrunek przyłożony na ranę są jedynie pomocnymi półśrodkami. Jedyną naprawdę skuteczną metodą jest natychmiastowe powiadomienie o wypadku służb ratunkowych i dostarczenie chorego w jak najkrótszym czasie do szpitala. - Leczenie w placówce medycznej polega na podaniu specjalnej anatoksyny, która zneutralizuje działanie jadu. Następnie należy badać parametry krwi i reagować w zależności od potrzeb - tłumaczy doktor Jędrzejewski.
Gada zemsta zza grobuPan Franek, mieszkaniec jednej z podhalańskich miejscowości, został pokąsany przez żmiję wiele lat temu. Wybrał się na grzyby. - Nie widziałem jej. Ugryzła z zaskoczenia, w rękę. Zobaczyłem gada dopiero po fakcie, no i natychmiast zabiłem - przyznaje z rozbrajającą szczerością góral. - Ludzie mi mówili, że jak się żmiję zabije, to jej jad nie zadziała. Poszedłem więc spokojnie do domu - opowiada.
Do wypadku doszło w sobotę. Już następnego dnia Franciszek przekonał się boleśnie, że znachorskie przekonania nie mają zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością, a wyrok wykonany na wężu wcale nie uśmierzy cierpień pokąsanego. - W niedzielę poszedłem do kościoła. Ręka strasznie bolała, ale nie zamierzałem iść do lekarza. Podczas mszy zemdlałem. Ludzie wynieśli mnie z kościoła i wezwali karetkę. W szpitalu w Krakowie leżałem bite 2 tygodnie.
Żmija skacze ze spadochronemPracownicy Gorczańskiego Parku Narodowego potwierdzają, że ostatnio na Podhalu jadowitych gadów pojawia się nieco więcej. - Ludzie wynajdują różnorakie przyczyny tej "ekspansji". Niektórzy mówią wręcz, że to park sprowadził żmije. Że węże były zrzucane z samolotów. To oczywiście kompletna bzdura. Żmii jest więcej, ale ma to związek z regresem uprawy na naszych terenach. Pojawia się coraz więcej ugorów, ludzie nie uprawiają ziemi, nie koszą łąk. To sprzyja rozwojowi gryzoni, które z kolei są naturalną bazą żerową dla żmij. Upraszczając: więcej jedzenia - więcej węży - tłumaczy doktor Jan Loch, szef Pracowni Naukowej Gorczańskiego Parku Narodowego. - Jak widać, żmija wcale nie jest taka zła. Można powiedzieć wręcz, że w walce z gryzoniami jest naszym sprzymierzeńcem.
Jan Loch zapewnia, że przykre w skutkach konfrontacje ze żmiją to najczęściej efekt ludzkiej niefrasobliwości. Opowiada o przypadku pokąsania przez żmiję sprzed paru dni. Do groźnego zdarzenia doszło w Porębie Wielkiej. Ofiara to uczennica gimnazjum, która podczas upalnej pogody wybrała się na spacer po zapuszczonej łące, mając na nogach plażowe klapki. - Taka niefrasobliwość to jest po prostu kuszenie losu - komentuje przedstawiciel GPN. Zaznacza jednocześnie, że wystarczającym zabezpieczeniem, chroniącym przed ukąszeniem niemal w 100%, są wysokie buty i długie spodnie. Wbrew pozorom, zęby jadowe żmii nie są na tyle długie i ostre, żeby zdołały przebić cholewkę czy nawet materiał dżinsowych spodni.
- Żmija to ponadto zwierzę płochliwe. Została przez naturę wyposażona w czułe receptory, wykrywające każde drżenie gruntu. Ludzkie kroki są dla węża wyczuwalne z daleka i zwykle są sygnałem odwrotu. Jeśli jednak z jakichś powodów znajdziemy się w pobliżu gada, ten w porę ostrzeże nas o swojej obecności głośnym syczeniem. Trzeba po prostu mieć słuch wyczulony na tego rodzaju odgłosy - instruuje Jak Loch. Przestrzega przed jeszcze jednym częstym przejawem skrajnej niefrasobliwości - próbą chwytania żmii. Zdarza się nierzadko; szczególnie gdy ktoś mieszka w sąsiedztwie lasu lub zaniedbanej łąki; że żmija pojawi się nieoczekiwanie w przydomowym ogródku. - Wtedy faktycznie powstaje problem. W naszym kraju nie ma zbyt wielu służb profesjonalnie przygotowanych do udzielenia nam pomocy. Najczęściej w takich wypadkach żmije po prostu giną.
Ludzie zabijają je, choć powszechnie wiadomo, że wszystkie węże są w Polsce pod ścisłą ochroną gatunkową. A ich zabijanie jest po prostu przestępstwem.
Marek Kalinowski
0 0
mam ich 6 na koncie a sezon sie dopiero zaczal }
0 0
Ja dopiero 2 :)
0 0
A ja to bym wytępił tych co żmije zabijają . Nie jedną widziałem i żadna nawet nie próbowała mnie w jakikolwiek sposób zaatakować.
0 0
a ja mam pytanie do pana J.Locha czy to prawda, że w GPN ludzie znajdowali worki z młodymi żmijami, które były zdechłe, gdyż nie mogły z nich wyjść. Kto je tam rzucił?, bo napewno nie święty Piotr???
0 0
rybka1983, podobnie jak przed laty w Pieninach(Tylka, g.Jarmuta) oraz okolice g.Wdżar.
0 0
To robota ZIELONYCH, to pewne...
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz