W podhalańskich aptekach preparaty likwidujące wszy idą jak ciepłe bułeczki. Według sanepidu i dyrektorów szkół problem nie istnieje.
– W ubiegłym tygodniu córka przyniosła ze szkoły wszy. Byłam przerażona, gdyż wcześniej nie widziałam czegoś takiego – opowiada pani Anna, mieszkanka wsi pod Zakopanem. – Ze wstydem pojawiłam się w aptece, nie wiedziałam, jak poprosić o preparat. Gehenna trwała kilka dni. Smarowanie głowy płynem, wyciąganie gnid. Coś okropnego. Czyszczenie całego domu, ubrań. Na szczęście mamy to za sobą – mówi mama 10-latki. – Ale obsesyjnie codziennie sprawdzam jej włosy – dodaje. Pani Anna problem natychmiast zgłosiła dyrektorowi szkoły. – Zareagował właściwie. Wszyscy rodzice natychmiast zostali poinformowani o zagrożeniu.
Widziałam, że chłopcy mieli zaraz krótko poobcinane włosy. Paranoja jednak polega na tym, że higienistka musi mieć pozwolenie od rodziców na sprawdzenie dzieciom głów – oburza się Anna. – Z tego, co się dowiadywałam później, tylko ja się przyznałam, że moje dziecko ma wszy. Nikt inny nie zgłosił się. To dla rodziców wstydliwa sprawa – dodaje. Prosi, by nie podawać nawet nazwy miejscowości, bo dyrekcja szkoły i mieszkańcy rozpoznali by ją i mieliby do niej pretensje.
Pani Ewa z Kościeliska miała, niestety, zupełnie inne doświadczenia z dyrekcją szkoły. Jej córka w ciągu trzech lat aż cztery razy przyniosła do domu wszy. – Wyciągnęłam z jej głowy 150 gnid i 4 wszy – mówi z obrzydzeniem. – Kiedy za pierwszym razem zgłosiłam problem dyrektorowi, przyjął mnie życzliwie, ale nic nie zrobił. Za drugim razem usłyszałam, że tylko moje dziecko ma problem ze wszami, że żaden z uczniów nie ma takiego problemu – mówi. – Za kolejnym razem moja córka z płaczem opowiadała mi, że siedziała w ławce z dziewczynką, której głowa aż się ruszała od robaczków – dodaje. Zdesperowana przeniosła dzieci ze szkoły w Kościelisku do Zakopanego i – jak twierdzi – problem się skończył. – W tej szkole na początku roku rodzice podpisują zgodę na przegląd ucznia przez higienistkę. Jak do tej pory – odpukać – tematu wszy nie ma – twierdzi. Dodaje, że to nie tylko kłopot Podhala. – Wynajmujemy pokoje turystom. Kiedyś turystka z Warszawy mówiła mi, że jej córka także złapała wszy w szkole, a w Poznaniu 4-letnia dziewczynka zaraziła się wszami podczas zabawy w kolorowych kuleczkach, takich, które są w niektórych centrach handlowych – opowiada.
– Mamy XXI wiek i nieustający problem z wszami – twierdzi Dorota Kęcka z zakopiańskiej apteki przy ul. Chramcówki. Twierdzi, że wszelkie preparaty na wszy sprzedają się dobrze. – To idzie falami, bywa, że w ciągu tygodnia pojawia się kilkanaście osób, a potem kilka tygodni nikt – mówi. – Ale to nie tylko problem Podhala czy Polski, do apteki przychodzą przedstawiciele handlowi i polecają preparaty na wszy, które dobrze sprzedają się na Zachodzie – podkreśla.
Twierdzi, że problem wszy pojawia się w zakopiańskich szkołach, w wakacje po preparaty przychodzą wychowawcy kolonijni, którzy robią zakupy dla całych grup. Bywa, że ktoś kupuje płyny dla całej rodziny.
– Ludzie nie wiedzą często, jak poprosić o taki środek, wstydzą się – mówi Renata Szopińska z „Naszej Apteki” przy ul. Kościelnej w Nowym Targu. – W sprzedaży mamy szampony, różne płyny, całe zestawy. Są też odstraszacze, którymi smaruje się głowę już po wytępieniu wszy, by nie zarazić się kolejny raz – wymienia.
Środki przeciw wszawicy sprzedają się dobrze w bukowiańskiej aptece. – Całe akcje zaczynają się, kiedy przyjeżdżają kolonie. Wystarczy jedno dziecko i za chwilę problem ma cała kolonia – mówi farmaceutka z Bukowiny Tatrzańskiej. Dodaje, że co jakiś czas problem pojawia się też w szkołach na terenie gminy. – Wystarczy, że w klasie jest jedno dziecko z rodziny brudnej i potem inne dzieci przynoszą do domu wszy. Najgorsze jest to, że mamy czyszczą głowy dzieciom, które się zaraziły, a to dziecko, które zaraża, najczęściej dalej chodzi zawszone – dodaje. Spośród kilkunastu aptek, do których zatelefonowaliśmy, tylko na Krupówkach usłyszeliśmy, że środki przeciw wszawicy sprzedawane są sporadycznie.
Życie sobie, statystyki sobie. Według informacji uzyskanych w sanepidzie zakopiańskim w ciągu 2008 roku w całym powiecie tatrzańskim zanotowano tylko jeden przypadek wszawicy – w szkole w Suchem. – To był problem 20-30 lat temu, teraz takie przypadki zdarzają się sporadycznie. Stan sanitarny bardzo poprawił się – przekonuje Adam Radko, szef zakopiańskiego sanepidu.
Na terenie powiatu nowotarskiego sanepid odnotował w ciągu tego roku tylko 2 przypadki wszawicy – jeden w Jabłonce, u dziecka, i jeden w Nowym Targu, u dorosłej osoby. Barbara Komperda, kierownik sekcji nadzoru epidemiologii w nowotarskim sanepidzie, ma świadomość, że statystyki te nie odzwierciedlają faktycznego stanu. – Wszawica to choroba zakaźna, jeśli stwierdzimy ją u naszego dziecka czy u siebie, powinniśmy się zgłosić do swojego lekarza i zacząć natychmiastowa kurację. Dziecko nie powinno chodzić do szkoły do czasu wyleczenia – podkreśla. Lekarz z kolei ma obowiązek o takim przypadku poinformować sanepid.
W rzeczywistości rodzice i szkoły niechętnie przyznają się do problemu. – Mamy tego świadomość i dlatego prowadzimy akcje edukacyjne. W marcu i kwietniu tego roku rozesłaliśmy do wszystkich szkół materiały dotyczące wszawicy i postępowania w razie wystąpienia tej choroby – mówi Małgorzata Komperda. – Była akacja informacyjna w zakładach służby zdrowia, rozesłaliśmy też materiały na ten temat do urzędów gmin i kuratorium. W wakacje prowadziliśmy akcję edukacyjną w placówkach letniego wypoczynku – wymienia. – Problem polega na tym, że zgodnie z obowiązującymi przepisami higienistka bez zgody rodziców nie może robić przeglądu stanu higienicznego dziecka. Pozostaje edukacja, powtarzanie dzieciom, by nie zakładały cudzych czapek czy szalików, nie pożyczały grzebieni. Jednak wystarczy jedno patologiczne środowisko, jedna rodzina, by problem wracał w danej klasie jak bumerang – dodaje.
Beata Zalot
0 0
Mocny tytuł,uderzający w całą podhalańską społeczność jednoznacznie.To rodzice są już tak zabiegani za mamonką,że nie interesują się higieną dzieci?A z resztą,jedni hodują rybki,drudzy gołębie.....
0 0
Przepraszam, a co robi zakopiański sanepid, który powinien czuwac i sprawdzac w szkołach, stan sanitarny i higieniczny, wydaje mi się, że kiedyś tak przynajmniej było i nie bardzo rozumie co w obecnym czasie należy do kompetencji sanepidu, jak tak dalej pójdzie to obudzimy się w dziewiętnastym wieku.
0 0
\"Życie sobie, statystyki sobie.\"
Jak się stopniuje w języku polskim słowo >kłamstwo<
kłamstwo < oszustwo < statystyka
0 0
Ja pamietam jak ja chodzilam do szkoly to higienistka miala obowiazek sprawdzac wszystkie glowy bez podpisow i bez zadych zgod rodzicow bo to bylo jej praca.Srawdzala rowniez kolnierzyki,paznokcie czy czyste i nie za dlugieitp.Teraz to ja naprawde nie wiem czy sa higienistki w szkolach a jezeli tak to po co jak i tak nie maja nic do zrobienia.Szkoly sie musza zajac lepiej tego typu problemami hej!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz