Odebrałam wyniki badań z nowotarskiego laboratorium i sparaliżowało mnie. Dodatni wynik toksoplazmozy. Powtórka przyniosła potwierdzenie. Dopiero w Krakowie dowiedziałam się, że mojemu dziecku nic nie zagraża.
To miały być rutynowe badania. Jak większość kobiet, w drugim miesiącu ciąży Agnieszka Majerczak poszła sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Wybrała najbliższe laboratorium. Wyniki zaskoczyły ją. Okazało się, że jest chora na toksoplazmozę. Poszła do lekarza. Na początku nie wiedziała, dlaczego ginekolog jest taki zdenerwowany i po co wysyła ją do innego, rezygnując z dalszego prowadzenia ciąży. Zaczęła sprawdzać w Internecie, co się dzieje. Gdy wyczytała, że choroba, którą wykazały jej wyniki, może spowodować: wodogłowie u dziecka, zaatakować jego siatkówkę lub ciężko uszkodzić wątrobę, sparaliżowało ją. Po dwóch tygodniach, a dokładnie 14 sierpnia, 32-latka w tym samym laboratorium powtórzyła badania. – Rano oddałam krew i poprosiłam, by jak najszybciej wykonano mi badania. Popołudniu dostałam wyniki. IgM wyszło mi na poziomie 1,95. A więc potwierdziło się to, co ostatnio – opowiada przyszła mama.
Agnieszka z trudem wspomina to, co się działo przez kolejne dni. Płacz. Zdenerwowanie. Bezsenność. Gdy minęły pierwsze nerwy, za namową koleżanki postanowiła powtórzyć testy w Krakowie. Pojechała do Pracowni Diagnostyki Mikrobiologii Collegium Medicum Uniwestytetu Jagiellońskiego. – Kiedy stałam w kolejce, wyszedł analityk. Zapytałam go, jakie badania z wszystkich zaleconych przez kolejnego ginekologa mam wykonać w pierwszej kolejności. Analityk poprosił mnie o wcześniejsze wyniki. Spojrzał na nie i zapytał, skąd mam takie badania, bo odkąd pracuje, nie widział czegoś takiego. Chodziło o to, że wyniki, które przyniosłam, były na podobnym poziomie, a powinny wzrosnąć lub się obniżyć – tłumaczy kobieta.
To, co mówił krakowski analityk, było prawdą. Test wyszedł ujemny. Z kolejnych badań wynikało niezbicie, że Agnieszka nigdy przed ani w trakcie ciąży nie chorowała na toksoplazmozę. By się upewnić, że dziecko rozwija się prawidłowo, kobieta dodatkowo zrobiła także drogie badanie USG. – Byłam zła. Zaczęłam się przecież leczyć. Kupiłam drogi antybiotyk (rovamecynę) i zażywałam trzy razy dziennie. Po Krakowie odstawiłam leki i dałam sobie spokój.
Co jest grane?
Przez pewien czas Agnieszka niczym się nie przejmowała. Kiedy w drugim trymestrze ciąży miała powtórzyć badania, wybrała inne laboratorium, tym razem w Zakopanem. Test znów wyszedł dodatni. Zdenerwowana znów pojechała do Krakowa. Powtórka dała negatywny wynik. – Wyjaśniono mi wtedy, że może się to wiązać z metodą wykonywanych badań. Testy zarówno w Nowym Targu, jak i Zakopanem, były wykonywane tą samą metodą, czyli na analizatorze ELesys 2010 firmy Rosch – zaznacza ciężarna.
Tymczasem Agnieszka, ze skierowaniem od ginekologa, trafiła na oddział patologii ciąży. Szybko z niego wyszła z kartą, na której widnieje informacja o omyłkowo wykonanych badaniach na toksoplazmozę. Kolejne USG ponownie ją uspokoiło. – Pomijam nerwy i stres, jaki wykonane badania na miejscu mi przyniosły. Gdybym dała im wiarę, pewnie brałabym do końca ciąży antybiotyk. A co z kobietami, które nie potwierdziły sobie wyniku w innym laboratorium – zastanawia się Agnieszka.
Chętnie powtórzymy
– Jeśli rzeczywiście wyszedł nam błąd, byłby to pierwszy taki przypadek u nas – zastrzega Bogusław Żegleń, analityk z Laboratorium Analiz Lekarskich w Nowym Targu. – Z tego co wiem, w Polsce takie rzeczy się zdarzały. To jest parametr, który na odczynnikach różnych firm wychodzi różnie. Może być tak, że na teście jednej firmy choroby nie ma, a na innych jest.
Jak tłumaczy kierownik nowotarskiego laboratorium, dodatni test IgM toksoplazmozy zdarza się im rzadko. – Przeważnie raz dwa razy w miesiącu mamy takie przypadki. Zawsze przy takim wyniku badanie powtarzamy dwukrotnie, by mieć pewność – zapewnia. – Chce pani o tym pisać? Proszę tego nie robić, bo wystraszą nam się pacjenci. Jesteśmy na rynku od 15 lat i do tej pory nikt nam nie zarzucił złych wyników. Cieszymy się uznaniem i renomą. Spełniamy wszystkie wymagania Rozporządzenia Rady Ministrów. Staramy się inwestować w jakość. Sprzęt Rohe kupiliśmy w kwietniu tego roku. Mamy świeże odczynniki. Wykonujemy badania wg zaleceń. Nie ma mowy o przekłamaniu – zapewnia kierownik, dodając jednocześnie, że jeśli pacjentka chce powtórzyć badania, w laboratorium wykonają je bezpłatnie.
– Takie wyniki trzeba zweryfikować – słyszymy od Włodzimierza Danielewskiego z Analiz Lekarskich w Zakopanem. – Proponujemy pacjentkom powtórzenie badań w innych miejscach. Test dodatni wymaga potwierdzenia. Podczas ciąży różne rzeczy mogą się zmieniać. To jest żywy organizm. Co mogę tej pani zaproponować? Wykonanie ponownie bezpłatnych badań.
Na koniec próbujemy skontaktować się z firmą Rohe Diagnostics Polska Sp. z o.o., na sprzęcie której badania w obu laboratoriach wykonywała kobieta. Niestety, nie udało nam się z nikim na temat tej sprawy porozmawiać.
***
Toksoplazmoza jest chorobą wywoływaną przez pasożyta przenoszonego głównie przez koty. Po zarażeniu, pasożyt zagnieżdża się w mięśniu macicy i pozostaje tam w formie przetrwalnikowej. Jest w stadium uśpienia. Zarażonej kobiecie pasożyt nie szkodzi. Niebezpieczny jest dla dziecka, rozwijającego się w łonie zarażonej matki.
Aneta Dusik
Na życzenie bohaterki tekstu, jej imię i nazwisko zostało zmienione
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz