Miasto Zakopane

Zamknij

Krew, pot i łzy

Paweł Pełka 10:49, 20.08.2015
Treść artykułu pod wideo ↓
5 Krew, pot i łzy

No dobrze, łez nie było, choć po poważnej glebie już na początku zawodów płakać się chciało aż nadto. Flexistav Bieg Ultra Granią Tatr to najpiękniejszy i najtrudniejszy bieg górski w Polsce. Tu nie ma przypadkowych uczestników. Dla mnie zabawa zakończyła się dobrze, choć niedosyt pozostał. Ale po kolei.

             To była chyba najbardziej oczekiwana impreza biegowa w tym roku. A właściwie od dwóch lat, bo tyle musieliśmy czekać na drugą edycję. Bieg szybko doczekał się miana "kultowy", bo tu wszystko było na najwyższym poziomie: ponad 70 km ekstremalnej trasy przez prawie całe polskie Tatry, prawie 10 000 m przewyższeń, najwyżej położona trasa, prowadząca w dużej części granią...  Szkoda tylko, że na tym wysokim poziomie nie stanął TPN, policja, czy władze miasta, ale o tym może więcej przy innej okazji. 


            Dostać się na listę startową nie było łatwo; ci, którym to się udało musieli być zachwyceni: pogoda prawie wymarzona. Prawie, bo jednak było trochę za ciepło, a gdy burza zastała nas na grani, zrobiło się dosyć nieprzyjemnie. Dla mnie była to trzecia najważniejsza impreza w tym sezonie. Najwięcej radości dają mi wysokie góry, dlatego po biegu im. dh Marduły i Lavaredo Ultra Trail, to właśnie Flexistav Bieg Ultra Granią Tatr był wisienką na torcie w tym sezonie. 


Kto rano wstaje, ten... idzie pobiegać


             Nie ma co ukrywać: chyba najgorsze w ultrabieganiu jest poranne (nocne) wstawanie. W Lavaredo Ultra Trail startowałem o 23:00, więc można było się wyspać w ciągu dnia. Tu pobudka po dwóch godzinach, zbiórka, krótka droga na Siwą Polanę i czekanie na start. Na miejscu kontrola ekwipunku - sporo tego trzeba nieść na plecach, ale w tym biegu kluczowe są płyny. Kto nie pije wody, nie tankuje izotonika, pada odwodniony w trakcie. Doświadczenie uczy, że trzeba pić, nawet jak się nie czuje pragnienia. Po drodze spotykałem ludzi-zombie - oni zapomnieli o tej zasadzie. 


             Trudność polega też na tym, że trzeba jeść. Niestety, nie jestem Gorczycą czy Hercogiem, na trasie zabawię dłużej, dlatego mój plecak był wyjątkowo obficie wyładowany żelami i batonami. Nawet w LUT, gdzie do pokonania było 50 km więcej, mój plecak był lżejszy. Tam prawie co 10 km był paśnik, tu na cały bieg były tylko dwa punkty żywieniowe, dlatego między innymi uważam, że BUGT to wyzwanie cięższe niż słynny bieg po włoskich Dolomitach. 


             Tego biegu nie da się przejść, choćby najszybszym tempem. By zmieścić się w limitach (w sumie 17 godzin), trzeba biec, czasem naprawdę szybko, by nadrobić mordercze podejścia - pod Wołowiec, Ciemniak, czy Krzyżne. Ale po 60 km nawet Rówień Waksmundzka zdaje się być wielką górą. 


            Ruszamy o 4:00 rano w blasku czołówek. Zaczynamy spokojnie, w gwarnym tłumie 329 zawodników. Ci wyczynowcy pomknęli jak wicher - gdy my dobiegamy do Polany Chochołowskiej, oni pewnie już szturmują Wołowiec. Cóż, może biegam wolno, ale za to dokładnie. No i w końcu zapłaciliśmy, to wykorzystamy ten czas do oporu! 


           Staram się zachować spokój, nie dać się ponieść emocjom. Kto za mocno wystartuje, ten będzie umierał na Krzyżnem. Żel, woda, izotonik i krok za krokiem na Grzesia, Rakoń i Wołowiec. Wschód Słońca z tego miejsca był absolutnie sensacyjny! 


Gleba, czyli pierwsza krew


           Walka o dobry czas właściwie zakończyła się na zbiegu ze Starobociańskiego Wierchu. Tak, przyznaję, chciałem zrobić te 72 kilometry w około 12 godzin. Wiedziałem, że mogę, byłem do tego przygotowany. Biegło mi się świetnie, na zbiegach nabierałem wiatru w żagle. Koniec nastąpił już na stosunkowo równym terenie, może kilometr przed Siwym Zwornikiem. 


           Na odprawie mówiła o tym Justyna Żyszkowska, mówiła Monika Strojny (organizatorki biegu), wspominał też chyba Jan Krzysztof, naczelnik TOPR. Ba, ja o tym też pamiętałem - tak, tak, luźne kamienie, wystające głazy; przecież nie pierwszy raz pędziłem na złamanie karku z Wołowca, Jarząbczego czy właśnie ze Starobociańskiego. A jednak zupełnie bez ostrzeżenia, nagle i bezradnie próbuję łapać równowagę, choć wiem, że za ułamek sekundy poczuję jak twarda jest ziemia i tatrzańskie granity. 


            Może zadecydowała sekunda roztargnienia? Ten moment, gdy chce się zatrzymać w głowie widok wschodzącego Słońca nad Kominiarskim? Brak koncentracji w górskich biegach bywa tragiczny w skutkach. 


            Upadek był bardzo silny: przez chwilę nie bardzo wiedziałem, gdzie jestem, zrobiło mi się słabo, potem do głosu doszedł ból kolana. Krwawa miazga. - Rusza się, powinno być dobrze - pocieszał mnie któryś z biegaczy. Leżałem na plecach przy szlaku i gapiłem się, to w niebo, to na kolano. 


            Ludzie przebiegali obok, część oferowała pomoc, inni jakby mnie nie dostrzegali (tak, na pewno robiło im się słabo od widoku krwi). A ja z wdzięcznością i wzruszeniem myślę o tej jednej, która zaoferowała wodę do przemycia głębokiej rany. Raz jeszcze dziękuję Kimkolwiek Jesteś! Mam nadzieję, że pięknie dobiegłaś do mety! 

 

            Dojście do siebie zajęło mi około 20 minut. To dobry czas, by nieco "pohamletyzować": biec albo nie biec? Iść czy nie iść? Wezwać pomoc czy pokuśtykać dalej? Wybrałem to ostatnie. - Wstanę, może rozchodzę kolano, jakoś zejdę do hali Ornak, a potem się zobaczy - pomyślałem. 


           To zejście przez Ornak i Iwaniacką Przełęcz pamiętam jak przez mgłę. Bolało jak diabli. Na szczęście nie spuchło, więc walczyłem dalej. Z moich wymarzonych i wyliczonych 12 godzin zrobiła się walka z czasem. Do Kościeliskiej (26. kilometr) wpadłem wprawdzie z prawie półtoragodzinnym zapasem, ale wiedziałem przecież, że to dopiero początek, że zabawa dopiero się zaczyna. 


Burza w szklance wody


            Na Ciemniak z Hali Ornak to prawie 3 godziny, cały czas pod górę. Wiedziałem, że jeśli chcę zdążyć, muszę być na Czerwonych Wierchach w nieco ponad godzinę. TOPR-owiec sprawnie zaopatrzył ranę, sprawdził, czy dobrze działa. - Jak nowe - rzucił wesoło, a ja ruszyłem w drogę. 


              Bo dalej trzeba biec i zmagać się z nudą - aż do Ciemniaka to po prostu smutne napieranie. Monotonię przerwała dopiero burza, już na Małołączniaku i Kopie Kondrackiej. Zawiało, zagrzmiało i popadało. Z niepokojem patrzyłem w stronę Słowacji, bo nie miałem ochoty na powtórkę z rozrywki  z Lavaredo Ultra Trail. Na szczęście błyski i grzmoty były daleko, znów mogłem się w spokoju porozczulać się nad swoim kolanem. 


           Na Grani po raz pierwszy zachwycili mnie kibice. Zwykli turyści, którzy zagrzewali do walki każdego zawodnika, klaskali, krzyczeli, nieproszeni schodzili ze szlaku. Aż w gardle mi zaschło od tego "dziękuję". A to, co usłyszałem i zobaczyłem dobiegając do Murowańca, przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Czułem się jak zwycięzca dobiegający do mety, przybijając mnóstwo "piątek" po drodze. Kochani turyści, byliście naprawdę wspaniali! 


           Szkoda tylko, że to nie była meta. Tak naprawdę było to dopiero nieco ponad połowa biegu, a wszystko, co najciekawsze wciąż było przede mną. Na przykład wyśmienita zupa pomidorowa, do tego cztery cytryny, dwa arbuzy, garść pomarańczy, banan i jeszcze jedna zupa pomidorowa. Nie wiem, jak znosi to mój żołądek podczas każdych zawodów, ale i tym razem zniósł to bez słowa. Jeszcze tylko zalać flaski izo, napełnić bukłak wodą i w drogę. Do Wodogrzmotów miałem zapas 5 godzin; gdyby nie kontuzja byłbym spokojny, ale nie dziś. 


             Teraz znów było gorąco, duszno i wrednie. Podróże jednak kształcą. Był to już ten moment biegu, gdy poznaje się ciekawych ludzi; raz oni mnie wyprzedzali, by później ustąpić drogi. Tak mijałem się na przykład z Andrzejem Szlachtowskim z Nowego Targu. Sprzedał mi wspaniały sposób na klimatyzację - w każdym mijanym strumieniu trzeba zmoczyć buffa i założyć na głowę. Robiliśmy tak aż do Psiej Trawki. 


            Krzyżne nieco mnie rozczarowało; myślałem, że będzie... gorzej, a poszło całkiem łatwo. Na Przełęczy byłem 80 minut po wyjściu z Murowańca. Całkiem nieźle - pomyślałem na górze, ale łatwiej było wejść niż zejść ze sztywniejącym kolanem. Cały ten zbieg, aż do Wodogrzmotów to walka z grawitacją i bólem. Na górze zbiegać się nie dało, poniżej Doliny Pięciu Stawów już się nie chciało. Każdy krok to coraz większy problem i coraz większa nienawiść do kamieni, z których ułożone są szlaki. Jak ja je wtedy nienawidziłem! 


            Na ostatnim punkcie kontrolnym zameldowałem się o 17:00, trzynaście godzin od startu. „Gdy nie słupek, gdyby nie poprzeczka, byłaby rzecz wielka” - śpiewał mi w głowie Kazik, a ja byłbym już dawno na mecie. Ale nie byłem. Uzupełniłem flaski i popędziłem dalej, na Rówień Waksmundzką, Psią Trawkę i Nosalową Przełęcz. Tego odcinka nie znałem prawie wcale. Optymistycznie myślałem, że owe ostatnie 15 kilometrów zrobię w nieco ponad 2 godziny. Mój entuzjazm ostudził Andrzej, przypominając, że wciąż mamy do pokonania ponad 700 m w górę, sporo w dół - oczywiście po kamieniach - i to wszystko głównie w lesie!

  

            Dziś myślę, że to ten ostatni odcinek był chyba najgorszy - to już nie był bieg, to było smutne człapanie, przerywane żółwim truchtem. Dużo gadania, mało napierania. Umieranie - bo kolano, bo plecy, bo stopy, bo piszczele, bo żołądek ma już dosyć tej chemii, a której jeśli nie zjesz, to nie dobiegniesz. Więc wciskasz w siebie ten cholerny żel, zalewasz to wszystko wodą i izo (w sumie wlałem w siebie prawie 9 litrów płynów, wody i izotonika) i patrzysz dziesiąty raz w ciągu minuty na swój zegarek: Jak to, to dopiero 67 kilometr?!!!!  Przecież pół godziny temu też był 67.! 


            Z tymi kilometrami to zresztą osobna historia. - Daleko jeszcze? - pytał co minutę Osioł, doprowadzając do szału Shreka. My też pytaliśmy każdego napotkanego sędziego, każdego wolontariusza (byliście naprawdę wszyscy świetni!) i turystę. "Niedaleko", "Jakieś 5 minut", "A tak ze dwa kilometry"... Jeszcze nigdy 5 minut nie trwało tak długo, a dwa kilometry nie rozciągnęły do pięciu. Ewidentnie doszło tu do zagięcia czasoprzestrzeni. I to kilka razy! 


            Zbieg z Nosalowej to już szaleństwo. Uważać, by nie zrobić sobie czegoś na koniec zabawy i jak najszybciej zakończyć ten horror. Potem Kuźnice i ostatnie dwa kilometry. Z dala słychać głos spikera, wita kolejnych zawodników. Biegliśmy jak szaleni - choć asfaltu nie znoszę, a w nogach 70 km, mój Ambit pokazywał 5km/min. 


              Z tego, co działo się potem niewiele pamiętam. Czekała na mnie Renata z chłopakami, przygotowali specjalne transparenty; razem przebiegliśmy przez linię mety, medal, chwila dla fotoreporterów, bo dzieciaki zrobiły furorę. Potem jakby nagle odcięli prąd, zabrali zasilanie, ale to wszystko było już nieważne: ja, moje kolano, głowa i cała reszta dotarliśmy w końcu na metę. Udało się, choć do wycofania było całkiem blisko. Dziś myślę sobie, że był to najtrudniejszy bieg, w jakim do tej pory brałem udział. Mogło być lepiej, ale mogło być też gorzej. Do zobaczenia za dwa lata? Mam nadzieję, że tak! 


Marcin Kijowski

(Paweł Pełka)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (5)

jarząbekjarząbek

0 0

taak izosroniki i te żelki srelki to POdstawa

19:41, 20.08.2015
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

śmiech na saliśmiech na sali

0 0

no to gość zaistniał...

20:00, 20.08.2015
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Góral z TrójmiastaGóral z Trójmiasta

0 0

@jarząbek i ten drugi mądrala

Brałeś udział w takim biegu? Czy tylko potrafisz cwaniakować znad klawiaturki?

22:37, 20.08.2015
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

jarząbekjarząbek

0 0

jak jeszcze przed Grzesiem na żelu jechał to nieżle... Pewnie jeszcze przed startem zjadł cały słoik.

11:08, 21.08.2015
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

akroakro

0 0

...i to tempo na koniec 5km/min :-) gratuluję

"choć asfaltu nie znoszę, a w nogach 70 km, mój Ambit pokazywał 5km/min. "

Na poważnie, też gratuluję!

16:54, 24.08.2015
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

  • budowlane

    22.12.2025

    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

  • ogloszenie

    29.05.2026

    Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

  • budowy

    02.06.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • praca

    02.06.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • ogloszenie

    27.05.2026

    Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

  • ogloszenie

    19.05.2026

    KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

  • biznes

    02.06.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • domy

    02.06.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • 01.06.2026

    ZLECĘ WYKONANIE PRAC WYKOŃCZENIOWYCH: SUCHE TYNKI,...

  • 01.06.2026

    ZATRUDNIĘ DO KARCZMY i PENSJONATU W KOŚCIELISKU. 6...

  • 01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 38m2 i 55m2 w CENTRUM NOWE...

  • ...

    01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

  • SZCZ

    01.06.2026

    SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

  • ...

    29.05.2026

    RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

  • 26.05.2026

    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMO...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM: KELNER/-KA - DLA ...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM DLA UCZNIÓW, STUDE...

  • 25.05.2026

    URZĄD GMINY KOŚCIELISKO zatrudni INSPEKTORA ds. po...

  • ...

    25.05.2026

    ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

  • ...

    22.05.2026

    RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

  • domy

    14.05.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • LAS

    21.05.2026

    Sprzedam DOM i LAS - Spytkowice. 732 810 638.

  • praca

    14.05.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • budowy

    14.05.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • biznes

    14.05.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • budynek

    12.05.2026

    Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

  • ...

    28.04.2026

    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

  • pożyczki

    23.04.2026

    PROVIDENT. 571 240 909.

  • usługi

    17.04.2026

    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

  • ...

    07.04.2026

    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

  • ...

    07.04.2026

    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...


POLECAMY

0%