A może tak wyskoczyć na dzień do Zakopanego? Jak tysiące rodzin – z dzieciakami przejechać się bryczką, wyjechać kolejką, zjeść coś na Krupówkach? Jedziemy. Wracamy. Podliczamy kasę. Niemożliwe!
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"5220"}
Dzieci są zachwycone. My trochę mniej – czeka nas dzień niewiadomych wydatków. Ale skoro tysiące rodzin tak robią w czasach kryzysu, to i my nie zbankrutujemy. Wkładam „adidasy”, na głowę starą czapkę z daszkiem, jeszcze niewielki plecak na garb – turysta krupówkowy w pełnej krasie. No, może ciuchy nie markowe, ale w dobie kryzysu…
Pani Konik proponuje usługiDzieciaki cieszą się już na samą myśl o podróży pociągiem. Może dłużej, ale nieco taniej i omijamy korki. Na zakopiańskim dworcu niewielki tłumek pasażerów miesza się z miejscowymi, oczekującymi z tabliczkami „Noclegi” w proporcji 1:1. Niewielkim bagażem nie wzbudzamy większego zainteresowania noclegowych naganiaczy. Nieśmiało zagaduję więc jednego z mężczyzn o cenę.
– Ile osób i na jak długo? – pada rzeczowe pytanie, a potem nasz gazda gładko wylicza: – Pardałówka – supernoclegi, no, może nie w centrum, ale za to bliżej gór. Blisko do Kuźnic, pod skocznię, a do Krupówek spacerkiem macie 20 minut. Jestem samochodem, dowóz gratis.
Pokój z łazienką na korytarzu za zaledwie 30 zł od osoby, a jeśli chcemy ją mieć u siebie – to cena skacze do 50 zł. Dziękujemy. Dwóch dni w Zakopanem raczej nie wytrzymamy.
Chwila zastanowienia nad planem dnia i wzrok pada na przystanek busów. Za szybą pierwszego z nich dostrzegamy „Kuźnice” – nie namyślając się długo, wsiadamy. Ruszamy po blisko 10 minutach, gdy wszystkie miejsca są już zajęte. Za chwilę całą czwórką jesteśmy na miejscu – za jedyne 12 zł.
Ostatnie kilkadziesiąt metrów przejeżdżamy wzdłuż okazałej kolejki do kolejki. Zgroza. Za moment dowiemy się, ile stoją naiwni, a ile możemy stać my. Za niewielką opłatą. Gdy wysiadamy, jak spod ziemi wyrasta tuż obok nas sympatyczna pani dyskretnym głosem pytając, czy wybieramy się na Kasprowy. – Mam miejsce w kolejce, wyjeżdżacie do godziny. To tylko godzina, a nie sześć! Ja stałam pierwsza, wprowadzę was. Nikt nie będzie miał nic przeciwko – deklaruje.
Miła pani Konik wylicza szybko, że za usługę trzeba będzie zapłacić – od dorosłego po 15 zł, od dziecka po 10. W ramach promocji, jak wyskoczymy z czterech dych, to też będzie dobrze. Zbijamy cenę do 30, ale i tak rezygnujemy. Pani Konik zapewnia nas, że układ jest uczciwy – jak nie wyjedziemy kolejką, to nawet zwróci nam pieniądze. Dziękujemy. I idziemy sobie postać. Na końcu długiego ogona nikt nie wie, jak długo przyjdzie czekać. Ale skoro już się przyjechało do Zakopanego, to przecież grzech nie wyjechać na Kasprowy Wierch. Młody mężczyzna, który zaraz pojawia się obok, proponuje dyskretnie, że przeprowadzi mnie w miejsce, z którego będę miał już tylko godzinkę stania. Cena? 60 zł od całej czwórki. – Panie, najlepiej przyjść o piątej, szóstej po południu, to już w ogóle kolejki nie ma – przekonuje nas fiakier, wioząc nieco później dorożką w dół. – Dziś i tak jest spokojnie. Ile razy tu ludzie się biją! No, proszę sobie wyobrazić, że stoi pan z dzieciakami cztery godziny, a tu ktoś wciska przed pana dziesięć osób. Nie wnerwiłby się pan?
Misiek jak błyskawica
No jasne, że tak. Zamiast Kasprowego postanawiamy spełnić dziecięce marzenia i przejechać się konikiem po Zakopanem. Ile nas będzie kosztowała przejażdżka na Krupówki?
– Stówę! – woła rzeczowo jeden z ubranych po góralsku woźniców.
– Drogo! – próbuję negocjacji, jak z panią konik.
– Panie, normalnie bierzemy 150, no, 120. To wsiadaj pan i nie narzekaj! Pojedziecie sobie pod skocznię, zrobicie zdjęcie, potem na Krupówki. To przecież pół godziny jazdy – to wcale nie jest wygórowana cena – przekonuje mnie gość w góralskim kapeluszu i koszuli ze spinką.
Błagalny wzrok dzieci nie pozwala powiedzieć „nie”. Jeszcze po małym oscypku za złotówkę od gaździny z Olczy i czekamy na naszą dorożkę. Za chwilę podjeżdża bryczka zaprzęgnięta w konia o imieniu Misiek. Misiek spokojnym krokiem ciągnie nas nie za szybko w stronę ronda, tam skręcamy pod skocznię. Gdy widzimy Wielką Krokiew, nasz sympatyczny fiakier dopytuje się, w którym miejscu życzymy sobie zrobić zdjęcie. Wybieramy takie, żeby było najbliżej pasa igelitu, po którym śmiga każdego lata sam Małysz. Góral zeskakuje, mnie zaprasza na kozła i woła, że zrobi fotkę. Podaję mu mój aparat: pstryk, pstryk i jedziemy dalej. A ja się zastanawiam, po co zatrzymaliśmy się w tym miejscu, skoro nasz „fotograf” i tak stanął tyłem do skoczni. A w domu okazało się jeszcze, że Misiek ma obcięty pysk…
Misiek musi być wyjątkowo narowistym rumakiem, bo nasza wycieczka – zamiast trzydziestu – trwa niespełna piętnaście minut. Na światłach rodzina wyskakuje z dorożki, a ja ze stówki. I zaczynamy się rozglądać, którędy na Krupówki. Znajomy zakopiańczyk tłumaczy mi potem, że normalnie to fiakrzy podjeżdżają do oczka wodnego. Widać, nie byliśmy zbyt atrakcyjnymi klientami. Baba z wozu, koniom lżej – uzasadniam sobie w duchu, patrząc na żonę i obie córki.
Legwan Muniek i god w porachKrupówki. Mekka turystyki zakopiańskiej. Pod względem liczby pielgrzymów ustępuje chyba jedynie Jasnej Górze. Ale niewiele. Patrzę na tysiące rodzin podobnych do naszej. Choć bardziej trendy byłoby mieć rasowe górskie buty (widziałem takie w sklepie za 899 zł) i ostatni krzyk mody – kijki do nordic walking przytroczone do plecaka. Te można kupić nawet na ulicy za pół stówki. Co się nosi na Krupówkach, okazuje się w jednym z renomowanych sklepów. Kolejka do kasy proporcjonalna do tej w Kuźnicach. Czuję, jak słoma z moich starych adidasów wystaje.
Czas na kawę i ciastko. Pomiędzy fastfoodami i świątyniami kuchni góralskiej znajdujemy sympatyczny coctail bar „Jagoda”. Kawa podnosi nas na duchu, olbrzymi pączek na ciepło zatyka. Słodycz kosztuje nas cztery dychy.
Wtapiamy się w tłum, gęstniejący proporcjonalnie do chmur na niebie. Wiadomo, w deszcz Mięguszów się nie zdobywa. Ktoś w tłumie wciska mi do ręki kolorową ulotkę. Wystawa zwierząt egzotycznych. I tak pada – idziemy. Olbrzymi legwan Muniek leniwie spogląda na przybyłych, wylegując się na pokrywie terrarium. Zazdroszczę mu spokoju, gdy moje myśli zaczynają wędrować w okolice wysokości dzisiejszych wydatków. Rzut oka na 60 tropikalnych okazów i wysłuchanie fascynujących opowieści o nich kosztowało nas 20 zł. Zaledwie, bo poszliśmy tam we trójkę.
Płyniemy z tłumem w dół najwspanialszej promenady Zakopanego. Dzieci muszą mieć jeszcze zdjęcie na kucyku z nieśmiertelnym misiem w tle. Za przyozdobienie dziewczynek kapeluszem i cuchą (!) oraz usadowienie w siodle trzeba zapłacić po 5 zł. Gdyby jeszcze to fotograf robił zdjęcie, a nie tata, przyjemność kosztowałaby o 10 zł więcej.
Na obiad zatrzymujemy się w Gazdowej Kuźni. Szczęśliwie nie zamawiamy zup, bo i tak nie jesteśmy w stanie wszystkiego zjeść. „Morski God w porowym sosie”, czyli sola w jarzynach z surówkami, kosztuje 27 zł. „Cycki Zoścynej kury z syrem zapiecone”, czyli filet z kurczaka z serem i plasterkiem pomidora z dodatkami wyceniono na 32 zł. Dzieci wybierają pierogi, soki, ja piwo do popicia (póki jeszcze nie wprowadzili zakopiańskiej prohibicji). Wychodzimy z ciężkimi żołądkami, za to z portfelem lżejszym o kolejne 100 zł.
Ruszamy dziarsko pod Gubałówkę. Tu znaleźliśmy chyba jedyne darmowe miejsce w Zakopanem. Na kilkumetrowy cokół pomnika Turysty dzieciaki wychodzą za zupełną darmochę, a mnie nikt nie każe płacić za zrobienie im zdjęcia! Ogarnia mnie totalna euforia. Opada dopiero przy kasie – za wjazd i zjazd szynowym tramwajem naszej czwórki płacę 52 zł. Szczyt jest równie zatłoczony, jak Krupówki. I równie skomercjalizowany. Za dychę mogę spróbować wdrapać się na sztuczną ściankę, za dwie – dzieci mogą powspinać się w parku linowym. Tym razem niebu dzięki składam za deszcz, który pozwolił mi przekonać dzieci, że może kiedy indziej spróbujemy.
Mogło być drożej...Wejście do pociągu wywożącego nas z Zakopanego jest jak wybawienie. Opuszczając miasto, czuję się jak nałogowy hazardzista, wyrwany z objęć jednorękiego bandyty. Pocieszam się, że w Zakopanem można w jeden dzień wydać znacznie więcej. My zostawiliśmy w kieszeniach rozmaitych gaździn i baców w sumie 403 zł. Gdyby nie kolejka do kolejki, to pewnie nasz budżet uszczupliłby się o kolejne dwie stówki...
Józef FiguraWspółpraca: Ania i Ola
::attachment{"type":"image","item_id":"2242430", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900"}
0 0
A jednak możliwe,a nawet powiem,że wcale to nie najwyższy,jednodniowy wydatek rodzinny w Zakopanem ...
0 0
403 zł hmmm za tą cenę nad morzem spokojnie ze 3 dni no może 2 xD
Ale zdjęcie z widokiem na skocznie jest super xD :D:D
0 0
Jak to powiedział znajomy-Kiedyś na Słowacji za taką cenę można było i miesiąc (tu nieco oczywiście przesadził) przesiedzieć.Fakt codziennie dżem i dżem ale za to jakie widoki...;) ;) ;) No cóż nie zawsze wybieramy sobie sami znajomych,tak jak zresztą nie zawsze możemy zapanować nad wydatkami... ;)
0 0
Nad morzem tak,ale tylko nad\"morzem\",deptak w Sopocie i podobnych miejscowościach omijamy.Wystarczy ,posiedzieć i poleżeć....
0 0
A śniadanie i kolacja + opłata za kwaterę?!
0 0
Ale Park Linowy \"Złota Grań\" za 20zł jest rewelacyjny. Największy w Europie w końcu ;)
0 0
Kiedyś przyjdzie taki dzień ze się co niektórzy udławią tymi pieniędzmi.Bo cały czas nie można chochla jeść lepiej małą łyżeczką a non stop.
0 0
tak to jest ,jak dziad udaje turystę, górale mają z nimi problem już od dawna
0 0
Jak nie ma dudków to po co u licha jedzie do Zakopanego i jeszcze narzeka.
Agroturystyka czeka...
0 0
Do szanownego Pana redaktora,a dlaczego na obiad wybrał Pan Gazdową Kużnię,czyżby reklama tej placówki,znam lokale na Krupówkach gdzie za obiad można wydać połowę ceny.
A gubałówka no cóż mozna piechota wyjść i juz kasa w kieszeni,jak na górala to jest Pan strasznie rozrzutny,wstyd...
0 0
\"Maja\" jeśli myślisz,że w solidnych gospodarstwach agroturystycznych z różnymi atrakcjami (przejażdżki konne,dania regionalne itp) jest wiele taniej to jesteś w błędzie.No chyba,że wg Ciebie agroturystyka to wyjazd pod namiot na łąkę lub pod gruszę.Może i romantycznie,a i w dobie kryzysu to zawsze jakaś alternatywa oprócz przysłowiowego już dżemu w Zakopanem ;)
0 0
Trzeba chyba rozróżnić rodzaje turystyki.Jedną z rodzajów jest turystyka typowo konsumpcyjna czyli można by ją nazwać krupówkową.Szkoda,że większość takich turystów jest mało świadoma tego co jej majaczy w oddali (Tatry) nad kuflem piwa czy hamburgerem.Sam znam pewne młode Panie,które większość czasu przyjeżdżając pod tatry spędziły w ogródkach restauracyjnych lub drogeriach.Z takich klientów na pewno mogą być zadowoleni handlowcy.Czasem oczywiście tacy turyści wyjada na Kasprowy,Gubałówkę,przepłoszą niedźwiedzia bo w kupie siła,tudzież pobiegają z braku rozsądku w klapkach tu i tam po grani ale przeważnie spędzają czas zdobywając Krupówki.Jaki zatem minus takiej turystyki?Ano taki,że to nie jest prawdziwa turystyka.Bo niestety ale ten drugi rodzaj turystyki jest w mniejszości...Wyjazd w góry to nie kolejny wyjazd na zakupy do marketu.Tak jak kiedyś jeździło się do wód by się leczyć,tak w góry jeździło się by koić widokami swoje serce i ładować swoje akumulatory.Oczywiście nie mówię tu o tych samochodowych...
0 0
W tej kwocie mozna zjesc obiad i przejechac sie bryczka wokol Rynku Glownego w Krakowie. Tak,ze jak widzisz drogi turysto miales duzo wiecej atrakcji w Zakopanem w tej cenie.
0 0
Jedynie co kupiliście tanio to oscypki-po złotówce to naprawdę rewelacja.
0 0
JUras, aTy biedaku musiales im towarzystwa dotzrymac w tych ogródkach:-((
0 0
Nie Kasiu, same po przyjeździe na trzeźwo opowiadały ;) ;) ;)
0 0
Bardzo fajny artykuł,żal tych wszystkich turystów
0 0
?????Prawda jest okrutna.Na wczasy trzeba mieć kasę.A jak się nie ma miedzi,to się w domu na .....siedzi.
0 0
Pozostaje jeszcze prawdziwy wyjazd survivalowy...;)
0 0
no tak skoro jest kryzys to górale jakos musza przeżyc ten kryzys i tak drogo jest na a zdrugiej strony to po co jechac do samego zakopanego skoro mozna wynajac miejsce noclegowe po za zakopanym i bedzie taniej a zawsze mozna przyjechac samochode lub PKS do zakopca i po zwiedzac pamietajcie nie badzcie naiwni... wy tracicie a inni zarabiaja
0 0
Dobry, treściwy artykuł. Napisany lekkim i przyjemnym językiem a przy tym spójny i konkretny zarazem. Paru \"ciekawostek\" można się stąd dowiedzieć zwłaszcza przed wyjazdem \"w Góry\" :-)
Pozdrowienia z Gdyni.
0 0
Jesli ktos wybiera konsupcyjny sposob odpoczywania, to wydaje duzo pieniedzy! Ja nie rozumiem ludzi ktorzy przyjezdzaja w tak piekne miejsce jakim sa Tatry, a cale dnie spedzaja na \"szlaku\" krupowkowym!!! Spotkalam sie z takimi \"turystami\", ktorzy nie wiedzieli, ze ten piekny, krolujacy nad Zakopanem szczyt to Giewont, ale znali kazda knajpe na Krupowkach!!! Wstyd!!! Jezdze do Zakopanego co roku od trzynastu lat i gwarantuje, ze mozna zjesc obiad za duzo mniej niz 100zl, tylko trzeba poszukac takich miejsc nie na Krupowkach!!! Pozdrawiam prawdziwych turystow, ktorzy przyjezdzaja z milosci do TATR i tatrzanskiej przyrody!!!
0 0
To co zobaczyłam w piątek nad Morskim Okiem,wprawiło mnie w osłupienie.Dwie \"turystki\"przemierzały szlak wokół jeziora na ...rolkach wyrażając przy tym swoje niezadowolenie,z nierówności terenu jaki zastały.Cyt.:\"czemu tu nie jest wykostkowane! I ławki powinny być,bo nie ma na czym usiąść!\"
Wydawało mi się,że na szlaku widziałam już wszystko,jak się okazuje polski turysta potrafi jednak zaskoczyć ;)
0 0
Wszystkiego jeszcze nie widziałaś \'Ja\', nie widziałaś jak wychowawca grupy dzieci kąpał się w Czarnym Stawie n/MOkiem, jak ludzie wchodzili po pas do MOka, jak karmią pstrągi, kaczki, jak kardynalnie śmiecą, ach wystarczy bo można by mnożyć takich przypadków mnóstwo.
0 0
Chamstwo żeby lokalny tygodnik tak kalał swe gniazdo a poza tym patrzył na ceny nie dokładając zwykłej rzetelności dziennikarskiej, bo wynika z tekstu, że wg autora to wszędzie jest tanio tylko w zakopanem zdzierają. A okazuje sie, że wszędzie jest drogo,a w Krakowie to niby wszystko za darmochę?! Panie Figrua jedź pan sobie na słowacje i zaboacz jakie ceny są na Hrebieniok lub nawet do Rumunii, gdzie kolejka nie jest za darmo.
Ale widać pan Figura jedynie do Zakopanego przyjeżdża.
0 0
Boś głupi:D w góry jedzie się po to, żeby pochodzić po górach a nie wjeżdżać,po to żeby podziwiać naturę w dolinach a nie jeździć bryczką i nikt nie kazał Ci robi sobie zdjęć z tym czy z tamtym...a jeśli decydujesz się na takie wypady to nie narzekaj, bo normalne, że w każdej turystycznie atrakcyjnej miejscowości na świecie musisz zapłacić konkretne pieniądze....troszke chyba Ci przykro, że pewnie mieszkasz w zapyziałym miasteczku do którego nikt nie przyjeżdża i sam nie możesz sobie dorobić:)pozdrawiam, żałosny artykuł, żal mi tygodnika podhalańskiego:/
0 0
\"WW\" masz rację w Zakopanem i Tatrach można naoglądać się i nasłuchać różnych dziwnych rzeczy... turystki w szpilkach narzekające,że nie powinno być tak ślisko w Jaskini Mroźnej...pytanie turystów gdzie jest kolejka na Świnicę bo ktoś z nich słyszał,że można wjechać...no i chyba największy hicior wielu sezonów czyli pytanie kierowcy-\"Którędy dojechać na Giewont\"... Polska to taka dziwna kraja...;) ;) ;)
0 0
Rzeczywiście ,,ciekawy \'\' program
Same atrakcje.
Ja raczej nie przyjeżdzam do Zakopanego tylko ,żeby sobie po górach pochodzić
i z ,,programu \'\' pana Figury raczej nic bym nie wybrał.
Nie jestem aż tak ograniczony umysłowo ,żeby dzieciom fundować jakieś jazdy końskie po Krupówkach tylko biorę je w góry i pokazuje Tatry.
Wystawa zwierząt ?
Jaja jakieś .
Jedzie w góry ,żeby oglądać jakies zwierzaki ?
Rozumiem muzeum tatrzańskie jak leje,
ale jakies kraby ?
0 0
Turyści!! sami ich uczycie tego wszystkiego! Sami tego chcecie wiec miejcie pretensje do siebie! jeżeli nikt nie będzie tego kupował to ceny będą niższe. Jeżeli ktoś widzi nadużycia i łamanie prawa to są organy gdzie to można zgłosić nie widzę problemu. A jeżeli coś się nie podoba to jedźcie w Bieszczady albo na wschodnią ścianę Polski i zobaczycie jakie tam są \"rarytasy\" :)
0 0
ten gosc pojechal z dziecmi , więc dzieciom chciał pokazac jakąs atrakcję,
zakopane jest b.drogie i dla snobów,wole za tę kasę jechac na slowację,
dobrze że nie poszedł z dziećmi do morskiego oka,za dojazd lub postój auta placi sie na godziny a za godzine wejśc i zejsc z zMO to mozna jedynie pomażyć , jeszcze ta bryczka gdzie konie cuchną śmierdzą niemiłosiernie-brak czystości,dlaczego nie wprowadzą władze Zakopanego pociągów jak Pitvice w Chorwacji
czas zeby wladze miasta wzieły sprawy w swoje ręce ,chociaz wiem ze to niewykonalne bo każdy z władzy ma swojego w jakimś \"interesie\" jedynie po prostu omijac zakopane
0 0
Niestety - wczoraj w zaKopanem,
w Coctail Barze JAGODA zjadłam najbardziej obrzydliwego a zarazem najdroższego gofra w życiu :[
To co miało być bitą śmietaną - w cale nie było. Położono tylko jakiś miks margaryny z cukrem i czymś białym (może śmietana z proszku albo jakiś specyfik). Obrzydliwstwo. A pyszną bitą śmietanę tak łatwo zrobić ( i w 90 % lokali jest b. smaczna) wystarczy schłodzić mocno śmietanę 30-tkę dodać troszkę cukru i zmiksować .....
Wiedziałam, że ta cukiernia w pogoni za zyskiem bardzo się zepsuła ( słynne ohydne sztucznie nadmiernie barwione margaryno-chemio-lody) jednak padał deszcz a przechodziłam obok i się skusiłam, wybierając z ostrożności produkt któy ciężko spaprac i oszukać. Niestety - pazerny Góral - wszystko potrafi. Byle co ceprom wepchnąć, masę chemikaliów i najtańszych odpadów cukierniczych, byle tylko dutki dali....
0 0
trzeba być ostatnim kretynem aby przyjechać do zakopanego tylko na ulice handlową i jeszcze robić artykuł o drożyźnie. Wystarczyłoby 5 zł na wejście do parku tatrzańskiego i mieć przeżycia i wspomnienia na wysokim poziomie. NIE! Lepiej się najeść schabowych, bo w górach są zdrowsze
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz