Janusz Majcher dopiero pod medialną presją kilka dni temu złożył właściwe oświadczenie lustracyjne. Czy jest coś, o czym nie wiemy?
– Gdybym miał coś do ukrycia, nie decydowałbym się nigdy na kandydowanie na to stanowisko – zapewnia burmistrz Zakopanego.
O wątpliwościach, jakie pojawiły się w Instytucie Pamięci Narodowej, dowiedzieliśmy się już kilka tygodni temu. Chodziło o brak oświadczenia lustracyjnego i dokument, który odnaleziono w Instytucie, świadczący o tym, że burmistrz Janusz Majcher w okresie PRL podpisał zobowiązanie o zachowanie tajemnicy państwowej. Ponieważ żadnych dodatkowych informacji nie udało nam się wówczas uzyskać, 7 sierpnia br. wystąpiliśmy o wgląd do dokumentów gromadzonych przez Służbę Bezpieczeństwa, a dotyczących burmistrza Janusza Majchra. Wczoraj otrzymaliśmy zapewnienie od Rafała Dyrcza, naczelnika Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów w Krakowie, że w przypadku odnalezienia dokumentów dotyczących burmistrza otrzymamy prawo wglądu do nich.
Tymczasem udało nam się dotrzeć do pisma z 13.04.2006 roku, w którym IPN odnosi się do zapytania burmistrza o postać o tym samym imieniu i nazwisku, widniejącą w spisie tzw. Listy Wildsteina. Burmistrz otrzymał wówczas zaświadczenie z IPN–u (37/06), że nie jest tym Januszem Majchrem, którego dane znajdują się w katalogu funkcjonariuszy, współpracowników, kandydatów na współpracowników organów bezpieczeństwa państwa.
W miniony poniedziałek rozmawialiśmy z burmistrzem na ten temat.
– Dlaczego nie złożył pan oświadczenia lustracyjnego?– Złożyłem, gdy po raz pierwszy była taka potrzeba. Okazało się, że po zmianie przepisów zobowiązany byłem zrobić to ponownie. Niestety, moje biuro organizacyjne nie przekazało mi tej informacji, a korespondencja wysyłana w tej sprawie na mój prywatny adres gdzieś utknęła.
– W czasach PRL nie był pan opozycjonistą, to powszechnie wiadomo, a czy współpracował pan kiedykolwiek z SB albo innymi służbami? – Nie, nigdy. Przyznaję się, że byłem trzykrotnie kandydatem do PZPR, ale za każdym razem był to trochę przypadek. Ale ostatecznie członkiem partii nie zostałem nigdy. Pierwszy raz na studiach groziło mi wylanie i zostałem kandydatem, żeby się utrzymać. W 1971 roku sekretarz na uczelni dowiedział się, że z grupą kolegów prowadzimy zespół muzyczny przy parafii w Dąbrowie Górniczej. Po raz drugi, gdy jako naczelnik Wydziału Mechanizacji i Remontu Sprzętu Dyrekcji Okręgowej Dróg Publicznych zawaliłem w pracy, zapomniałem powiadomić operatorów koparek o niedzielnej akcji w ramach wielkiej priorytetowej budowy Huty Katowice. ówczesny sekretarz Grudzień pozostawił mnie na stanowisku tylko dlatego, że ustąpiłem i zostałem kandydatem do partii. Miałem wówczas 26 lat i byłem świeżo upieczonym inżynierem po Politechnice Śląskiej. Ostatnie kandydowanie zaliczyłem jako dyrektor Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Handlu Wewnętrznego. Przekonał mnie do tego wówczas nowy sekretarz PZPR Marek Kozioł. Ale gdy żądał wstąpienia do partii, opuściłem to stanowisko i zabrałem się za działalność gospodarczą. Oczywiście, dodatkowy argument to fakt, że byłem wówczas przełożonym swojej mamy, która od wielu lat prowadziła sklep WPHW i pracodawcą żony, ajenta sklepu zabawkarskiego. To była kolizja i trzeba było z tym skończyć.
– W PRL podpisał pan zobowiązanie o przestrzeganiu tajemnicy państwowej. Takie dokumenty podpisywał nie byle kto? – To prawda. DODP dysponowała ogromnym taborem samochodów ciężarowych. W ramach taboru w takich przedsiębiorstwach była tworzona tzw. rezerwa mobilizacyjna. Na 200 samochodów dwa do czterech nie podlegały jakiejkolwiek dyspozycji pracy. Stały nowe, nieużywane, w pełnej gotowości do dyspozycji wojska na wypadek mobilizacji. To była ta tajemnica, której miałem strzec. Zobowiązanie o przestrzeganiu tajemnicy państwowej w tym względzie podpisałem u dyrektora zakładu.
– Nigdy nie rozmawiał pan z funkcjonariuszem SB. Nawet podczas starań o paszport? – Do 1989 roku nigdzie nie wyjeżdżałem, nie potrzebowałem więc paszportu. Przypominam sobie tylko wizyty szefa SB Szczepańskiego u mnie w sklepie. To były lata 80. Oboje z żoną prowadziliśmy sklep z zabawkami i trochę baliśmy się, bo byliśmy oboje inżynierami. W tamtych czasach niechętnie patrzono na osoby z takim wykształceniem, prowadzące własną działalność gospodarczą. Szczepański wchodził do sklepu i zawsze witał się słowami: „Dzień dobry inżynierze”. Dawał mi chyba do zrozumienia, że jakby chciał, to łatwo mógłby nas załatwić. Na szczęście dotrwaliśmy.
– Był pan pokorny wobec władzy, więc mógł pan liczyć na pobłażanie. – Przyznaje, że 13 grudnia 1981 roku zdębiałem, gdy zobaczyłem że większość moich kolegów, z najbliższego otoczenia spaceruje po mieście w mundurach ORMO. Gdy ruszyła lustracja, zacząłem zastanawiać, się, czy któryś nie zarejestrował mnie gdzieś bez mojej wiedzy i będę miał kłopoty. W WPHW była nawet taka komórka. Oficjalnie nazywała się – komórka obrony cywilnej, ale wszyscy wiedzieli, co to jest.
– A złożył panu kiedykolwiek ktoś propozycję współpracy? A może Szczepański przyniósł jakiś prezent na imieniny? – Absolutnie nie! Mogę jeszcze raz powtórzyć: nigdy nie współpracowałem ze służbami PRL.
Jurek Jurecki
0 0
się okaże ...zapewne
0 0
Co tam UB, Panem Burmistrzem ONR się interesował - tym bym sie bardziej martwił ;-)
0 0
pozdrawiamy cie Janusz!! koledzy ormowcy !fajne kiedyś były czasy konkurencji w handlu nie bylo ale się żyło ! Nie przejmuj się burkami czas należy do nas!
0 0
ten cały arykulik to wywiad z nikim o niczym - po prostu żenada
0 0
pan nie wiedział ,bo biuro nie przekazało mu tej informacji a korespondencja wysyłana do niego w tej sprawie gdzieś utknęła??? bo adresat jej nieodbierał ciekawe co się nie zgadzało - adres czy pseudonim? a tak bardzo chciał się uwolnić od tej wielkiej tajemnicy, że 2-ie albo może 4-ry ciężarówki stały bezczynnie ale w końcu dzięki tropiącym go dziennikarzom wyjawił publicznie tą wielką tajemnicę no i że większość jego kolegów to byli ormowcy - miłego dnia \"panie inżynierze\"
0 0
nie chcial wioedziec...a jakby tak wziąć przykład z dzejema i nei odbierac decyzji podatkowych??? wszyscy bysmy moglii nie placic podatkow od nieruchomosci od nastepnego roku....:-)) no bo sie korespondencja z UMZ zawieruszy...to kiedy dymisja dzejema??
0 0
sorki , ze tutaj, ale pod festiwalem mnei zablokowali: ze zdziwieniem zauwazam, że na wszelkich bannerkach promujacych miasto Zakopane, głownei promuje sie...samo biuro promocji...no bo jak wytłumaczyć, ze sama nazwa miasta czy portalu jest malymi , a napis biuro promocji...ogromniastymi?? podczas gdy powinno byc odwrotnie ZAKOPANE powinno stanowic 70 % powierzchni reklamowej...no chyba ze samo biuro musi wladzy udowadniac ze promuje cos tam, tzn ze pracuje....niestety głupie to jest...a z promocja miasta nie ma wiele wspolnego...nawet ten bannerek obok , w TPonline zbyt duzo miejsca powieca napisowi biuro promocji a za malo chocby i tej naskiej homepage :) ..w sumie to sie chyba nazywa lanserka a nei promocja..:-)) no i szkoda ze za nasze dutki...
0 0
górole ,super burmistrza macie, poczta mu się gdzieś zawieruszyła, to niezły porządek w tym waszy grajdole musi być
0 0
WYBIELANIE (***)
Od moderatora: proszę unikać pisania wielkimi literami
0 0
Wybielanie Majchra przy pomocy TPwybielacza ! (do moderatora - Może być ?)
0 0
A więc osoba Majchra jest doskonałym przykładem dawnego powiedzenia \"za socjalizm oddam życie byle zostać przy korycie\".I oto mam pretensje do ludzi spod znaku PO, do Jureckiego, etc. że popierają ludzi o takim sposobie myślenia. Fe nieładnie.
0 0
Szczepański składając wizytę w sklepie z zabawkami na przywitanie mruknął: \"dzień dobry inżynierze\". Po czym zerknął dyskretnie na pułkę z samochodzikami
ciężarowymi i widząć, że stoją tam dwie ciężarówki dla wojska dawał mi dyskretnie do zrozumienia, że tym razem nas nie załatwi bo przecież oboje z żoną byliśmy inżynierami a w tamtych czasach.... to ho ho ho! Tak szczęśliwie doczekaliśmy wolnej Polski ale co mnie to zdrowia kosztowało.
Może by tak redakcja tygodniczka te fascynujące wyznania burmistrza Majchra
kontynuowała w odcinkach jest tam tyle wątków mrożących krew w żyłach, że jak się to czyta to aż mrowie człowieka przechodzi jakiego to mamy przewidującego i czyściutkiego burmistrza.
Z pewnością te przesyłki polecone do Janusza Majchra to nie były wezwania do złożenia oświadczenia lustracyjnego tylko jego dawny przełożony chciał mu odesłać to podpisane przed laty zobowiązanie do zachowania tajemnicy, która jak widać bardzo mu ciążyła i musiał ją wyjawić nieustępliwemu dziennikarzowi... ciekawe czy opowiedział już wszystko?
0 0
Okazuje sie, ze to co jest niewygodne dla Jureckiego to sie tutaj nie publikuje. Czyli kolejny raz wychodzi, ze i prawda jego w oczy kole ewentualenie kogos w redakcji
0 0
komórko OC: brawa za polot...wyborne to...!!
0 0
Oczywiście że w tygodniku jest brutalna cenzura,jak napiszesz d...pa to Ci nie usuną,jak napiszesz nie \"po linii\" przyjdzie walec i wyrówna.
0 0
A skąd pan burmiszcz wiedział, kim jest imć szczepański???
Czy niejaki szczepański chodził z przypiętą plakietką??? (Szef UB - załatwimy każdego i każdą sprawę.)
Nie przypominam sobie żeby Gazeta Krakowska drukowała artykuły ukazujące sylwetki \"obrońców porządku wewnętrznego\" ze zdjęciami i funkcją.
Ręka w górę, kto znał szefów UB w Zakopanem przed 89 ??
Coś mi się nie zgadza. Znał szefa UB, a kolegów z ormo po nazwisku nie pamięta.
Czy można byłoby dostać kopię listy ormo, zomo i ub w Zakopanem, a potem Obrony Cywilnej i te listy porównać??
Burmiszczowi mogły się organizacje pomylić, bo to dawno było.
0 0
Ja tez zostalem ocenzurowany w TP choc ani razu nie uzylem wulgarnych slow. Napisalem moj kometarz w kuturalny sposob do tego dziwnego artykulu i swietnych metod przesluchujacego mistarza piora dzienikarskiego JJ, ktory przesluchiwal nie mniej swietnego burmistrza Z-go. Zobaczymy czy teraz przejdzie. Jak nie przejdzie, to sie bede musial podisac alb Ujek, albo Wirnik, albo Kaska
0 0
ależ prosze...korzystaj jesli łaska :)
0 0
W 1971 roku sekretarz na Politechnice Śląskiej Wydział Mechaniczno-Energetyczny pewnej niedzieli poczuł potrzebę kontaktu z Bogiem i udał się na mszę do kościoła w Dąbrowie Górniczej, modlił się, słuchał kazania, spiewał pieśni religijne i zachwycał się muzyką zespołu muzycznego działającego przy miejscowej parafii.
Wśród członków zespołu zobaczył znajomą mu twarz jednego ze studentów. Po mszy podszedł do niego żeby wyrazić swoje uznanie dla jego muzycznych dokonań, jakież było jego zdumienie gdy nazajutrz ów student przyniósł sam wypełnioną deklarację kandydata do PZPR. Sekretarz obawiał się czy nadmiar obowiązków studenckich na uczelni, zainteresowania muzyczne studenta no i przede wszystkiem nowe wyzwanie jakim było kandydowanie do PZPR nie wpłynie negatywnie na poziom wiedzy studenta.
Ale nasz zuch zapewnił, że dla ludowej ojczyzny i jej siły przewodniej jest gotowy podjąć te trudne wyzwanie i tak dzięki Bogu i partii nasz Januszek uzyskał dyplom inżyniera. Na szczęście poznał Elżbietę, którą pokochał z wzajemnością i zaniechał kariery partyjno-naukowej na uczelni.
Dzielnie podjął trud zarobienia na rodzinę i został naczelnikiem Wydziału Mechanizacji i Remontów DODP i wszystko układało się super. Jednak naszego Janusza znowu dopadł pech i to znowu w niedzielę - zapomniał biedaczysko powiadomić operatorów koparek o niedzielnym czynie partyjnym na sztandarowej budowie huty Katowice. Hutę i tak wybudowano ale nasz Januszek postanowił dla ratowania własnej skóry po raz drugi wystąpić w roli kandydata do partii. Wszak na studiach to zadziałało to i w pracy może się uda, no i się udało sam sekretarz wojewódzki Grudzień pogratulował mu tak roztropnej decyzji. Na szczęście pod koniec lat siedemdziesiątych tzw. moc sprawcza członków i kandydatów PZPR zdecydowanie malała i stawała się bezużyteczna więc nasz Januszek postanowił wrócić do Zakopanego...ciąg dalszy niesłychanych perypetii życiowych naszego bohatera jego niesamowitych wybiegów i forteli aby nie zostać członkiem PZPR jak również nie dać się wciągnąć swoim kolegom ORMOWCOM i innym agentom do współpracy z organami bezpieczeństwa PRL w nastepnych odcinkach
0 0
Te komurkowiec dawaj dalej, bo niezle nawijasz. Masz szanse zostac w skladzie redakcjnym TP
0 0
komórka .....Pisoj ze dalej.. zachwyciłeś mnie znajomoścoą tematu!!!!
0 0
komórka, jeste wyjatkowy...powinni cie dawno juz zaproponowac pisanei scenariuszy albo co... a narazie, puki co prosimy i jeszcze...napisz nam historyjke o dzielnym Januszku, co sie komunei nie dał, czyli TOY story III ...heheh
0 0
Ciekawe w którym to dąbrowskim kościele miało miejsce...czyli po nitce di kłębka...
0 0
Pod koniec lat 70-tych nasz podwójny już kandydat do PZPR wraca do Zakopanego i jako inżynier, specjalista w dziedzinie energetyki gazowej i jądrowej, niedoszły pracownik naukowy w Instytucie Energetyki Gazowej Politech.Śląskiej szuka odpowiedniego dla siebie zajęcia.
Ponieważ w mieście pod Tatrami o gazyfikacji dopiero się przebąkuje a energetyka \"jądrowa\" istnieje w praktyce tylko podczas 20-tego stopnia zasilania energetycznego w sypialniach posiadaczy sprawnych jąder i odpowiednich reaktorków nasz bohater zajmuje się wraz z żoną sprzedażą: misiów, lalek, samochodzików jednym słowem zabawek.
Wtedy też odwiedzał go w sklepie szef zakopiańskiego SB - niejaki Szczepański, który jak mówił nasz bohater: \" zawsza witał się słowami - dzień dobry inzynierze.\" Wygląda więc na to, że wizyty te nie miały charakteru jednorazowego a osoby się znały. Dziennikarz tygodnika nie był jednak dość dociekliwy aby zapytać się swojego rozmówcy jak brzmiała odpowiedź? czy: \"dzień dobry szefie\", czy może: \"dzień dobry ....i tu stopień służbowy Szczepańskiego\". Nawiasem mówiąc mieszkam w tym mieście kilkadziesiąt lat, mam wielu znajomych prowadzących od lat swoje sklepy lub pracujęcych w handlu i nigdy nie słyszałem, aby składał im wizyty szef zakopianskiego SB - poprosto wogóle tego pana nie znali więc się z nimi nie witał wchodząc do ich sklepu.
Myślę, że kwestię wizyt szefa SB w sklepie z zabawkami jak i stopnia znajomości z jego włascicielem znajdą odbicie w dokumentach IPN.
Wyznanie naszego bohatera, że po 13-tym grudnia 1981r. zdębiał na widok większości swoich kolegów z najbliższego otoczenia spacerujących po mieście w mundurach ORMO i jego obawy, że został gdzieś zarejestrowany rzekomo bez swojej wiedzy i może z tego powodu mieć kłopoty, oraz że trzykrotne kandydowanie do PZPR za każdym razem było troczę przypadkiem dowodzić może tylko, że jego wewnętrzny system nie jest JESZCZE albo JUŻ stabilny.
Dalsze niespotykane przygody i przypadkowe kandydatury...w następnym odcinku
0 0
Reasumując nas Majch To wysokiej klasy specjalista od pluszakow Śpiochów, I jąder zasilanych energią niekoniecznie atomową HE HE he he he .....A na dokładke jeszcze ma włoskie ciągotki. A to wszystko w nasym ukochanym zokopanym..he he he he he
0 0
komórka ....dajesz.....!!!!!! dajesz!!!!!!!
0 0
Pan Majcher to porządny i sprawiedliwy człowiek,dajcie mu spokój
0 0
Dochodzi polowa lat 80-tych nasz inżynier-specjalista w dziedzinie energetyki gazowej i jądrowej i już jako wytrawny znawca problematyki handlowej zostaje dyrektorem handlowym w zakopianskim WPHW.
Jednak w tamtych latach było to stanowisko dla nomenklatury i do jego objęcia niezbędna była tzw. rekomendacja miejscowej przewodniej siły narodu czyli komitetu miejskiego PZPR.
Nasz Januszek tak bardzo zapragnął być dyrektorem WPHW, że znowu całkiem przypadkowo postanowił po raz 3-ci zostać kandydatem do PZPR. Czego jak czego ale konsekwencji i determinacji w dążeniu do funkcji nie można mu odmówić.
Ten sam aktyw partyjny rekomenduje naszego bohatera na radnego Rady Narodowej ówczesnej Gminy Tatrzańskiej czyli niby terenowego organu administracji państwowej wykonującej polecenia biura politycznego PZPR.
Zbliża się rok 1989 - struktury PZPR zaczynają się sypać, rozpoczynają się obrady okrągłego stołu i nagle w styczniu 1990r. ostatni reformator w komitecie cenrtalnym PZPR - ogłasza; \"sztandar PZPR - wyprowadzić\".
Nasz bohater ląduje mięciutko w sklepie z zabawkami kończy swoją karierę w Radzie Narodowej ponieważ nieuchronnie zbliża się 27 maja 1990r - czyli pierwsze w powojennej historii Polski całkowicie wolne wybory do władz lokalnych.
Jak widać z wypowiedzi naszego bohatera dla lokalnej gazety jest on zawsze gotów dla objęcia odpowiednio ważnej funkcji występując w roli kandydata do ..... oczywiście na wszelki wypadek trochę przypadkowo ale o tym się dowiemy po czasie.
Na tym kończę i pozdrawiam całkiem nie przypadkowo
0 0
Reasumując nas MAjch Trzykrotnie dobijol sie do partyjnego korytka.!!!I zgroza!!!!!!
0 0
A tak poważnie to dejmy Mu jus spokój.
0 0
koniec z hipokryzją, zakłamaniem, nepotyzmem, załamaniem i prywatom
0 0
phi, nawet go do PZPRu nei wzieli...
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz