Mówią o nich wujek nocny i ciocia dyrektor, zamiast tata i mama. W domu dziecka spędzają kilka, a nawet kilkanaście lat, bo na Podhalu nie ma ani jednej zawodowej rodziny zastępczej.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"5787"}
Staś ma 13 lat i nikt nie zabiera go na święta. W zakopiańskim domu dziecka jest już trzeci rok. Stara się być grzeczny mimo, że cierpi na „FAS” – Alkoholowy Zespół Płodowy. Jego mam piła w ciąży. Gdy przychodzi Boże Narodzenie, może liczyć tylko na wychowawców, zawsze ktoś weźmie go do domu.
W Bukowinie Tatrzańskiej była kiedyś rodzina zastępcza. Wzięli dwie siostrzyczki, potem jeszcze dwójkę, ale nie dali rady. Na pięterku w małym pokoju siedzi Ania. Kurczowo trzyma w rękach pluszowego psa. Ma 11 lat i za sobą już dwa lata w domu dziecka. Kilka dni temu poszła z pracownikiem socjalnym do prawdziwej mamy. Uciekli, gdy zobaczyli, co się tam dzieje. Trwała libacja. Mama wyglądała strasznie.
Władek – 13 latTutaj, przy ul. Tetmajera w Zakopanem, jedynym Państwowym Domu Dziecka na Podhalu, jest ich trzydzieścioro. Wydaje się, że mają wszystko – od troskliwej, wrażliwej opieki wychowawców i pedagogów, zabawek, nawet komputerów, możliwości uprawiania różnych dyscyplin sportowych, po własne zwierzątka – chomiki, rybki w akwarium. Brak im najważniejszego – mamy. Takie własnej, na wyłączność.
13-letni Władek od kilku miesięcy nie mówił o niczym innym, tylko o tym, że czeka go spotkanie z mamą. Układał scenariusz, jak ten dzień będzie wyglądał. Liczył dni. W przeddzień spotkania dotarła informacja, że jego mama zapadła w śpiączkę. O powrocie Władka do domu nie było już mowy. Kilka miesięcy później mama umarła. Władek już tak często się nie uśmiecha.
Marysia i Darek – 13 i 11 latJak racjonalnie wyjaśnić czemu na Podhalu nie ma ani jednej zawodowej rodziny zastępczej. Czy to obawa przed formalnościami? Trzeba je, niestety, przejść, łącznie z 60-godzinnym kursem. A może to obawa przed brakiem prywatności? Rodziny zastępcze są pod okiem Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Nawet zachęta pieniężna nie zmienia sytuacji. Marysia i Darek (13 i 11 lat) sami przymaszerowali do domu dziecka. Tata siedzi w więzieniu za granicą. Mama robiła awantury. Po ucieczce dzieci do domu dziecka obraziła się na nie i nawet ich nie odwiedza.
Jaś – 15 latPołowa dzieci pochodzi stąd – z Podhala, Orawy i Spisza. Rodzina jest w zasięgu ręki. Nie chcą jednak o nich pamiętać, może już zapomnieli. Czasem ktoś przyjdzie, coś nawet przyniesie. A potem znowu miesiącami pustka. Jaś mówi pięknie po góralsku. Ma 15 lat. Do domu dziecka trafił z pogotowia opiekuńczego. Tata nie żyje, a mama pracuje za granicą. Opiekuje się cudzymi dziećmi. Roczny pobyt w pogotowiu w Krakowie pozostawił trwały ślad. To miejsce, którego dzieci nie lubią wspominać.
Zuzia i Piotruś – 2 i 4 lataŚwiatełko w tunelu pojawiło się w Murzasichlu. Jest już rodzina, do której trafiają niechciane niemowlęta ze szpitala. Stąd już bezpośrednio – jeśli sytuacja jest klarowna – zabiorą je rodzice oczekujący na adopcję. Dzięki temu, te maluchy nie trafiają do domu dziecka. Niewykluczone, że w przyszłości będzie to zawodowa rodzina zastępcza. Najmniejsze dzieci, które są w zakopiańskim domu dziecka, to rodzeństwo – 2-letnia Zuzia i 4-Piotruś. Ich mamie nie udaje się wyrwać z nałogu.
Krzyś i Kuba – 14 i 16 lat Bywają dzieci, które przychodzą tu z powodu bardzo ciężkich warunków domowych. Z niedowierzaniem pytają, czy mogą tu zostać na zawsze. Staruszka babcia nie jest w stanie opiekować się 14-letnim Krzyśkiem i jego bratem, 16-letnim Kubą. Ich mama pracuje we Włoszech, ojciec krąży gdzieś po Polsce. Chłopcy są już w domu dziecka 6 lat. Pewnie doczekają tu pełnoletności, tak jak Marianna, która jest tu od 12 lat. Jest po kilku nieudanych pobytach w rodzinach zastępczych. Niebawem opuści dom, dostanie tzw. „mieszkanie chronione”. W Zakopanem na Kasprowicza jest na szczęście miejsce, gdzie za niewysokie opłaty wychowankowie domów dziecka mogą zamieszkać.
Karolina – 12 latNajgorsza jest pomoc, która kończy się na zrywach. Taki zapał wygasł w społecznym liceum, gdzie obiecywano pomoc w nauce wychowankom domu dziecka. Na szczęście zapału nie zabrakło licealistom z „Hotelarza”. Regularnie przychodzą pomagać.
12-letnia Karolina trafiła do Domu Dziecka w Zakopanem w złym stanie – była krnąbrna i nie chciała się uczyć. Dziś jest jedną z najlepszych uczennic w szkole. Wychowawcy zabiegają o specjalne stypendium dla dziewczynki. Może się uda.
Sponsorów jest mało, a bardzo by się przydali, choćby po to, żeby spełnić od czasu do czasu marzenia dzieci. Przy Tetmajera nikt nie zapomina o swoich darczyńcach. O Elżbiecie Prostak, właścicielce pensjonatu „Oczko 21”, która od kilku lat regularnie organizuje zbiórkę przyborów szkolnych dla dzieci, o panu Kardasińskim, który udostępnia dzieciom autobus na wycieczki, czy o św. Mikołaju z Tygodnika Podhalańskiego, który przybywa tu rokrocznie ze smakołykami, zakupionymi wspólnie z zakopiańskim Społem. Pomoc jest bardzo potrzebna i nikt tu nie wstydzi się o nią apelować, bo wszystko trafi do dzieci. Warto zostać tzw. „rodziną zaprzyjaźnioną”. Nie trzeba wiele, wystarczy zabrać dziecko na lody, na niedzielną wycieczkę w góry albo nad jezioro lub po prostu do domu, na dobry obiad.
Jurek Jurecki Dziękuję paniom Krystynie Juraszek, Joannie Stecz, Monice Kozieł-Góreckiej i Małgorzacie Trelli za pomoc w przygotowaniu tego reportażu.
0 0
\"...na Podhalu nie ma ani jednej zawodowej rodziny zastępczej...\" ...zastanawiające...
0 0
Bardzo piękny tekst, prosty i trafiający tam, gdzie trzeba... Prawie wstyd człowiekowi, że mu dobrze...
0 0
wstyd dla rodzicow tych dzieci ,. ze nei staneli na wysokosci zadania...co trwale komplikuje życie tym maluchom; żadne zaprzyjaznienie nie zastapi prawdziwego domu, niestety, choc w takiej sytuacji to i tez cos jest...
0 0
Kiebyk roz pomyśloł
Ze to som hań sami
Historie ik kryśloł
Biydnymi dzieciami
To co nom normalne
Im zabrać musieli
Scyńście nierealne
Nie bedom weseli
Corno-biołe zycie
Nic barwy nie daje
Marzom tak ukrycie
Dyć sie im wydaje
Ze sie ku nim wrócom
Łojcowie wyrodni
Wten cas sie nie smucom
Ik miłości głodni
Wartko tom nadzieje
Łza wypłuce sama
Nic sie hań nie dzieje
Nie przychodzi mama
Choć ciotka przytuli
Choć ujek zabawił
Downo juz wyculi
Ze wtosik łostawił
Jedni to ik bocom
Jak rodzinom byli
Moze im wybocom
Ze ik tak skrzywdzili
Kie tys młodsy wtóry
Zbocyć nie do rady
Widzi jak przez chmury
Paczy do przesady
Łockami marzenio
Chmurecke łozdmucho
Nie be nic z paczenio
To przystawi ucho
Wytrwale sukajom
Ciepła rodzinnego
Jesce go nie znajom
Nic nimajom śniego
Jedynom nadziejom
Dzieci pocieseniem
Ze sie wyzdajajom
Ludziska z sumieniem
Watre im łozpolom
Co miłościom parzy
Syćka sie tym chwolom
Telo sie im marzy
0 0
Trzydzieści smutków bez mamy...Niestety coraz częściej jest tak,że z mamą tych smutków jest trzydzieści jeden albo więcej...
0 0
syćko na psy schodzi...no, ale tak byc nei musi...
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz