Szanowany biznesmen, prawnik, a nawet ksiądz – wszyscy połączeni kradzieżą prądu. Metody oszustów są bardzo proste, ale każdą wykryją specjaliści od nielegalnego poboru energii.
– Proszę wymienić jakąkolwiek profesję, a ja bez używania nazwisk powiem, czy była zamieszana w sprawę nielegalnego poboru – zachęca do wyliczanki Antoni Błachowski, dyrektor rejonu dystrybucji Zakopane Enion SA. Niestety, okazuje się, że nie ma takiego zawodu, którego przedstawiciele nie próbowali oszukać licznika. Z nieprawidłowych odczytów tłumaczyli się adwokaci, nauczyciele, księża. W rosnącej od lat grupie złodziei prądu są nawet przedstawiciele naszego dziennikarskiego fachu.
– Czasem wystarczy brak rozwagi. Czysta ciekawość. My przecież też przeglądamy aukcje na allegro, gdzie można kupić tzw. urządzenia oszczędzające energię. Pod hasłem legalności kryją się jednak niedozwolone praktyki – podkreślają energetycy. I obliczają skrupulatnie, jak bardzo wzrasta liczba odnotowanych przypadków nielegalnego poboru energii. Gdy w 1985 roku było ich 84, to w 2006 roku – 166 osób korzystało z \"lewego\" prądu. Przed rokiem elektrycy odkryli 83 kradzieże. Teraz znowu może być większe zainteresowanie zatrzymywaniem liczników. W Chochołowie zawisły bowiem wielkie bannery, zachęcające do kupowania magnesów neodymowych.
Licznik pędzi jak szalony– Były plagą parę lat temu, musieliśmy robić akcje informacyjne, żeby przestrzec naszych klientów przed tego typu urządzeniami – przypomina Czesław Skucha z wydziału pomiarów zakopiańskiego zakładu energetycznego. Mechanizm działania jest prosty: przykłada się magnes do licznika. Licznik staje. Niektórzy ludzie robią to zachęceni reklamą i niską ceną. Kupują magnes za 30 złotych i są zszokowani jego mocą. Jednak bywa, że po tygodniu przychodzi opamiętanie: \"przecież nie jestem złodziejem\". – Odrywają magnes od licznika. A mechanizm zaczyna szaleć – wyjaśnia Antoni Błachowski – Bo w liczniku są małe magnesy hamujące, których zadaniem jest utrzymanie tarczy obrotowej w dobrej pozycji. Jednak potraktowane potężnym polem magnetycznym przestają działać i licznik nie może się zatrzymać. Pokazuje ekspertyzy, po których okazało się, że wskazania licznika po użyciu magnesów neodymowych były większe o 48 procent.
– To nic. Nasz rekordzista przekroczył o 1500 procent wysokość prawidłowych wskazań. Wystarczyło, że włączył światło, a licznik pędził jak szalony – energetycy przedstawiają wyniki badań laboratoryjnych. Charakterystyczne otarcia, jakie powstają po próbach oderwania magnesu od obudowy, pobudzają do \"kombinowania\". – Teraz, gdy nieuczciwi odbiorcy wiedzą, że magnesu nie da rady oderwać, tylko trzeba go sunąć po obudowie, wkładają urządzenie do skarpetki albo podkładają folię. Mamy takie przypadki odnotowane w dokumentacji. Na dowód tych słów energetycy pokazują zdjęcia wykonane w jednym z pensjonatów w centrum Zakopanego.
O mocy neodymowego namagnesowania świadczy przygoda, która spotkała pocztowego przewoźnika. – Po wykonaniu wszelkich badań, licznik wsadzono tylko do torby. Kierowca położył ją na desce rozdzielczej auta. Wyjechał z Bielska-Białej i po kilkunastu kilometrach auto stanęło. Padła cała elektronika – dodają w zakładzie.
Nie bardzo wierzą w tłumaczenia zakładu energetycznego fachowcy. – Jeśli magnes przyłożony byłby biegunami na odwrót do tych magnesów hamujących, to faktycznie, po odjęciu licznik będzie pędził. Ale jeśli zgodnie, to wszystko będzie działać bez zarzutu – zaznacza jeden z zakopiańskich elektryków. Dodaje od razu, że nie poleca stosowania magnesów. – Teraz energetycy mają nowe urządzenia, o niektórych nawet nie słyszeliśmy. Dlatego to duże ryzyko, no a poza wszystkim – oszustwo.
Złodziejska automatyka Manipulacje przy liczniku bardzo łatwo wykryć, zwłaszcza w laboratorium. Choć zakłady energetyczne płacą za specjalistyczne ekspertyzy, to nie znaczy, że zawsze racja jest po ich stronie. W 2007 roku na terenie działania Enionu (dawne woj. krakowskie i nowosądeckie) do ekspertyzy przekazano 1248 liczników. Badania, których koszt wyniósł 300 tysięcy złotych, wykazały, że nielegalny pobór miał miejsce w 678 przypadkach, a w pozostałych podejrzenia nie potwierdziły się.
Zatrzymywanie liczników magnesami, drutami przez przewiercone otwory czy przez naruszenie uszczelki to tylko jeden z typów oszustw. Najprostsze do wykrycia jest nielegalne podłączenie do przewodów. – Gdy, mówiąc kolokwialnie, do słupa z prądem podepnie się kilku meneli, to po to, żeby sobie zaświecić żarówkę. A to w najmniejszy sposób bije w nasz zakład. Niestety, gorzej, gdy wcinki do przewodów robią właściciele domów i mieszkań – dyrektor sięga po kolejne fotografie z akcji kontrolnych. Coraz częściej w profesjonalny sposób do kabli z energią złodzieje podpinają całe lokale. Nierzadko oferują w nich potem bardzo tanie noclegi. To też wskazówka dla energetyków. – Gdy nocleg kosztuje siedem złotych, to znaczy że najprawdopodobniej właściciel oszczędza na prądzie, wodzie czy podatkach – dodają w zakopiańskim zakładzie. I pokazują przemyślnie wykonane skrytki, mieszczące przełączniki – po przekręceniu w prawo licznik bije, po przekręceniu w lewo – przestaje chodzić. A \"lewy\" prąd płynie.
Technika idzie do przodu. Energetycy odkrywają już całkowicie zautomatyzowane systemy: po otwarciu skrzynki mieszczącej liczniki – urządzenia pracują. Po zamknięciu – obwód zostaje odcięty, liczniki przestają pracować. – Mieliśmy nawet przełączniki w podłodze, które działały pod naciskiem kontrolera. Ale nasza technika wykrywania nielegalnego poboru też się udoskonala – dodaje Antoni Błachowski. Nierzadko zgłoszenie do zakładu następuje po problemach z prądem w danym obwodzie. Jeśli bez żadnej umowy do obwodu przewidzianego na dostarczenie takiej, a nie innej dawki energii, podpina się kilka bojlerów na 300 litrów wody, pobór energii wzrasta o 60 kilowatów i u sąsiadów nie ma prądu.
Dla energetyków największą bolączką jest społeczne przyzwolenie na tego typu \"oszczędności\". – A przecież my działamy jak sklep. Za towar trzeba zapłacić. Naszym towarem jest energia. Skoro ktoś ją odbiera bez płacenia, to my, jako dostawca, i tak musimy za nią zapłacić w elektrowni. W efekcie to każdy klient jest poszkodowany przez nieuczciwego sąsiada – podsumowują w zakopiańskim zakładzie. Przestrzegają też przed jakąkolwiek próbą oszustwa: na zlecenie zakładu pracują wyspecjalizowani fachowcy, którzy trudnią się jedynie tropieniem nielegalnego wycieku energii.
Rafał Gratkowski
Za tydzień – co grozi za kradzież energii i czy z wielką firmą można wygrać w sądzie
0 0
To się nazywa solidaryzm społeczny i został wymyślony przez komunę i jetst obecnie popierany przez wszystkie ugrupowania socjalistyczne od PIS przez PO do PSL, LID i SLD. Za złodzieja solidarnie płacą uczciwi ludzie, a ponieważ złodziei jest więcej to mają demokratytyczną rację.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz