Unikanie przez władze Związku Podhalan kontaktów z mediami to tradycja zapoczątkowana już przez poprzedniego prezesa – Jana Hamerskiego. Ponieważ jednak Związek Podhalan to nie tylko prezesi, nasza redakcja kilkakrotnie próbowała wyjść do władz organizacji z propozycją współpracy. Bezskutecznie.
Tuż po wyborach, umówiłam się ze świeżo upieczonym prezesem Maciejem Motorem Grelokiem na wywiad w naszej nowotarskiej redakcji. Wstępnie umówiliśmy się, że rozmawiać będziemy o jego wizji ZP, planach, zmianach, jakie czekają organizację. Zaproponowałam też, by w Tygodniku Podhalańskim pojawiła się stała strona poświęcona sprawom Związku Podhalan, którą – na podobieństwo kolumn gminnych – działacze ZP sami by redagowali. Prezes Grelok w umówionym dniu w redakcji się nie pojawił, jego telefon komórkowy był wyłączony. Czekałam godzinę. Nie odwołał wywiadu, nie zadzwonił ani w tym, ani w następnych dniach. Do dzisiaj nie przeprosił, ani nie wyjaśnił powodów zmiany swoich planów. Takie obyczaje – pomyślałam i zapomniałam o sprawie.
Jak dowiedziałam się od innych członków zarządu, nie przekazał im też propozycji naszej redakcji, dotyczącej bezpłatnej strony do zagospodarowania przez ZP.
We wrześniu dowiaduję się, że pan prezes próbuje się ze mną skontaktować, że chce nawiązać współpracę, zgadza się na wywiad. Choć nie usłyszałam przeprosin ani wyjaśnień dotyczących poprzedniego niedoszłego wywiadu, umawiam się jeszcze raz. Tym razem w nowotarskiej siedzibie ZP. Atmosfera jest miła. Przeprowadzam wywiad, po rozmowie otrzymuję nawet zdjęcie od pana prezesa, które mam umieścić razem z artykułem w najbliższym numerze. Rozmawiamy też o przyszłej współpracy. Otrzymuję zapewnienie o pozytywnych zmianach dotyczących polityki medialnej, jakie zaszły w Związku Podhalan.
Kilka dni później wysyłam wywiad do autoryzacji. Następnego dnia otrzymuję maila: „Pani Beato, proszę o niepublikowanie wywiadu ze mną, przepraszam za kłopot. Maciej Motor Grelok”. Zgodnie z prośbą prezesa, w planowanym numerze wywiadu nie dałam. Przekonana jednak byłam, że prezes zatelefonuje, że może będzie chciał coś zmienić w artykule, wyjaśni swoją prośbę. Od tego czasu, a minął ponad miesiąc, pan Grelok nie odezwał się. Rozmowę z nim, nieautoryzowaną, w skróconej formie przedstawiamy poniżej.
To smutne, że na czele Związku Podhalan stoi osoba zachowująca się w tak nieprzewidywalny i niepoważny sposób. Związek Podhalan to nie tylko prezesi, więc nie zamierzamy się obrażać na organizację. Od lat donosimy o tym, co dzieje się w ZP, uczestniczymy w imprezach oddziałowych, udostępniamy łamy działaczom. Piszemy o rzeczach dobrych, ale i niepokojach, które pojawiają się w związku z tym, co dzieje się w ZP. Może niedawny Zjazd jest dobrym momentem, by na łamach TP rozpocząć dyskusję na temat tego, co dzieje się w ZP, dokąd organizacja zmierza, co powinno się zmienić? Zapraszam gorąco do dyskusji wszystkich, którym sprawy Związku Podhalan nie są obce. Niech ten wywiad będzie zaczątkiem dyskusji.
Beata Zalot
Polityka mnie pasjonuje, ale nie bycie politykiemNie da się uciec przed polityką, choć ja jestem przeciwny upartyjnianiu ZP – przekonuje Maciej Motor Grelok, prezes Zarządu Głównego Związku Podhalan w wywiadzie dla TP.– Od wyboru pana na prezesa Związku Podhalan minęło prawie półtora roku. Co pan uważa za swój największy sukces w tym czasie?– Udało mi się przekonać ludzi, że Maciej Motor Grelok sobie poradzi. Wielu osobom wydawało się, że nie poradzę sobie, bo nie miałem doświadczenia w pracy samorządowej, nie byłem też parlamentarzystą.
– Co w takim razie uważa pan za sukces w ciągu tych kilkunastu miesięcy prezesowania?– Samo zorganizowanie tegorocznego jubileuszowego Zjazdu ZP w trzech różnych terminach i miejscach to duże przedsięwzięcie.
– Związek Podhalan kojarzy się głównie z uroczystościami – jubileuszami, poświęceniem sztandarów, „opłatkami” itp. To trochę za mało.– To nieprawda. ZP to nie tylko uroczystości. Dzieje się wiele. Za duży swój sukces uważam rozwinięcie współpracy z różnymi organizacjami – między innymi z Towarzystwem Gimnastycznym Sokół, Związkiem Polskiego Spisza, Towarzystwem Przyjaciół Orawy, Klubem Zamoyskiego czy Państwową Podhalańską Wyższą Szkołą Zawodową. Mamy wiele wspólnych inicjatyw, do końca roku chcemy stworzyć wspólną stronę w Internecie. To powrót do idei stworzenia Związku Ziem Górskich.
Wyposażyliśmy w tym roku 40 zespołów regionalnych w stroje ludowe. 140 tys. zł na ten cel udało nam się pozyskać od mecenatu Marszałka Wojewódzka Małopolskiego. Wyposażyliśmy też zespół „Kliszczacy” z Tokarni.
– Kiedyś Związek Podhalan miał inny charakter, większy autorytet, był postrzegany jako organizacja opiniotwórcza.– Właśnie dążymy w tym kierunku, żeby nasz organizacja była tak postrzegana, wypowiadamy się w ważnych dla Podhala kwestiach, tak np. było przy okazji dyskusji o zakopiance, zwołaliśmy nawet w tej sprawie posiedzenie.
– ZP postrzegany jest jako partia polityczna. Nie wydaje się panu, że to zaangażowanie w politykę szkodzi organizacji?– Nie da się uciec przed polityką, choć ja jestem przeciwny upartyjnianiu ZP. Jeśli mamy swoich ludzi w samorządach, to wiadomo, że walczą o nasze sprawy, np. o dofinansowanie zespołów regionalnych. Gdybyśmy nie mieli przewodniczącego komisji kultury w Sejmiku Małopolskim, to projekty, które realizujemy z budżetu wojewódzkiego, też nie doszłyby do skutku.
– Ale niedobrze się dzieje, kiedy ZP staje się dla ludzi trampoliną do kariery politycznej.– Nie ode mnie to zależy. Mnie pasjonuje polityka, ale nie bycie politykiem. Podejrzewano, że jak zostanę prezesem, to Związek Podhalan będzie propisowski. Kiedy Związek poparł w wyborach Franciszka Adamczyka z PO, wiele osób było bardzo tym zaskoczonych. A mnie chodzi o jakąś normalność w polityce, żeby nie patrzeć na przynależność partyjną, ale na ludzi, żeby ZP był ponad tymi podziałami.
– Mówi się, że choć pan jest prezesem, tak naprawdę za sznurki pociąga nadal Jan Hamerski.– Chciałbym bardzo, żeby Hamerski dalej pociągał za sznurki (śmiech). Miałbym mniej pracy. Nie odżegnuję się, że jestem blisko związany z Janem Hamerskim, byłem przecież sekretarzem za jego prezesury. Współpracujemy od lat. Wiele się od niego nauczyłem i kontynuuje jego robotę. Niektóre decyzje podejmujemy kolegialnie. On miał jednak lepiej, bo byłem jego prawą ręka, a ja teraz jestem sam. Trzeba być jednak ślepym, żeby nie wiedzieć, że jednak ZP działa teraz trochę inaczej.
– Co się zmieniło?
– Choćby polityka medialna. Staram się, żeby nasza organizacja była bardziej otwarta. Nasza strona internetowa bardzo dobrze funkcjonuje, mamy 50 tys. wejść.– Z perspektywy naszej redakcji współpraca z władzami ZP do tej pory nie układała się najlepiej. Brak informacji o tym, co się dzieje w organizacji, brak zaproszeń na wasze imprezy. Tygodnik Podhalański w lipcu ubiegłego roku zaproponował darmową stronę informacyjną, poświęconą wyłącznie sprawom ZP, i władze ZP do tej pory z tego prezentu nie skorzystały.
– Pracujemy nad lepszą współpracą z mediami, także z Tygodnikiem Podhalańskim, myślę, że wkrótce będzie to widoczne.
– Jaka jest pana wizja Związku Podhalan?
– Chciałbym, żeby była to organizacja o szerokim działaniu, żeby zrzeszała wszystkich górali. Dlatego rozmawiamy z Łemkami, wspieramy górali z Beskidu Śląskiego. Tę robotę – ideę Władysława Orkana zaczął Makowski, ale w pełni zrealizował Hamerski, a ja kontynuuję. Z Hamerskim otwarliśmy 26 nowych oddziałów ZP.
– Dla niektórych to przejście z jakości w ilość.– To bardzo krzywdząca opinia. Powstanie tych oddziałów było inicjatywą oddolną. Gdy obserwuję, jak te nowe oddziały działają, ile tam energii, to wracam zbudowany. Proszę popatrzeć choćby na Spytkowice – 150 członków w oddziale, dziecięcy zespół regionalny.
– Dlaczego ZP jest podzielone?– To nieprawda. Krytyka idzie tylko od strony Zakopanego. Im nie podoba się, że prezesem jest człowiek spod Babiej Góry. Kościelisko czy inne okoliczne oddziały się nie buntują. Zresztą z nowym prezesem zakopiańskiego oddziału Marcinem Zubkiem współpraca układa się bardzo dobrze. On, tak jak ja, nie jest politykiem, dla niego liczą się przede wszystkim sprawy góralszczyzny. Problem z góralami z Zakopanego bierze się stąd, że od 100 lat turyści wtłaczali im, że są ważni, jedyni, niepowtarzalni, a oni w to uwierzyli. Ale proszę zauważyć, że wszystkie najważniejsze dla Związku rzeczy zrobili ludzie spoza Zakopanego – Orkan, Tetmajer, Bednarski, Tischner. Ale zakopiańczycy zawsze najgłośniej krzyczą.
– Co panu, jako prezesowi, spędza sen z oczu? Co chciałby pan zmienić?– Boli mnie, gdy słyszę, że w ZP nic się nie dzieje, że zajmujemy się tylko polityką czy imprezami. Robimy dużo, tylko nie umiemy tego pokazać, nawet wewnątrz organizacji. To nasz grzech i to chciałbym zmienić, żeby było bardziej widać tę naszą robotę.
rozmawiała
Beata Zalot
0 0
cyt. : – \"Boli mnie, gdy słyszę, że w ZP nic się nie dzieje, \"
Jak znam życie Panie Prezesie, zaraz sie podniosą głosy i oszczerstwa,że owszem , dzieje się, choćby nawet handel narkotykami,, zresztą już takie padły, dobrze,że przygaszone .
Mimo wszystko życzę Panu powodzenia . Sympatyk.
0 0
a kto handlował dragami? nie słyszalam...
0 0
pewnie dla zarządu ZP Tygodnik jest masońskim zeitungiem i stąd brak kontaktu, a już cytat z pana Greloka : \" Problem z góralami z Zakopanego bierze się stąd, że od 100 lat turyści wtłaczali im, że są ważni, jedyni, niepowtarzalni, a oni w to uwierzyli.\" nie wymaga komentarza. najwyższy czas aby to kółko różańcowe się rozpadło.
0 0
No wej tak. Zwionzek jes je łod dawna juz na zokryncie. Jo chociak jes rodowty górol, nie zapisołek się do ZP ani za komuny ani teroz. Uwozom, że to pyrcim nom nie po drodze z ludziami ftorzy tam gazdujom. Dominuje tam pycha, służalczość( za duzo tam pańskich portek), prywata, zazdrość i układy. A na to skoda mi casu.
0 0
A przy ty łokazji. Przecytołek w internecie, że zaparli w Hamaryce jakomsi, prezeske ftoregosi kola ZP tamok za narkotyki. Pisali ze kupcyla nimi rzaem z Meskykanami. Nie wiycie casem ftorom to? Jakosi Antonina M.
0 0
Siedzioł som,
w cise zasłuchany
Myślom swom,
cały zadumany
Casy te,
co mioł przed łocami
Widzioł je,
choć som juz za nami
Smutku łza,
dyć sie juz nie wróci
Gynsto mgła,
bez niom my łosnuci
Siedzioł tak,
cisy juz nie słysy
Wiedzioł jak,
jesce biydno dysy
Myśloł ze,
pobiyrać sie musi
Jesce nie,
bitka straśnie kusi
Dobrze znoł,
cym śleboda była
Byłby dboł,
kieby jesce zyła
Draźni go,
co haw wyprawiajom
Dziwi to,
cy rozumy majom
Na coz im,
bycie Górolami
Syćkim tym,
nie som haw za nami
Piykni tak,
złotem umojeni
Prowdy brak,
Nimajom korzeni
Koniyc i,
powiym Wom te słowa
Smutno mi,
boli mnie juz głowa
Tego dość,
łobłudy zwionzanyj
Wiylko złość,
wolności zabranyj
Kielo Wos,
ciesyć jesce bedziy
Śtucny los,
nika nie zawiedziy
Prowda jak,
we sercu śleboda
Serca brak,
dlo Wos to wygoda
Skłodek moc,
dudki dajom siłe
Ciymno noc,
łokryła mogiłe
Górol hań,
cysty był jak skała
Piykno grań,
niekze bedziy chwała
Biydok tyn,
co mocno zwionzany
Wiedziy prym,
nicym nieskolany
Mondry dyć,
ciesy sie skromnościom
Skoda zyć,
kie zyje zazdrościom
Głośny krzyk,
prowde nom łodkryje
Cy som ik,
Cy Góry nicyje
0 0
Emigrancie, a ta prezeska to z góralami z Meksyku biznesy robiła? moze fcioła nowyy oddział otworzyc??? tzn Koło MariiHuany??
0 0
Łod kiedy to rodowici górole zaparli sie wiary łojców i krziza na giewoncie ?
0 0
Cytom, cytom, i tak jako tyn piesek Fafik se myślem po przecytaniu , że Tygodnik Podhalański tyz fciołby rządzić Związkiem Podhalan? Polityka włazi sama do pościeli, cy jako. Przecie we włosnyj pościyli nolepse lyganie. i spanie. Nie trza nom zodnyj partyji nad Związkiem Podhalan., ani Tygodników. Głosowacka tyz ino na ludzi, a nie na partyje, przecie w kozdtyj partryji mocie kiernoze i perły i tu trza ino nom dobrze powybiyrać. A Górale z Zakopanego to nie Gorale ino Zakopiany rodem z dolin. I majom swoje wymany. Nie dziwota, ze casami som jest one prociw górolom, prociw Podhalu , prociw przyrodzie tatrzańskiej., prociw zwykom... Nei cego ZP musi pilnować, coby my syćka nie zceprzeli, haj!
0 0
cyt:Choć nie usłyszałam przeprosin ani wyjaśnień dotyczących poprzedniego niedoszłego wywiadu, umawiam się jeszcze raz.
Autorka artykułu okazuje zbyt osobiste, emocjonalne podejscie do swojej pracy, a tymczasem , moim zdaniem, dobry dziennikarz powinien miec \"dystansa\" do tematu i zimny osąd; w artykule przemawia ..no wlasnie co??
0 0
Prezes mówi : BOLI, czy tak?
Skargi dolin
Boli!
Gdy słyszę ciągłe skargi dolin bijące głosem dzwonów w zbocza.
Małe - płynące od roztocza,
takie zwyczajne dzienne sprawy:
o dawno nie koszonych trawach...
Duże - z równin rozległych niczym morza, gdzie wielkie miasta są jak wyspy,
są! tylko morza wyschły,
jedynie zimą kiedy śniegi zrównają białym puchem brzegi,
wydaje się że granic nie ma, że to jest wszystko jedna ziemia.
Smuci!
Gdy górskie szczyty mgłą zasnute jak starce rzewne pieśni nucą.
Giewont nad inne wywyższony z krzyżem i mojżeszową miną,
chciałby wyruszyć ku dolinom,
wiodąc za sobą gór szeregi, nie dzieląc mórz, spinając brzegi.
Stoję na szlaku z laską w ręce, która podporą jest mi w drodze,
gdybym mógł dzielić nią jak Mojżesz -
Boże!
Co mam poradzić, mały człowiek,
wsłuchany w skargi gór i dolin.
Boli!
bronek z Obidzy Kozieński
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz