– Długie terminy załatwiania spraw budowlanych to efekt braku ludzi – biją się w piersi samorządowcy. Ale nie wszyscy. W Zakopanem nie mają sobie nic do zarzucenia. A w Kościelisku po naszym tekście zawrzało.
Tydzień temu poruszyliśmy problem paraliżowania procesów inwestycyjnych na terenie Podhala. Inwestorzy i developerzy żalili się na pracę poszczególnych urzędów. Dostało się gminom, łatkę przypięto starostwu. W Kościelisku uchwałę w sprawie zmian w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego nazywa się już \"aferą Jakubowskiej\".
Czas się wytłumaczyć.
O wyjaśnienia poprosiliśmy w Bukowinie. Ale najpierw sami poznaliśmy tryb urzędowej pracy poza urzędem. Godz. 11 z minutami. Wójta nie ma. – Będzie ok. 14. Proszę wtedy dzwonić. Godz. 14.04. – Jeszcze nie przyjechał. Ale raczej go już dziś nie będzie. Proszę zadzwonić jutro. Jest jutro. Dzwonimy od rana. – Jeszcze nie ma wójta. Czekamy na niego – dowiedzieliśmy się w sekretariacie o godz. 9. Przy czym poproszono nas o telefon za pół godziny. Dzwonimy. Jest, udało się.
– Mamy za mało ludzi. Nasz wydział budowlany, który wydaje warunki zabudowy, jest... jednoosobowy. Więc nie ma się co dziwić, że tego człowieka praktycznie trudno zastać w urzędzie, skoro musi wciąż jeździć w teren i sprawdzać, jakie warunki panują w sąsiedztwie i na działkach, gdzie inwestorzy chcą coś postawić – tłumaczy Sylwester Pytel, wójt Bukowiny Tatrzańskiej.
Dodaje od razu, że na przestrzeni ostatnich lat wniosków o warunki zabudowy przybywa w lawinowym tempie. Nie potrafi nawet określić, jak duży jest procent wzrostu. Dlatego gmina dorasta do problemu zatrudnienia drugiej osoby do wydziału. Nawet nie związanej z budownictwem, ale potrafiącej zadbać o sprawy administracyjne. – Chodzi o wypisywanie adresów, wysyłanie listów, zawiadomień. Na to schodzi bardzo dużo czasu. Dlatego bierze się pracę do domu – przyznają w urzędzie.
Wójt chce zatrudnić kogoś na stałe, bo stażyści się wykruszają. Ale nie ma się co dziwić: kto chciałby pracować za 400-500 złotych miesięcznie? Tyle dostaje stażysta. Wójt podkreśla, że absolutnie nie ma podziału na lepszych i gorszych inwestorów, ale w natłoku spraw pierwszeństwo mają te, które niosą pożytek dla gminy. Tak rodzi się paradoks: kto buduje czy remontuje mały obiekt, może dłużej czekać na \"wuzetkę\", niż developer stawiający hotele. – Strategiczne projekty, hotele, baseny termalne, sale gimnastyczne dla szkół itp. mają charakter priorytetowy – podsumowuje wójt Bukowiny.
W zakopiańskim wydziale jest dużo lepiej – łącznie z naczelnikiem nad budowlanymi sprawami pracuje dziewięć osób. Choć akurat do naszej redakcji trafiają niezadowoleni z pracy urzędu mieszkańcy oraz inwestorzy z zewnątrz, to naczelnik nie ma sobie nic do zarzucenia.
– Nie obserwujemy wcale, żeby były przedłużające się sprawy. Wydawanie warunków zabudowy odbywa się w sposób płynny. Ja jestem naczelnikiem od niedawna, od niecałego roku, a za sprawy, które wloką się od lat, nie mogę odpowiadać – tłumaczy Przemysław Stefanik. Dodaje, że nie zamierza komentować żadnej \"ogólnej tendencji\". – Proszę o konkretny numer sprawy, to wtedy mogę się wypowiedzieć, czy ona jest przewlekła i z jakiej przyczyny. Konkretny zarzut i kogo rzecz dotyczy – ucina urzędowo dalszą dyskusję.
Gdy 10 marca w życie weszła uchwała w sprawie zmian w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego wschodniej części Kościeliska, szybko okazało się, że radni przegłosowali bubel. Brak kilku słów w uchwale powoduje masę problemów dla budowlańców. Najgorszym jest wymóg zastosowania skali 1:1 pomiędzy kubaturą planowanego obiektu, a powierzchnią działki. – To zaskakująca sprawa. Po raz kolejny \"przejechaliśmy\" się na pani architekt z Krakowa, która przygotowała projekt. Nasi architekci ponoć trzykrotnie zwracali jej uwagę i wytykali kilka tego typu uchybień. Ona twierdzi, że je poprawiła. Kieruje zarzut do osoby, która przepisywała tekst. Wypisz wymaluj – afera Jakubowskiej – zaznacza radny, proszący o anonimowość. Przypomina, że gdy przed rokiem w podobny sposób z uchwały zniknęło kilka cyfr – jeden z developerów zażądał w sądzie od gminy odszkodowania w wysokości 1,6 miliona złotych.
Rafał Gratkowski
0 0
WZ to chyba zwykłe zadanie Gminy, która powinna ją wydać w ciagu 3 m-cy.
Tak stanowi KPA. Nas nie powinny obchodziC sprawy personalne i to, że gminy nie robią planów zagospodarowania przestrzennego. W tym kraju Obywatela ma się gdzieś....
0 0
Widać gołym okiem jaki jest wielki nacisk deweloperów na uchylenie nowego planu w Kościelisku który na szczęście dla mieszkańców zlikwidował możliwość stawiania molochów.Nie popuszczą w swoich egoistycznych zamiarach.
0 0
Mieszkańcy Kościeliska.Nie pozwólcie na zniszczenie apartamentowcami swej wsi.!
0 0
Deweloperom nie podoba się zapis o ograniczeniu kubatury do 2500 m sześć.
Nie mogą wpieprzać nam tych dużych bloków jak do tej pory i dlatego taki jazgot z ich strony
0 0
Gmina i mieszkańcy Kościeliska bronią się przed zabudową wielkkubaturową bardz słusznie .I dlaego podniesiono taki wrzask w interesie deweloperów.Przykro że bierze w tym udział Tygodnik podhalański.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz