Cztery zakopiańskie rodziny domagają się zwrotu części działki, na których stoi hotel Wersal, należący do syna i synowej byłego burmistrza Adama Bachledy Curusia. Przy okazji wyszło na jaw, że teren pod hotelem jest własnością gminy.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"6708"}
Jeszcze w latach 60. nieruchomość, na której stoi dziś hotel Wersal przy ul. Tetmajera w Zakopanem, należy do kilku rodzin, w tym do Jana Ustupskiego Kominka. W czerwcu 1962 r. decyzją Wojewódzkiej Rady Narodowej, Urzędu Spraw Wewnętrznych w Krakowie, tereny te zostają wywłaszczone na rzecz gminy pod budowę domu wypoczynkowego. Na działce powstaje dom wypoczynkowy „Energetyk”, właścicielem terenu jest zakopiańska gmina. W 1996 r., za czasów, gdy burmistrzem jest Adam Bachleda Curuś, decyzją członków ówczesnego zarządu miasta (Piotra Bąka i Władysława Łukaszczyka) nieruchomość zostaje oddana w użytkowanie wieczyste Federacji Zakładów Związkowych Zarządu Pracowników Energetyki. Członkowie zarządu miasta odpłatnie przenoszą na rzecz Federacji własność samego budynku. Cena transakcji to 712 tys. zł.
W 2003 roku prawo użytkowania wieczystego i budynek kupuje spółka Hotele EWSA Grupa Vattenfall. W końcu w 2004 roku użytkowanie wieczyste działki i własność budynku nabywa zawiązana w październiku 2004 r. spółka z o. o. Wersal.
Jej pierwszym udziałowcem z kapitałem 50 tys. złotych jest Adam Bachleda Curuś. Pod koniec 2004 roku kapitał spółki zwiększa się do 947 tys. zł, a w 2005 r. do okrągłego miliona. Wtedy też właścicielem połowy udziałów o wartości 500 tys. zł zostaje biznesmen z Chicago Józef Długopolski. Jest on ojcem Bernadetty, która wychodzi za mąż za Andrzeja Bachledę Curusia, syna byłego burmistrza. W 2007 roku w ramach współwłasności małżeńskiej Andrzej i Bernadetta stają się jedynymi udziałowcami spółki. Ojcowie młodej pary wycofują się z Wersalu.
Teraz, po latach, o zwrot części nieruchomości występują do starostwa tatrzańskiego spadkobiercy wywłaszczonego z tego terenu Jana Ustupskiego Kominka. W ubiegły piątek urzędnicy starostwa próbują przeprowadzić na miejscu wizję lokalną (formalnie zwaną „rozprawą administracyjną na nieruchomości”). Dzień przed jej terminem do starostwa wpływa pismo podpisane prezes spółki Wersal Małgorzatę Stankiewicz. Zawiera ono ostry protest przeciwko przeprowadzeniu rozprawy. Stwierdza, że „działania dotyczące wszczęcia postępowania i ustalenia rozprawy na gruncie mają nie tylko znamiona naruszenia naszej własności, ale też mogą być rozpatrywane w kategoriach przestępstwa”. Urzędnicy starostwa nie wchodzą na teren nieruchomości, na chodniku przy ul. Tetmajera spisują tylko oświadczenia osób starających się o zwrot.
– Pismo od spółki Wersal dotarło do nas dzień przed rozprawą, musimy skonsultować się z prawnikiem, czy w takiej sytuacji możemy przeprowadzić rozprawę. Pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją – mówi Janusz Czernik, inspektor z wydziału geodezji w starostwie. Osoby, które starają się o zwrot działki, podtrzymały te wnioski.
– Niech ktoś nam pomoże, nie może być tak, że państwo zabiera teren biednemu góralowi, a później jego właścicielem staje się bogata spółka – twierdzi Władysław Ustupski Kominek, zapowiadając dalszą walkę o odzyskanie gruntu.
Starosta tatrzański Andrzej Gąsienica Makowski od Tygodnika dowiaduje się, że urzędnicy starostwa nie weszli na teren, o który toczy się spór. – Nie oznacza to, że kogoś się boimy. Wiem, że pismo spółki Wersal dotarło do nas w ostatniej chwili. Rozprawa na gruncie z pewnością się odbędzie. Starające się o zwrot osoby mają przed sobą długą drogę, bo bardzo rzadko zdarza się, aby teren w użytkowaniu wieczystym przez prywatny podmiot był komukolwiek zwracany – tłumaczy starosta Andrzej Gąsienica Makowski.
Spółka Wersal, która jest użytkownikiem wieczystym działki, w 2008 r. płaciła właścicielowi – gminie z tego tytułu niecałe 5 tys. zł miesięcznie. Burmistrz Janusz Majcher chce zwiększyć tę opłatę do 13 tys. zł (działka jest duża, znajduje się w centrum miasta, stoi na niej hotel).
Jak tłumaczy Halina Dyka naczelnik wydziału geodezji w zakopiańskim Urzędzie Miasta, spółka Wersal odwołała się od naliczonej na nowo opłaty i sprawa trafiła do sądu.
Jak się okazuje, miejscy radni nie wiedzą, że teren przy ul. Tetmajera jest własnością gminy. – Pierwszy raz słyszę, że gmina jest właścicielem działki przy Tetmajera, na której stoi hotel Wersal – dziwi się Leszek Dorula, przewodniczący miejskiej komisji ekonomiki. – O takich sprawach dowiadujemy się przypadkiem i tak naprawdę nie wiemy, jakim gmina dysponuje majątkiem.
Próbowaliśmy porozmawiać z prezesem spółki Wersal Małgorzatą Stankiewicz. Z hotelu skierowano nas do firmy Bachleda Nieruchomości. Tam poproszono o zostawienie numeru telefonu i zapewniono, że pani prezes oddzwoni. Do momentu oddania do druku Tygodnika nie zadzwoniła.
W piśmie skierowanym do starostwa prezes Małgorzata Stankiewicz twierdzi natomiast, że postępowanie o zwrot nieruchomości prowadzone jest „z naruszeniem elementarnych zasad procedury administracyjnej”. Wytyka ona urzędnikom, że postępowanie zostało wszczęte już w lipcu tego roku, a spółka Wersal dowiedziała się o nim dopiero w listopadzie, wraz z zawiadomieniem o rozprawie. Zdaniem prezes Małgorzaty Stankiewicz starostwo nie wskazało, którym dokładnie działkom ma odpowiadać wywłaszczona przed laty parcela. Według pani prezes w przypadku, gdy na parceli ustanowiono prawo użytkowania wieczystego, dawni właściciele nie mogą starać się o jej zwrot.
“Oczekuję od starosty sprostowania niezgodnych z prawem działań i decyzji oraz powstrzymania dalszych kroków godzących we własność Wersal sp. z o.o. i doprowadzenie w Starostwie do przestrzegania zasady praworządności” – kończy pismo prezes Małgorzata Stankiewicz.
Paweł Pełka
0 0
Ja tutaj nie rozumiem, o co tyle krzyku, że ktoś użytkuje działkę gminną, doprowadza ją do przepięknego wyglądu, piękny ogród przed hotelem Wersal może być tylko piękną wizytówką miasta.
Wydaje mi się, że cała ta sprawa to czysta ludzka zawiść, ale u nas to już normalne, że jedni drugim zazdroszczą, a nie potrafią cieszyć się szczęściem innych.
A to, że działka na której zostały utworzone ogrody przed Wersalem jest działką miejską to było już wiadomo od zawsze. Nawet Tygodnik o tym kilkakrotnie pisał i jakoś wcześniej nikomu to nie przeszkadzało. Opłata jest chyba nalicza jest zgodnie z ustawą albo jakimś taryfikatorem, nie można jej naliczać od tak sobie, więc nie rozumiem, dlaczego kogoś dziwi jej wysokość. Inne podmioty, które użytkują wieczyście jakiś teren również mają naliczane opłaty wg. takich samych zasad, więc jeśli miałoby by się je podnosić to wypadałoby podnieść wszystkim, ale tylko i wyłącznie jeśli jest na to odpowiedni przepis.
0 0
Krasnal, widac ze tu maczaja palce znajomi Królika ...
0 0
Toż to istny Wersal...;) ;) ;)
0 0
tyle ze z łazienkami ...
0 0
TAAAAA a co by jesce wcieli .tylko curus i curus a moze by tak na biedne dzieci to przeznacyc .a moze by dac tak Staskowi spod Grella bo mu sie chalpa rozleciala
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz