– Uratował nas różaniec, baliśmy się, że miś wszystkich nas zagryzie, musieliśmy go zabić – mówią oskarżeni i świadkowie w procesie o zabicie młodego niedźwiadka w Tatrach.
W październiku ub. roku turyści, idący szlakiem z Przełęczy Iwaniackiej do Doliny Chochołowskiej, natknęli się na młodego – półtorarocznego misia. Karmili go kanapkami. W pewnej chwili niedźwiadek zaczął zachowywać się agresywnie. Trójka turystów utopiła go wtedy w potoku.
Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Zakopanem. Zdaniem prokuratorów turyści złamali prawo. Są oni oskarżeni o zabicie zwierzęcia na terenie chronionym. Grozi za to kara do dwóch lat więzienia.
Oskarżeni to: Daniel Sz., Jolanta J. i Michał J. mają od 24 do 30 lat. Pracują w fabryce tapicerskiej w małej miejscowości w woj. warmińsko-mazurskim. Zakopiański proces spotkał się z wielkim zainteresowaniem mediów. Sędzia Marek Marchalewicz, prowadzący rozprawę, zezwolił dziennikarzom na rejestrację odczytywania aktu oskarżenia i ogłoszenia wyroku.
Żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy. Wszyscy odmówili składania wyjaśnień i odpowiadania na pytania. Sąd odczytał ich zeznania, składane wcześniej przed prokuratorem. Wyłania się z nich obraz październikowej wycieczki. Przy wylocie Doliny Kościeliskiej kupili bilety wstępu do TPN, wiedzieli więc dobrze, że znajdują się na terenie ochronnym dla zwierząt. Później poszli do Jaskini Mroźnej, dotarli do schroniska na Ornaku, gdzie wypili po grzanym piwie. Dalej poszli na Iwaniacką Przełęcz.
W czasie zejścia do Chochołowskiej szlakiem w ich stronę szedł niewielki miś. Oskarżeni, razem z żoną jednego z nich (która w sprawie jest świadkiem) i dwójką kolejnych turystów, stanęli za małym drzewem dwa metry od szlaku. Miś minął ich spokojnie. Później wersje oskarżonych i świadków trochę się różnią. Wiadomo, że miś zawrócił i ruszył w ich stronę. Wywiązała się walka, Michał J. rzucał w stronę niedźwiedzia kanapki, torbę. Miś ugryzł go w udo. Wtedy główny oskarżony krzyknął: \"Musimy go utopić\". W końcu trójka oskarżonych wrzuciła zwierzę do potoku. Trzymali misia pod wodą tak długo, aż ten stracił życie. Później jeszcze Michał J. uderzył go kamieniem w głowę.
Widziałem śmierć w oczach
Ich zdaniem miś zachowywał się agresywnie.
– Miałem śmierć w oczach, byłem tak wystraszony, że nie było innego wyjścia, musieliśmy go zabić, bałem się, że sam zginę – zeznał Daniel Sz. – Uśmiercenie misia to był jedyny sposób, abyśmy wyszli stamtąd żywi. Bałam się jak nigdy w życiu - stwierdziła Jolanta J.
Michał J. w zeznaniach przed prokuratorem powiedział, że \"życie i godność człowieka jest ważniejsza, niż godność misia\". We wtorek w sądzie przyznał się, że uderzył zwierzę kamieniem. – Nie było innego wyjścia, musieliśmy to zrobić – dodał.
Tymczasem według aktu oskarżenia, przygotowanego przez zakopiańską prokuraturę, nie można zgodzić się z tłumaczeniami oskarżonych. Zdaniem prokuratury miś spokojnie przeszedłby obok. Do agresji sprowokowało go zachowanie oskarżonych, rzucanie w jego kierunku kanapek. Agresja misia i tak jednak nie zagrażała bezpośrednio życiu oskarżonych.
Jarosław Rabiarz, szef Straży Parku Tatrzańskiego, zeznawał w tej prawie jako świadek. Stwierdził on, że niedźwiedzie kierują się własnym instynktem. Jeżeli siła przeciwników jest przeważająca, a tak było w tym przypadku, uciekają. – Na miejscu ślady zwierzęcia wskazywały na to, że poruszało się ono spokojnym krokiem. Nie słyszałem, żeby niedźwiedź kiedykolwiek zaatakował większą grupę ludzi. W Bieszczadach był tylko przypadek ataku niedźwiedzia, ale stało się to, gdy turyści weszli w okolice jego gawry. Moim zdaniem zabity miś nie mógł stanowić zagrożenia dla grupy sześciu osób. Jedyny przypadek zabicia misia w Polskich Tatrach to sprawa sprzed lat leśnika Mariana Werona, który zabił misia, ale okoliczności tego wypadku nie są jednoznaczne.
Kolejną przesłuchaną była Marta K. – świadek całego zdarzenia. Nie widziała ona, aby któryś z turystów karmił misia albo wabił go. Zeznała, że razem z narzeczonym szła szlakiem, gdy z dołu podbiegły do nich cztery osoby mówiąc, iż idzie miś.
Uratował ich różaniec
– Zeszliśmy wszyscy dwa kroki od szlaku. Stanęliśmy za drzewem. Miś przeszedł koło nas. Później nie wiem, jak to się stało, że zaatakował jednego z mężczyzn. Ja stałam cały czas na boku. Myślałam, że to już koniec z nami wszystkimi, że nas po kolei zagryzie. Wyciągnęłam różaniec i zaczęłam się modlić. Uznaliśmy, że to był cud, iż nikt z nas nie zginął – zeznała Marta K.
Następny świadek, narzeczony Marty K. – Mirosław M. – też niewiele pamiętał z wydarzeń. – Nie przypominam sobie, abym odniósł wrażenie, że czyjeś życie jest zagrożone. Skoro jednak topili misia, to mogło być zagrożenie. Nikt nie robi takich rzeczy dla przyjemności. Gdy razem szliśmy później na dół, okazało się, iż mimo że jesteśmy z różnych regionów kraju, wszyscy mamy różańce. To nas uratowało – mówił Mirosław M.
– A czy jako to bractwo różańcowe słyszeliście kiedyś o św. Franciszku? O tym, co mówił na przykład o zwierzętach, jako o mniejszych braciach? – pytał sędzia Marek Marchalewicz. – Nie, nie słyszałem – odparł świadek.
Wyrok w tej sprawie przed końcem składania tego numeru Tygodnika jeszcze nie zapadł. Sąd przesłuchiwał kolejnych świadków.
We wtorek sąd kontynuował przesłuchania. Pierwszym świadkiem był Tomasz Skowroński, dziennikarz TV Polsat, który kilka godzin po zabiciu misia telefonicznie rozmawiał z oskarżonymi. Skowroński namawiał ich na udzielenie wywiadu. Ci zwodzili go i w końcu nie przyjechali na umówione spotkanie. – Oskarżony Michał J. buńczucznie chwalił się zabiciem misia. Mówił mi przez telefon: \"Tak, to ja zabiłem misia. Możecie ogłosić całemu światu, że jestem lepszy niż Pudzianowski\". Dodał, że był to dla nich szok i coś by się im za wywiad należało. Zapytałem, czy chodzi o 2, czy 5 tysięcy? Nie o takich kwotach rozmawiamy, odpowiedział mi oskarżony – mówił dziś w sądzie Tomasz Skowroński. Zdaniem Skowrońskiego oskarżeni chwalili się też zdjęciami i nagraniami z telefonów komórkowych, które mieli zrobić po zabiciu misia. Wyrok w tej sprawie jeszcze nie zapadł.
Paweł Pełka
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz