Jak umyć się w szklance wody i uniknąć nagłego spotkania z kangurem na drodze? Jakie auto wybrać do pokonania australijskiego interioru?
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"6858"}
Szeregu praktycznych wskazówek i rad udzielał Marek Tomalik podczas spotkania Klubu Shackelton, który tym razem gościł w progach zakopiańskiego „Paparazzi”. Licznie przybyli miłośnicy podróży rozmawiali o problemach związanych z dotarciem do Australii i przemierzaniem jej bezkresnych przestrzeni. A okazją do dyskusji była prezentacja wyprawy Strzelecki Traces Expedition. W jej skład, prócz prelegenta, wchodzili: Paweł Tysa, Sławek Sławatecki, Piotr Trybalski, Marek Zimowski, Jurek Adamuszek, Waldek Obłąk, Adam Murcha.
Ze wschodu na zachódEkipa ruszyła na australijskie bezdroża w 2004 roku. Pokonała 15 tys. kilometrów, by dotrzeć w miejsca związane z Pawłem Edmundem Strzeleckim. Nasz rodak, zanim wrócił do Europy, przez 10 lat jeździł po całym świecie, ale Australię szczególnie sobie upodobał. Aż 4 lata poświęcił na naukowe badania kontynentu australijskiego. – Ruszyliśmy śladami Pawła Edmunda Strzeleckiego, który pieszo i konno pokonał jedenaście tysięcy kilometrów – mówi Marek Tomalik. – Przemierzyliśmy cały kontynent ze wschodu na zachód, docierając do punktów ochrzczonych imieniem Strzeleckiego. Były to góry, rzeki, drogi, plantacje, a nawet browar Strzelecki, który do niedawna jeszcze warzył piwo Strzelecki.
Wyprawa przemierzyła wszystkie australijskie stany prócz Tasmanii, z czego prawie 10 tys. km bezdrożami i drogami nieutwardzonymi, między innymi wzdłuż kilku najsłynniejszych szlaków pustynnych: Gunbarrel, Ernesta Gilesa, Oodnadatta, Strzeleckiego i Great Alpine w Alpach Australijskich. Samochody łapały gumy, zacierały łożyska, łamały osie, zalewały alternatory, a nawet płonęły. Ekipa Marka Tomalika podróżowała w skrajnych temperaturach – od wysokich, sięgających + 50 st. C na Pustyni Strzeleckiego, do kilku poniżej zera na ośnieżonej Górze Kościuszki.
Polskie nazwyPenetrowali tereny z polskimi nazwami. Niewykluczone, że byli pierwszymi Polakami, którzy przetarli Szlak Strzeleckiego, dotarli do Rzeki Strzeleckiego, Pustyni Strzeleckiego, Rezerwatu Przyrody Strzeleckiego. Znaleźli wieś o ten nazwie, las a nawet piekarnię.
– Przejechaliśmy najbardziej spektakularną, tzw. południową trasą pieszej i konnej wędrówki Strzeleckiego, którą odbył w 1839-1940 r. Odnaleźliśmy wiele miejsc i pomników jemu poświęconych. Obeliski w kilku miasteczkach Gippslandu, Strzelecki Public Hall w miejscowości Strzelecki, Strzelecki Rd, Strzelecki Plantation, Strzelecki Forest, a w Mirboo North – browar Strzelecki. Do niedawna produkowano w nim piwo Strzelecki – dodaje Marek Tomalik.
Na zakończenie ekspedycja została przyjęta przez Polonię w Perth i Melbourne, a także przez rodzinę Strzeleckich w miejscowości Cooma.
Wegetacja autochtonówW trakcie dyskusji klubowicze dopytywali o Aborygenów, ich historię i dzisiejsze problemy. Cywilizacyjne wyniszczenie przez kulturę białego człowieka, zupełnie inna przestrzeń duchowa, w której rozkwitała przez lata kosmogonia ludów zamieszkujących Australię, sprawia, że kontakt pomiędzy przybyszami z zewnątrz a Aborygenami jest bardzo utrudniony. – Nie staramy się nawet nawiązywać z nimi bliższych kontaktów. Ich pojęcie czasu, przestrzeni, nawet liczb, zupełnie nie przystaje do naszego. Zresztą oni nie potrzebują i nie chcą z nami kontaktu. Niestety, zostali przez białych wyniszczeni. Do lat 70 XX wieku dostawano licencje na odstrzał Aborygenów. Bo byli traktowani przez lokalne prawo jako zwierzęta. Nam to trudno pojąć, ale tak było – wyjaśnia Marek Tomalik.
Duże zainteresowanie, zwłaszcza wśród kobiecej części publiczności, wzbudziła informacja, że na pustyni można umyć się w szklance wody. – Wystarczy nam stary ręcznik, pocięty na drobne kawałki wielkości chusteczki do nosa. Tymi kawałkami moczonymi w wodzie obmywamy po kolei całe ciało. Po tej operacji kawałki ręcznika zabieramy oczywiście ze sobą. To święte prawo buszy, którego bardzo przestrzegamy. Wszystkie śmieci wozimy ze sobą. Czasem odpady jadą z nami kilkaset kilometrów, zanim nie znajdziemy śmietnika – wyjaśniał Marek Tomalik. Dodał, że szklanka wody na pustyni to bardzo dużo.
Zaprezentował też fotografie z Uluru, świętej góry Aborygenów, która jest ikoną Australii. Uczestnicy spotkania podziwiali kwiatowe dywany, rozkwitające raz w roku na pustyni, dęby pustynne, szyby, z których wydobywano złoto. – Strzelecki odkrył geologiczne pokłady złota jako pierwszy. Poszedł z tym do gubernatora, którego wiadomość zasmuciła. Bo obawiał się gorączki złota takiej, jak na Alasce. Dlatego prosił o zachowanie tajemnicy. Na nieszczęście dla naszego rodaka, dwa lata później złoto odkrył irlandzki badacz i to jemu przypisuje się palmę pierwszeństwa – przypomniał Marek Tomalik.
Rafał Gratkowski
0 0
Mieszkam w Australii od ponad 20 lat poprzez Polnocne Terytorium i Darwin dalej Poludniowa Australia i wreszcie kopalnia zlota nieopodal Bendigo.Przejechalam trakiem Strzeleckiego dwukrotnie telepiac sie po niekonczacych bezdrozach 4X4 zeby juz w sobote uciekajac przed tut.latem znalezc sie choc na troche w swoim \"Siedlisku\"na szczycie gory,wsrod szadzia pokrytych smrekow w Pieninach.Pozdrowka .Kangurzyca
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz