Jak za komuny, są panami ludzkich losów. Od ich zeznań zależy życie i kariera tych, którym założyli teczki TW. Nawet bez wiedzy pozyskanego tajniaka.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"7866"}
Instytut Pamięci Narodowej w Krakowie oskarżył Andrzeja Gąsienicę Makowskiego o to, że skłamał w oświadczeniu lustracyjnym z 12.02.2008 roku. – Podpisałem je zgodnie z prawdą i moim sumieniem. W 1992 roku, jako poseł pierwszej kadencji, byłem zwolennikiem ustawy lustracyjnej. Nie wiedziałem, że znajdę się na liście Macierewicza. Pierwsze oświadczenie lustracyjne podpisałem w 1997 roku przy wyborach. W nim też napisałem, że nie byłem współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa – tłumaczył przed sądem okręgowym w Nowym Sączu starosta tatrzański. 17 lutego ruszył jego proces lustracyjny. IPN powołał czterech ubeków za świadków.
Kontroler
Jeszcze pierwszego dnia rozprawy przesłuchany został Roman W. Od 1989 r. emeryt. Stwierdził, że Makowskiego nigdy nie widział na oczy. Pracował w wydziale IV SB, który zajmował się klerem. Potem w sekcji V (przemysł) i VI (rolnictwo). Nawet z nikim nie rozmawiał na temat TW Andrzej II (rzekomy pseudonim starosty). – Kontrolowałem jedynie teczki pod względem formalnym. Zalecałem, by je uzupełnić, gdy zaszła potrzeba, sprawdzałem, czy wpisy robione są poprawnie. Treści mnie nie interesowały – podkreślił. Najczęściej powtarzał: nie wiem, nie pamiętam, nie znam, nie widziałem. Za to doskonale tłumaczył procedury pozyskania, ewidencji i eliminacji świadków. – Jeśli informacje były nieważne lub skończyły się możliwości ich pozyskiwania, prowadzący wnioskował o eliminację. Oznaczało to zakończenie prowadzenia teczki i złożenie jej do archiwum. Oznaczało to zakończenie współpracy – zaznacza Roman W.
Sąd okazał mu podpisane przez Makowskiego zobowiązanie. – To nie jest zobowiązanie do współpracy. Ma nagłówek zobowiązanie, ale z tego zobowiązania wynika tylko, że zobowiązuje się do zachowania tajemnicy z jednego spotkania i działania na korzyść ekonomiczną własnego przedsiębiorstwa. Dokument nie odpowiada wymogom instrukcji. Brakuje sformułowań: dobrowolnie zobowiązuję się do przekazywania informacji, materiałów, pisania raportów, ze wskazaniem na rodzaj informacji. Nie ma też formuły „i przyjmuję pseudonim”. Jest tylko: „Imię posługiwania się moje” plus nieczytelny podpis. Podpis i pseudonim musi być czytelny. Na górze brak sygnaturki – stwierdził. Przyznał jednak, że w szczególnych przypadkach, mimo takich uchybień, rejestrowało się tajnego współpracownika, ale na podstawie wcześniejszego rozpracowania danej osoby. Gdy wiadomo było, że faktycznie podejmie współpracę i dostarczać będzie ważnych i przydatnych informacji.
Prokurator z biura lustracyjnego IPN Piotr Świechowski dopytywał, czy ważniejszy jest formalizm dokumentów, czy informacje zawarte w teczce. – Dla mnie liczyła się strona formalna, bo w razie kontroli z centrali byłby minus. Dla naczelnika wydziału liczyły się jednak informacje – podsumował Roman W. Teczka pracy TW prowadzona była przez funkcjonariusza, który pozyskał donosiciela, a teczka personalna znajdowała się u naczelnika wydziału.
Twórca teczkiDrugi dzień przesłuchań rozpoczęto od Stefana P. W SB pracował od 1980 do 1990 roku. Wcześniej, od 1973 roku, w komórkach operacyjnych. Pracownik wydziału V. Kierownik sekcji budownictwa, spółdzielczości i transportu. On przesłuchiwał Makowskiego w zakopiańskiej komendzie milicji 23 grudnia 1981 roku. Dziś siwiejący starszy człowiek w okularach i fioletowej koszuli. Pod krawatem. Do czytania przedstawianych mu dokumentów używał drugiej pary okularów. Wielokrotnie zasłaniał się niepamięcią wydarzeń i osób. – W zasadzie niczego nie pamiętam. Żadnych okoliczności związanych z tą osobą. Nie kojarzę nazwiska tego pana. W trakcie pracy w SB miałem kontakt z wieloma osobami – wyjaśniał. Zapytany o liczbę prowadzonych przez niego agentów, mówił: – Dziesięciu, może dwunastu-trzynastu. Nie potrafię podać liczby.
Po przeczytaniu przez sędzinę Annę Hevler zeznań, jakie złożył przed prokuraturą IPN w Krakowie, podtrzymał swe zeznania. – Dokumenty przemawiają za tym, że Makowski był tajnym agentem. Nie ma co do tego wątpliwości. To ewidentne, skoro podpisał sformułowanie „będę działał w celu poprawy przedsiębiorstwa, wskazując na nieprawidłowości” – podkreślił. A do tego zobowiązał się zachować w tajemnicy to jedno spotkanie.
– Prowadziliśmy już kilka spraw lustracyjnych, ale zawsze w zobowiązaniu do współpracy było stwierdzenie o tajności wszystkich przyszłych spotkań – wyraził zdziwienie przewodniczący składu sędziowskiego Bogusław Bajan. Esbek zasłaniał się niewiedzą, mówił o jakimś przeoczeniu. Przyznał, że samo podpisanie zobowiązania do współpracy oznaczało, że SB pozyskało kandydata na TW. – Aby być TW, trzeba było zostać zarejestrowanym – dodał. Nie potrafił jednak powiedzieć, kto i kiedy zarejestrował Makowskiego. Podkreślił, że z tajnymi współpracownikami spotykał się poza zakładami pracy, w kawiarniach, samochodach. W spotkaniach zawsze brał udział jedynie agent i prowadzący. Nie wykluczał, że możliwe było spotkanie w zakładzie pracy. Przyznał, że wszystkie dokumenty będące w posiadaniu IPN na temat Makowskiego zostały przygotowane przez niego. Pytany, czy w podpisywanym przez TW zobowiązaniu do współpracy wymagany był pseudonim i wyrażenie zgody na współpracę odparł, że nie było żadnych przepisów formalnych. – Nawet jeśli tych dwóch elementów nie było, to było to także zobowiązanie do współpracy. Samo napisanie oznaczało, że się zgadzam. Ja przecież dyktowałem, nie trzeba było formułek o dobrowolności. Jeśli ktoś się nie zgadzał, odstępowałem od tego. Z niewolnika nie ma pracownika – stwierdził. Przypomniał, że w okresie stanu wojennego bardzo często przy okazji podpisywania lojalki podsuwano przesłuchiwanym do podpisania zobowiązanie do współpracy. – Zwykle przed pozyskaniem TW przeprowadzało się wywiady środowiskowe, osoba była opracowywana przez inne źródła, zadaniowało się źródła, a pozyskane materiały analizowało pod kątem pozyskania. Dodał, że pierwszy kontakt z Makowskim to była „taka luźna rozmowa o zakładzie pracy”.
– Aż się we mnie gotuje – mówi mi na sądowym korytarzu starosta. – Luźna rozmowa?! Krzyczał, że strajków nam się zachciewa (Makowski był przewodniczącym komisji zakładowej Solidarności w Przedsiębiorstwie Budownictwa Ogólnego Podhale w Zakopanem), że rozwalamy zakład, potem coś o Sybirze. Że mam trójkę dzieci, a mogę mieć dwójkę. Że różne wypadki się zdarzają. Na stole leżała broń. Taka to była luźna rozmowa – nie kryje złości starosta. Dodaje, że podczas procesu tylko Stefan P. nie popatrzył ani razu w jego stronę, nie spojrzał w oczy. Unikał zresztą kontaktu wzrokowego także z publicznością.
Zero ważnych informacjiStefan P. podkreślił, że pseudonim Andrzej II powstał w ten sposób, że pozyskany do współpracy Makowski zaproponował imię Andrzej, a on, jako że już musiał mieć kogoś o takim pseudonimie, dopisał dwójkę. Kontaktować się musieli w kawiarni „Pyszna” na Granicie. Sędzina odczytała fragment kwestionariusza osobowego. W rubryce „Rezultat pozyskania” zamieszczony został wpis: „Omówiono z TW sposób nagłego nawiązania kontaktu, który jest następujący: TW nawiązuje łączność na numer 23805 lub 22906 wew. 221 lub 246. Pracownik prowadzący nawiązywać będzie łączność na numer 4045 albo 5055, oraz poprzez przesłanie kartki na adres zamieszkania. Uzgodniono z TW, że spotkania odbywać się będą w zależności od potrzeb, następnie raz na kwartał. TW informacje przekazywać będzie ustnie”. – Skoro tak napisano, to tak musiało być. Dokumenty są najważniejsze, a pamięć jest ulotna – dodał.
Pytany o znaczenie pojawiającego się w aktach wpisu „pozyskany na zasadzie zainteresowania materialnego” nie mógł sobie przypomnieć, co kryło się za tym określeniem. – Nigdy nie brałem od nich żadnych pieniędzy.
– Potrzebowałem na leki dla dzieci, budowałem dom, ale nie wziąłem od nich niczego – zapewniał dzień wcześniej starosta.
Stefan P. nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego w notatce ze spotkania 5 marca 1982 roku widnieje TW Andrzej III. Przyznał, że data jest przerabiana innym długopisem. Makowski na spotkaniach mówił o brakach materiałów, o nastrojach wśród załogi, a o kolegach z Solidarności kłamał. Bronił ich, twierdząc, że zajmują się już tylko pracą zawodową, a nie działalnością w podziemiu. – To informacje ogólnikowe, nawet bardzo – stwierdził o swych notatkach P. – Nie były przydatne dla SB celem realizacji jej zadań. Takie informacje mogłem uzyskać zwykłą drogą służbową, a nie od TW. W odczytanych notatkach służbowych nie było ani jednej informacji, która była nieznana SB lub której nie mógłbym pozyskać drogą służbową.
Nawrócenie brzydkiego– Myśmy często coś pisali, a guzik z tego wychodził – bez ogródek stwierdził Józef Ch. Potężnej postury, obcięty na jeża, miał przejąć prowadzenie TW Andrzej II. Zeznania zaczął od tego, że Makowskiego widział raz w życiu, przez dwie minuty w zakładzie Podhale, produkującym… buty w Nowym Targu. Zasłaniał się zbyt długim upływem czasu. I że nie chce już nikomu robić krzywdy. Potem jednak rzucił garść szczegółów. – On nigdy nie miał czasu, migał się od dostarczania nam informacji. Waga jego informacji była żadna. Zawsze spotykaliśmy się z nim we dwie osoby, z moim przełożonym Stefanem P. Następnie dodał, że Makowski zawsze podczas czterech spotkań dopytywał, o co SB chodzi, aż w końcu powiedział, że nie będzie się spotykał i może rozmawiać tylko o problemach zakładu pracy w zakresie swoich obowiązków w Przedsiębiorstwie Budownictwa Ogólnego Podhale. Ostatnie z czterech spotkań z Makowskim odbyło się w marcu 1983 w budynku KM MO w Zakopanem.
– Ja byłem szeregowym pracownikiem, pisałem, co kazali, a tego, co napisane, już się nie da zmienić – rozkładał ręce Józef Ch. Oburzał się na fotoreporterów, robiących na sali rozpraw zdjęcia. – Ja jestem ten brzydki ubek już całe życie! Dostałem już dosyć po kulach, choć w SB pracowałem praktycznie tylko rok. Wcześniej tylko rok robiłem w pionie budownictwa w milicji, potem rok szkółki w Świdrze. Jak ktoś z wydziału IV napisał na mnie raport, że z żoną i dziećmi do kościoła chodzę, to ze względów religijnych z SB się zwolniłem – tłumaczył się były esbek. Nie potrafił jednak wyjaśnić rozbieżności między tymi zeznaniami, a złożonymi we wrześniu 2009 roku w krakowskim IPN: „Jeśli będzie niechętny, wnoszę o zmuszenie do współpracy. Obecnie buduje dom i należy sprawdzić, czy materiały zdobył legalnie”. W kolejnej notatce opisywał, że Makowski na spotkania przychodzić nie chce, groził mu, że „trzeba było myśleć przed podpisaniem zobowiązania”. Sugerował wobec niego zastosowanie „środków dopingujących”. – Chodziło o jakieś kompromitujące materiały, bywały różne, jak zdjęcie kochanki itp. – wyjaśniał przed sądem
Szef dał trójkę
Na końcu zeznawał przełożony szeregowych esbeków, który dokonania swych pracowników ocenił na słabą trójkę w skali od 2 do 5. O Makowskim powiedział: – Nie był rzetelnym TW, prędzej nadawałby się na kontakt służbowy, za pomocą których oficjalnie SB docierało do dyrekcji zakładów – stwierdził Andrzej Ch., były naczelnik wydziału V SB. Poza protokołem dodał, że do akt Macierewicza miało dostęp bardzo wiele osób spoza służby. – Nie wiadomo, co z tymi aktami robiono.
Przypomniał, że wbrew temu, co mówił Stefan P., w tamtym czasie istniała instrukcja, żeby zobowiązanie do współpracy zawierało zapis o treści: „Zobowiązuję się do współpracy ze służbą bezpieczeństwa, przybieram pseudonim, będę realizował zadania postawione przez oficera, zobowiązuję się do przekazywania informacje ustnie lub na piśmie”. – Tajny współpracownik to był już konkretny pracownik, przed którym stawiano poważne zadania, a rozliczał go z tych zadań oficer prowadzący – podkreślił Andrzej Ch. Dlatego, wobec niechęci do współpracy, w 1983 r. zdecydował o wyrejestrowaniu Andrzeja II
Spokój sumieniaPodczas pierwszej rozprawy starosta drobiazgowo opisywał, co działo się podczas pierwszego przesłuchania na komendzie milicji obywatelskiej. W jakiej znalazł się sytuacji. Opisaliśmy jego zeznania przed tygodniem.
– Myślałem, że ich przechytrzyłem, po przyjściu do domu o wszystkim opowiedziałem swojej żonie, teściowi i rodzicom. Wieczorem z 24 na 25 grudnia słuchaliśmy Radia Wolna Europa. Kardynał Glemp mówił, że łamane są kręgosłupy, że ludzie wzywani są na przesłuchania, że każą podpisywać lojalki. Rozmawialiśmy o naszych przesłuchaniach z kolegami. Potem poszedłem do ojców jezuitów na Górkę. Wyspowiadałem się. Spowiednik powiedział prorocze słowa: „będzie ci się trudno z tego wywikłać, ale rób tak, żeby nikogo nie skrzywdzić”. Osiemnaście lat od wejścia ustawy lustracyjnej jestem stale osądzany. Nie przez sąd, ale przez ludzkie działania. Byłem też umacniany, choćby przez wyniki kolejnych wyborów – stwierdził pod koniec swej sądowej spowiedzi starosta. Przypomniał, że gdy tylko powstał IPN, wystąpił o dostęp do materiałów i dostał odmowę. – Wtedy nie odwoływałem się od tej decyzji, to był 2003 rok, kiedy przeżyłem rodzinną tragedię. Gdy trzeba było wypełnić oświadczenie w 2008 roku, mogłem podpisać, że byłem zarejestrowanym jako TW i miałbym święty spokój. Ale sumienie nie pozwalało mi zakreślić, że byłem TW. Choć dziś z pewnością byłoby mi łatwiej – podsumował starosta.
Na zakończenie obrońca Jan Kuklewicz poprosił o przesłuchanie kolejnych czterech świadków, byłych dyrektorów PBO Podhale w Zakopanem. Kolejne rozprawy odbędą się 15 i 16 marca.
Rafał Gratkowski
0 0
akurat teraz ta dyskusja jest jałowa; skoro za PISu przyjecli takie okreslaenia, ze wystaczyli podpsiac zobowiazanie, to znaczy ze starosta wiedzial ze sklamał bo mail swiadomosc ze podpisał
0 0
to jest paranoja i straszny chichot historii ze od tych co robili najwieksza krzywde ludziom w ponurych latach komunizmu, zalezy byc lub nie wielu ludzi. To ich i Kiszczaka zemsta.
Nie wnikam czy starosta byl czy nie winny, lecz pisze tylko o tych sk....nach
storzy nas gnebili a dzis musza ich niektozy prosic o zaswiadczenie o moralnosci. Nisko ta nasza demokracja upadla.
0 0
ale to terazniejsi poslowie uchwalili to prawo, ktore powoduje ze o weryfikacje prosi sie b.ubekow...wiec do kogo powinnismy mieć pretensjE? do naszych parlamentarzystow :)
0 0
Cemu Makowski tak cygani...?? Zamiast pedziyć prowde i przeprosić tych, na których donisił.
A ciekawe jak tam drugi donosiciel?? Wójt Kościeliska Bohdan P.?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz