Marek Żuławski to artysta o sławie europejskiej, ciągle jednak w Polsce za mało doceniany. Od dzieciństwa miał bliskie związki z Zakopanem, i to właśnie Muzeum Tatrzańskie jest w posiadaniu sporej kolekcji jego obrazów.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"7867"}
Rzadko jednak mamy okazję do oglądania tych obrazów, tym bardziej cieszy wystawa „Gdy myślę człowiek”, którą od 3 marca będzie można oglądać w muzeum na Kozińcu.
Imponującą kolekcję 88 obrazów, a także zbiór grafik, podarowała zakopiańskiemu muzeum wdowa po artyście – Maryla Żuławska. Są to obrazy z różnych okresów jego twórczości.
Marek Żuławski (1908-1985) – malarz, grafik, krytyk, eseista, taternik. Jedna z najciekawszych postaci i osobowości artystycznych londyńskiej emigracji. Pochodził ze znanej rodziny, zasłużonej dla kultury polskiej. Jego ojciec – Jerzy Żuławski był znanym w Polsce pisarzem, między innymi autorem trylogii „Na srebrnym globie”.
Całe dzieciństwo Marka związane było z Zakopanem, choć urodził się w Rzymie. Jak podkreślał – przez przypadek. Ojciec wtedy zbierał we Włoszech materiały do książki, a matka w zaawansowanej ciąży przyjechała go odwiedzić. Do Zakopanego wrócili już w trójkę. Tu bowiem, pod Tatrami, spędził pierwsze lata swojego życia. Rodzina mieszkała w nieistniejącej już willi „Łada”. Potem przeprowadzili się do Torunia, gdzie Marek skończył gimnazjum. Następnie studiował na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Ciągle jednak rodzina Żuławskich powracała w góry. Do Zakopanego Marek przyjeżdżał także z Londynu, w którym mieszkał prawie 50 ostatnich lat swojego życia.
– Przyjaźń naszej rodziny z Żuławskimi zaczęła się jeszcze przed wojną – opowiada Zofia Fortecka. – Gdy już tu nie mieszkali, przyjeżdżali do Zakopanego do mojej mamy lub do ciotki, Zosi Krzeptowskiej „Kapuchy”, tej samej, którą na swoich portretach uwiecznił Witkacy. Wreszcie pod koniec lat 60. znaleźliśmy im we Wróblówce starą chałupę i przewieźliśmy na Krzeptówki. Pozwoliliśmy im postawić w naszym ogrodzie. To był taki jednoizbowy domek z wnęką kuchenną – wspomina. – Najczęściej przyjeżdżał tu Julian z rodziną, ale wpadał też czasem z Londynu Marek. Gdy tamto pokolenie Żuławskich pomarło, młodzież już nie przyjeżdżała tak często. Odkupiliśmy więc od nich ten domek, odremontowaliśmy i teraz tam jest moja galeria – opowiada Zofia Fortecka. – Marek z rozkoszą chodził po Tatrach, jeździł na nartach. To był wspaniały, uroczy pan – dodaje.
Ślady tych wizyt można znaleźć także w pamiętniku Marka Żuławskiego „Studium do autoportretu”. 22 kwietnia 1976 roku, opisując panoramę Tatr widzianą z Obidowej, wyznaje: „Opanowuje mnie uczucie radości, które zawsze mi towarzyszy, ilekroć wracam do tego górskiego kraju swojego dzieciństwa. Tu czuje się młodszy, lepszy, zdrowszy i sprawniejszy”.
O swoich zakopiańskich przyjaciołach pisze z kolei tak: „Jakże lubię ich wszystkich – tych Jaśków, Władków i Józków – te Zosie, Magdy i Marysie – to całe górskie plemię, pełne godności, fantazji, dowcipu i inteligencji, wśród którego się wychowałem. Żeby tylko zachowali odrębny charakter, żeby się nie dali wymieszać w morzu przeciętności, żeby nie zatracili swego stroju, swej gwary – swojej góralskiej dumy. Żeby nie jeździli do Warszawy”.
30 marca mija 25 lat od śmierci Marka Żuławskiego. Z tej okazji na Kozińcu zobaczymy wystawę jego prac „Gdy myślę człowiek”.
Uprawiał twórczość etyczną, zaangażowaną egzystencjalnie. Człowiek był zawsze głównym obiektem jego artystycznych zainteresowań „Człowiek bezimienny, wydziedziczony, cierpiący, zdumiony tym, co go otacza – szary człowiek o wieloznacznym geście” – jak sam pisał.
Był artystą bardzo pracowitym i wszechstronnym. Ciągle eksperymentował, czerpał z doświadczeń różnych prądów, jednak udało mu się odnaleźć własną drogę artystyczną, własny styl charakteryzujący się uproszczeniem formy, oszczędnością, skłonnością do monumentalizmu i zgaszonym kolorytem. Jak sam podkreślał: „Wielkość artysty to cecha długodystansowca, który niestrudzenie zmierza do realizacji swojej wizji zupełnie niezależnie od panujących kierunków, od mody i obowiązujących w danym okresie manier, a jednocześnie w dziwny sposób zgodnie z duchem czasu”. Na ile się to udało jemu samemu, można się będzie przekonać, odwiedzając muzeum na Kozińcu. Wystawa potrwa od 3 marca do 25 kwietnia. Wernisażu nie będzie. Natomiast w okolicy urodzin artysty (13 kwietnia) planowane jest spotkanie poświęcone Markowi Żuławskiemu, na które zapowiedziała swój przyjazd z Londynu wdowa po artyście – Maryla Żuławska.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz