Tony gruzu zwożonego na Toporową Cyrhlę kompletnie niszczą drogę przez Kiełbasówkę.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"8227"}
Do naszej redakcji zgłosili się mieszkańcy Kiełbasówki. W sprawie zniszczeń, do jakich dochodzi przy użyciu ciężkich maszyn, interweniowali już w Urzędzie Miasta i straży miejskiej. Bez skutku. Wprawdzie na miejsce w marcu przybyli urzędnicy, spisano notatki i na tym się skończyło. – Jesteśmy lekceważeni – mówi Janina Żytko. Wtóruje jej kilkadziesiąt rodzin, którym przyszło patrzeć, jak przez osiedle każdego dnia przewożone są tony ziemi i gruzu. Ciężarówki zwożą je z całego miasta i wysypują na dawną leśną polankę. – Jeżdżą od trzech tygodni. Zasypali naturalny ciek wodny, który odprowadzał nadmiar wody z topniejącego śniegu z pól. Teraz robi się wielkie bajoro, a droga zamienia się w koryto rzeki – denerwuje się Janina Żytko. Przypomina, że w miejscu, gdzie trafiają tony gruzu, nie tak dawno był las. Jednak drzewa wycięto, a na polanie rośnie góra ziemi. Okoliczni mieszkańcy twierdzą, że nasypano już kilkumetrową warstwę gruzu. Dodają, że pierwsze wywrotki z ziemią pojawiły się w tym miejscu dobrych kilka lat temu. – Ale prace szły powolutku. Ciężarówki widzieliśmy sporadycznie. A teraz jeżdżą bardzo często, kilka razy dziennie. Z naszej drogi już nic nie zostało – podsumowują mieszkańcy Kiełbasówki. Na dowód pokazują zdjęcia wykonywane przez kilka dni z okien swoich domów. – Jak tak dalej pójdzie, to wystąpimy do miasta o ograniczenie tonażu dla naszej drogi. To chyba jedyny sposób na ograniczenie przejazdu dla ciężkich aut. Wielotonowe ciężarówki wypełnione po brzegi ziemią i gruzem jeżdżą tuż obok naszych domów. Gdzieniegdzie popękały kamienne filary w ogrodzeniu – dodaje Janina Żytko.
Rozmawialiśmy na temat uciążliwego transportu z władzami miasta. Od razu na miejsce zostały wysłane służby ochrony środowiska i straż miejska. – Zbadali zgłoszoną przez mieszkańców interwencję. Okazuje się, że sprawa wymaga dogłębnego zbadania – mówi wiceburmistrz Wojciech Solik – ze wstępnych ustaleń wynika, że to działka należąca do mieszkańca Białego Dunajca. Zostały wycięte drzewa, które częściowo zasypano ziemią. Musimy wyjaśnić, czy było zezwolenie na wycinkę i na składowanie ziemi w tym miejscu.
Jeśli na działce inwestor przygotowuje teren pod budowę, to rzeczywiście mieszkańcom nie pozostaje nic innego, jak wystąpić do władz miasta o ustawienie na Cyrhli znaku o ograniczeniu tonażu dla wjeżdżających na Kiełbasówkę samochodów. Tylko czy kierowcy ciężarówek będą go respektować? – Poza tym mieszkańcy sami też prowadzą inwestycje, będą musieli składać prośby o wjazd na teren budowy. Jeśli natomiast okaże się, że doszło do ewidentnego niszczenia terenu, posypią się mandaty – zarówno dla inwestującego, jak i przewoźnika uczestniczącego w procederze – podsumowuje Wojciech Solik.
Rafał Gratkowski
0 0
a skad ten gruz? wg mnie to rozbiórka OAZy ( moze czesc spod drukarni ) i wykop pod nowy apartamentpowiec, czyli z Grunwaldziej. CIekwe czy UMZ interesuje sie w ogóle , co inwestor robi z ziemia i gruzem po rozbiorce? bo to kompetencja wydzialu ochrony srodowiska jest a ten spi..przespal chociazby zwozenie gruzu w rejon skoczni ( np zmiana uksztaltowania gruntu na wyciagu Gigant) a jest to teren chroniony jako wodonosny ( tzn tamtedy woda przenika do glebszych warstw pod ziemie, zasilajac GZWP
0 0
zgadzam sie z kasia ze wszedzie gdzie tylko mozna robi sie co chce i pod skocznia na cyrhli wladze maja gdzies to ze niszczy sie uksztaltowanie terenow nie wazne ciekawe tylko ile kto na tym zarobi bo pewnie za wywoz ziemi i odbior ktos pieniazki wezmie a goral na dutko łasy jak kura na ziarno zobaczymy co wladza zrobi
znajac zycie nic
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz