Małgorzata L. z Nowego Targu brała dla niej kredyty, pożyczała pieniądze, traktowała jak najbliższą rodzinę. Dziś wraz z mężem ma wyroki komornicze, zablokowane konta i długi.
Małgorzata L. to kolejna ofiara słynnej księgowej z Zakopanego, przed działalnością której ostrzegaliśmy w sierpniu 2009. Grażyna B. była bohaterką naszego artykułu. Podobnie jak Małgorzatę L., oszukała wcześniej w podobny sposób inne osoby. Nowotarżance winna jest 80 tys. zł.
Zakopiańska księgowa ma od lat ten sam schemat działania. Mimo braku uprawnień, proponuje swoje usługi przy prowadzeniu ksiąg rachunkowych. Oferuje konkurencyjne ceny, zaprzyjaźnia się ze swoimi klientami. Gdy już zyska zaufanie, prosi o wzięcie kredytu dla niej, którego potem nie spłaca.
Małgorzata L. z Nowego Targu długo nie mogła uwierzyć, że padła ofiara oszustki. Nawet artykuł w Tygodniku Podhalańskim nie był dla niej ostrzeżeniem. W 2002 roku założyła firmę usługową, szyjącą cholewki do obuwia. Poszukiwała księgowej. Grażyna B., wtedy jeszcze nosząca nazwisko K., spadła jej z nieba. Zgłosiła się sama. – Zaoferowała ceny konkurencyjne w stosunku do innych, zaproponowała, że będzie po dokumenty przyjeżdżać do firmy. Wzbudzała zaufanie. Była lepsza, niż siostra czy brat, po prostu przyłóż do rany. Szybko zaczęliśmy ją traktować jak członka rodziny – opowiada pani Małgorzata. Podkreśla też, że na początku była bardzo solidna, nie było z nią żadnych problemów.
– Po czterech latach znajomości poprosiła nas o wzięcie dla niej kredytu. Twierdziła, że jest w trudnej sytuacji, samotnie wychowuje 2 dzieci. Że nie może wziąć kredytu na siebie ze względu na problemy z mężem – opowiada pani Małgorzata. Wraz z mężem wzięli dla niej kredyt konsumencki w Raiffeisen Bank w wysokości 60 tys. zł. Obiecała, że będzie zwracać pieniądze systematycznie wraz z odsetkami. I na początku tak było.
W tzw. międzyczasie Małgorzata L. wzięła kredyt hipotetyczny w wysokości 100 tys. zł. – Grażyna poprosiła mnie, żebym z tych pieniędzy pożyczyła jej 50 tys. zł na 3 miesiące. Kolejny raz uległam jej prośbom. Oczywiście, po trzech miesiącach nie zwróciła mi tych pieniędzy. Oddała z tej kwoty 10 tys. zł i to dopiero w zeszłym roku. Przestała też spłacać raty pierwszego kredytu – opowiada Małgorzata L. Do domu zaczęły przychodzić monity z banku, z czasem zaczęli pojawiać się windykatorzy. – Kiedy pytałam ją, dlaczego nie płaci, mówiła, że ma problemy, była wtedy w ciąży z 3 dzieckiem. Cierpliwie więc czekaliśmy – wspomina. A sprytna księgowa namówiła jeszcze synową pani Małgorzaty, żeby na siebie wzięła kredyt na samochód. Grażyna K. jeździła nowym mitsubishi, wartym 90 tys. zł, a synowa pani Małgorzaty zaczęła otrzymywać wezwania do banku, ponieważ i tych rat „księgowa” nie spłacała. Z czasem bank odebrał samochód z powrotem.
– Jeszcze w 2008 roku, kiedy w Tygodniku Podhalańskim ukazał się artykuł o Grażynie i o jej oszustwach, przekonała mnie, że to ona jest ofiarą ludzi, którym pomogła, a oni ją oczerniają na łamach prasy – opowiada pani Małgorzata. – A był to już czas, kiedy windykatorzy włazili nam na głowy, mężowi zablokowali wypłatę – dodaje.
Grażyna K. tymczasem zmieniła nazwisko na B., twierdziła, że ze względu na kłopoty z mężem. Dziś pani Małgorzata przypuszcza, że powody były zupełnie inne.
Kontakt z księgową był coraz trudniejszy – nie odbierała telefonów, nie odpowiadała na sms-y. Z Urzędu Skarbowego przychodziły kary za nieterminowe składanie deklaracji VAT. Pani Małgorzata z przerażeniem odkryła, że od stycznia do maja 2009 roku księgowa wykazała w US zerowe dochody, jakby jej firma w ogóle nie działała. Odkryła też, że jej firma była przez pewien czas wyrejestrowywana w ZUS-ie.
Cała dokumentacja od 2002 do 2009 roku była w Zakopanem, u księgowej. Mimo powtarzanych próśb, a potem żądań, pani Małgorzata nie miała do dokumentów dostępu. W końcu część z nich księgowa przywiozła. Żeby odzyskać resztę, Małgorzata L. złożyła na policji zawiadomienie o przywłaszczeniu dokumentów firmy i po rewizji funkcjonariuszy w domu byłej księgowej odzyskała pozostałe papiery.
Jednocześnie Małgorzata L. została poinformowana przez sąd, że jest także ofiarą swojej księgowej z innych powodów. Jak wynikało z przysłanych akt, Grażyna B. w ogóle nie miała uprawnień do wykonywania czynności doradztwa podatkowego. – Na jednym z takich aktów oskarżenia z 2008 roku był wykaz aż 97 takich firm, którym prowadziła księgi rachunkowe, oszukując je podobnie jak nas – mówi pani Małgorzata i pokazuje pismo z sądu. Nieuczciwej księgowej sąd kazał za to zapłacić kary raz 2 tys. zł, innym razem 3 tys. zł.
– Grażyna zwróciła nam tylko 30 tys. zł. Jest nam jeszcze winna 80 tys. zł. Mamy z mężem wyroki komornicze, zablokowane konta, długi. W żadnym banku nie możemy wziąć już kredytu. I do tego mam taki bałagan w papierach firmy, że nie wiem, kiedy obecna nasza księgowa z tego wyjdzie. A ona za nasze pieniądze żyje dostatnio. Koło swojego domu w Kościelisku wybudowała góralskie domki pod wynajem – mówi pani Małgorzata. – Traktowaliśmy ją jak najbliższą rodzinę, była na weselu mojego syna, tuliła się do mojej mamy. Ciągle do mnie nie dociera, że mogła nas tak oszukać – mówi drżącym głosem.
Małgorzata L. postanowiła dać jej ostatnią szansę. 11 marca wysłała upomnienie, w którym żąda spłaty długu w ciągu 3 dni. „W razie nieuregulowania zaciągniętego przez Panią honorowego długu sprawa będzie podana do publicznej wiadomości oraz skierowana na drogę sądową” – napisała. Po jakimś czasie dostała od niej sms-a. Grażyna B. prosiła o spotkanie w czwartek 25 marca. Nie pojawiła się jednak.
– Małgorzata L. próbuje ode mnie wyłudzić pieniądze. To ona jest mi winna 20 tys. zł – twierdzi Grażyna B. – Ja jej wszystkie długi spłaciłam w 2005 roku. Jakie 80 tys. zł! Ma na to jakieś dowody? – pyta. – Gdyby miała, poszłaby do sądu, a nie do Tygodnika – przekonuje. Twierdzi też, że to ona próbuje się skontaktować od 2 miesięcy z Małgorzatą L., ale ta nie odbiera telefonów.
Beata Zalot
0 0
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest jeszcze to, że skoro zaczęła nie spałcać tych kredytów to dlaczego ci państwo kupili ksiegowej jeszcze samochód?
No cóż, widać naiwnych jest więcej niz mozna by przypuszczać.
0 0
no, kochali sie jak bracie , tylko zapomnieli o drugiej czesci przysłowia :-)
0 0
Siła sugestii tej pani oszustki jest oszałamiająca.
Tak oszwabić dorosłych ludzi.
Gdybym miał taką umiejętność przekonywania, zostałbym politykiem.
0 0
Politycy właśnie na tym bazują, a pani księgowa tylko dlatego nie została politykiem bo tam za małe upasożenie
0 0
nie dziwie sie, ze nie wierzyli bo wam nikt nie wierzy,........
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz