– Będę bronić godności każdego człowieka, bo to źródło jego praw i wolności – zapewnia Maria Gruszkowa, góralka która swoimi publicznymi wystąpieniami, protestami, strajkami popsuła dobry humor niejednemu politykowi na Podhalu.
Pochodzi z Zębu, najwyżej położonej wsi w Polsce. Mieszkała w trzecim domu od strony Gubałówki. Do szkoły było więc najbliżej do Zakopanego i to ze stolicą Tatr swoje dalsze losy związała Maria Gruszka. Góralka, która od 10 lat pomaga zwykłym ludziom w walce z biurokracją, urzędnikami i politykami. Razem ze znajomymi założyła Stowarzyszenie Obrony Praw Obywateli Powiatu Tatrzańskiego, którego głównym celem jest patrzenie na ręce podhalańskim radnym, burmistrzom, wójtom i posłom.
– Słyszałam jak jeden z lokalnych polityków powiedział: lud jest głupi i to kupi. Próbuję udowodnić, że to nieprawda, że ludzie mają swoją godność – mówi Maria Gruszka. – Postanowiłam, że będę tej godności bronić. Bo godność każdego człowieka jest źródłem jego praw i wolności. I tego nam z pewnością nikt nie zabierze, a my nie damy w sobie tego zdeptać.
Zanim góralka zaczęła bronić praw innych maluczkich obywateli, sama została pokrzywdzona przez władze. Kilkanaście lat razem z innymi góralami, twórcami ludowymi, prowadziła na Krupówkach regionalne stragany. Pewnego dnia w 1999 r. przyszła rano do pracy, ale straganów nie było. W nocy na polecenie burmistrza stoiska zniknęły. Chodziło o nieporozumienia między ówczesnym burmistrzem Zakopanego Adamem Bachledą Curusiem a Związkiem Podhalan. Na tych politycznych niesnaskach stracili zwykli górale, których z dnia na dzień pozbawiono źródła utrzymania.
Tego samego dnia w Zakopanem, po latach przerwy, na polityczną arenę wkroczył styropian. Pani Maria zebrała pozostałych górali i w siedzibie Związku Podhalan rozpoczęła pierwszy w historii góralski strajk okupacyjny. – Pamiętam, że wszyscy byli zdenerwowani, góralki miały mdłości, biegały do ubikacji. Protestowałyśmy, a wzięto nas dopiero podstępem, zapraszając na rozmowy do jednego z księży. Jak wróciłyśmy, drzwi były już zamknięte. Wtedy pojawiła się myśl, aby założyć stowarzyszenie pokrzywdzonych obywateli. Panią Marię utrzymuje córka. Ze swojej emerytury – 580 zł miesięcznie – góralka od 10 lat utrzymuje natomiast swoje stowarzyszenie. To wystarcza na codzienne kupowanie gazet, telefony, faksy, wysyłanie poleconą pocztą pism.
O Stowarzyszeniu Obrony Praw Obywateli Powiatu Tatrzańskiego szybko zrobiło się głośno, i to nawet w całej Polsce. Koniec ubiegłego wieku to okres, gdy zwykły mieszkaniec Zakopanego nie mógł wystąpić na sesji Rady Miasta. Pani Maria, aby publicznie powiedzieć, co sądzi o polityce ówczesnego burmistrza Adama Bachledy Curusia, musiała przerwać obrady.
Radny kopnął mnie w kostkę– Wyszłam na środek sali i zaczęłam głośno mówić. Do tej pory pamiętam, jak jeden z radnych chwycił mnie za rękę, a drugi kopnął w kostkę, aby uniemożliwić przemówienie. Kilka tygodni chodziłam obolała, ale dopięłam swego. Wreszcie ktoś publicznie skrytykował Adama Bachledę Curusia.
Całe zajście nakręciła jedna z ogólnopolskich telewizji. Wieczorem, w głównym wydaniu informacyjnego programu, cała Polska zobaczyła, jak wygląda demokracja po zakopiańsku. Pani Maria przez te dziesięć lat nie zmieniła zdania o lokalnych politykach i urzędnikach. – Wielu z nich działa według zasady: nic nie potrafisz, a pchasz się na afisz. Narobili oni wiele złego dla naszego pięknego regionu. Chcemy wyciągnąć to miasto spośród wieprzów, bo je tam właśnie praśnięto, a to przecież najpiękniejszy kawałek polskiej ziemi. Chcę, żeby Giewont był symbolem dobra i głębokiej wiary – nie na pokaz, a takiej płynącej z serca.
Góralka jest też autorką bardzo niepopularnego na Podhalu poglądu, gdzie nadmierne wykorzystywanie symboli religijnych stało się codziennością: – Trzeba się modlić w jednej izbeczce, cichutko, niech nas tylko Bóg słyszy. Nie mogę patrzeć, jak ktoś przez cały kościół niesie 100 złotych na ofiarę, coby go syćka widzieli.
To m.in. dzięki jej płomiennym przemówieniom władze kilka lat temu dopuściły mieszkańców do swobodnych wypowiedzi na sesjach. Każdy może przedstawić swój wniosek, musi tylko trzy dni przed sesją zapisać się do głosu i wcześniej przedstawić swoją sprawę na piśmie. Wtedy przez kilka minut mównica należy do niego.
Temperament pani Marii– Pani Maria ma z pewnością wielki temperament – ocenia Jan Karpiel Bułecka, zakopiański muzykant, architekt i radny. – Gdy nie występuje na sesji, brakuje nam tego jej wigoru, spektakularnych przemówień. Często ma w tych wystąpieniach wiele racji, nie boi się mówić rzeczy niepopularnych.
Rok temu pani Maria znowu wystąpiła na sesji zakopiańskiej rady miasta. Tym razem już oficjalnie. Krytykowała zabudowę Zakopanego przez betonowe blokowiska. Przedstawiając przykład góralki z Polany Szymoszkowej na Gubałówce twierdziła, że zwykłym góralom trudno uzyskać pozwolenie na budowę, a wielcy deweloperzy dostają je od ręki. Mówiła o kopertach, które przekonują urzędników. – Wieczorem odebrałam telefon. Ktoś, używając wulgarnych słów krzyczał, że mnie zabije i to samo zrobi z moja rodziną. W 2001 r. ktoś podpalił mój dom, byłam więc trochę do takich ataków przyczajona, ale poszłam do prokuratury. Śledztwo w tej sprawie z powodu niewykrycia sprawcy prokuratura chciała umorzyć, nie zgodził się na to sąd, który nakazał dokładniejsze zbadanie, z jakiego numeru telefonu kierowano groźby pod adresem pani Marii. Postępowanie toczy się więc dalej.
– Pani Maria często w tych swoich wystąpieniach idzie za daleko, zarzuca urzędnikom popełnianie przestępstw bez dowodów, obraża polityków – twierdzi Jan Gąsienica Walczak, wiceburmistrz Zakopanego. – To moim zdaniem przekroczenie dopuszczalnej krytyki, przed którą sam jednak nie uciekam i nie chcę się chronić. Na pewno jej zasługą jest fakt, że uświadomiła ludziom, iż mogą przyjść na sesję i powiedzieć to, co myślą.
Zakopiański poseł Andrzej Gut Mostowy, o którym pani Maria także często nie wypowiadała się zbyt pochlebnie, twierdzi jednak, że jej wystąpienia są potrzebne. – To, że publicznie każdy może wyrażać swoje poglądy, to jedna ze zdobyczy demokracji. Jeśli ktoś uważa, że krytyka posunęła się zbyt daleko, zawsze może oddać sprawę do sądu. Moim zdaniem politycy, którzy z natury rzeczy muszą się liczyć z krytyką, powinni bardzo rzadko korzystać z tego prawa – dodaje poseł Andrzej Gut Mostowy.
Przez 10 lat do przewodniczącej SOPOPT zgłosiło się wiele osób, które czuły się pokrzywdzone przez urzędników. Pomagała im redagować pisma, zapewniała, że muszą bronić swoich racji, czasem zwyczajnie wysłuchiwała skarg. To często ludzie biedni, nie stać ich na dobrego adwokata, gdy tymczasem urzędy mają do dyspozycji etatowych radców prawnych.
Bez złotówki na znaczek– Pamiętam starszą kobietę, której pomogłam napisać pismo – wspomina pani Maria. – Powiedziałam, żeby poszła na pocztę, nadała list polecony i zachowała dowód nadania. Wtedy ta góralka rozpłakała się, że nie ma nawet złotówki na znaczek.
Maria Gruszka twierdzi, że pomaga ludziom z potrzeby serca, nie robi tego dla poklasku, czy kariery politycznej. Tylko raz po namowach znajomych starała się bezskutecznie o mandat radnego wojewódzkiego. Chciała, aby jej głos słychać było gdzieś wyżej, niż tylko na podhalańskich sesjach.
Czasem pojawiają się głosy, że pani Maria broni pokrzywdzonych, twierdzi, że chce, aby respektowane były prawa zwykłych ludzi, tymczasem jej brat Andrzej Stoch to jeden z najbogatszych góralskich biznesmenów, kontrowersyjny właściciel połowy Krupówek. – Szanujemy się, spotykamy tylko na święta, o polityce nie rozmawiamy, ja mam swoje podejście do życia, on swoje – zapewnia pani Maria.
Na pytanie czy warto było przez wiele lat stawać po stronie zwykłych ludzi, brać udział w sesjach, wysyłać tysiące pism, góralka odpowiada zdecydowanie, że tak. – Nasze akcje dają realne rezultaty. Pamiętam, jak pewna pani w Rabie Wyżnej była mocno zdesperowana swoimi kłopotami. Zadzwoniła, że chce popełnić samobójstwo. Uruchomiliśmy od razu ludzi, pojechaliśmy tam, siedzieliśmy obok. Jest takie powiedzenie – ile dasz drugiemu, tyle oczekuj od niego dobra. Taka jest moja recepta na życie. Pieniądze to nie wszystko. Większe jest bogactwo wewnętrzne. Ja nie lubię makijażu, lustra, ale nie boję się w nie spojrzeć z podniesioną głową.
Teraz pani Maria ma zamiar walczyć o dobre imię górali, których jej zdaniem chce się zamknąć w skansenie, nazwać ich „głuptokami”, a Zakopane zabudować betonowymi blokami deweloperów. Czasem wydaje jej się, że w swojej walce jest jednak bezsilna. – Wysyłamy skargę na wójta, przechodzi ona przez wszystkie instancje, a później wraca na dół i rozpatruje ją ten sam wójt. Czasem myślę, że pójdę się drzeć na Krupówki, ale pewnie wzięliby mnie do Kobierzyna. Myślałam nawet, żeby dać takie ogłoszenie w gazecie: Kupię tanio kałasznikowa. Gruszkowa – śmieje się pani Maria.
Paweł Pełka
0 0
za darcie sie na Krupówkach to raczej manadat za uporczywe zakłócanie porzadku ale za kałacha to juz by niechybnie zapuszkowali..
0 0
a i wyciaganie tego pokrrewienstwa to moim zdnaiem nie na miejscu. To nie oznacza niczego , prawda? no chyba ze to rodzina Soprano...wtedy poczynaniami siostry zawiadowałby brat.
0 0
Proszę ,jak ładnie TP potrafi się odwdzięczyć za stanie w tej budce na Krupówkach.Artykuł jest przeciw wagą dla poczynań senatora to i górale sobie pomyślą \"nie taki ten tygodnik zły\".
0 0
Jak chcesz prawdę napisać,to blokują.
0 0
Wolołbyk,coby ta baba mojygo imiynia nie broniyła.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz