Starosta tatrzański Andrzej Gąsienica Makowski nie jest kłamcą lustracyjnym. Nie był też tajnym współpracownikiem służb bezpieczeństwa.
Sąd Okręgowy w Nowym Sączu 16 kwietnia wydał wyrok w pełni uniewinniający tatrzańskiego starostę od zarzutów, jakie wytoczył przeciw niemu Instytut Pamięci Narodowej. IPN twierdził, że Makowski w podpisanym 12 lutego 2008 roku oświadczeniu lustracyjnym skłamał. Prokurator Instytutu Łukasz Herjan w mowie końcowej zaznaczył, że z dokumentów wynika, że starosta był tajnym współpracownikiem SB. Dlatego zażądał trzech lat zakazu pełnienia funkcji publicznych i odebrania na ten okres biernego prawa wyborczego. – Andrzej Gąsienica Makowski kłamał, ale nie w oświadczeniu lustracyjnym, tylko 29 lat temu, podczas rozmów z Służbą Bezpieczeństwa. I chwała Bogu za to – mówił mecenas Jan Kuklewicz, obrońca oskarżonego.
Zero tajemnicyW Nowym Sączu odbyły się cztery rozprawy. W lutym sąd przesłuchał Makowskiego i świadków oskarżenia. Funkcjonariusze SB zeznawali w większości na korzyść starosty tatrzańskiego. Jedynie Stefan P., który rzekomo zwerbował starostę, utrzymywał, że dokumenty nie kłamią, że Makowski z pewnością był tajnym współpracownikiem. Przebieg rozpraw opisaliśmy w tekście „Esbecy” (TP nr 8).
Przed tygodniem zeznania składali świadkowie obrony. Szef ówczesnej „Solidarności”, dyrektorzy i ich zastępcy w Przedsiębiorstwie Budownictwa Ogólnego „Podhale”, gdzie dochodziło do spotkań Makowskiego z SB. – Kiedy do zakładu wchodzili esbecy, sekretarka dzwoniła i ostrzegała, bym uważał. Andrzej mówił mi o spotkaniach z SB, nawet ustalaliśmy wspólnie, co ma im mówić. Były to fakty powszechnie znane – zeznawał przed sądem Maciej Krokowski, szef zakładowej, a później miejskiej „Solidarności”. – Gdyby Andrzej był TW, to by rozpracowywał mnie, a przeze mnie innych działaczy z miejskiej „Solidarności”. Dodał, że Makowski, wezwany 23 grudnia 1981 roku na komendę milicji obywatelskiej, tak jak inni w stanie wojennym, podpisał lojalkę. A do tego drugi dokument, w którym zobowiązał się do dbania o interesy bazy. Oba podpisy były wymuszone.
Ochrona kolegów– Potem nas osłaniał. Ja dalej działałem w „Solidarności” – podsumował Maciej Krokowski. Zaznaczył, że nie czytał na swój temat teczek IPN, bo „III RP to nie to, o co walczył za czasów „Solidarności”. I że nie spotkał w życiu nikogo, kto ucierpiałby przez informacje, jakich udzielał Makowski esbekom podczas 4-5 spotkań.
Ludwik Pawłowski, w latach 80. zastępca dyrektora PBO „Podhale” ds. środków produkcji, wyliczał pracowników, którzy byli wzywani na komendę MO za swą działalność w „Solidarności”. – Przed stanem wojennym do zakładu nieraz wpadał „cichy pan” – mówił Ludwik Pawłowski. – Esbek próbował się dowiedzieć, co dzieje się w przedsiębiorstwie. Ale po wprowadzeniu stanu wojennego byliśmy zintegrowani. Trzymaliśmy się razem mocno. Dodał, że sam niejednokrotnie rozmawiał ze Stefanem P., ale udzielał mu takich informacji, które nie szkodziły podległym pracownikom. – Esbek dopytywał, czy nie ma w zakładzie fermentu, czy działa „Solidarność”. Sytuacja gospodarcza przedsiębiorstwa mało go interesowała.
Wątpliwy awans
Prokurator niejednokrotnie podkreślał, że w wyniku spotkań z esbekami Makowski awansował – z kierownika działu mechaniki na pracownika biurowego. – To nie był żaden awans. Odsunęli go od ludzi, od „Solidarności” – podkreślił Ludwik Pawłowski. Wtórował mu kolejny świadek, Robert Kłak. Jako ówczesny dyrektor „Podhala” spotkał się z esbekami, którzy nakazali usunięcie Makowskiego z zakładu. Zastrzegli, że rozmowa jest poufna. – Wezwałem Makowskiego do siebie – przypomina Robert Kłak. – Powiedziałem, że jest niedobrze, że za nim chodzą. I że skoro go na bazie ścigają, to przeniosę go do biura, do działu przygotowania produkcji. Liczyłem się z konsekwencjami, bo nie wykonałem polecenia SB. To się odbiło na mnie 4 lata później.
Pytany przez prokuratora o zyski i straty wynikające z awansu świadek podkreślił, że ze względu na prestiż i wynagrodzenie to był awans, a z zawodowego punktu widzenia to była strata i degradacja.
Ironia życiaMecenas Jan Kuklewicz w mowie końcowej w ponadgodzinnym przemówieniu podsumował zeznania wszystkich świadków. Podkreślił, że oderwanie Makowskiego od liczącej blisko tysiąc osób „Solidarności” na bazie nie było żadnym awansem, ale próbą rozbicia związkowców. Że Makowski za każdym razem, gdy był nachodzony przez SB, pytał: „o co wam chodzi”, aż w końcu stwierdził: „Możecie zabić mnie i moje dzieci, nie będę się spotykać”. Że prowadzący go esbek był bardzo pracowity: dokumenty werbunkowe wypełniał w Boże Narodzenie, 25 grudnia 1981 roku. A drugi jego kolega, piszący w aktach o zainteresowaniu materialnym TW wspomina, że „była rubryka, to ją trzeba było wypełnić”. To stwierdzenie mecenas Kuklewicz nazywa łajdackim. – Przecież Makowski miał chore dzieci, a odmawiał przyjęcia od SB leków dla nich, budował dom, a odmawiał przyjęcia materiałów budowlanych – przypomniał obrońca. Chichotem historii nazwał fakt, że dziś świadectwo prawdzie dają byli esbecy.
Wyliczał elementy potrzebne do uznania współpracy z SB za podjętą. Musiała być tajna, świadoma, dobrowolna, rzeczywista, nie pozorowana. Musiał zostać przyjęty pseudonim TW. – Makowskiego nigdy nie zwerbowano. Plan jego pozyskania datowany jest na 1982 rok. Twierdzenie Stefana P., że go pozyskał, jest warte funta kłaków. To, co dostał od Makowskiego w wigilię Wigilii 1981 roku, to nie zobowiązanie do współpracy, ale jej odmowa – podkreślił obrońca.
Nawiązał też do „sądowych pielgrzymek” – wyjazdów organizowanych na proces Makowskiego przez Komitet Patriotyczny Porozumienia Orła Białego, które współorganizował senator Tadeusz Skorupa. – Ten człowiek w tym samym czasie wypowiedział się w sposób, który pozbawia go możliwości wzywania do ocen moralnych. Życie jest czasem ironiczne – stwierdził mecenas Kuklewicz, odnosząc się do ujawnionego przez nas nagrania, w którym Skorupa m.in. skarży się na swoje senatorskie uposażenie.
Kamień z sercaSąd Okręgowy w Nowym Sączu w pełni podzielił pogląd mecenasa. Uznał, że Makowski nie tylko nie był tajnym współpracownikiem w rozumieniu ustawy lustracyjnej, ale przede wszystkim wprowadzał w błąd peerelowską Służbę Bezpieczeństwa. Tym samym chronił swych kolegów z zakopiańskiej „Solidarności”. Do tego stopnia, że całkowicie uśpił SB, która stwierdziła, że w zakładzie „Solidarność” nie działa.
Przewodniczący składu sędziowskiego Bogusław Bajan podkreślał, że pojęcie współpracy z SB wynika ze stanowiska Trybunału Konstytucyjnego. – Przepisy mają nam pomóc wyeliminować kłamstwo lustracyjne – mówi Bogusław Bajan – czyli działać, gdy ktoś przeczy, że był TW, mamy to sprawdzić. A Andrzej Gąsienica Makowski zaprzeczył swej współpracy i jednocześnie opisał wymuszone kontakty z SB. Wskazał w oświadczeniu poprzez odręczny dopisek dokładne sygnatury akt IPN i fragment książki wydanej przez autorów IPN, dotyczący tej sprawy.
Sędzia podkreślił, że ta dwutorowość oświadczenia lustracyjnego starosty tatrzańskiego sama w sobie wystarczała, by prokuratura nie stawiała go w stan oskarżenia.
– Spadł mi dziś wielki kamień z serca – mówił na gorąco po procesie Andrzej Gąsienica Makowski. – Po blisko trzydziestu latach wróciły nieprzespane noce, wspomnienia chwil stanu wojennego. Miałem praktycznie zmarnowane święta. Zostałem przeczołgany przez prokuraturę, ale ten wyrok sądowy pozwala mi ścigać autorów pomówień.
Wyrok nie jest prawomocny. Prokurator z IPN powiedział Tygodnikowi, że decyzję o ewentualnej apelacji podejmie po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem do wyroku.
Rafał Gratkowski
0 0
Rolnik winny wypadku polegającego na tym, że oskarżony się wywrócił jadąc drogą polną na rowerze dostał 2 lata (w zawieszeniu). Rower zeznał, że był nietrzeźwy.
0 0
Nie wiem w ogóle po kiego go sądzili, czyżby jakieś gierki przedwyborcze? Tak się go nie pozbędą. To jest prawdziwy góral, a nie jakiś panocek z $u>y:). Na Makusia nie ma ... we wsi!
0 0
Jak juz jedziemy z tym koksem to ja znam osobiscie SB ,ktory zostal podobno odznaczony ,gdzie ta reszta SB kow ,dlaczego ich nie sadzicie ,rozumiem sa teraz pomocni jak tylko beda przeszkadzac bedzie lustracja podobno na kazdego mozna znalesc haka az strach sie bac to sie doczekalismy zlotych czasow
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz