Zakopianka Anna Tybor zamierza zjechać z ośmiotysięcznika Manaslu. Jeśli jej się to uda będzie pierwszą kobietą na świecie, która tego dokona. Tylko w Tygodniku Podhalańskim rozmowa z nią tuż przed wyjazdem w Himalaje.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"85143"}
- Skąd taki szalony i niebezpieczny pomysł?- Pomysł narodził się, kiedy byłam na Piku Lenina (7134 m) w Pamirze (KIEDY????). Zjechałam wtedy z trzeciego obozu, z wysokości ponad 6000 m. Spodobało mi się. Ze szczytu nie mogłam zjechać, bo plany pokrzyżowała mi pogoda. Wiatr wywiał spod wierzchołka śnieg, odsłonił skały. Wtedy jednak uwierzyłam w swoje możliwości. A że jestem upartą i zawziętą góralką, łatwo nie odpuszczam. Jednocześnie jestem rozważna i ostrożna. Z górami jestem związana od dzieciństwa, mam spore doświadczenie - górskie i sportowe. Wiem, że jestem w stanie zrobić ten zjazd, jeśli pogoda będzie mi sprzyjać. Nie będzie brawury, to będzie zjazd zachowawczy, ostrożny, z wieloma przystankami. To jest zjazd po lodowcu, czuję przed nim respekt. Warunki mogą być różne - mgła, wiatr, Może być świeży śnieg albo beton.
- A jakie byłyby dla ciebie idealne warunki?- Twardy śnieg i na nim 3 centymetry świeżego puchu - to byłby ideał. No i żeby nie było mgły, która uniemożliwiła zjazd z samego szczytu Andrzejowi Bargielowi.
- Jak to jest z takimi zjazdami? Masz precyzyjny plan? Przeanalizowałaś każdy fragment trasy?- To nie jest tak, jak ze zjazdami krótszymi, np. w Tatrach, że można wyjść na inną górę i zobaczyć cały zjazd z odległości. Na takich ośmiotysięcznikach nie da się precyzyjnie zaplanować zjazdu ani go zobaczyć wcześniej. Nie wiem, co mnie czeka po drodze - szczeliny, poduszki śnieżne. Niższe fragmenty trasy będę się starała poznawać podczas aklimatyzacji w obozie, ale ze szczytu zjadę na spontan, gdzie mnie puści. Ale będę ostrożna. Zresztą przy małej ilości tlenu człowiek szybko się męczy, musi się zatrzymywać i odpoczywać.
- Powiedz coś więcej o samej wyprawie.- Nasz team liczy cztery osoby, idą ze mną dwaj Włosi - Marco Majori i Federico Secchi, doświadczeni przewodnicy wysokogórscy i ratownicy, z którymi już chodziłam po Alpach i dobrze się znamy. To sprawdzeni kumple. Będzie z nami także fotograf Piotr Drzastwa.
W niedziele lądujemy w Katmandu. W połowie września, po trekkingu do bazy, ruszamy na Manaslu. Liczymy, że zajmie nam to około trzech tygodni. Manaslu to jeden z popularniejszych ośmiotysięczników, jest tam dużo wypraw komercyjnych, cztery obozy po drodze. My planujemy, że będziemy w trzech obozach.
- Idziesz bez dodatkowego tlenu?- Taki jest plan.
- Jak będzie wyglądać twoja dieta?- Wodę będziemy topić ze śniegu, żywność to będzie proszek, który będziemy zalewać wrzątkiem. Chcę mieć na plecach jak najmniejszy ciężar.
- Ile będzie ważył twój plecak? - Kiedy wychodziłam na Pik Lenina, mój plecak ważył 30 kg, był za ciężki. Teraz chcę się zmieścić w 15 kilogramach. W obozie będziemy zostawiać część rzeczy. Im wyżej, tym będzie lżej.
- I narty...- Biorę dwie pary nart, na wszelki wypadek. Narty będą lekkie, sprawdzone już przeze mnie, pod butem o szerokości 79 mm. W Pamirze zjeżdżałam na nartach zawodniczych.
- Jakich warunków spodziewacie się na szczycie?- We wrześniu i październiku w Himalajach są najlepsze warunki. Ale temperatura na szczycie może dochodzić do minus 30 stopni C. Jednocześnie bywa, że w dzień temperatura po drodze dochodzi do 20 st. powyżej zera i wtedy doskwiera słońce.
- A sam zjazd jak długo potrwa?- To 3,2 km zjazdu, ale zajmie nam to na pewno kilka godzin. Będziemy czekać na okienko pogodowe, a potem w pewnym odstępach w trójkę ruszymy w dół. To duża wysokość, brakuje powietrza. Nie wiem, jak mój organizm będzie to znosił. Na pewno będziemy się szybko męczyć i często odpoczywać.
- Czego się najbardziej obawiasz?- Szczelin, które zawsze budzą respekt i są niebezpieczne, i złej pogody, np. mgły, podczas której udało mi się kiedyś zgubić, zjeżdżając z Kasprowego.
- Bierzesz coś na szczęście?- Na pewno coś czerwonego - na waleczność.
- Czego ci życzyć przed wyprawą?- Dobrej pogody i szczęścia. Żeby się udało wyjść i zjechać.
- Tak więc życzę powodzenia, razem z czytelnikami TP trzymam kciuki, żeby te życzenia się sprawdziły.
rozmawiała Beata Zalot
0 0
Noo dobra, ale to jest ETOS czy to jest komercha i sport?
0 0
Powodzenia.
Mimo wszystko życie to tylko chwila i warto dbać o nie i starać się nie ryzykować.
Pozdrowienia
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz