Kennedy wystrzelił muzykę Fryderyka Chopina w kosmos po to, by łapać go cierpliwie, niczym gwiezdny deszcz, na przemian romantycznie rzewny i eksplozywnie niespokojny.
Do piątkowego koncertu w zakopiańskim Kinie Sokół Nigel Kennedy, dyrektor artystyczny Wiosny Jazzowej Zakopane 2010, zaprosił kilkunastu znakomitych muzyków. To był przemyślany i – jak przystało na Kennedy’ego – prowokacyjny koncept. Bardziej wybuch wulkanu, niż kolejne rocznicowe wspominki w ramach obchodów 200-lecia urodzin polskiego kompozytora.
Pojawienie się Janusza Olejniczaka nie zapowiadało rewolucyjnego dialogu muzycznego. Nigel uważa polskiego pianistę za najlepszego interpretatora Chopina na świecie. Etiudy, nokturny i preludia zagrane solo na fortepianie, jak również te w duecie z klasycznymi skrzypcami Kennedy’ego, tchnęły spokojem, rzewnością, nutami patosu, a nawet dostojnego smutku. Tak, dla nas Chopin, przez radio zarezerwowany do chwil narodowej trwogi i świąt państwowych, kojarzy się bardziej z martyrologią, niż pejzażami muzycznymi, np. Mazowsza.
Romantyczna sielanka nie trwała jednak długo. Jazzowe interpretacje twórczości Chopina, czyli „nieco odmienne spojrzenie” – jak to delikatnie nazwał jeszcze przed koncertem Kennedy – rozpoczęli Henryk Majewski i Tomasz Grzegorski. Subtelna trąbka i bardziej jazgotliwy saksofon wyprowadziły Chopina z muzeum. Wulkan eksplodował, dynamika i brawura wykonawcza przybierały na sile. Elektryczne skrzypce Mistrza zabrzmiały potężnie, lata świetlne od oryginału. Kennedy wystrzelił Chopina gdzieś w górne warstwy atmosfery. Nawet uśmiechnięty Janusz Olejniczak ze zdumienia kręcił głową, próbując się w tym jazzgotliwym chaosie odnaleźć. Nigel dogrywał swoje partie, bardziej jednak skupiony był na dyrygenturze całości. Przez część koncertu odwrócony był tyłem do publiczności i kontrolował spójność orkiestry, która momentami sięgała 12 muzyków. Między nimi był Piotr Wyleżoł – grający na drugim fortepianie i organach Hammonda, znany z kwintetu Nigela, a także własnych dokonań.
I kolejny kontrapunkt, czyli łapanie nut Chopina, spadających leniwie z chmur. Kennedy zmienił skrzypce na akustyczne i zagrał w duecie z Olejniczakiem pięknie improwizowane, subtelne ballady, jakże dalekie od wcześniejszego jazzowego czadu.
Anna Maria Jopek, onieśmielona bezpośrednim zachowaniem Dyrygenta, utraciła rezon gwiazdy. Jej wokalizy udowodniły jednak, że Chopina można ciepło nucić dzieciom w formie niebanalnych kołysanek. Sebastian Karpiel Bułecka, ceniony przez Mistrza za głos, na scenie pojawił się ze skrzypcami. Duża odwaga. Urodzony showman był jednak mniej skrępowany od Anny Marii. Zaśpiewał kołysankę i za jego sprawą pojawiły się góralskie nuty Chopina. Gest sceniczny, rasowy uśmiech zaskarbiły mu wzrok niewieści, kiedy stanął z Mistrzem Ceremonii do pojedynku na skrzypce. Aż trudno było uwierzyć ile z Fryderyka można wykrzesać.
Janusz Olejniczak pojawiał się na scenie kilkakrotnie – jako przewodnik i gwarant „klasycznego Chopina”. Podczas gdy Mistrz i podległa mu NIGEL KENNEDY’S CHOPIN SUPER GROUP bawili się kompozycjami kompozytora, Olejniczak głęboko „przeżywał” i pozostawał Chopinowi „klasycznie” wierny. Do czasu, kiedy Nigel zapowiedział finałowy utwór wieczoru. Słynny Polonez A-dur został zaaranżowany… progresywnie. Z dynamiczną, rockową perkusją, ciężkim brzmieniem elektrycznych skrzypiec, którym wtórowały pozostałe instrumenty, m.in. fortepian Janusza Olejniczaka. To był transowy, chocholi taniec, jak potężnie brzmiące kastylijskie bolero, z ogromną dawką pozytywnych wibracji, rozsyłanych ze sceny przez muzycznego wezyra-prowokatora, dyrygenta i dyrektora artystycznego Festiwalu w jednej osobie – Nigela Kennedy’ego.
Mylił się ten, który sądził, że będzie to lekkie jazzowe muśnięcie legendy Chopina. To była perwersyjna transformacja bez deprecjacji, zupełnie nowa twarz muzyki Fryderyka Chopina. Wielkie brawa za odwagę i nieokiełznaną wyobraźnię brytyjskiego muzyka.
Koncert został zapowiedziany jako najważniejsze wydarzenie muzyczne roku w naszym kraju. Z tym naj różnie bywa i trzeba być generalnie ostrożnym, z drugiej strony silny marketing dźwignią kultury stał się już dawno. W naszych czasach lepiej przeceniać pewne wydarzenia, niż je marginalizować.
Marek Tomalik
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz