Czy dwóch zakopiańskich policjantów, pielęgniarka i lekarz ze szpitala na Kamieńcu wzięli udział w zamianie krwi pobranej od funkcjonariusza po kolizji drogowej?
Na to pytanie od przeszło pięciu lat stara się odpowiedzieć wymiar sprawiedliwości. Znajdywanie odpowiedzi idzie niezwykle powoli ze względu na ciągłe absencje oskarżonych, świadków, wśród których jest także wielu policjantów. Pierwszy raz o tej sprawie pisaliśmy w 2006 r., gdy śledztwo prokuratury się rozpoczynało.
Oto co ustaliła prokuratura: w nocy z 13 na 14 grudnia 2004 r. zakopiański dzielnicowy Waldemar J. w okolicach Ustupu wjechał swoim renault w ogrodzenie. Trafił do szpitala, stwierdzono wstrząśnienie mózgu. Do badania na zawartość alkoholu pobrano próbkę krwi. Wynik badania wskazywał, że policjant był trzeźwy. Na tym pewnie sprawa zakończyłaby się, gdyby nie anonim, który dotarł do Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu.
Według podanych w tym liście informacji pobrana krew została podmieniona. Zamiast dzielnicowego Waldemara J. do badań w Krakowie miała pojechać krew innego zakopiańskiego funkcjonariusza.
Prokuratura zleciała przebadanie pobranej próbki krwi w Instytucie Ekspertyz Sądowych. Okazało się, że nie należy ona do dzielnicowego Waldemara J. Śledztwo prokuratury zakończyło się w marcu 2007 r. aktem oskarżenia.
Prokuratura Okręgowa o udział w zamianie próbek oskarżyła cztery osoby. Policjant Józef W., który nadzorował pobieranie krwi w szpitalu, jest oskarżony o poświadczenie nieprawdy i nadużycie funkcji. Innemu policjantowi – Lesławowi Ś. zarzucono utrudnianie postępowania karnego. To on według prokuratury miał podłożyć do badania swoją krew „w celu udzielenia pomocy w uniknięciu odpowiedzialności policjanta, który uległ wypadkowi” – prokuratura podejrzewała, że jechał on nietrzeźwy. Na ławie oskarżonych zasiadł też doktor Włodzimierz R., który brał udział w pobraniu krwi. Jemu postawiono zarzut poświadczenia nieprawdy i utrudniania postępowania. Podobne zarzuty usłyszała pielęgniarka Emilia G. Wszystkim grozi do pięciu lat więzienia.
Według aktu oskarżenia w wieczór, kiedy dzielnicowy Waldemar J. trafił do szpitala, pojawiło się tam wielu policjantów. Jeden z nich miał nawet wykonać kilka telefonów do innych funkcjonariuszy, namawiając ich do oddania krwi do podmiany.
Wszyscy oskarżeni od początku nie przyznawali się do winy. Józef W. zeznał przed prokuratorem, że ze sprawą nie ma nic wspólnego. Lesław Ś. odmówił składania wyjaśnień. Lekarz Włodzimierz R. stwierdził, że przed i po pobraniu próbki krwi nie miał z nią kontaktu. Potwierdził tylko, że podpisał odpowiedni protokół z pobrania krwi. Dodał, że zarzucane mu czyny to „kłamstwa”.
Prokuratura nie dała wiary tym wyjaśnieniom stwierdzając, że są one nielogiczne i sprzeczne.
Proces w tej sprawie trwa do tej pory. Zapadł już jeden wyrok uniewinniający oskarżonych, ale po prokuratorskim odwołaniu Sąd Okręgowy nakazał ponowne przeprowadzenie postępowania.
Kilka dni temu w zakopiańskim Sądzie Rejonowym odbyła się kolejna rozprawa. Maria P., która pracowała w sekretariacie Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem, stwierdziła, że o sprawie podmiany krwi słyszała. Pakiet z próbką włożyła do koperty i przekazała przybyłemu z Komendy Wojewódzkiej w Krakowie funkcjonariuszowi.
Inny świadek – policjant Tadeusz L. twierdził, że pakiet z próbką był przechowywany w szafce, a jego wydanie było za każdym razem wpisywane do odpowiedniego zeszytu.
Kolejnym przesłuchanym był policjant Andrzej G., który po wypadku dzielnicowego razem z tzw. oficerem kontrolnym pojechał do szpitala. Zeznał on, że nie wchodził do pokoju, gdzie pobierano krew, a pakiet z ampułką „miał oskarżony Józef W.”
Na rozprawie nie stawił się oskarżony lekarz Włodzimierz R. Nie było także kilku świadków, w tym policjantów (m.in. dzielnicowy Waldemar J., którego krew miano podmienić). Na dwóch z nich sąd nałożył kary w wysokości 500 zł. Kolejną rozprawę zaplanowano na sierpień.
Z dwóch oskarżonych policjantów Lesław Ś. do tej pory wykonuje swój zawód. – Jeśli chodzi o procedury związane z zawieszaniem w obowiązkach policjantów, którym stawiane są zarzuty, to komendant z urzędu ma taki obowiązek – mówi nadkom. Kazimierz Pietruch, rzecznik prasowy zakopiańskiej policji. – Jeżeli przestępstwo nie jest jednak umyślne, nie jest związane z pełnieniem swojej funkcji, zawieszenie może być cofnięte. Policjant wraca do pracy, ale do czasu wydania prawomocnego wyroku nie może być nagradzany ani awansowany. Jeśli w grę wchodzi poważniejsze przestępstwo, to funkcjonariusz jest zawieszany na 3 miesiące. Później ten okres może być przedłużany. W przypadku sprawy domniemanej zamiany próbek krwi, to Lesław Ś. był zawieszony do momentu wydania pierwszego, nieprawomocnego, uniewinniającego wyroku. Wtedy wrócił do pracy. Po odwołaniu od tego wyroku, złożonym przez prokuratora, nadal jest uznawany w procesie za oskarżonego, ale teraz nie pracuje, przebywa na zwolnieniu lekarskim.
Paweł Pełka