Dziesięcioletni Piotruś utopił się w niedzielę, 4 lipca, na kąpielisku na Polanie Szymoszkowej.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"9555"}
To był jego pierwszy wyjazd na kolonię. Matka do końca miała wątpliwości, czy go wysyłać pod Tatry. – Dobrze się uczył, najlepiej z całe piątki dzieci, był uparty, buńczuczny, ale nie umiał pływać – mówi Ludwika Dembińska, matka Piotrusia. Czeka na sekcję zwłok, z kolonii zabierze dziecko w trumnie.
Czarna niedziela
Poronin. Dom wypełnia czterdziestka kolonistów. Dzieci grają w piłkę, bawią się na huśtawkach. Jacek Pogorzelski, kierownik kolonii zorganizowanej przez Towarzystwo Przyjaciół Dzieci z Łomży, podnosi się na mój widok. – Próbujemy się z tym oswoić. Przeżywamy wielki żal, ból, ale dopełniliśmy wszystkich obowiązków. Nie było słychać krzyku, ratownik wyłowił go z głębokości 1,6 metra – zaznacza Jacek Pogorzelski.
Krok po kroku opisuje dzień, który chciałby zapomnieć. Ale zostanie w pamięci na całe życie. – Po obiedzie wyjechaliśmy wyciągiem na Butorowy Wierch, przeszliśmy na Gubałówkę, potem wróciliśmy na kąpielisko. Czekaliśmy, żeby wejść po piętnastej, bo jest trochę taniej. A to 45 dzieci. Dzieci dostały opaski z wejściówkami na rękę, część, która nie chciała wchodzić do wody albo nie umiała pływać została na brzegu z ubraniami. Reszta poszła się przebrać do szatni. Piotruś powiedział, że umie pływać – tłumaczy Jacek Pogorzelski. Duża część jego podopiecznych bawiła się przy zjeżdżalni. Wśród nich był Piotruś. W wodzie dwóch opiekunów pilnowało grupy. Na brzegu z resztą dzieci zostały dwie opiekunki. – Na kąpielisku taka wielka liczba ludzi, że trudno było mieć kontakt wzrokowy z każdym podopiecznym. Jedni bawili się przy zjeżdżalni, inni w drugim końcu basenu. Nagle przybiegł do mnie chłopak i woła, że ratownicy wyłowili Piotrka – opowiada kierownik kolonii. Pogotowie przyjechało za kilka minut, w tym czasie ratownicy udzielali pierwszej pomocy. – Ratownik wziął mnie do prywatnego samochodu. Pojechaliśmy do szpitala, byliśmy nawet przed karetką. Zaczęły się najgorsze chwile. Pani ordynator Mazikowa, wspaniały lekarz, około 19 wyszła do nas i powiedziała, że niestety, nie udało się uratować chłopca. Wtedy zadzwonił mój telefon. Dzwoniła matka Piotrusia – mówi Jacek Pogorzelski.
RozpaczGdy kobieta dowiedziała się o fatalnym wypadku na kąpielisku, poszła łapać okazję. Z Milewa do Grabowa, z Grabowa do Łomży, Warszawy. Autostopem przejechała ponad 560 kilometrów i o 5.30 była w szpitalu. – Całą drogę się modliłam, żeby Bóg uratował mi syna. Potem trzymałam go za zimną rękę – dodaje Ludwika Dembińska. Jej mąż nie pracuje, cierpi na przepuklinę międzykręgową kręgosłupa. Piotruś pochodził z wielodzietnej, siedmioosobowej rodziny. Utrzymują się z 920 zł zasiłku. Chora córka musi brać genotropinę. Choć jej organy wewnętrzne rozwijają się prawidłowo, ze wzrostem nie nadąża kręgosłup. Roczne leczenie dziecka kosztuje tyle, co dobre auto. Jeden z młodszych braci Piotrka cierpi na boczne skrzywienie kręgosłupa. – Dzieci w domu płaczą za bratem. Pomagał siostrom w kuchni, z bratem ćwiczył wyrazy u logopedy. W maju był do komunii, we wrześniu miał iść do IV klasy. Ja wychowałam dzieci bez wypadku. Chociaż mi chorują, to nigdy nie były skaleczone, poparzone – mówi Ludwika Dembińska.
Opiekunka grupy, w której był Piotruś, do tej pory nie może się pozbierać. – Chodzi po korytarzu, płacze po kątach, w nocy przyjechał jej ojciec, żeby wspierać ją na duchu – mówi kierownik pechowej kolonii.
Kto zawinił?Właścicielem kąpieliska jest spółka Dorado. Jej szef Waldemar Sobański mówi, że w niedzielę nie było go w pracy. – Nie wiadomo, kogo tu winić. W mojej ocenie na basenie nie było za dużo ludzi. Tam, gdzie znaleziono chłopca, co najwyżej dwadzieścia osób – wyjaśnia Waldemar Sobański. Dodaje, że nagrania z kamer zostały przekazane policji. Basen ma wydzielone trzy głębokości: do 80, 120 i 160 cm. A ratownicy to nie jego pracownicy, tylko profesjonaliści Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego z Nowego Targu. – Jeśli przychodzi grupa zorganizowana, powinna się skonsultować z ratownikami, gdzie mogą pływać – podkreśla. Dodaje, że chętnie pomoże finansowo dotkniętej tragedią rodzinie. – Nie ma problemu. Przekażemy matce chłopca potrzebne środki.
– W niedzielę basenów pilnowało łącznie ze mną siedmiu ratowników. To wystarczająca liczba. Akcja ratunkowa, reanimacja były prawidłowo wykonane, funkcje życiowe zostały przywrócone – mówi Krzysztof Fryźlewicz, kierownik ratowników. Pokazuje płytszy basen, w którym mogą pływać grupy kolonijne. I grzybek na wyspie na głębszym akwenie, pod którym wyłowiono ciało Piotrka.
Jest wtorek, ta część kąpieliska jest drugi dzień zamknięta. W niedzielę ratownik siedzący naprzeciw grzybka interweniował na drugim końcu basenu. Leżącego pod wodą Piotrka zobaczył jego kolega, pilnujący płytkiej części kąpieliska.
Bieda
Tak ratownicy, jak i właściciel obiektu podkreślają, że chłopak nie utopił się na basenie na Szymoszkowej, a tylko się podtopił. Zmarł w szpitalu, a przyczyny zgonu wyjaśni sekcja zwłok. Co więcej sugerują, że chłopiec miał problemy, sprawiał trudności wychowawcze. – Mąż wini organizatorów. Ja uprzedzałam, że Piotruś nie umie pływać, miał alergię – ociera łzy Ludwika Dembińska. – Mojego synka zabiła znieczulica. Dziś nikt nie patrzy na drugiego człowieka. Tam była taka masa ludzi, jakby ktoś zareagował, widzieli, że Piotruś się zachłysnął, że tonie pod wodą. Jakby go wyciągnęli szybciej, to mózg nie byłby za długo odcięty od tlenu. Dałoby się go uratować.
Kobieta jest silna, boryka się z brakiem pieniędzy i chorobami, które trapią jej rodzinę. – Nieprawda, że czas leczy rany. Zawsze mi będzie brakować Piotrusia. Ale została mi czwórka dzieci. U nas jest wielkie bezrobocie. Jeśli są ludzie, którzy mogą nam pomóc, to proszę o kontakt – apeluje Ludwika Dembińska.
Ktokolwiek chciałby wesprzeć jej rodzinę finansowo albo przekazać sprzęty czy meble, może kontaktować się z Urzędem Gminy Grabowo, tel. (86) 279 00 21.
Rafał Gratkowski
0 0
[*]
0 0
Wyrazy współczucia dla Rodziny i opiekunów ale.........Nad wodą jest jedna podstawowa zasada. Do wody wchodzi tyle dzieci, ile opiekun może miec na oku. I niezależnie od pływackich umiejętności dzieci wybiera się basen płytki.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz