Zamiast tkwić godzinami w korkach, lepiej przylecieć do Zakopanego własnym śmigłowcem. Góral łapie się za głowę i już myśli o lądowisku przy chałupie.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"970"}
– Kiedyś na parkingu przed hotelem wylądował nam taki malutki śmigłowiec. Od pewnego czasu coraz częściej mam telefony od osób, które chciałyby przylecieć do Zakopanego własnym śmigłowcem – wyznaje Zofia Cybulska, dyrektor hotelu Mercure Kasprowy w Zakopanem. – Najczęściej są to szefowie firm, przedsiębiorcy, właściciele stacji telewizyjnych, którzy organizują u nas konferencje.
Postanowiliśmy sprawdzić, czy możliwe jest lądowanie prywatnego śmigłowca na terenie Zakopanego, a jeszcze lepiej na prywatnej posesji jakiegoś pensjonatu. Większość pytanych przez nas właścicieli hoteli nie wiedziało, czy na ich terenie może lądować śmigłowiec. Jedynie Andrzej Stoch, znany miejscowy przedsiębiorca, nie widział żadnego problemu. – U mnie na \"Salamandrze\" jest świetne miejsce, ląduj pan – Stoch jest właścicielem m.in. kompleksu domów wczasowych \"Salamandra\", należących wcześniej do wojska. Na tym terenie znajduje się małe betonowe lądowisko, więc biznesmen czuje się uprzywilejowany w kwestii przyjmowania u siebie jednostek latających. – Nie wiem tylko, czy potrzebne jest do tego jakieś zezwolenie – zastanawia się biznesmen. – Kilkanaście lat temu lądował tu Wałęsa, więc pewnie przeszkód technicznych nie będzie – dodaje.
Drążyliśmy dalej. Dobrym miejscem byłby plac obok szpitala, na którym ląduje toprowski Sokół. – Nie ma takiej możliwości. Nasze lądowisko jest wyłącznie do celów ratowniczych. To zresztą wynika m.in. z umowy dzierżawy – informuje Jan Krzysztof, naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. – Najbliższe lądowisko macie w Nowym Targu.
Statystyki potwierdzają, że większość lądujących na Podhalu maszyn wybiera lotnisko w Nowym Targu. – Nie pobieramy żadnych opłat. Każdy u nas może wylądować – zaprasza do siebie Jerzy Rafiński, szef nowotarskiego Aeroklubu.
Burmistrz Zakopanego Janusz Majcher przyznaje, że lądowania prywatnych śmigłowców zdarzają się w Zakopanem coraz częściej, ale szczegółów nie zna. – Miasto musi ten temat jednak rozgryźć – oświadcza gospodarz miasta, nagabywany niedawno w tej sprawie przez dyrektor hotelu Mercure Kasprowy.
Światełko w tunelu pojawia się, gdy okazuje się, że prawdopodobnie taką usługę oferuje pod Giewontem Centralny Ośrodek Sportu. Informacji takiej nie sposób jednak gdziekolwiek znaleźć – ani na stronach internetowych, ani w Centrum Informacji Turystycznej w Zakopanem (w CIT odesłano nas do biura lotniska w Nowym Targu). Pozostawało więc zapytać szefa COS-u.
– To prawda, ale są to sytuacje sporadyczne – mówi Jan Walkosz, od niedawna pełniący obowiązki dyrektora COS. – Ląduje u nas np. pan Zbigniew Niemczycki (Niemczycki ma w Zakopanem prywatną willę na Bystrem. Na Podhale przylatuje śmigłowcem Bell 407 – przyp. red.). COS ma już za sobą doświadczenia z lądowaniem helikopterów. W 1997 roku na stadionie lądował helikopter z Ojcem Świętym. Było też kilka śmigłowców z obsługą, policja. Wcześniej lądował tu śmigłowcem prezydent Aleksander Kwaśniewski. – Zorganizowaliśmy nowe lądowisko obok skoczni, to dobre miejsce – mówi Walkosz. Teren znajduje się tuż przy skoczni. Jest ogrodzony i gdy istnieje taka potrzeba, może być dozorowany. – Za jednorazowe lądowanie bierzemy 500 zł. Za postój 100 zł na dobę. Niestety, nie gwarantujemy własnej ochrony – dodaje. Dyrektor Walkosz osobiście wydaje zgodę na lądowanie. – Pilot powinien się z nami wcześniej skontaktować i przedstawić odpowiednie dokumenty, wydane przez obsługę lotów – wyjaśnia.
Wątpliwości co do lokalizacji lądowiska przy Wielkiej Krokwi ma dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego Paweł Skawiński. – Gdyby na etapie projektowym, np. planu zagospodarowania, ktoś mnie pytał o opnię, byłaby ona negatywna – oświadcza. Skawiński uważa, że emisja dźwięku w kierunku parku jest tu już zbyt intensywna. Przyznaje jednak, że ten teren nie podlega jego jurysdykcji. Podobnie jest na terenie miasta.
Dyrektor Parku strzeże także przestrzeni na Tatrami. – To reguluje Prawo Lotnicze i odpowiednie aneksy do niego, np. ten dotyczący ochrony przyrody. Wiadomo, że nie ma mowy o lataniu nad górami w pułapie poniżej 2 tys. metrów od gruntu. Czyli praktycznie poniżej 4 tys. metrów od poziomu morza.
W Warszawie pytamy zawodowych pilotów o szczegóły zgody na lądowanie w Zakopanem. Okazuje się, że wymagane jest zezwolenie komórki zarządzającej lotami, tzw. VFR. Są to przepisy dotyczące tzw. \"lotów z widzialnością\". Potem wystarczy już tylko zgoda na lądowanie właściciela terenu.
Nasi rozmówcy żartują, że zapotrzebowanie na lądowanie pod Tatrami rośnie wprost proporcjonalnie do czasu spędzanego w samochodzie np. podczas powrotu z długiego weekendu. O tym, że to już nie żarty, świadczą liczby. W ubiegłym roku zarejestrowanych było w Polsce 107 prywatnych śmigłowców. Wraz ze wzrostem zamożności zwiększa się dostępność do tego typu luksusowego transportu.
Używanego Robinsona 22, który zabiera na pokład pilota i jednego pasażera, można już kupić za kwotę mniejszą niż milion złotych. Nowy kosztuje 250 tys. dolarów. Nie ma też większych problemów z patentem dla pilota. Licencję turystyczną można zrobić w ciągu kilku miesięcy za cenę ok. 60 tys. złotych. Taki pilot może przewozić jedynie znajomych, nie pobierając od nich opłaty. Łatwo można też wynająć śmigłowiec, np. Robinsona, płacąc za godzinę 1200 zł. Poważny śmigłowiec Beel 407 kosztuje ok. 750 euro za godzinę. Niedawno w Krakowie otwarto salon sprzedaży… śmigłowców.
Na Podhalu niejedna już chałupa przyciąga turystów luksusowym basenem i jacuzzi. Tylko patrzeć, jak obok pojawią się lądowiska dla śmigłowców. – Pytomy do nos – przylatujcie!
Jurek Jurecki
0 0
Tak, używany milion, a nowy 250 tys dolarów. Świetny biznes kupować używkę;)
0 0
Czy to ten na tej fotce kosztuje 250 tys dolarów?
Może to i tanio, ale ten smigłowiec jakiś taki niedorobiony, jakby był składany w garażu. Silnik na wierzchu, kabina ciasna i wiele pozostawia do życzenia. Przecież tam od tyłu będzie podwiewać.
No cóż, można też na motolotni do Zakopanego przylecieć, ale czy warto tak się poświęcać. Bilet z Warszawy do Hurghady kosztuje w centralwings tylko 1000 zł w dwie strony. Ja bym wybrał jednak hurghade.
0 0
Hurganda z Centrala za 1000 zł ? To bez sensu.
Polecam Ryanair np przez Londyn do każdego miejsca w Europie , bilety od 39 zł za pojedyńczy lot !
0 0
panie Bogdanie, ale tluc się gdzies tam przez jakiś Londyn? Nie lepiej prosto z Warszawy? Taki biznesmen sobie wykupuje lot i juz za 4 godziny jest nad ciepłym morzem. Przecież dla takiego biznesmena to nie ma różnicy czy bilet kosztuje 39 zł czy 1000 zł
0 0
Piekne pomysly,oby jak najszybciej, bo widoki beda wspaniale, a bezpieczenstwo wieksze niz na tych podhalanskich drogach przy kulturze jazdy kierowcow a nade wszystko przy stanie drog.Piekne sa widoki z naszych wierchow a jednym z nich jest Gliczarow Gorny, ale nie daj Boze aby ktos kto nie zna okolicy pojechal noca, bo kola zostana w dziurach na drodze, ani takich dziur ani takich widokow nie ma w okolicy jak w Gliczarowie, bo oczywiscie dziury sa, moze troche mniejsze dziury sa w Zebie i w Ratulowie i w Cichym.....mysle, ze trzeba oszczedzac jak najszybciej na jakikolwiek helikopter...to wspanialy pomysl panie redaktorze.....
0 0
Nyj i po h....... zokopianka.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz