Pokonali trzy, zostało siedem. Grupa śmiałków z całej Polski zjeżdża na linach z dziesięciu najwyższych wodospadów świata. Jest wśród nich Jan Wierzejski, fotograf, filmowiec związany z Zakopanem i Tatrami.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"97155"}
Te dziesięć wodospadów leży na kilku kontynentach, w najdalszych zakątkach naszego globu. Wystarczy wymienić nazwy kilku państw i regionów, gdzie się one znajdują - Peru, Wenezuela, RPA, Kanada, Nowa Zelandia czy Hawaje. Już samo dotarcie do tych odległych punktów Ziemi byłoby dla przeciętnego Kowalskiego czy Gąsienicy wyzwaniem. Oni nie tylko muszą tam dotrzeć, a często jest to związane z kilkudniowym przedzieraniem się przez dżunglę, ale później, używając lin i technik alpinistycznych, zjechać w dół, w wielometrową przepaść okraszoną strugami wody. Korona wodospadów Ziemi jest jednak trofeum, po które nikt dotąd nawet nie starał się sięgnąć.
Wyzwania wśród strumieni wody- Od dawna jestem związany z górami, z alpinizmem, więc może początkowo udział w projekcie, gdzie zamiast zdobywać skalne ściany zjeżdża się po nich w dół, był dla mnie trochę nietypowy. Dopiero w trakcie okazało się, że pokonywanie niemal tysiąca metrów różnicy wzniesień wśród spadającej wody niesie za sobą naprawdę wiele wyzwań - mówi Jan Wierzejski, filmowiec, fotograf, który razem z Wojciechem Kozakiewiczem jest specjalistą od kręcenia materiałów w górach i dokumentuje zdobywanie wodospadowej korony Ziemi. Kilka dni temu wrócił z Norwegii, gdzie razem z towarzyszami udało się mu pokonać siódmy co do wysokości wodospad świata - Skorga Falls, mierzący 864 metry wysokości.
Jak mówi Wierzejski, jego udział w tych wyprawach jest też związany z chęcią stąpania po miejscach, w których nikt wcześniej nie był. - Takich miejsc na Ziemi jest coraz mniej. Z tych dziesięciu wodospadów tylko trzy zostały pokonane przez śmiałków, głównie ekipy z Czech i Słowacji, pozostałe są jeszcze dziewicze - opowiada Wierzejski.
Z komandosami w CaracasCały projekt nazywa się Oshee Slide Challenge. Firma produkująca izotoniki jest jego głównym sponsorem. Skład zespołu, który podjął się wyzwania, to: Dariusz Pachut, Dimitri Wika, Kuba Poburka (również zakopiańczyk, ratownik TOPR, uczestnik wielu wypraw w Karakorum czy w Himalaje), Jan Wierzejski, Miłosz Forczek, Wojciech Kozakiewicz i Tomasz Grodzicki. Pomysłodawcą eksploracji wodospadów jest Dariusz Pachut. To zapalony sportowiec, podróżnik i ratownik medyczny. Idea wyjątkowego projektu zrodziła się w jego głowie podczas kanioningowej wyprawy do Szwajcarii w 2018 r. Pierwszy na liście był najwyższy na świecie wodospad Salto Angel w Wenezueli, liczący 979 metrów. Zjechali z niego w 2019 roku. Sama podróż do tego państwa i spacerowanie po jednym z najniebezpieczniejszych miast świata Caracas jest przygodą samą w sobie. - W naszej ekipie są jednak osoby, które wcześniej pracowały w przeróżnych służbach, można powiedzieć, że to komandosi na emeryturze, więc spacer w takim towarzystwie po Caracas jest naprawdę bezpieczny - tłumaczy Wierzejski.
W Wenezueli dotarcie do położonego w środku dżungli wodospadu wiązało się z kilkudniowym marszem, noclegami w tym niesamowitym otoczeniu. Aby podjąć się wyzwania potrzebne było również pokonanie biurokratycznych przeszkód, a Wenezuela owładnięta była wojną domową. - O dziwo jednak podczas samego pokonywania wodospadu nie towarzyszyło nam wiele egzotycznych stworzeń. Kolejną wyprawę zatamowały jednak nie przeciwności związane z przyrodą, a pandemia. Przez dwa lata przemieszczanie się po świecie było praktycznie niemożliwe - wspomina Jan Wierzejski.
Wodospad i jadowite wężeDo projektu wrócili w tym roku. Wodospad Tugela w RPA, który mierzy 948 metrów i jest drugim co do wysokości wodospadem na Ziemi, dostarczył śmiałkom innych wrażeń. Pokonali go w lutym. - W RPA podczas zjazdu towarzyszyły nam jadowite węże. Z perspektywy czasu myślę, że można się było do tego lepiej przygotować i zabrać ze sobą surowicę. Potencjalnie ukąszenie takiego węża na środku prawie 1000-metrowego wodospadu nie dawało wielkich szans na przeżycie, bo pomoc przybyłaby zbyt późno - mówi filmowiec.
Po RPA przyszedł czas na Norwegię. Pod koniec czerwca śmiałkowie powrócili właśnie z Półwyspu Skandynawskiego, gdzie zjechali z wodospadu Skorga (864 m). Jest położony bardzo blisko cywilizacji. Znajduje się tuż nad norweską miejscowością, w której znaleźć można pełnię cywilizacji. Ta okolica to raj dla miłośników wodospadów. Wystarczy wyobrazić sobie dolinę, z której zboczy co chwila spływają wielkie fontanny wody. Cały zespół z zadartymi do góry głowami podziwiał okolicę. Początkowo wyprawa wzięła sobie za cel także drugi wodospad Vinnufosen, leżący ledwie 2 kilometry dalej. O dziwo jest on położony na prywatnych działkach należących do Larsa, miejscowego komendanta policji. Ich właściciel udzielił zresztą śmiałkom pełnego wsparcia. - Gościnny Norweg pozwolił nam założyć główny obóz zaraz pod wodospadem, przy wartkiej, górskiej rzece Driva - opowiada Wierzejski.
Pierwszy człowiek w tym miejscuSkorga Falls to w przeciwieństwie do Vinnufosen wodospad dziewiczy, z którego nikt jeszcze w historii nie zjechał. W czasie eksploracji ekipa musiała obchodzić niebezpieczne spiętrzenia, zjeżdżać stromym terenem z krzakami, kilka razy przekraczać nurt wodospadu.
- Intensywność działań alpinistycznych w połączeniu z komunikacją radiową między członkami ekipy i skupieniem wokół własnego bezpieczeństwa nie dawała za dużych szans na zadumę. Miałem jednak taką chwilę poczucia wielkiej eksploracji w świecie, w którym wydawało się, że już wszystko zostało zdobyte. Spojrzałem na swój biały, wodoodporny but i postawiłem go na mokrej skale. Jestem pierwszym człowiekiem… pomyślałem. To niewiarygodne!
Zjazd trwał ponad 12 godzin. Ze względu na położenie o tej porze roku w Norwegii praktycznie w ogóle nie zapada zmrok. Ekipa nie zrobiła przerwy na sen, mimo że w pewnym momencie tuż po północy, wietrząc w powietrzu norweski świt, zaczęły śpiewać ptaki. Plany zjechania drugim z norweskich olbrzymów - Vinnufosen - pokrzyżowała pogoda. Śnieżne roztopy, wielka ilość wody, zagrożenie niebezpiecznymi śnieżnymi serakami sprawiły, że odłożyli ten wodospad na inny czas, będą musieli do Norwegii po prostu jeszcze wrócić.
Kolejny wodospad czeka na nich dopiero w przyszłym roku. Nie wybrali dotąd konkretnego. Wstępny plan zakładał Peru, ale wszystko może się jeszcze zmienić. Jedno jest jednak pewne. Nieważne, który wodospad i rejon świata wybiorą, taka wyprawa dostarczy im tyle wrażeń, ile wielu z nas przeżywa przez wiele, wiele miesięcy.
Paweł Pełka, fot. Jan Wierzejski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz