– Nie bójmy się przesądów, że kto siada na motocykl, musi się zabić – przekonuje Jan Ripper (jun.), który dokładnie pół wieku temu odebrał swoje prawo jazdy. Zaprasza nas na motocyklową przejażdżkę dookoła Tatr, przez Jurgów, Vysoké Tatry, Liptovský Mikuláš, Zuberec i Chochołów. O historii motoryzacji i coraz popularniejszej mototurystyce z Janem Ripperem rozmawia Adrian Gładecki.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"9844"}
– Pochodzi Pan z rodziny z tradycjami– Tak. Dziadek, Wilhelm Ripper, był organizatorem jednego z pierwszych polskich automobilklubów. Poza tym startował w rajdach samochodowych i wyścigach. W 1911 roku na samochodzie Austro-Daimler Prinz Heinrich zajął doskonałe 2 miejsce w klasyfikacji generalnej wyścigu Opawa Morawska – Ostrawa, klasę swoją wygrywając. Mój ojciec natomiast, Jan Ripper, był drugim w historii Mistrzem Polski. A przed wojną mistrzów było tylko trzech: Henryk Liefeld, mój ojciec i Maurycy hrabia Potocki. Kiedyś nie było podziału na klasy, na pojemności, na specjalizacje – ten, kto dostawał mistrza Polski, musiał startować i w wyścigach płaskich, i górskich, i rajdach.
– A jak się zaczęła pana przygoda z motocyklami?– Kiedyś przede wszystkim motocykli było dużo więcej, niż samochodów. Taka WFM-ka, motocykl, kosztowała 4500 zł, a samochód warszawa, na licencji pobiedy M20, kosztował 120 tys. – różnica cenowa była ogromna. Sporo było również przedwojennych, dziwacznych motocykli. Do tej pory żałuję, że w mojej kolekcji nie zachował się żaden z tamtych wspaniałych egzemplarzy. Zacząłem jeździć bardzo wcześnie, mając kilka lat, oczywiście bez prawa jazdy. Taką poważną jazdę na motocyklu zacząłem od zawodów terenowych. Jeździło się rajdy i motocrossy. Jak zaczynałem jeździć, to Rajd Tatrzański, wspaniały, słynny rajd, jeden z najważniejszych w Europie, wówczas był rajdem uniwersalnym. Były w nim elementy szybkościowe i jazdy obserwowane, nie było tego podziału, jaki mamy teraz, na trial i enduro – jeździło się wszystko, co się tylko dało. Pojeździłem trochę w tych rajdach. Trafiłem na okres, kiedy makabrycznie było ze sprzętem – jeżeli nie było się fabrycznym zawodnikiem WSK lub SHL, to człowiek musiał ciągnąć gdzieś „po ogonie”. Jak startowaliśmy w międzynarodowych zawodach, to już na starcie wiadomo było, że człowiek jest przegrany. To na pewno nie było zbyt sympatyczne. Jak mówił znawca sportu motocyklowego, niedawno zmarły inż. Władysław Pietrzak – Motocykle to jest chory sport chorych ludzi. I miał dużo racji. Później troszkę pojeździłem na samochodach. Na tych rajdach zrobiłem nawet licencję wyścigową samochodową. A później… cóż, normalna proza życia. Dopiero kilkanaście lat temu zacząłem się bawić w pojazdy zabytkowe. Robimy zloty, zjazdy i bawimy się tymi uroczymi staruszkami. Do motocykli wróciłem tak na poważnie trzy lata temu, po długiej, długiej przerwie.
– Jakie to uczucie, kiedy się jedzie motorem?– Przede wszystkim uczucie wolności. Poza tym to, czego nie ma w samochodzie – można się położyć ładnie w zakręcie, później z tego zakrętu podnieść – o jedną płaszczyznę więcej, niż w autach. Wspaniałe uczucie!
– Ostatnio coraz częściej spotyka się motocyklistów obładowanych tobołami, na zagranicznych rejestracjach albo z drugiego końca Polski. Częściej używa się też słowa „mototurystyka”. Kto to jest mototurysta?– To motocyklista, który ma odpowiednie ubranko, ma trochę zmysłu turystycznego, potrafi rozbić namiot, zapalić kuchenkę i upitrasić sobie coś do jedzenia. Ma przede wszystkim dobre chęci, nie boi się złej pogody i ma ochotę zwiedzić coś nowego. W Zakopanem zbieramy się grupkami i wyjeżdżamy od czasu do czasu tam, gdzie nas oczy poniosą, czy gdzie sobie wymyślimy. Na przykład dookoła Tatr. Piękna i widokowa droga, około 200-300 km długości w zależności od wariantu, wiele atrakcji i ciekawych miejsc do zwiedzania.
– Kiedy motocykliści odkryli tę drogę?– Droga dookoła Tatr została odkryta przez motocyklistów w zasadzie wtedy, kiedy została otwarta, i jest oczywiście nadal bardzo popularna. Były to drogi bite, wąziutkie, a nie tak, jak dziś – asfaltowe. Ale dało się jeździć. Często kluby motocyklowe zwoływały się i organizowały wycieczki tą drogą. I tak jest do dziś. Fragmentem tej drogi był również Samochodowy Wyścig Tatrzański, rozgrywany od 1927 roku, prowadzący od Łysej Polany do Włosienicy. I to była jedna z górskich eliminacji mistrzostw Europy. A ponieważ w tych czasach nie było mistrzostw świata w tej konkurencji, to była najwyższa półka i tu zjeżdżała cała śmietanka nie tylko europejska, ale i światowa, ze znanymi osobistościami.
– Jak należy przygotować się do wyprawy?– Głównie od strony nawigacyjnej oczywiście. Mapy lub GPS, chociaż ja nie używam GPS-u na motocyklu. Dobre chęci, pieniążki nieduże, bo motocykl spala na ogół mniej paliwa, niż samochód, i jest bardziej mobilny – prawie wszędzie się zmieści, i w drogę!
– Wiele osób obawia się awarii lub wypadków.– Wypadki się zdarzają wszędzie, samoloty też się rozbijają, a jest ich zdecydowanie mniej, niż motocykli. Przede wszystkim rozwaga i pomyślunek. Przydaje się lekkie przygotowanie techniczne i podstawowy zestaw narzędzi, apteczka, pokrowiec na siebie w razie deszczu. Jeżeli się „chodzi” koło motocykla i troszkę się przy nim dłubie, to człowiek nabiera tej wiedzy i oswaja się ze stroną techniczną.
– Dla kogo jest mototurystyka – dla kawalerów, którzy jeszcze mają trochę czasu, czy dla panów na emeryturze, którzy już zrobili w życiu co trzeba i czasu wolnego im nie brakuje?– Dla wszystkich, bez względu na wiek. Ostatnio przejechałem bardzo ładną trasę. Z trójką kolegów nakręciliśmy w sumie ponad 2 tys. km i spotykaliśmy m.in. panie na motocyklach. I to nie tylko w charakterze pasażerek, ale i kierowców. Było nawet kilka typowo damskich przejazdów, czyli kilka motocykli prowadzonych przez panie. Tak więc mototurystyka jest dla wszystkich, którzy mają dobre chęci i nie boją się przesądów, że kto siada na motocykl, to się musi zabić.
***
W następnym numerze Tygodnika Podhalańskiego przedstawimy dokładną propozycję trasy dla motocyklistów i właścicieli czterech kółek z zaznaczeniem ciekawych miejsc, które można zwiedzić.
Zobacz krótki film z wyprawy dookoła Tatr!
0 0
Popieram, tylko żeby wolnego czasu człowiek miał więcej.
0 0
Powiedzenie jest trochę inne:jeśli samochodem możesz się zabić,to motorem musisz.
0 0
Silnik, dwa koła… i mina wesoła
Na liczniku brakuje zaś skali
Na poboczu kolejny się znicz pali
0 0
...że o spalinach nie wspomnę...
No i taka antyreklama dla właśnie odbywającego się Tour de Pologne...;) ;) ;)
0 0
Pan Adrian to chyba też miłośnik jednośladów z silnikiem więc i wywiad prowadził ktoś kompetentny chociaż kilka konkretniejszych pytań można by zadać ...;) ;) ;)
0 0
pan Adrian jezdzi terenowka o ile wiem a i sam JJ też :-)
0 0
\"Silnik, dwa koła...i mina wesoła\"
Jadem som wolny, dyć mnie nie zniechęci
Iskrzonco świycka, co przy drodze stoła
Musem jom jednak, mieć ciągle w pamięci...
Ciesy mnie wolność, baciarka ciesy
Wartkośc mnie draźni, kie sie cłek śpiesy
Zycie sanujem, pasjom krew płynie
Cujem sie wolny, na tyj maszynie
Wiater mnie głosce, słońce prowadzi
Takiyj miłości, nik nie łodradzi
Silnika granie, pobudzo zmysły
Marzenia downe, wcale nie prysły
Zabocyć moge, na tom krótkom kwile
Ze juz cłek stary, a siły mo tyle
Som ze mnom inksi, tys to samo cujom
Razem kochajom, razem sie sanujom
Jedno ik łoncy, silnik i dwa koła
Macho niewiasta, co przy drodze stoła
Wiy ze sie wrócem, znom cym jes jazda
Nie stracem głowy, nie bem jak ta gwiazda
Co na jednym kole, pryndkości łozwijo
Co kozdyj sekundy, snurkiem sie łowijo
Zycio nie sanuje, za nic mo zasady
Wiym ze śmiyrzć sama, do Jyj wartko rady
Jo sie Jyj nie dom, mnie nie dogoni
Wiara i miyłość, zawse uchroni
Pasja, zasady, umiar i chęci
Motór to zycie, i to mnie kręci!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz