Kilka razy wstrząsnęliśmy Podhalem, był też krok od bankructwa i wstydliwe wpadki. Aż trudno uwierzyć, że w grudniu mija 20. rocznica powstania Tygodnika Podhalańskiego.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"6956"}
Najpierw był Biuletyn Podhalański, pismo podziemnej „Solidarności”, które powstało pod Tatrami w 1985 roku. Wymyślili go dwaj krakusi – Wojtek Mróz i Jurek Jurecki. Dołączyli do nich do nich jeszcze Jan Strama i Zdzisław Ignacok. Pierwsze numery wychodziły na prymitywnej „ramce”. Potem były czasy wysokonakładowego powielacza, a w końcu lampowy kserograf. Gazetka drukowana w podziemiu, najczęściej pod osłoną nocy – najpierw w jednym z garaży w Nowem Bystrem – u Zofii i Jana Głąbów, potem na strychu w Dzianiszu – u Marii Piczury.
Redakcja Biuletynu ujawniła się w 1989 roku. Wtedy pojawił się pomysł przekształcenia podziemnej gazety w oficjalną. Pomysł został urzeczywistniony w grudniu 1989 roku. Na wydanie pierwszych dwóch numerów pieniądze dostaliśmy od Zofii Kuratowskiej. Pierwszy numer wyszedł z pieczątką „ocenzurowany”. Żeby Tygodnik zaistniał oficjalnie, musieliśmy założyć pierwszą w Zakopanem spółkę – z o.o. Niewielu z nas miało świadomość, co to za cudo. Niełatwo było przekonać ludzi, żeby o jednym czasie z dowodem w ręku i setką w kieszeni (dziś równowartość 10 zł) pojawili się w sądzie. Wtedy wydawało się nam, że im więcej osób przyjdzie, tym lepiej. Udało się przekonać do tego prawie 30 osób.
Ekonomia była nieubłagana. Brak rynku reklam, niewielka sprzedaż gazety z roku na rok pogrążała spółkę w długi. W 1994 roku przyszedł czas na poważne decyzje. Gazeta wymagała zmian. Postawiliśmy więc na lokalność z nadzieją, że to będzie właściwy kierunek. Nie wszyscy jednak wytrzymali chude lata. Większość udziałowców spółki pozbyła się swoich udziałów. Redakcję opuszczali też jej pierwsi dziennikarze. Na ich miejsce przychodzili nowi.
Parokrotnie w naszej historii wstrząsnęliśmy Podhalem. Pokazaliśmy naszym czytelnikom, że bez względu na konsekwencje tylko prawda jest ciekawa. Bez ogródek ujawnialiśmy nielegalne budowy radnych. Wbrew interesom miejscowych restauratorów napisaliśmy o korupcji szefa ówczesnego sanepidu w Zakopanem. Bez obaw o własną skórę wytropiliśmy korupcję w zakopiańskiej skarbówce. Zbierając cięgi po plecach, pisaliśmy o podejrzeniach o agenturalną przeszłość niektórych miejscowych notabli. Władza miasta wzywała do bojkotu gazety, gdy ujawniliśmy treść dokumentów zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej na temat księdza kustosza z Krzeptówek.
Władza hartowała nas zresztą od samego początku. Już na początku lat 90. straciliśmy miejskie ogłoszenia po tym, jak skrytykowaliśmy uchwałę Rady Miasta, przyznającą wieczystą dzierżawę nowym właścicielom hotelu Juwentur (m.in. Ariadna Gierek), potem szykany były coraz boleśniejsze. Po tekście o tym, jak radni bez skrupułów sprzedają miejskie działki, jeden z wiceburmistrzów ukarał nas finansowo pod pretekstem rzekomo bezprawnie wiszących reklam na słupach oświetleniowych. Pikanterii tej sprawie dodawał fakt, że sam przed swoim sklepem miał na słupie elektrycznym własną reklamę. Słynna uchwała o antypromocyjnej dla Zakopanego roli mediów, zamieszczona w strategii miasta, też była próbą przywołania Tygodnika do porządku.
Ogólnopolski rozgłos przyniosła nam akcja zakopiańskich burmistrzów związanych z PiS-em wywieszenia nad głównymi ulicami miasta transparentów „Tygodnik Podhalański kłamie”.
Były wpadki, z których dziś się śmiejemy i sukcesy, które czasem podnoszą nas na duchu. Uczyliśmy się dziennikarskiego rzemiosła na własnych błędach i porażkach. Informowaliśmy o tym, co się dzieje w tym wyjątkowym zakątku Polski. Piętnowaliśmy rzeczy złe – korupcje, prywatę, oszustwa. Promowaliśmy to, co dobre na Podhalu. Staraliśmy się być niezależni, z dala od kumoterstwa z lokalnymi władzami.
Zaczynaliśmy od 16 czarno-białych fotografii i nieporadnych tekstów, dziś oddajemy gazetę złożoną ze 112 stron. Dziś mamy ambicję być nie tylko gazetą informacyjną, liczymy, że nie zawiedziemy także tych, którzy szukają w niej tekstów publicystycznych, reportaży czy specjalistycznych tekstów górskich.
Tygodnik Podhalański tworzy grupa pasjonatów, dla których praca w dziennikarstwie to nie tylko sposób na zarobienie pieniędzy, ale przede wszystkim misja. Ciągle jesteśmy niepoprawnymi idealistami, którzy wierzą, że mogą zmienić świat.
Ta nasza siła w dużej mierze pochodzi od czytelników, tych, którzy nam kibicują od 20 lat, wspierają, kiedy jesteśmy atakowani, czasem słusznie krytykują, ale z życzliwości dla nas. Liczymy, że będziecie z nami nadal.
Beata Zalot ***
Tygodnik czytam regularnie, choć przyznaję – wyrywkowo.
Co mi się podoba? Poruszacie tematy związane z folklorem i regionalizmem, bardzo lubię pod tym względem czytać felietony prof. Hodorowicza z Bukowiny Tatrzańskiej. Chciałoby się, byście publikowali jeszcze więcej tekstów bazujących na góralszczyźnie. Przecież w końcu ukazujecie się w tym regionie.
Co mniej mi się podoba, to tyle szumu, jeśli chodzi o reklamę. Ale zdaję sobie sprawę – bez tego przecież nie byłoby gazety.
A ewidentne minusy? Nie, nie będę krytykował, co najwyżej na ucho opowiem.
A na Święta życzę Wam pogody ducha i żebyście ludzi nie zarażali smutkiem.
Ks. Mieczysław Zoń***
Tygodnik, owszem, czytuję. Może nie do końca regularnie, ale zawsze to coś. Najbardziej podobają mi się felietony Wandy Czubernatowej, czy prof. Hodorowicza. Może to i zasługa mojego wieku, który jest już bardziej refleksyjny. Po prostu – wolę rzeczy nietabloidowe. Chętnie czytam też sport, szczególnie jak nasze „Szarotki” zakwitają.
Nie przepadam za ciekawostkami czy sensacjami. Ale wiadomo, to w gazecie dziś musi być, by przyciągnąć czytelnika. Trudno mówić o jakichś minusach. Po prostu Tygodnik stara się trzymać poziom i myślę, że to mu się udaje. A przyszłość? Gazeta lokalna ma sens, bo ludzie lubią czytać o sobie, problemach swego środowiska czy nawet aferach, ale na własnym podwórku.
Roman Dzioboń, nowotarżanin, poeta
***
Czytam, choć nie powiem, bym robił to systematycznie.
Najbardziej podoba mi się, że Tygodnik nie dał się upolitycznić. Stara się być obiektywny i prezentować poglądy różnych stron. Nie można go zaszufladkować - i dobrze. Niestety, do spraw samorządowych, lokalnych często wkrada się wielka polityka, a tu przecież czarne musi być czarne, a białe – białe.
Mniej mi się podoba to, że w tekstach śledczych szukacie sensacji na siłę. Czasem też widać, że dziennikarz może sprowokować odpowiednią postawę polityczną swego rozmówcy sposobem zadawania pytań, podejściem go. A przecież dziennikarz powinien starać się łączyć ludzi, a nie dzielić. Czasem brakuje postawy łagodzącej, bo gdy się ludzie będą za głowy brali, to będzie o czym pisać.
Czy Tygodnik ma rację bytu? Oczywiście, bo gazeta lokalna jest potrzebna. I przyszłość należy właśnie do takich wydawnictw.
Stanisław Watycha, nowotarżanin
***
Najlepsze życzenia dla całej redakcji Tygodnika Podhalańskiego. Wytrwałości w szukaniu dobra, sprawiedliwości, prawdy. Nieustępliwości w sprawach zasadniczych. I pogody ducha w okresie trudnym, jeśli się taki zdarza.
Janina Gościej***
Tygodnik Podhalański w ciągu 20 lat jak jesion mocno wrósł w podhalański klimat społeczno-gospodarczy. Swoją tematyką dotyka różnych sfer życia regionu. Promuje, piętnuje, dokucza, łączy i dzieli ludzi, niesie dobre i złe wiadomości, ale zawsze stara się być blisko życia tak gorącego w górach. Z okazji jubileuszu życzę redakcji wytrwałości, roztropności, pogody i ślebody w służbie społeczności lokalnej, ale też zachowania szacunku i godności w stosunku do osób czy podmiotów przedstawianych na swoich łamach.
Siumnych wiadomości dlo nos i dlo gości, hej!
Andrzej Gąsienica Makowski, starosta tatrzański
***
Tygodnik Podhalański od dwudziestu lat jest zły, stronniczy, niesprawiedliwy, politycznie zaangażowany lub niezaangażowany, preferuje jednych, innych atakuje i niszczy…
Wiele osób twierdzi, że nie czyta… ale: od dwudziestu lat Tygodnik Podhalański wywołuje dyskusje, zmusza do reakcji, do działania, pokazuje naszą lokalną społeczność z jej wadami i przywarami, ale także z sukcesami sportowymi, artystycznymi. Pokazuje dramaty jednostek i radość zwycięstwa.
Od dwudziestu lat przeglądamy się jak w lustrze, oglądając nasz „portret własny”, choć czasem jest to krzywe zwierciadło.
Tygodnikowi z okazji jubileuszu życzę kolejnych dwudziestu lat i stale rosnącej liczby czytelników, a dziennikarzom „iskry Bożej” w pracy…
Małgorzata Wnuk
0 0
Ja jestem tylko czytelnikiem wersji internetowej (w sumie szkoda, że TP nie jest dostępny poza regionem, bo przecież interesuje się nim tak wiele osób spoza Podhala) i muszę przyznać bez wahania, iż najbardziej sobie w TP cenię właśnie niezależność, zdaję sobie jednak sprawę, że właśnie ów brak zaangażowania politycznego oznacza brak niezależności zgodnie z maksymą: kto nie jest z nami, jest przeciwko nam. Więc tutaj naprawdę wielkie uznanie i wielki plus. Co mi się nie podoba?... hmm... jak muszę być szczery w dniu Waszej rocznicy, to zdjęcia Tatr... trochę za bardzo przeciętne... ale to moje zdanie, z którym nigdy się nie kryłem ;)... Szczere życzenia dalszych sukcesów w utrzymywaniu tej niezależności przez następne 20 lat i wszystkiego dobrego na Święta dla całej Redakcji i przy okazji dla wszystkich Czytelników bez wyjątku :)
0 0
Ciągle jesteśmy niepoprawnymi idealistami, którzy wierzą, że mogą zmienić świat.
Idealizm był u zarania, teraz jakby ..polityka sie wkrada miedzy szpalty :-)
zle czemu nie, kolejne 20 lat przed Wami :-)
0 0
Bez Was to ja bym nie miała kontaktu z moimi kochanymi Tatrami i Zakopanem:) A niech tam...chociaż \"wyleciałam w powietrze\" parę razy to życzę...ho ho nawet stu lat przetrwania:):):)
0 0
Acha, jeszcze zapomniałam dodać, ze dzięki Wam poznałam wirtualnie wspaniałych ludzi, takich jak Zelek:):):)
0 0
Ana... no bo \"wylatywanie w powietrze\" to ryzyko zawodowe każdego komentatora... co to za komentator co ani razu w powietrze nie wyleciał? :)... na szczęście, w przeciwieństwie do sapera, komentator może się mylić nie raz, lecz wiele razy :):)
0 0
nie, to Moderator myli sie nie raz ... w ocenie postów :-))
0 0
kasia.. święta idą, więc proponuję świąteczny kompromis: wszyscy się mylimy :):)
0 0
Z Zakopanem byłem związany przez wiele lat turystycznie, a przez pewien czas - także zawodowo. Przeszedłem większość tatrzańskich szlaków, dziś już, niestety, nie pozwalają mi na to zdrowie i tusza. Ale cały czas jestem ciekaw tego, co dzieje się pod Tatrami i w samych Tatrach, a że mieszkam kilkaset kilometrów od nich, internetowa wersja \"Tygodnika Podhalańskiego\" jest dla mnie podstawowym źródłem informacji. I mam nadzieję, że tak pozostanie.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz