Danuta Wadowska z Makowa Podhalańskiego od urodzenia jest sparaliżowana, ma I grupę inwalidzką. Dla urzędników to za mało, by wydać kartę parkingową.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"13493"}
Właściwie dotąd nigdy się nie starała o znaczek za szybą. Opiekuje się nią siostra, ona też, gdy trzeba, zawozi ją do lekarza. Danuta jeździ na elektrycznym wózku inwalidzkim, a po mieszkaniu - najłatwiej jej przemieszczać się na kolanach. Przykurcze mięśni są za duże, by udało się rozprostować nogę i chodzić o kulach. Klęka więc i gdy trzeba, przechodzi sobie z pokoju do pokoju. Przez lata opanowała niemal perfekcyjnie ten sposób poruszania się, jednak to, co ułatwiło jej życie, dodatkowo zniszczyło zdrowie. Na podbiciu stopy pojawiły się gule, odciski, które należało usunąć chirurgicznie. - Trzeba było jeździć do szpitala nawet 2-3 razy w tygodniu - a to na zabieg, a to na zmianę opatrunku czy kolejne badanie - mówi Bernadetta Putyra, siostra Danuty. - A samochodów jest coraz więcej i nie ma gdzie stanąć. Gdy próbowałam na miejscu dla inwalidy, choćby tylko po to, żeby wysadzić siostrę, to zawsze była awantura, że nie mam karty.
Niech się stawi inwalidaSiostra w kwietniu zaczęła więc starania o wydanie karty parkingowej dla inwalidy. Wydawało jej się, że to tylko formalność - przecież komu bardziej, niż sparaliżowanej osobie taka karta się należy? Papier jest - orzeczenie I grupy inwalidzkiej, a na nim widnieje wyraźna adnotacja ówczesnego orzecznika ZUS: \"Inwalidztwo jest trwałe, zbędne jakiekolwiek kontrole\". Od początku brała też rentę i dodatek opiekuńczy. W takim przypadku należy się imienna karta parkingowa, którą można wsadzić za szybę jakiegokolwiek samochodu, przewożącego danego inwalidę. Jak się okazuje, to, co logicznie wydaje się oczywiste, sprzeczne jest z logiką urzędniczą.
Siostra pani Danuty udała się do Powiatowego Zespołu do spraw Orzekania o Niepełnosprawności w Suchej Beskidzkiej. Tam, ku swemu zaskoczeniu, otrzymała wykaz dokumentów, które ma dostarczyć: ksero dowodu, dokumentacji leczenia z ośrodka zdrowia, wypełniony stosowny wniosek, zdjęcie, wniosek od lekarza. - Zaniosłam to do starostwa i usłyszałam, że nie mogą mi wydać karty, bo musi się zebrać specjalna komisja. Czekaliśmy bardzo długo, aż się zbierze, ale zamiast tego dostaliśmy pismo, że należy zrobić dodatkowy wywiad środowiskowy w opiece społecznej. Co to ma do karty parkingowej? - denerwuje się Bernadetta Putyra.
Ale nie było wyjścia - w końcu poprosiły pracownika socjalnego, by przyjechał do domu i zbadał warunki, w jakich żyje Danuta Wadowska. Po dostarczeniu arkusza do starostwa okazało się, że to nie koniec papierologii. Przyszłą posiadaczkę karty parkingowej musi dodatkowo zbadać psycholog lub psychiatra. Terminy były długie, więc wysupłały pieniądze i poszły do prywatnego gabinetu. Lekarz wypisał kartę, siostra zaniosła do starostwa. Wreszcie pod koniec sierpnia przyszło pismo zwiastujące koniec urzędowych przepychanek. Sprawa Danuty Wadowskiej ma być rozpatrywana przez komisję 5 września o godz. 14. Na dokumencie wyraźnie jest zaznaczone: \"obecność na posiedzeniu nie jest obowiązkowa\" - nawet 3 ostatnie wyrazy zostały wytłuszczone. Siostrom nie pozostawało więc nic innego jak oczekiwanie na informację, kiedy mają się stawić po odbiór karty.
Tymczasem kolejne wizyty w szpitalu pełne są upokorzeń. - Kiedyś stanęłam przed wejściem na kopercie, by wysadzić siostrę. Momentalnie podbiegł stróż z krzykiem, że to miejsce dla dyrektora i co sobie wyobrażam, gdzie on stanie jak za chwilę przyjedzie? Nawet po policję dzwonił - wspomina Bernadetta Putyra.
Przełknęły tę gorzką lekcję z nadzieją, że to może ostatnia taka sytuacja. W końcu przecież wkrótce będą miały kartę parkingową. Jednak nic z tego. 9 września przyszło pismo odmowne. Sprawa Danuty Wadowskiej została odroczona, gdyż musi ona stawić się osobiście przed komisją. Kiedy? Może w październiku. - To prawdziwy cyrk, bez przerwy muszę wychodzić z pracy, by coś załatwić. Mam koleżankę w Wadowicach, która w ciągu tygodnia wyrobiła tam kartę parkingową. Ja już jestem u kresu wytrzymałości. Głowę dam, że jak przyjdzie komisja, to powiedzą, że ten wniosek od lekarza jest miesiąc ważny i trzeba będzie jeszcze raz przyjść - kwituje.
Bo taka jest proceduraJak dowiadujemy się w Powiatowym Zespole do spraw Orzekania o Niepełnosprawności, do wydania karty parkingowej niezbędne jest orzeczenie o stopniu niepełnosprawności. I nie wystarczy to wydane przed laty przez ZUS - badanie musi przeprowadzić komisja orzekająca.
- Poinstruowałam tę panią, że musi złożyć wniosek o orzeczenie o stopniu niepełnosprawności, a dopiero potem o kartę parkingową - przekonuje Iwona Głód, zastępująca przewodniczącą Powiatowego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności. - Wniosek wpłynął do nas 27 czerwca, jednak trzeba było uzupełnić dokumentację, bo lekarz i psycholog analizujący dokumentację uznali, że niezbędna jest dodatkowa opinia psychologa. Taka jest procedura - dodaje.
Swojej podwładnej broni też Krzysztof Cieżak, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. - Kiedyś było inaczej - wystarczyło orzeczenie o inwalidztwie, wydane wcześniej przez ZUS - podkreśla. - Nowy przepis obowiązuje od dwóch lat i przyznam, że bardzo utrudnił wydawanie kart. Co można poradzić? Procedura musi być zachowana. Panie muszą wszystko dokładnie prowadzić, bo same też są bardzo restrykcyjnie kontrolowane.
Dlaczego jednak wszystko tak długo trwa? Zdaniem urzędników - winne są też wakacje. Przekonują, że komisja neurologiczna pierwotnie miała się spotkać 22 sierpnia, ale ponieważ nie było pełnego składu, więc trzeba było przesunąć ja na wrzesień.
Czemu więc orzecznicy nie załatwili sprawy, gdy już się zebrali? - Pani doktor nie wydała orzeczenia, ponieważ uznała, że jeśli ta pani chce kartę parkingową, to będzie z niej korzystać, więc tym samym jest w stanie stawić się u nas - wyjaśnia Iwona Głód.
A co do sugestii, że nie trzeba się osobiście stawić na komisję, też znalazło się wytłumaczenie - okazuje się, że inny lekarz analizuje dokumenty, inny orzeka. Pierwszy stwierdził, że nie ma takiej potrzeby, za to neurolog stwierdził inaczej.
*
Szkoda, że instytucje powołane do pomocy niepełnosprawnym specjalizują się w rzucaniu im kłód pod nogi. I nieważne, czy robi to ministerstwo, czy powiat. Danuta Wadowska zostanie przebadana neurologicznie. Być może okaże się, że po 51 latach od wylewu, przed komisją cudownie odzyska sprawność? Oby. Zapewne wolałaby zdrowie, niż powiatową kartę parkingową.
fig
0 0
i my mamy glosowac na biurokratow co za beszczelnosc urzendnicza ????
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz