Matematyka okazuje się przekleństwem szkoły na Dolnym Makowie. Toczy się batalia o to, by w jej miejsce nową podstawówkę poprowadziło stowarzyszenie katolickie.
Główny argument burmistrza to porównanie trzech liczb: 88.000, 247.000 i 640.000.
Pierwsza, najmniejsza - to oszczędność, jaka powstanie w miejskim budżecie po tym, jak Stowarzyszenie Przyjaciół Szkół Katolickich poprowadzi nową szkołę jako placówkę publiczną. Jeśli będzie ona niepubliczna, to budżetowa oszczędność wyniesie 247.000 zł. W tym przypadku gmina nie musi bowiem dopłacać do rządowej subwencji średniej dopłaty, jaką wylicza na każdego ucznia miejskiej szkoły. Największy interes miasto zrobi, jeśli placówkę zamknie na głucho, a uczniów dowiezie do odległego o ponad 3 km zespołu szkół. Jak wylicza burmistrz Paweł Sala, nawet zapewniając transport wart 70 tys. zł rocznie gmina zaoszczędzi blisko 650 tys. zł. Jest jeszcze jedna liczba, która przemawia za ostatnim rozwiązaniem - to 213.000, bo o tyle ministerstwo uszczupliło tegoroczną subwencję dla makowskich szkół.
Czy jednak można przeliczyć wszystko na złotówki? Choć budżetowe realia są bezwzględne i miasto musi szukać oszczędności, to nie wszystkie rachunki są łatwe do przewidzenia.
Jednym z nich jest zatrudnienie zwolnionych nauczycieli. Jak zauważa Ewa Bekas, dyrektorka likwidowanej szkoły, nie widać miejsc, gdzie mogliby przejść jej podopieczni. - Podczas zebrania dyrektorów szkół okazało się, że zostaniemy bez pracy, bo w szkołach udało się znaleźć tylko 15 godzin do poprowadzenia - przekonuje.
Sprawa zatrudnienia nauczycieli spowodowała kontrowersje także z innego powodu - we wniosku o powołanie szkoły stowarzyszenie wpisało nazwiska osób spoza Makowa. - To kadra tylko na potrzeby wniosku. Nie możemy składać obietnicy pracy komukolwiek, zanim nie zaczniemy prowadzić szkoły - wyjaśnia Maria Chodkiewicz, wiceprezes SPSK. - Musimy w dokumentacji wykazać, że dysponujemy kadrą. Jednak w każdej otwieranej przez nas szkole jako pierwsi propozycję pracy otrzymują nauczyciele z likwidowanej szkoły.
Jednak najważniejszym zadaniem, jakie stoi przed radnymi, jest zapewnienie dostępu do szkoły blisko 80 uczniom uczącym się w Dolnym Makowie. Rodzice nie chcą słyszeć o propozycji burmistrza, by dzieci dowozić do większej, nowocześniejszej szkoły, w dodatku ze stojącym obok \"Orlikiem\". Boją się dojazdów ruchliwą drogą. Nie chcą też tracić \"swojej\" szkoły. Przed rokiem pierwsze próby likwidacji zakończyły się gwałtownymi protestami i wieczornymi pikietami pod domem burmistrza i przewodniczącej komisji oświaty Marii Dębińskiej. - Co ja takiego im zrobiłam, by mnie wyzywać? - irytuje się radna jeszcze rok po zajściach.
Jednak na piątkowej sesji, podczas której trwała dyskusja nad losami placówki, obyło się bez gwałtownych emocji. Maria Chodkiewicz opowiadała o działalności stowarzyszenia, a koronnym argumentem zachęcającym do współpracy jest liczba 50 zlikwidowanych przez samorządy szkół, które Stowarzyszenie przejęło i z powodzeniem prowadzi. Aż 11 szkół KSPSK prowadzi w gminie Czarny Dunajec.
Dlaczego tam, gdzie gmina nie potrafi znaleźć oszczędności, może to zrobić stowarzyszenie? - Nie obciążają nas w tak dużym stopniu aspekty związane z wydatkami szkolnymi. Obowiązuje nas Karta Nauczyciela, ale mamy w niej nieco inne przepisy. Pensum nauczyciela wynosi 22 godziny, a 13. pensja może być wypłacana, o ile wypracuje się środki na nią. My jesteśmy organizacją pożytku publicznego i nie możemy czerpać żadnego dochodu z prowadzenia szkoły - przekonuje.
Dyskusja nie przyniosła żadnych konkretnych rozwiązań, poza niezobowiązującym głosowaniem nad wyrażeniem pozytywnej opinii na temat wysłuchanej informacji w sprawie przekazania stowarzyszeniu budynku w 25-letnią dzierżawę. Radni przyjęli ten wniosek, jednak samo głosowanie w sprawie przekazania budynku będzie podczas kolejnej sesji. O ile grupa radnych lub burmistrz złoży stosowny projekt uchwały.
Szkoła na Dolnym Makowie jest jedną z 3 placówek do likwidacji na terenie gminy. Po zamknięciu jednej z podstawówek w Żarnówce podobny los czeka podstawówkę w Wieprzcu. Tym samym liczba gminnych szkół zmniejszy się do 6.
Józef Figura
0 0
Coś tu się nie zgadza. W gminie Czarny Dunajec jest 12 szkól prowadzonych przez wójta gminy a 3 przez Stowarzyszenie PRZYJACIÓŁ !!!Szkół Katolickich; Stare Bystre 1, 2 i Czerwienne Górne- a nie 11. W Czerwiennem trudno nazwać to szkołą normalną bo ilość uczniów z dysfunkcjami jest niewiele mniej niż zwykłych uczniów. Szkoła zatrudnia ok. 54 osoby, przy ilości dzieci około 80 -90. przeciętnie w ciągu roku odchodzi około 15 nauczycieli, dyrektor wybrany z konkursu wytrzymał tylko 3 dni i po rękoczynach z dyrektorką zrezygnował. Nauczyciele są zatrudnieni z Kodeksu pracy więc niewiele kosztują, dzieci z dysfunkcjami dowozi sie rodzinnym busem / własnośc dyrektorki i jej męża/ kilkadziesiąt kilometrów. Taka szkoła może istnieć tylko wtedy gdy głowny dyrektor pracuje w Zespole Oświatowym w Gmninie i decyduje o rozdziale środków finansowych z subwencji.Więć proszę o dokładne sprawdzenie zanim poleci się takie rozwiązanie kolejnej szkole.I nie jest to szkoła katolicka a Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich
0 0
proszę Radnych z Makowa by nie stracili głowy i nie ulegli złudnym nadziejom przedstawianym przez to stowarzyszenie. na pewno dopiero na samym końcu jest dobro dziecka, gminy, a gdzie tu nauczyciele!!!!!!!
Na własnej skórze przeżyłem gehennę w w/w szkole w czerwiennem. powiem tyle,świadectwem warunków pracy jest rotacja nauczycielim którzy nie wytrzymują psychcznie!!!!!!!
0 0
No proszę ileż tu jadu wobec stowarzyszenia. Ja to powiem wiecej, pewnie jakcys masoni za tym stoją. Komu dzisiaj oplaca sie inwestowac w szkoły? No komu?
A i nie o szkołę tu chodzi, a o majątek. Ponadto katolicka w nazwie, a tak zdzierają z nauczycieli. A z tymi dowozami to naprawde przekret, ze nikt sie tym nie chce zajac, proceder nadal kwitnie. A Pani z Panem ładują kasy ile mogą
0 0
Pani Chodkiewicz: Karta nauczyciela albo obowiązuje, albo nie obowiązuje. W szkołach SPSK nie obowiązuje. Nie tylko pensum jest o 4 godziny wyższe, niż w szkołach samorządowych, ale ponadto: nie ma trzynastek, funduszu socjalnego, bonów świątecznych, nadgodziny nie są wliczane do średniej urlopowej. W rezultacie nauczyciele zarabiają 2/3 tego, co w szkołach samorządowych. Za to jest niesłychane pomiatanie personelem, pycha, pogarda dla ludzi i prawa, gigantyczna hipokryzja. Wiem ,co piszę, bo pracowałem 7 lat w szkole SPSK w Łodzi. Zostałem wyrzucony za niepodporządkowanie się niezgodnemu z prawem zarządzeniu dyrektora. Na potwierdzenie swoich słów mam wyrok sądu pracy uznający zwolnienie za bezzasadne i przyznający mi odszkodowanie oraz pokontrolne pisma Państwowej Inspekcji Pracy uznające to zarządzenie za niezgodne z prawem i potwierdzające inne przypadki łamania w tej szkole prawa pracy.
0 0
Gdyby u Was likwidowano szkołę co byście woleli. Nie mieć szkoły i nawet maleństwa dowozić? Szkoły prowadzone przez Katolickie Stowarzyszenie to jedyna ucieczka przed decyzjami krzywdzącymi dzieci.Ludzie pracujący w Stowarzyszeniu mają serca, czego nie można powiedzieć o radnych.A tak na marginesie - w szkole najważniejsze są dzieci a nie nauczyciele.Nauczyciel myślący tylko o własnym portfelu, a nie o tym czy jest w stanie czegokolwiek nauczyć nigdy nie powinien być dopuszczony do tego zawodu.
0 0
Nie licz na to że ludzie prowadzący stowarzyszenie mają serce. To maszynka do robienia kasy. Sami od ust sobie nie odejmą. Oszczędzają na wszystkim. Ciecia godzin łączenie grup itd. Tutaj nie liczy sie dziecko ale by kasa się zgadzała.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz