Rano przez Zawoję i okoliczne miejscowości przejeżdża charakterystyczna stara karetka. Nie jedzie na sygnale, a jej widok już nikogo nie dziwi. To prezent, który Świetlica Terapeutyczno-Rehabilitacyjna w Zawoi dostała od doktora Macieja Sajewicza. Dzięki niej podopieczni mogą dojechać na zajęcia.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"16643"}
Świetlica znajduje się w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej w Zawoi Wilcznej. Tomek, mówiąc dzień dobry, mocno ściska moją dłoń. Dziewczyny, kiedy wchodzę, podnoszą głowy znad malowanych właśnie glinianych serduszek i witają mnie uśmiechem. Asia jest w kuchni. Mówi, że zupa wczoraj udała się nie najgorsza, z przekorą patrząc na panią Magdę, odpowiedzialną za zajęcia w kuchni. Widać, że czują się tu dobrze. Sam kierownik świetlicy Marcin Pęczek przekonuje: - Staramy się to prowadzić tak, by oni traktowali to miejsce tak jak swój własny dom.
Historia tego miejsca, choć krótka, warta jest przytoczenia. Świetlica w Zawoi utworzona została niecałe 3 lata temu. Ośrodek w Juszczynie, który powstał kilka lat wcześniej, przeznaczony jest dla dzieci i młodzieży. Powstał na bazie wcześniejszego Stowarzyszenia.
- Początkowo to były zwyczajne spotkania, wspólne ogniska, kuligi, wyjazdy - opowiada kierownik świetlicy - Chcieli coś stworzyć, coś większego. Żeby ci ludzie mogli się spotykać. Później powstał Ośrodek Rehabilitacyjno-Opiekuńczo-Wychowawczy w Juszczynie, który jest przeznaczony dla ludzi młodych. Wiek opuszczenia ośrodka jest wprawdzie sprawą indywidualną, jednak najczęściej granicą jest 18. rok życia. Osoby, których rodzice zakładali całe stowarzyszenie, są już dorosłe. To miejsce powstało właśnie dla nich.
Na co dzień jest tu ok. 15 osób. Potrzeby na terenie funkcjonowania świetlicy są dużo większe. - Wszystko zależy od finansów. Chcielibyśmy stworzyć tu środowiskowy dom samopomocy, warsztaty terapii zajęciowej. Gdyby to się udało, gwarantuję co najmniej 2-krotnie większą liczbę osób - dodaje Marcin Pęczek.
Wszystko tu działa dzięki wsparciu dobrych ludzi. Dzięki doktorowi Sajewiczowi świetlica ma swoją karetkę i paliwo. Czasem ktoś zaprasza ich na wycieczkę czy ognisko. Do świetlicy przychodzą dzieci z pobliskiej szkoły. Każdy może jakoś pomóc. Organizowane są licytacje, na których można kupić wykonane przez podopiecznych obrazki i rzeźby. Kiedyś za całkiem niezłą sumę udało im się sprzedać karmnik. Wszystko to robią sami podczas zajęć.
W ramach świetlicy działają różne pracownie: kulinarna, stolarska, komputerowa, rękodzieła, plastyczna, ceramiczna, rehabilitacyjna i multimedialno-wypoczynkowa. Każda z nich rozwija jakieś umiejętności, najczęściej manualne. Przygotowanie prostych posiłków, posługiwanie się młotkiem, pisanie na klawiaturze, ale również praca w zespole i budowanie relacji - tego wszystkiego, krok po kroku, uczą się osoby uczęszczające do świetlicy.
- Wiadomo że rodziców kiedyś zabraknie. Robimy wszystko, by nasi podopieczni jak najwięcej byli w stanie zrobić sami. To są takie małe wielkie sukcesy. Ktoś po tygodniach czy miesiącach nauczy się jeść łyżeczką. Niby nic, a dla nas to jest powód do radości - opowiada Marcin.
Świetlica w Zawoi już w listopadzie będzie obchodzić 3. urodziny. Te 3 lata to bardzo ważny czas zarówno dla podopiecznych, jak i dla osób, które tu pracują. Marcin zaraz po studiach trafił do Ośrodka w Juszczynie. To było 6 lat temu. Jest zapaleńcem, rano klimatyczną karetką zwozi podopiecznych do świetlicy. Spędza tu kilka godzin, po czym jedzie na zajęcia do Juszczyna. Nie miał pojęcia o stolarstwie do czasu, kiedy wiedza na temat budowania karmników nie okazała się niezbędna w pracy. Teraz może pochwalić się zrobionym z Kubą, Tomkiem i Darkiem stołem.
Joanna Lampart
0 0
\"Świetlice do likwidacji przez ustawę PO\"
Nowe przepisy spowodowały, że z początkiem przyszłego roku wiele świetlic środowiskowych może przestać istnieć - alarmuje rzecznik praw dziecka. Ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej wprowadziła dla tego typu placówek wymogi, którym większość świetlic nie będzie w stanie sprostać.
Przepisy przewidują, że aby otrzymać zezwolenie na prowadzenie placówki, trzeba mieć pozytywne opinie komendanta powiatowego lub miejskiego Państwowej Straży Pożarnej i właściwego państwowego inspektora sanitarnego o warunkach bezpieczeństwa i higieny w budynku, w którym będzie mieścić się placówka wsparcia dziennego, oraz najbliższym jego otoczeniu.
\"Większość placówek prowadzonych w formie świetlic socjoterapeutycznych i środowiskowych znajduje się w lokalach, często piwnicach, które nie będą mogły sprostać warunkom niezbędnym do otrzymania pozytywnych opinii straży pożarnej i inspekcji sanitarnej. W związku z tym wiele z dzisiaj funkcjonujących świetlic zostanie z początkiem przyszłego roku zamkniętych\" - pisze Michalak.
Jego zdaniem może chodzić nawet o kilkaset świetlic na terenie całego kraju.
\"Z informacji posiadanych przeze mnie wynika, że w Warszawie na 100 placówek prowadzonych przez organizacje pozarządowe tylko jedna uzyskała wymagane ustawą pozwolenia. W Białymstoku na 16 świetlic tylko jedna spełnia stawiane warunki, a w Płocku oraz Katowicach prawie wszystkie dotąd istniejące świetlice nie spełniają wymaganych standardów\" - ostrzega rzecznik praw dziecka.\"
(źródło: niezalezna.pl 2012-10-09 07:49 )
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz