To dla poprawy bezpieczeństwa pieszych - uznali wojewódzcy urzędnicy i pozwolili prywatnej osobie wmurować słupki niemal w środku miejskiej ulicy.
Konflikt o działkę w centrum Suchej Beskidzkiej przybiera na sile. Miasto chce wyremontować ulicę, jednak jej 85-metrowy pas przebiega po prywatnej działce, którą Józef Hamburger po latach starań odzyskał w 1998 roku.
- Cała sprawa jest konsekwencją uporu burmistrza Lichosyta - przekonuje Józef Hamburger, zapowiadając szybkie wmurowanie w ul. Nieszczyńską słupków odgradzających pas jego działki.
Działka na co dzień jest odgrodzona od reszty jezdni pomarańczowymi pachołkami. Co wtorek właściciel zdejmuje pachołki, by mogli rozłożyć tu swe stragany jarmarczni handlarze. Jednak wkrótce mają tu stanąć stałe słupki blokujące. Hamburger ma w ręku postanowienie wojewody uchylające decyzję starosty, który takich słupków stawiać zabronił. Co więcej, wojewódzcy urzędnicy zauważają, że właściciel wcale nie chce ogrodzić fragmentu publicznej drogi - \"ww. słupki to jedne z wielu urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego, których celem jest, między innymi, zabezpieczenie ruchu pieszych\" - czytamy w dokumencie.
Do tego w decyzji znalazło się wyjaśnienie, że takie słupki nie są obiektami budowlanymi, więc do ich postawienia nie trzeba mieć pozwolenia na budowę. Urzędnicy podkreślają też, że wcale nie musieli ulicy oglądać, a \"zarzut braku wizji w terenie celem ustalenia, jak przedstawia się sytuacja - nie jest zasadny\".
Patowa sytuacja trwa od 2 lat. Gmina posiada drogę, której nie może wyremontować, bo w części przebiega przez prywatną działkę, z kolei właściciel ma teren, którego nie może użytkować. Wydawać by się mogło, że sprawa jest oczywista - miasto powinno wykupić lub wydzierżawić sporny kawałek. Tu jednak pojawia się problem oczekiwań. Miasto proponuje stawkę niespełna 5 zł za m kw. miesięcznie - najwyższą cenę, jaką płaci za dzierżawę gruntu. Tymczasem Józef Hamburger proponuje stawkę, która obowiązuje przy pobieraniu we wtorki opłaty targowej, choć tylko w dni handlowe. W sumie jest to blisko 1500 zł miesięcznie, czyli 4 razy więcej, niż proponuje miasto.
To jednak nie koniec licytacji oczekiwań. Za tydzień przed suskim sądem ma się rozpocząć proces, jaki wytoczył miastu właściciel działki, tym razem domagający ustanowienia służebności przesyłu kanalizacji deszczowej i sanitarnej. Uważa on, że samorząd powinien płacić za to, co przepływa dwoma podziemnymi rurami pod jego gruntem. I wylicza na podstawie ich przekroju, że miesięcznie należy mu się 1400 zł plus odszkodowanie za bezumowne korzystanie w poprzednich latach - 146 tys. zł.
- Musimy zdać sobie sprawę, gdzie żyjemy - w państwie prawa czy bezprawia. Z jakiego powodu miasto odmawia porozumienia w tak oczywistej sprawie? - irytuje się Józef Hamburger.
Stanisław Lichosyt nie zamierza ustępować. Liczy, że dzięki specustawie uda mu się przejąć sporny fragment działki, by móc wyremontować drogę. Cała procedura może oddalić planowany na przyszły rok termin rozpoczęcia inwestycji. W tym trybie właściciel otrzyma za zajętą działkę odszkodowanie w wysokości wyliczonej przez niezależnego rzeczoznawcę.
A co w sprawie opłaty za przesył?
- To abstrakcyjny wymysł. Pan Hamburger zorientował się, że ma na działce kilka metrów rury z 1979 roku i chciałby pobierać za nią opłatę. A domaganie się jeszcze 140 tys. zł zapłaty to kolejna bzdura - komentuje.
Burmistrz przekonuje, że przystanie na taki warunek spowodowałoby lawinę roszczeń także innych właścicieli nieruchomości. Za wszystko i tak w ostateczności zapłaciliby mieszkańcy wyższą ceną za wodę i ścieki.
Józef Figura
0 0
To musi byc Big Mac i burmistrz nie moze go dokonczyc .
0 0
Licho-syta po Hamburgerze!
0 0
A idźcie mi stąd, robicie się niestrawni!
;-D
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz