Po szpitalnym dyżurze znikał, by godzinami patrzeć w gwiazdy. A że najczęściej działo się to przy siarczystym mrozie, doktor Witold Caban ubierał się, w co tylko mógł, by wbić oczy w bezkresną przestrzeń. I fotografować.
Od młodości chciał być astronomem. Fascynowało go niebo, gwiazdy, wszechświat. Pochłaniał książki i artykuły na ten temat. Jednak uległ, gdy rodzice zaczęli mu perswadować, że taki zawód nie ma przyszłości i lepiej robić coś innego, a astronomię potraktować jako pasję. I po wielu latach, już jako lekarz, wrócił do swej pasji. I stworzył swe okno na wszechświat w przydomowym ogrodzie, niemal w centrum Suchej Beskidzkiej.
Na pierwszy rzut oka to zwykła szopa, rodzaj niewielkiej drewutni. Jednak wystarczy natężyć mięśnie i przesunąć dach na szynach, by oczom ukazało się astronomiczne obserwatorium. Gdzieś w kącie leży pierwsza luneta, którą jeszcze w dzieciństwie zrobił z kawałka rury i kilku soczewek. Ona jednak w niczym nie przystaje do sprzętu, który Witek Caban ma dziś. Bo fotografowanie nieba, które stało się pasją, wymaga nie tylko czasu, cierpliwości i wiedzy, ale i dobrego sprzętu.
Galaktyka M 31 w gwiazdozbiorze Andromedy. Na zdjęciu tysiące gwiazd i niedostępna gołym okiem mgławica. Kosmos. I miesiące pracy. Najpierw, by zrobić zdjęcie. A właściwie kilkadziesiąt identycznych fotografii. By to osiągnąć, nie wystarczy wymierzyć obiektyw w odpowiedni fragment nieba. By gwiazdy zabłysły swym prawdziwym blaskiem na kosmicznej czerni, potrzebne jest długie naświetlanie. Każdy fotograf to zna - wystarczy statyw i samowyzwalacz. Ale nie w tym przypadku. Bo ekspozycja musi trwać przynajmniej 20 minut. A że fotografujemy niebo z obracającej się Ziemi, obraz wychodzi zawsze poruszony. Z pomocą przychodzi nowoczesna technika - komputerowo sterowany sprzęt porusza aparat dokładnie w przeciwnym kierunku, niż obraca się Ziemia. To daje kosmiczny bezruch. I ostre kontury gwiazd, mgławic, konstelacji. Po serii zdjęć każde trzeba odpowiednio obrobić, korzystając z komputerowych programów, by wyeliminować wszelkie możliwe śmieci czy \"martwe piksele\", które mogły się pojawić na którejś z nakładanych na siebie fotografii. To miesiące pracy w domu, w wolnym czasie po dyżurach.
Jądro galaktyki M 31oddalone jest od Ziemi o 2,4 mln lat świetlnych. Na efekt składają się fotografie wykonane z 20 zdjęć czarno-białych, wykonanych z filtrem czerwonym, niebieskim, zielonym czy idealnym do fotografii mgławic wodorowych specjalnym filtrem H-alfa. Wszystko trzeba na siebie nałożyć idealnie, by każda gwiazdka pokryła się ze swą odpowiedniczką na kolejnym ujęciu. Patrząc na ich bezmiar na zdjęciu wydaje się to niemal niemożliwe. Na fotografii widać też gwiazdy zaćmieniowe - Cefaidy odkryte po raz pierwszy przez Habbla w 1920 roku. Wówczas amerykański astronom, by je wypatrzeć, musiał korzystać z największego wówczas na świecie teleskopu o średnicy 2 metrów. Dzięki nowoczesnej technice amator może je sfotografować w Suchej Beskidzkiej, korzystając ze szkła o średnicy zaledwie 12 cm.
Złodziej gwiazdWszystko zaczęło się przed 10 laty, gdy dr Caban coraz bardziej zaczął odczuwać zawodowe wypalenie. Specjalista chorób płuc, dyrektor szpitala w Makowie Podhalańskim, ordynator, potrzebował odskoczni od rzeczywistości. Wtedy przypomniał sobie o młodzieńczych marzeniach. I zaczął je realizować w przydomowym ogrodzie. Najpierw kupił amatorski teleobiektyw wyprodukowany przez firmę z Wadowic, potem zdobywał coraz bardziej specjalistyczny sprzęt. Po 4 latach zaczął zajmować się nie tylko obserwacją, ale i fotografowaniem nieba. A to stawia kolejne wyzwania. Szczególnie w mieście, gdzie wystarczy, by zimą wiatr przywiał na niebo dym z komina i całe 20-minutowe ujęcie diabli wzięli. A ponieważ najlepsze warunki do obserwacji są zimą, przy siarczystym mrozie - doktor Caban zaczął znikać z domu na długie godziny. Wychodząc, ubierał się w co miał najcieplejszego - ciepłą bieliznę, kilka par spodni, swetrów i 2 kurtki. Do tego kominiarka, by chronić twarz.
- Kiedyś, gdy byłem w swoim obserwatorium, jakiś pajączek przeszedł po czujniku alarmu - wspomina. - Była druga w nocy. Cisza. Pod dom podjeżdża zaalarmowana ochrona, a ja nie słyszę, że dobijają się do drzwi. Dopiero żona wybiegła do mnie, więc poszedłem im otworzyć. Tak jak stałem - w tej kominiarce. Natychmiast rzucili się na mnie, wykręcili ręce. Dobrze, że żona zaczęła krzyczeć. Nie próbowałem im nawet wyjaśnić, dlaczego mam na sobie taki strój.
Z czasem nowoczesna technika skróciła nocne męki na mrozie. Teraz z obserwatorium łączą jego dom przewody, które pozwalają podpiąć komputer w domowej pracowni i obserwować niebo, nie ruszając się z ciepłego pokoju. Ci, których interesuje nocne niebo, mogą obejrzeć zdjęcia czy filmy zrobione przez suskiego astronoma na jego stronie internetowej: www.astrobora.pl
Dr Caban czeka na mroźną zimę i czyste niebo. A w planach na marzec ma też udział w specyficznym dla astronomów Maratonie Messiera. Dla upamiętnienia XVIII-wiecznego \"łowcy komet\" amatorzy urządzają całonocną obserwację, podczas której trzeba zlokalizować na niebie jak najwięcej spośród 110 galaktyk, mgławic i gromad gwiazd, skatalogowanych przez słynnego uczonego.
W pogoni za PerłąW życiu suskiego astronoma pojawiło się jednak nowe wyzwanie - zaćmienie słońca. Ale takie idealne, całkowite. To zaledwie 3 minuty, gdy ziemię spowija całkowita ciemność, ptaki przestają śpiewać, a zza tarczy księżyca wyłania się jedynie słoneczna korona. Po kilkunastu sekundach gdzieś pomiędzy księżycowymi górami wyłaniają się pierwsze promienie słońca, tworząc Perłę Baily`ego. To sekundy, dla których pasjonaci przemierzają cały świat. Nie trzeba było wiele, by Witold Caban dał się wciągnąć w to swoiste polowanie. Kolejna okazja przytrafiła się niedawno. Wystarczyło pojawić się na Pacyfiku - między Australią a Nową Kaledonią. Doktor z Suchej zamknął gabinet, wsiadł w samolot, by po ponad 20 godzinach lotu wysiąść w Sydney. Tam przesiadł się na umówiony statek, którym miał zgodnie z planem dostać się na miejsce. Wszystko udało się zrealizować w 99,9%. - Zabrakło nam 43 km, by pojawić się we właściwym miejscu i porze - przyznaje. - Niestety, wiał silny, przeciwny wiatr i statek nie osiągnął odpowiedniej prędkości. Jako jedyny z wszystkich, które płynęły w tamto miejsce! Klęliśmy jak szewcy. Tyle tysięcy kilometrów pokonać dla tych 3 minut i nie zdążyć!
To jednak nie pierwsza pechowa wyprawa doktora Cabana. Trzy lata temu poleciał obserwować zaćmienie do Szanghaju. Tu wszystko przebiegło zgodnie z planem, a organizatorzy stanęli na wysokości zadania - specjalnie dla pasjonatów astronomii zorganizowali wyjazd na znajdujące się 60 km za miastem pole golfowe. Chodziło o to, by widoku nie zanieczyszczały typowe miejskie zakłócenia. Gdy astronomowie ustawili się ze sprzętem, na niebie pojawiła się niewielka chmurka, przysłaniając słońce. - Gdybyśmy zostali w hotelu, zrobilibyśmy zdjęcia, nie wychodząc z pokoju! - przyznaje Witold Caban.
Astronom nie traci jednak nadziei. W listopadzie zaćmienie będzie można obserwować w Kongu i Czadzie oraz na Atlantyku. Ze względu na niepokoje w tych krajach dr Caban nastawia się na rejs. Oby tylko wsiadł na właściwy statek.
Józef Figura
0 0
W pierwszej chwili myślałem, że chodzi o Doktora Who, bo na Krupówkach ktoś widział niebieską starą angielską budkę policyjną...
0 0
Kosztowne hobby sobie wybrał, ale skoro zawód na nie pozwala...
Niestety dla wielu polskich emerytów jedynym hobby to różaniec ewentualnie niedzielna suma lub radio m.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz