– Ja tylko walczę o godne warunki – żali się mama dzieci leczących się w Uzdrowisku Rabka.
– Popełniliśmy błąd, byliśmy zbyt ludzcy – kwituje członek zarządu uzdrowiska.
Niewielki pokoik dawnej dyżurki lekarskiej z trudem mieści 2 małe tapczaniki, stolik pod telewizor, stół i szafkę nocną. Ma w końcu 7,5 metra kwadratowego powierzchni. W przedpokoju wąska szafa i drzwi do łazienki. Odpłatność – 43 zł za dobę plus 15 zł za dziecko. Wychodzi 7 zł za metr. – Więcej do Rabki nie przyjadę. Mam chore dzieci, jeździłam już po różnych sanatoriach, ale z takim traktowaniem spotkałam się po raz pierwszy. Przecież ta cena nijak się ma do zaoferowanych warunków – denerwuje się pani Jolanta.
Mama dwójki pacjentów przyjechała ze świętokrzyskiego. Dzieci cierpią na dotkliwe alergie, syn do tego jest astmatykiem. W Rabce są po raz drugi. Ucieszyli się, gdy dostali skierowanie, gdyż z poprzedniego pobytu w GORDZ–ie byli bardzo zadowoleni. Początkowo zaniepokojenie mamy wzbudził fakt, że dzieci zostały rozdzielone do budynków położonych na dwóch końcach uzdrowiska. Pięcioletnia Marcelinka miała trafić do „Leśnego Ludka” na stokach Krzywonia, a dziewięcioletni Tymoteusz do „Olszówki” pod Banią. Mama jednak zadzwoniła i poprosiła o jakieś kompromisowe rozwiązanie. Ucieszyła się, gdy okazało się, że nie będzie problemu z przenosinami małych pacjentów. I tak ostatecznie cała rodzina wylądowała w „Olszówce” – syn na sali, a córka z mamą w pokoju określonym jako „komercyjny”. To, że będzie naliczona odpłatność za nocleg dorosłej osoby wydawało się oczywiste. Przez kilka dni, zanim Marcelinka nie rozpoczęła swojego turnusu, trzeba było też zapłacić za jej pobyt.
Sanatoryjna klaustrofobiaWszystko wydawało się wspaniałe do momentu, gdy nie przekroczyli progu pokoju, w którym mieli spędzić cały miesiąc. Nawet po zsunięciu tapczaników, żeby Marcelinka nie spadała w nocy, przestrzeni do poruszania się pozostało niewiele. Szeroka na 55 cm szafa pomieściła niewiele rzeczy – resztę pani Jolanta upycha pod tapczanikami. Te co prawda naznaczone są rozległymi plamami pozostawionymi przez poprzednich małych lokatorów, ale po pewnym czasie uzdrowisko Rabka SA zapewniło kobiecie ceratkę do ich przykrycia – żeby było bardziej higienicznie. – Myślałam, że jakoś się to przetrwa, ale jak zaczęło padać, to można się było nabawić klaustrofobii. Przecież cały dzień z dzieckiem na tak małej powierzchni nie da się wytrzymać! A popołudniowych zajęć dla pacjentów jest niewiele – zaznacza kobieta.
Pani Jolanta odwiedziła poznaną podczas pobytu mamę, która dostała pokój na podobnych warunkach, ale w sąsiednim budynku. Okazało się, że za niemal czterokrotnie większy pokój, płacąc taką samą stawkę. Po tygodniu kobieta zgłosiła się do kierowniczki administracyjnej. – Powiedziałam, że nie akceptuję takiej sytuacji i domagam zapewnienia godnych warunków albo obniżenia opłaty. Przecież w momencie, kiedy Marcelinka rozpoczęła swój turnus, to ja powinnam płacić jak za dostawkę, czyli 15 zł, a nie 43! Wydaje się to logiczne – dodaje.
Rozmowy z kierowniczką niewiele dały – pani Jolanta dowiedziała się, że powinna napisać pismo do zarządu uzdrowiska. 3 września zaniosła petycję do sekretariatu. Tam usłyszała, że musi poczekać na rozpatrzenie prośby – zarząd zbierze się w poniedziałek. Odpowiedź otrzyma zgodną z procedurami, czyli pisemną. W poniedziałek dowiedziała się, że ma czekać – zarząd ma na udzielenie odpowiedzi nawet miesiąc. Ale postarają się szybciej.
Zanim dotarło urzędowe pismo, kierowniczka poinformowała panią Jolantę, że może się przenieść z córką do Leśnego Ludka na drugi koniec Rabki albo pozostać na dotychczasowych warunkach. Syn musiałby zostać w Olszówce lub trzeba by go dowozić codziennie na zajęcia i do sanatoryjnej szkoły. – Próbuję walczyć o godne warunki, a zarząd uzdrowiska ciągle wmawia mi, że powinnam być zadowolona z tego, co mam! – irytuje się mama.
13 września otrzymała oficjalną odpowiedź. Nie będzie żadnej zniżki za „pokój komercyjny nr 201”. Zarząd, rozpatrując sprawę, „nie stwierdził też żadnej nieuczciwości ani próby wyłudzenia pieniędzy” ze strony personelu uzdrowiska.
Przecież zawsze można wyjśćAnna Mrózek, dyrektor ds. leczniczych Uzdrowiska Rabka, przekonuje, że cała sprawa wzięła się stąd, że zgodziła się pójść na rękę pani Jolancie. – 17 maja otrzymałam pisemną prośbę o pobyt rodzinny – wspomina. – Zgodziłam się i zaproponowałam pokój dwułóżkowy. Ta pani przyjęła warunki, zadzwoniła nawet do pielęgniarki i dowiedziała się, że pokój jest ciasny. Jeszcze do grudnia była to dyżurka lekarska, ale wynieśliśmy sprzęty, odremontowaliśmy ją i zaadoptowaliśmy. Wiem, że nie ma tu dużo miejsca, ale jeszcze nikt się nie skarżył – zaznacza.
Dyrektorka podkreśla, że dowodem na dobre intencje z jej strony była zgoda na pobyt w pierwszy weekend w pokoju także męża pani Jolanty. Nie musiał płacić za noclegi. – Niestety, pani ma swoją wersję interpretacji cennika. Przyznaję się, popełniłam błąd. Od początku trzeba było naliczyć po 43 zł od każdej osoby, a nie fundować gratisowy pobyt mężowi i opłatę jak za dostawkę dla dziecka. Byliśmy zbyt ludzcy. Zresztą mama nie jest skazana na siedzenie w pokoju. Dzieci mają zajęcia, ona też może wyjść – dodaje.
Anna Mrózek przypomina, że szpitale nie mają obowiązku zapewnić pomieszczeń dla rodziców. Ponieważ w tych czasach rodzice są coraz bardziej opiekuńczy – udało się wygospodarować pojedyncze pokoje hotelowe – dwa w „Olszówce” i jeden w sąsiadujących z nią „Wierchach”. Są także plany zagospodarowania na ten cel poddasza, jednak na razie uzdrowisko nie ma na to pieniędzy, gdyż właśnie kończy dużą inwestycję – budowę nowego obiektu „Rabczański Zdrój” na 140 miejsc. – Jedyny efekt moich starań to poprane firanki w oknach i ceratka na tapczaniku. Nawet karta stałego klienta, którą się otrzymuje za wykupienie usług za 500 zł, nie upoważnia mnie do zwrotu 20% kosztów noclegów. A przecież zapłaciłam 1300 zł. Za co?
Józef Figura
0 0
moim zdaniem, ta pani zaplaciła za mozliwosc bycia tuz przy dziecku i ten pokój w tym celu służy. Gdyby chciala lepszych warunkow, no to w Rabce pewnei by znalaza cos odpwoiedniego. Tyle ze mitrezyla by czas na dojazdy/dojscia .
0 0
Droga Kasiu, jak zwykle wszechwiedząca. Dowiedz się najpierw jakie obowiązują zasady przebywania rodzica z dzieckiem w Uzdrowisku Rabka, a potem dopiero gdybaj.
0 0
prawda jest taka, że ciężko dogodzić kuracjuszom. Pójdziesz na rękę - źle, nie pójdziesz - jeszcze gorzej. Dostała alternatywne wyjście, a że nie chciała skorzystać bo to nie po jej myśli to już jej sprawa i nie powinna mieć do nikogo pretensji. Oni myślą że jak cokolwiek płacą to należy im się all inclusive. Problemów tysiące, i choćby wszystko było super to zawsze jest jakieś ale. 1300 zł za miesięczny pobyt 3 osób to chyba nie jest strasznie wygórowana cena. Niedaleko Olszówki jest dużo ośrodków, które na pewno mają większe pokoje, tyle że trzeba troszkę więcej zapłacić a Pani chciałaby luksusy płacąc jak za pokój jednoosobowy. Tak się niestety nie da. A tłumaczenie, że trzeba by syna dowozić na zabiegi jest śmieszne. Przecież przypuszczam, że jest tu Pani dla mikroklimatu, więc chyba o to chodzi, żeby jak najwięcej przebywać na powietrzu. Po prostu kolejna rozkapryszona Pani z miasta ;)
0 0
58 zł na dobę to lekkie przegięcie za prawie miesiąc biorąc pod uwagę że nie jest to hotel ani nawet motel patrząc po kategoriach. Nawet w hotelu można negocjowac ceny za tak długi okres pobytu. Ja bym w zyciu tyle nie zapłacił za cos takiego.
0 0
ale za dwie osoby + dziecko? to chyba znowu nie tak wygórowana cena...
0 0
tu chodzi o cos innego - wiekszosc rodziców którzy przyjezdzaja do Rabki z dziecmi chciałoby miec po prostu darmowe wakacje w ramach pobytu dziecka w sanatorium - a prawda jest taka ze sanatoria są tu DLA DZIECI a nie dla rodziców - jak ktorys rodzic chce zostac to niech płaci !!!!!!!!!!!!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz