Pomysł na biznes? – Więcej, to sposób na życie. My tu się spełniamy i sprawia nam to prawdziwą przyjemność – przyznaje Ania.
Władek Wężyk jest doktorem metalurgii, jeszcze niedawno był dyrektorem w państwowej firmie badawczej. Ania, jego żona, w wyuczonym zawodzie kelnerki nigdy nie pracowała, za to zajmowała się upadłościami firm. Oboje mieszkają w Krakowie. Ale postanowili spróbować czegoś nowego w Rabce.
Co my tu właściwie robimy?Obydwoje byli zawsze zafascynowani sportem. Władek przez 15 lat był koszykarzem krakowskiego Hutnika. Ania, już jako dziecko, chwytała wszelkich dyscyplin. Nawet wystartowała w szkolnych zawodach pływackich, jeszcze nie do końca umiejąc pływać. Kiedyś w pracy spotkała się z rabczańskim przedsiębiorcą. Podczas rozmowy przyznał, że jego syn ćwiczy kulturystykę i jak wielu innych, narzeka na brak siłowni z prawdziwego zdarzenia. Ania i Władek już wcześniej myśleli o czymś takim wspólnie z kuzynem Krzysiem Bożyczko, Mistrzem Europy w wyciskaniu sztangi, leżąc. Ze spółki jednak nic nie wyszło. Myśl o fitness-biznesie nie dawała im spokoju. – Wiedzieliśmy, że w Rabce jest pusty rynek, a to zwiększa szanse na powodzenie – przyznaje Ania. – Z drugiej strony trudno przewidzieć, czy to się przyjmie na Podhalu. Pomysł dojrzewał nam w głowie, ale przecież to duża inwestycja, a do tego, nie bardzo wiedzieliśmy jak to prowadzić. Gdy pojechaliśmy na szkolenia managerskie w tej branży, zaczęliśmy się zastanawiać, co my tu właściwie robimy.
– Chcieliśmy zacząć z wysokiego pułapu, zaproponować coś z górnej półki – wtóruje żonie Władek. – Połączyć typową siłownię z urządzeniami do modelowania sylwetki. Połączyliśmy obydwa obszary, które są na topie. Zaryzykowaliśmy.
Krzysztof Bożyczko też pojawia się w Rabce. Podczas zajęć jest prawdziwym autorytetem dla tych, którzy przychodzą poważnie popracować nad mięśniami.
I nigdy się nie kłócimy– W życiu bywa różnie – wspomina Ania. – W domu nam się nie przelewało, zwłaszcza, gdy po śmierci taty mnie i siostrę musiała samotnie wychowywać mama. Później, gdy pobraliśmy się z Władkiem, też bywało różnie. Początkowo żyliśmy właściwie na garnuszku rodziców. Urodziła się Weronika, nie mieliśmy za co wykończyć otrzymanego mieszkania. Ale najważniejsze, że właściwie nigdy się nie kłócimy. Władek ma dar łagodzenia sytuacji. Na niego po prostu nie da się złościć. Może dlatego tak dobrze nam idzie w życiu? Czy bieda czy bogactwo, między nami jest tak samo. Sodówka nam nie uderza do głowy. I dzieci też to rozumieją.
Zaczęli jesienią 2008 roku. Okazało się, że lokal, jaki udało im się wydzierżawić, daje duże możliwości. Po 3 miesiącach zmienił się zupełnie. Z czasem rozrósł się pokaźnie, głównie za unijne pieniądze. Udało im się pozyskać blisko 300 tys. zł na nowy sprzęt i adaptację kolejnych pomieszczeń. Dowiedzieli się o środkach dla małych przedsiębiorstw, którymi dysponuje Małopolskie Centrum Przedsiębiorczości. Wniosek przygotował specjalista i okazało się, że jest dobry.
Doszedłem do końca Władek właśnie kręci na stacjonarnych rowerkach wraz z grupą osób różnego wieku i płci. Jeszcze niedawno, przez 3 lata, dyrektorował skawińskiemu oddziałowi Instytutu Metali Nieżelaznych. Pracę tam zaczął w 1993 roku i przez 12 lat piął się po stopniach kariery. – W pewnym momencie zrozumiałem, że właściwie doszedłem do końca i stanąłem w miejscu. Odszedłem – wspomina.
Początkowo swe plany wiązał z wykonywanym dotąd zawodem. Dostał propozycję z hiszpańskiej firmy, ale w czasach kryzysu okazało się, że ta jednak nie otworzy polskiej filii. W końcu były dyrektor otworzył własną firmę konsultingową i prowadzi szkolenia dla firm zajmujących się recyklingiem aluminium. Ale ostatnio więcej czasu spędza w dresie na treningowym rowerze. – To połączenie aerobiku z kolarstwem, specjalny program, który daje ogromne możliwości i może być wykorzystany przez każdego. Gdy byliśmy na jego prezentacji zdecydowaliśmy się na zakup sprzętu w ciągu 5 minut – zaznacza, kończąc blisko godzinne zajęcia spinningu.
Mam dość remontówKolejne pomieszczenia mają być wykończone jeszcze w listopadzie. Tu będą sauny, miejsce do relaksu, żeby każdy mógł spędzić na „siłowni” nawet i pół dnia. – Niektórzy nawet proponują, by przy okazji stworzyć tu też bar, oczywiście ze zdrową kuchnią – twierdzi Ania. – Ale na razie musimy się uporać z remontami. Ten jest już piąty w ostatnim czasie, po tym w starym mieszkaniu i po wykańczaniu naszego domu. Nie braliśmy w tym roku urlopu, by się z tym wszystkim uporać.
Niewiele wolnego czasu, który im pozostaje, wykorzystują na kolejną pasję – motocykle. Na swych chopperach, podczas ubiegłorocznych wakacji, przejechali ponad 3,5 tys. kilometrów po alpejskich drogach, pokonując najwyższe wzniesienia. Teraz mogą jedynie planować, gdzie ruszą za rok, bo co do tego, że pojadą razem, nie mają wątpliwości. Wiedzą też, że będą prowadzić wspólny biznes przez następne lata – w zgodzie, bo atmosfera udziela się też klientom.
Józef Figura
0 0
Właściciele to naprawdę mili ludzie! uczęszczam do fitnessland\'u i zapraszam tam wszystkich.;)
0 0
O kurce-joki bajer! Jo zem tego nie widzioł a byłem przecie na jarmoku w Robce jojka macać-muse sie porozglądać bo pasuje iść kundycje psed Sylwestryjem podkręcić,
0 0
Zupełnie przypadkowo trafiłam na zajęcia w Fitnesslandzie,ale polecam wszystkim.Fachowa i bardzo miła obsługa, a do tego sauna, łaźnia i kabina na poczerwień.Świetny relaks!!!Rewelacja!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz