Mohammed, jak co roku, będzie szykował polską Wigilię. Choć jest Algierczykiem i muzułmaninem, po 20 latach czuje się po części Polakiem – jak jego żona i dzieci.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"11201"}
Mumu, jak nazywają go przyjaciele, mieszka w Rabce. Często można zobaczyć, jak wygląda z budki gastronomicznej na dworcu busów. Mimo że skończył studia historyczne, sprawnie uwija się między patelniami, przyrządzając gyros, frytki, hot-dogi czy sharamę. Niewielki fastfood zapełnia puste żołądki spieszących się na busa, biegnących ze szkoły czy idących po zakupy. Uśmiechnięta, śniada twarz mężczyzny z przyprószonymi siwizną włosami budzi zaufanie. Znalazł się tu przypadkowo, tak jak przypadkowe wydają się koleje jego życia. Bo czy mógł przypuszczać kiedyś, studiując w Algierze, że kiedyś zamieszka w kraju, gdzie pada śnieg, a swoje szczęście znajdzie gdzieś w górach dalekiej Polski?
Mohammed Mogdad ma dziesięcioro rodzeństwa – po równo pięć sióstr i tyluż braci. Z wyjątkiem najmłodszej siostry, która mieszka w Paryżu, wszyscy pozostali w rodzinnym kraju, tam zakładając rodziny. I żadne z nich nigdy nie widziało Polski.
Unikaj ludzi, którzy nienawidzą innychMumu siada przy stoliku niewielkiej jadalni obok jego gastronomicznego królestwa. Są tu 3 stoliki oraz komputer z dostępem do internetu. I przenikliwy chłód w mroźny grudniowy dzień. Idealnie, by szybko coś przekąsić i pobiec dalej. Ale nasza rozmowa ciągnie się długo, a ogrzewają głównie wspomnienia północnoafrykańskiej ojczyzny Mohammeda.
Pierwszy raz Mohammed Mogdad przyjechał do Polski w 1987 roku – na szkolenie. Pracował w firmie zajmującej się dokumentacją zabytków, współpracował też z archeologami. W ramach wymiany przyjeżdżali do Algierii Polacy, a potem miejscowi wyjeżdżali nad Wisłę, by nabyć nowe umiejętności. – Najbardziej bałem się klimatu. Bo tu jest zimno. Ale nie ma problemu – jak przychodzą chłody, to po prostu trzeba się cieplej ubrać – dedukuje Algierczyk.
Po jednym pobycie przyszła kolej na kolejny, a w końcu w 1989 roku zdecydował, że zostaje. A wszystko przez Ewę. Swą obecną żonę poznał też przypadkiem, choć – jak się okazuje – ona też wcześniej bywała w Algierii. Jej tam nie spotkał, ale współpracował z jej koleżanką. Gdy przyjechał do Krakowa, odnalazł swą przyszłą miłość, która wywróciła do góry nogami całe jego życie. Rzucił ojczyznę, obyczaje, pracę, rodzinę. W roku upadku komuny nad Wisłą Mumu rozpoczął swe nowe życie – życie arabskiego Polaka. – Musiałem sobie jakoś radzić. W zawodzie nie miałem co robić, więc zająłem się handlem – jeździłem po jarmarkach. Nie było łatwo. Stary system upadał, biurokracja była ogromna, ciężko było cokolwiek załatwić. Na szczęście w Polsce ludzie są dobrzy. Właściwie nie spotkały mnie jakieś przykrości. Może jakieś pojedyncze przypadki, jeszcze gdy mieszkałem w Krakowie. Ale najważniejsze to unikać ludzi, którzy nienawidzą innych.
Z Ewą pobrali się w 1991 roku i początkowo zamieszkali u jej rodziców. Potem okazało się, że rodzina w Rabce ma dom, w którym Mohammed z żoną mogli zamieszkać i poczuć się na swoim. Z czasem przyszła na świat córka Sonia i syn Kamel. Zaskoczyło go to, jak ludzie go tu przyjęli – mimo że nie jest góralem, ani nawet Europejczykiem, nie spotkała go tu żadna przykrość. Choć przyznaje, że był moment, gdy się bał. – To było po zamachach na World Trade Center w Nowym Jorku – wspomina. – Nie wiedziałem, jak ludzie będą patrzeć na to, że jestem Arabem. Bałem się, że niektórzy będą mnie kojarzyć z terroryzmem, Al Kaidą, całym tym szaleństwem. Straszne było patrzeć w telewizji na to, co działo się na świecie. Ale bałem się głównie o rodzinę. Niepotrzebnie – nikt nie powiedział mi złego słowa!
Mogdad zajął się małym biznesem. Razem ze wspólnikami otworzyli dyskotekę w budynku przy rabczańskim basenie. Ale szybko spółka się rozleciała, potem znalazł pracę w Nowym Targu, a od roku prowadzi swój bar. – Zawsze lubiłem zajmować się kuchnią, gotowanie mam we krwi. Szkoda tylko, że kryzys w Polsce coraz bardziej daje się ludziom we znaki, widać, że nie stać ich nawet na tanie jedzenie w barze – mówi.
Allach zaprasza do kraju przodków
Mohammed jest muzułmaninem, choć – jak przekonuje – muzułmaninem liberalnym, dalekim od wszelkich przejawów fanatyzmu. Dziwi się, że ktoś może wiązać tę religię z terroryzmem, bo przecież Koran daleki jest od nawoływania do przemocy i zabijania. Rodzice Mumu, jak nakazuje religia, byli w Mekce, ale on sam nigdy nie był zbyt religijny. Nawet w Algierii nie chodził często do meczetu, a po przyjeździe z oczywistych przyczyn stało się to niemożliwe – do świątyni musiałby dojeżdżać setki kilometrów.
Razem z Ewą wychowują dzieci w duchu katolickim. – Nie chcę mieszać im w głowie – tłumaczy. – Wierzą w jednego Boga, żyją w chrześcijańskim kraju, w takiej tradycji, to jak wszyscy niech chodzą do kościoła. Być może kiedyś sami dorosną do tego, by poznać islam, to nie będę miał nic przeciwko temu – podkreśla.
Mohammed nie wpajał im też arabskiej kultury, choć cieszy się za każdym razem, kiedy same wykazują zainteresowanie krajem przodków. I ma nadzieję, że kiedyś zabierze wszystkich, by poznali dziadka, odwiedzili grób babci i spotkali się z licznymi wujkami, ciociami i rzeszą kuzynostwa. Na razie to wszystko pozostaje jednak w sferze marzeń, gdyż sama podróż do Algierii kosztuje zbyt dużo. Mumu marzy o czymś jeszcze. Wyglądając ze swej dworcowej budki, czasem wyobraża sobie, że w końcu założy restaurację z prawdziwego zdarzenia. Będzie serwował tam potrawy orientalne – z północnej Afryki, Azji, a nawet Grecji. Już nie w pośpiechu, ale jak należy, by każdy mógł się rozkoszować smakiem dań z prawdziwego kuskusu.
Teraz jednak Algierczyk szykuje się do Wigilii. Tradycyjnie pojadą do rodziny w Krakowie – gdy żona zajrzy do ojca, Mohammed pojedzie do jej siostry, by wziąć się ostro do pracy. – Hanka przygotuje zupę – barszcz albo grzybową, a ja tradycyjnie – zajmę się rybami. Karp to moja specjalność. Gdy będzie wszystko gotowe, zjadą się wszyscy – będzie opłatek, życzenia, prezenty. Jak w każdym polskim domu
Obywatel MogdadJest jednak coś, co Algierczykowi nie daje spokoju – to problemy z uzyskaniem obywatelstwa. W Polsce mieszka już 21 lat. Mówi biegle w naszym języku, tu zapuścił korzenie. Chciałby wreszcie zacząć się legitymować zwykłym dowodem, a nie tłumaczyć się za każdym razem w każdym urzędzie, pokazując kartę stałego pobytu, kim jest, skąd przyjechał i dlaczego tu mieszka. Wydawało się, że łatwiej będzie, gdy Polska stała się częścią Unii Europejskiej. – Gdy składałem papiery w Krakowie, usłyszałem, że wszystko potrwa może 2 miesiące. Mijają 2 lata i nic. Najpierw złożyłem dokumenty u wojewody, potem dowiedziałem się, że trafiły do ministerstwa spraw wewnętrznych, stamtąd do Kancelarii Prezydenta. I wciąż czekam – rozkłada ręce.
Mumu denerwuje się, że tymczasem przepisy się zmieniły i ci, którzy po nim przyjechali, mieszkają znacznie krócej w Polsce, nie muszą czekać na decyzję prezydenta RP, zamiast którego obywatelstwo przyznaje wojewoda.
Rabczański OrientFront dworcowego baru Mohammeda Mogdada. Nad oknem widać z daleka duży napis: „Przy naszym kebabie zapomnisz o schabie”. Zalążek przyszłej orientalnej kuchni w Rabce?
Józef Figura
0 0
Nie należy tak nadmuchiwać faktu przyrządzania karpia przez Mohammeda. Kasia jeszcze gotowa konflikt światowy wywołać na tle dręczenia i maltretowania polskiego karpia, przez \"łobuza\" z Afryki. Dżihad جهاد nam tu jeszcze rozpęta i dopiero się zacznie.
0 0
Wesołych ŚwiąT
0 0
To,że w Polsce korupcja nie istnieje to tylko pozory a i biurokracja większa jak za komuny(biurek na upychane do granic możliwości,żeby jak najwięcej,darmozjadów i nierobów budżetowych upchać!),dalej trzeba swoje wychodzić i jeszcze posmarować,więc nie dziwota,ze trwa to tak długo.
0 0
wszystkiego dobrego Mohammed w nowym roku
0 0
Ladna opowiesc i wiele w niej nauki o kolejach ludzkiego losu. Pozdrowienia dla Mumu.
0 0
Zobaczycie jaki on bedzie za 20 lat,lub ona wyjedzie do jego kraju.
0 0
A mnie się marzą w Rabce orientalne knajpki...
Mumu-życzę powodzenia i realizacji swoich planów,
Może z Unii można wycisnąc jakąś kasę na rozwój swej małej gastronomii???
0 0
No piszą piszą, ale tak czy tak nie umywa się do innych punktów gastornomicznych. Np: Kebab koło Słodkiej. Ceny podobne, a na temat wielkości, smaku, czystości, standardów nie ma co porównywać.
0 0
super artykuł
pozdrawiam MUMA świetne jedzenie a słodka to wymięka z tym mięsem kategorii III
0 0
Bardzo ciekawy artykuł o zwykłym niezwykłym człowieku. Gratuluję i czekam na więcej.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz