Chciał studiować psychologię, marzył o dziewczynie. Dziś jego największym marzeniem jest oddech.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"11507"}
Krzysiek Wojciechowski pochodzi z Rzeszowa, właśnie skończył 29 lat. Fety w rabczańskiej klinice, w której spędza większość czasu, jednak nie było. Ot, kolejny dzień walki o życie i nadziei, że uda się przetrwać najgorsze. Jego ciało przeszywa potworny ból drenów wbitych w płuca, które mają odessać zalegającą wewnątrz wydzielinę. Każdy ruch, kaszlnięcie powoduje poruszenie się plastykowych rurek i kolejną dawkę cierpienia. A przecież kaszel w mukowiscydozie to codzienność. – Nie śpię już trzeci tydzień – mówi zduszonym głosem. – A normalnie na plecach nie położyłem się od kilku lat. Już właściwie nie pamiętam, jak to jest wyspać się. Teraz mogę tylko na stoliku, a jeszcze niedawno na prawym boku, ale to też rzadko, bo momentalnie dostaję duszności i kaszlu. Spacer? Ostatni raz chyba wiosną, króciutki.
Całymi dobami siedzi oparty o stolik wyłożony poduszkami, by dało się jakoś to wytrzymać. Przy życiu, bardziej niż kroplówki, dreny i tlen, utrzymuje go nadzieja na przeszczep płuc. Niestety, i ona coraz bardziej wątła.
Kwalifikacja do życiaPogorszyło się w Wigilię. Rodzice 3 dni wcześniej przywieźli Krzyśka na podleczenie. Już 9. raz w roku. Poprzedni pobyt na przełomie listopada i grudnia nie przyniósł poprawy. Dwa tygodnie później trzeba było wrócić do rabczańskiego Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc. 24 grudnia lekarze wprowadzili pierwszy dren, potem kolejne. – Bez nich już bym się udusił – mówi po przebudzeniu, z trudem wciągając powietrze. Choć stale ma podłączony tlen, oddycha z ogromnym trudem. Wygląda tak, jakby maratończyk po ogromnym wysiłku.
Prawdopodobnie pojawiła się dziura w płucu, które się zapadło. I lekarze robią wszystko, by je rozprężyć. Jedyne, co jest do zrobienia, to bronchoskopia z odsysaniem wydzieliny, obejrzenie, co się dzieje, i ewentualny zabieg chirurgiczny. – Mam nadzieję, że można go będzie wykonać, a syn go przeżyje. Potem dopiero można będzie zrobić przeszczep płuc – dodaje mama.
W szpitalnym pokoju słychać warczenie aparatury odsysającej wydzielinę z płuc. Krzysiek, oparty o swój stolik, na moment zasnął. Już we wrześniu został zakwalifikowany jako osoba nadająca się do przeszczepu. Jednak w klinice w Zabrzu jeszcze nikt nie spróbował takiej operacji na chorym na mukowiscydozę. Chłopak miał nadzieję, że będzie pierwszym lub zostanie zakwalifikowany na operację w Wiedniu. Jednak jego obecny stan powoduje, że zdaniem lekarzy nie rokuje większych szans. Trwa wyścig z czasem. Głowę matki zaprzątają głównie myśli o tym, czy zdąży w walce o zabieg, a potem czy zbierze pieniądze. Potrzeba 120 tys. euro. Jeśli nie otrzymają dyskwalifikacji z Zabrza, nie mogą się starać o finansowanie z NFZ. Pozostanie tylko wyjazd prywatny, przeprowadzenie badań i czekanie na dawcę. Wcześniej trzeba jednak pokazać, że na koncie są uzbierane pieniądze.
Choć wiedzieli od lat, że jedyną szansą na przedłużenie życia Krzysztofa jest przeszczep, to jednak nie stać ich było na odłożenie choćby złotówki. W zeszłym roku zaczęli zbierać, uruchomili rodzinę, znajomych. Na specjalnym koncie uzbierali 3900 zł. Poszło wszystko na lekarstwa. A jak tu myśleć o 120 tys. euro, kiedy mama jest urzędniczką, a ojciec rencistą? – Chwile załamania? – zastanawia się przez moment mama. – Przychodzą ciągle, po każdej ciężkiej wieści, po każdym telefonie z kliniki. Ale póki syn żyje, ja muszę wstać, otrząsnąć się i iść do przodu. Przecież on nie może widzieć, że jestem załamana, bo co będzie z nim? Mąż z ciężkim sercem jedzie do domu do Rzeszowa, by popłacić rachunki, zmienić odzież i zabrać kolejne porcje insuliny i pulmozyny. Wraca, zmienia mnie, by ciągle ktoś mógł być z synem – dodaje.
Jeśli Bóg to widziLucyna Wojciechowska musiała przyzwyczaić się do patrzenia na ból jedynego syna. Od urodzenia Krzyś cierpiał na niezidentyfikowane choroby. Marskość wątroby, choroba trzustki, trudna do opanowania cukrzyca, niedrożność jelit, osteoporoza. Krzyś ciągle był chory. Modliła się, by poszedł do szkoły z innymi, by został dopuszczony do Pierwszej Komunii, bo ciągle był chory, wciąż nie było go na lekcjach. W szkole słyszała tylko, że to niemożliwe – nie ma takich przypadków, by dziecko tak często chorowało. W rodzinie słyszała, że jest przewrażliwiona i stąd te „wydumane” choroby. W liceum nawet miał obniżone oceny za nieobecności. Mimo że bardzo dobrze się uczył. Cały czas trzeba było iść pod wiatr, ale matka sobie powtarzała, że dla syna zrobi wszystko.
Gdy koledzy zaczynali chodzić na pierwsze randki, Krzysiek w szpitalu dowiedział się, że cierpi na nieuleczalną chorobę genetyczną. – Po trzech miesiącach leczenia w Rzeszowie na gruźlicę, której nie miał, trafił do Warszawy. Dopiero tam znalazł się doktor, który wysłuchał do końca tego, co mówię. A wszyscy szukali rozedmy, odmy, szukali chorych w rodzinie. Ten wysłuchał, poszukał i dowiedział się, że to mukowiscydoza. Czasem, gdy ogarnia mnie zwątpienie, myślę, że może i lepiej było nie wiedzieć… Najtrudniej było mu to powiedzieć. Zresztą teraz też mieliśmy taką rozmowę. Krzysiek pytał: „czy ja stąd wyjdę?”. Odpowiedziałam „nie wiem”. No bo skąd mam wiedzieć? Po rozmowie z lekarzami było jeszcze mniej optymistycznie. Ale trzeba to jakoś przeżyć, przetrawić.
Pani Lucyna rzadko kiedy płacze. Jeśli ona nie będzie silna, to kto? Choć życie doświadczyło ją okrutnie. – Urodziłam 3 synów – wspomina. – Krzyś jest pierwszy. Drugi syn miał 8 miesięcy, już zaczynał chodzić. Jednak infekcja spowodowała, że trafił do szpitala i po tygodniu zmarł. Nigdy nie dowiedziałam się na co, mimo że była robiona sekcja zwłok. Usłyszałam tylko, że miał nieznane wirusy w wątrobie. Po 3 latach zdecydowaliśmy, że chcemy mieć kolejne dziecko. W 1987 roku urodziłam znów syna. Po całej dobie bóli porodowych i błagań, by zrobili mi cesarkę, wreszcie operacyjnie wydobyli dziecko. Mateuszek nie podjął oddychania, mimo godzinnej reanimacji. Znów nie dowiedziałam się, dlaczego. „Pewne sprawy się kończą i do tego nie wracamy” – usłyszałam jedynie od lekarza.
Teraz z mężem robią wszystko, by ratować jedynego syna. Ból, którego on teraz doświadcza, jest równie bolesny dla nich. Choć nie fizycznie, to trudno nawet wyobrazić sobie, co czują, patrząc na cierpienie najbliższej osoby.
– Nienawidzę słowa „normalnie” – mówi zdesperowana matka. – W naszym życiu nic nie jest normalne. I nie potrafię zrozumieć lekarza, który w telewizji przekonuje, że z tą chorobą można żyć „normalnie”. Nie można. To choroba całej rodziny. Przecież syn chciałby po prostu żyć. Marzył, by studiować psychologię, mieć dziewczynę, założyć rodzinę. Nic więcej. Teraz jego największym marzeniem jest po prostu oddychać. Całe nasze życie obraca się wokół choroby. Przeczytałam tysiące książek o dietach, schorzeniach. Udało się nam tylko to, że utrzymaliśmy go w dobrej kondycji. Sam dużo ćwiczył. Ale mukowiscydoza zrobiła w jego organizmie spustoszenie. W ciągu minionego roku jego stan pogorszył się ogromnie.
Wierzą w Boga. Choć nie ślepo i bezrefleksyjnie. Nieraz się z Nim kłócą, bo to, czego doświadczają, wydaje się być ponad ludzkie siły. – Modlę się i nie powiem, że przeklinam, ale czasem mam duże wątpliwości. Albo On wie i nie chce nas wysłuchać, albo tylko patrzy na to wszystko i nie wiemy, dlaczego nic nie robi. Nie sądzę, by patrząc na cierpienie, dobrze się bawił. Wierzę, że On jest, tylko nie potrafię wytłumaczyć sobie i synowi, dlaczego tak się dzieje. Dostaliśmy od znajomej pani doktor wodę z Lourdes, chusteczkę, którą otarto łzy pojawiające się na cudownej figurze w Medjugorie, używaliśmy wszystkiego… Krzyś ma składany obrazek ojca Pio. Choć czasem było tak, że krzyczał: „nie wierzę”, to ma go cały czas przy sobie.
Dren nadzieiMinuty mijają powoli, a czas odmierzają skapujące leki w kroplówce i bełkoczące naczynia, podłączone do drenów. Czas się dłuży, po głowie krążą trudne pytania i decyzje, jak choćby ta, czy poddać się bronchoskopii i odsysaniu płynu z płuc. To kolejna trudna decyzja, bo dotycząca życia lub śmierci. I choć czasem ogarnia zwątpienie, to pragnienie życia zwykle jest silniejsze. – Codziennie decydowałem się na coś – miało być lepiej, ale nic nie pomagało. Nie jest łatwo podjąć kolejną próbę. Ciągle się waham. Ale jeśli jeszcze chcę pooddychać, pobyć na tym świecie, to ratuje mnie tylko przeszczep płuc – Krzysiek szepcze z trudem, by za chwilę oprzeć głowę na swym stoliku.
*
W poniedziałek lekarze rabczańskiego instytutu przeprowadzili operację. W płucu Krzysztofa zaszyli 3 dziury, jednak zalegające w nich duże ilości wydzieliny sprawiają, że jego stan nadal jest bardzo ciężki. Liczy się każda chwila. Nadzieja umiera ostatnia.
Rodzice Krzysztofa Wojciechowskiego otworzyli specjalne subkonto bankowe na koncie Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą. Chcą uzbierać potrzebną sumę na ratujący mu życie przeszczep. Osoby chcące wesprzeć chorych i ich rodziny mogą wpłacać datki na konto:
49 1020 3466 0000 9302 0002 3473
z dopiskiem: Krzysztof Wojciechowski w tytule wpłaty.
***
Ostatnio marzę, by się normalnie przespać. Położyć się na wznak, obudzić się rano bez kaszlu, duszności, wydzieliny – szczęśliwy i uśmiechnięty. By nie być przekutym do konceleratora tlenu, nie przyjeżdżać wciąż do szpitala wysłuchiwać coraz gorszych informacji na temat stanu zdrowia i kolejnych schorzeń. Nie chciałbym się dowiedzieć, że jestem chory.
***
Mukowiscydoza jest chorobą genetyczną. Nie można jej „złapać” czy zarazić się od innego dziecka. Objawia się w różnorodny sposób. Dotyka wielu narządów – najczęściej płuca, wątrobę i trzustkę. Przeciętnie na 2500 rodzących się dzieci jedno przychodzi na świat z mukowiscydozą.
Jak dotąd jest to choroba nieuleczalna…
Więcej informacji na stronach internetowych: www.ptwm.org.pl
Józef Figura
0 0
No cóż, choroby były są i będą no i umiera się i żyje się dalej. No cóż takie życie. Ale bardzo mnie dziwi poświęnie aż takiej uwagi chorobie, która ostatecznie jest dość rzadka i takie wnikliwe roztrząsanie losu a i mieszanie w to Boga, w porównaniu z kilkoma zaledwie zdaniami jakie TP raczył napisać w sprawie kuriozalnych i kontrowersyjnych schodów przy interesie życia.
W imieniu wszystkich czytelników uprzejmię proszę aby TP z właściwą sobie upierdliwością zbadał temat schodów na krupówkach a to przede wszystkim zbadał:
w jakiej wysokości i za ile metrów jest czynsz płacony!
Od kiedy umowa z miastem obowiązuje i jaka jest jego treśc!
0 0
Chciałabym podkreślić, ze nie jest to jakaś tam budowla Stocha czy innego biznesmena lecz syna najwyższego po Bogu, więc na rączki prasa powinna mu patrzeć a nie zamiatać temat pod dywan
0 0
do królowej sniegu
z całym szacunkiem! ale twój komentarz nie jest odpowiedni do artykułu
dziewczyno TY chyba nie wiesz co piszesz ,chyba nigdy nie byłaś chora
najgorszemu wrogowi nie życzyłabym dziecka chorego na cf
jeżeli już musisz coś napisać pisz na temat . bo nie masz pojęcia o tej strasznej
chorobie . artykuł o durnych schodach był wczoraj i tam mogłas tam umieścić swój durny komentarz
0 0
jak wogólę można się tak wypowiadać nick mówi sam za siebie serca to ty nie masz! Mózg pewnie obumarły! Art spowoduje nagłośnienie sprawy i może pomoże chłopakowi a ty franco idź jak ci nie pasuje i rozbieraj sama te schody!!
0 0
Śniegu Królowa - heh, cóż za ironia... Postawa jak u tej baśniowej. Ah, podałybyście sobie ręce, podały. What a shame -_-. A Krzyśkowi dużo wytrwałości. Ludzie którzy są w takim stanie jak on potrzebują tego by ktoś opowiedział ich historię. Pierwszy taki \"krzyk\" wydała chyba Eva Markvoort - jej blog, filmy... To wszystko pokazuje nie tylko cierpienie, ale też odwagę jaka zasługuje na wielkie uznanie. Kiedyś może doczekamy się dnia, w którym uda się zastosować terapię która zahamuje rozwój choroby, albo pozwoli ją wyleczyć. Mówienie głośno o tym na pewno nie zaszkodzi, podobnie jak mieszanie to w Boga. Jeśli Krzysiek nadzieje pokłada w Bogu, to na pewno nie ma w tym nic złego.
0 0
Królowa dla Ciebie to chyba nie ma znaczenia życie ludzkie w obliczy tragedi??????!
Oby Ciebie MENDO jedna nie złapała \"straszna choroba\"
Idź do diabła, tylko ludziom ciśneinie podnosisz swoim zachowaniem an forum.
Owszem wolnośc słowa, ale miej Ty rozum na swoim miejscu a nie pod d..ą!!
A co do artykułu, o to chodzi, że by nagłośnić sprawę i pozwolić chłopakowi w miare normalnie żyć..
0 0
Po wypowiedzi ŚK. Widać jak nisko upada nasze społeczeństwo,Kaśki komentarza tez jakos nie widać,no bo to CZŁOWIEK, a nie piesek!!Widać jak bardzo zły i zepsuty musi być to że tak powiem: człowiek ta ŚK!!
0 0
no a co tu komentować? choroba nie wybiera, dzisj on, jutro moze ja....
uprzejmie prosze sobie mną buzi nie wycierać...
0 0
Krezysiek! Powodzenia!!!!!!!!
0 0
Krzysztofowi i jego bliskim serdecznie zycze powodzenia i wytrwalosci!Przy okazji widzimymjak odpowidzialna i wymagajaca jest praca w tej lecznicy.
PS.\"wypowiedz\" sk dotyczaca tego artykulu trzeba okreslic jako I.P.A.D. Internet Personality Asshole Disorder. Termin miedzynarodowy a jedynynym lekarsrwem jest odlaczenie dostepu do pradu.
0 0
Trzymaj się Krzysztof..
Domyślam się co czujesz i wiem co czują Twoi rodzice.
Też jestem mama dziecka z cf...
Wierzę, że Ci się uda... MUSI się udać.. pamiętaj...
0 0
Tak Kasia. Faktycznie choroba nie wybiera. Dziś ten, jutro tamten. Dla Ciebie to bez różnicy. Bo to przecież nie bidne \"zapracowane\" koniki, CZY \"maltretowane\" pieski. One NIE MAJĄ PRAWA CHOROWAĆ !
Ludzie, kiedy do Was w końcu dotrze, że Uoscypek to KASIA, a Śniegu Królowa vel Menda Tatrzańska to -EMINENCJA ?
@Aguleczka, byłaś tak blisko, z tą Mendą
0 0
a ty masz jakis sposób, zeby uniknąć smierci? trudno, czasem trzeba tao wziac na klatę i sie przygotowac na odejscie a nie wpadac w panikę...to nie ma zwiazku ze zwierzetami, to jest zycie a jego wymiarem jest tez ODCHODZENIE ...
0 0
alias , wszyscy chorują, starzeja sie i umierają i ludzie i zwierzeta ; k...mać o co ci biega człeku ?
0 0
Najważniejsze nie tracić nadzieji.
0 0
Cf, to ciężka , wyniszczająca choroba..Mimo woli walki, czasami ona jest sprytniejsza, mimo wszystko nie wolno tracić nadziei, bo przecież nadzieja umiera ostatnia. Życzę Krzyśkowi i jego rodzicom wiele wytrwałości i wiary.
A co do ŚK. hmm. szkoda słów na tak pustego człowieka, Kobieto uderz się w te za pewne pustą głowę ! Gdybyś miała trochę rozumu, to pomyślała byś o tym co piszesz. A o schodach mogłaś poczytać wczoraj, PROSTACZKO !
0 0
Po raz kolejny piszę, to jakiś śmieć, żadna królowa.
0 0
Kasia, o co mi chodzi ? O ROZSĄDEK !!! i umiar.
0 0
Krzysiu walcz.uda się.
Jesteście wspaniałymi rodzicami.Niech dobry Anioł chroni .
pozdrawiam
0 0
Krzysiek DUŻO zdrówka i wiary ,że wszystko się uda bo tak będzie zobaczysz .A takimi wypowiedziami to se głowy nawet nie zaprzątaj bo nie ma sensu Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie Twoich dzielnych rodziców Trzymaj się :)
0 0
BRAWO!!!Swoim rozumowaniem a i pewnie intelektem,bijesz tu wszystkich na pysk,na mordę.Nie jestem złośliwa ale bodaj byś się nie urodziła.
0 0
Jak czytam niektóre komentarze to mnie żałość bierze.
Jedna kretynka pisze o jakiś bzdetach typu schody pod artykułem związanym w CZŁOWIEKIEM i jego cierpieniem. Głupszej idiotki już dawno tu nie spotkałem.
Drugi pisze jakieś swoje urojenia kto jest kto, tak alias to do ciebie. Masz jakąś manię. Pół roku temu nie kto inny tylko TY wyzywałeś mnie tu od psycholi z rozdwojoną jaźnią. Więc informuje cię po raz kolejny że na tym forum swoje komentarze pisze tylko i wyłacznie pod jednym pseudonimem.I co jak co ale każdy wie, że alias to zelek bo nie ma takiego drugiego tutaj. Wszystkiemu winne PO tak , to już wiemy.
Krzysiek , trzymaj się dzielnie.Bóg dla każdego człowieka ma swój plan. Nie załamuj się. Są rzeczy na pierwszy rzut oka niezrozumiałe, Twoje cierpienie na pewno ma jakiś cel, nic nie dzieje się bez Jego woli. Kiedyś pod koniec Twojego zycia ( a wierzę że będzie długie ) zrozumiesz dlaczego Ciebie to spotkało i jaki był tego cel. Tak dzieje się zawsze i z każdym. Trzymaj się i NIE DAJ SIĘ ;)
0 0
Wspolczuje bardzo a bardzo, przeszlam podobna sytuacje zyciowa. Ludzie moga tylko wspoczuc, ale nie czuc. Ja jestem z Wami. zgubilam dwoje dzieci. jestem szczesliwa poniewaz Pan Bog zostawil mi jedno. Zycze duzo sily i bede sie za Wami modlic aby Pan Bog dal Wam sile w tak trudnycg chwilach.
0 0
Kochany Krzysiu,trzymaj się.Proszę Boga by nam Ciebie nie zabrał,bo mam Ciebie jedynego siostrzeńca.
0 0
Jesteśmy z Wami!Krzysiu walcz i nie poddawaj się.Rodzina z Cieszyna.
0 0
GRUPA TAMTAMITUTU ( www.tamtamitutu.home.pl ) jest z Tobą !!! Zagramy Ci koncert charytatywny jakiego nie widział świat... Trzymaj się, głowa do góry!!!
0 0
UDA SIĘ!!! Trzeba wierzyć że się uda i będzie dobrze, Są osoby które dotrwały a z takim dopingiem Krzysiu to musisz doczekać, Bądź silny i miej wiarę. Nie poddawaj się.
0 0
Krzysiu więcej wiary będzie dobrze !!!! a ja oraz wielu artystów zrobimy co w naszej Mocy !!! kolejne koncerty przed nami - pozdrawiam serdecznie .niegatywnych komentarzy nie ma co czytac.
0 0
uprzejmie prosze sobie mną buzi nie wycierać...
Do autorki powyzszych slow: nikt by sie nie odwazyl, raczej uzyl by do wycierania innej czesci ciala. Wylacz dziewcze komputer i nie czytaj, bo i tak nic nie rozumiesz.
0 0
Nie będę pisał, że rozumiem, bo jestem świadomy, że nic nie mogę rozumieć. W ogóle po przeczytaniu artykułu ciężko napisać coś mądrego, coś z sensem. Ścisnęło mi cholernie serce. Może chodzi o to, żeby dać tym komentarzem znak, mały sygnał, że dla wielu nie jesteś obojętny. Bynajmniej dla mnie. Wpłacę chociaż troszkę złotówek. Życzę szybkiego przeszczepu, i niech ta kolejna trudna decyzja okaże się kamieniem milowym.
Pozdrawiam, Maciek
0 0
Krzysiu zycze ci duzo wytrwalosci i przede wszystkim powrotu do zdrowia:) mam nadzieje,ze jeszcze kiedys sie spotkamy!
co do komentarzy tych popnizej to brak słow!
ludzie sa bez serca-wiem bo sama mam chore dziecko!
0 0
Krzysztofie na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci (*)
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz