Dyrektorka rabczańskiego liceum jest winna oszustwa – nie miał wątpliwości sąd i w poniedziałek ukarał Irenę J. dwutysięczną grzywną.
Prokuratura zarzucała Irenie J., dyrektorce jednej z rabczańskich szkół średnich, że dwukrotnie posłużyła się spreparowaną kserokopią dyplomu ukończenia zaocznych studiów. Dyrektorka w 1989 roku obroniła pracę magisterską z filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dyplom odebrała dopiero osiemnaście lat później.
Oryginał dokumentu z lat osiemdziesiątych, pozbawiony fotografii i podpisów dziekana i rektora, odnalazła pracownica UJ w lutym ubiegłego roku. Jednak już wcześniej Irena J. dwukrotnie posługiwała się uwierzytelnioną kopią dyplomu. Ksero trafiło do kuratorium oświaty – znalazło się w komplecie dokumentów niezbędnych do uzyskania tytułu nauczyciela dyplomowanego. Kolejna kopia zachowała się aktach osobowych, przechowywanych w starostwie.
Obie kserokopie, opatrzone pieczęcią \"za zgodność z oryginałem\", różnią się od prawdziwego dyplomu. Inna jest data wystawienia i informacja na temat miejsca urodzenia właścicielki. Dokumenty różnią się też unikalnym numerem.
Na początku ubiegłego roku na rozbieżności zwróciła uwagę urzędniczka powiatowego wydziału oświaty. Starostwo poprosiło o wyjaśnienia Uniwersytet, a uczelnia skierowała doniesienie do prokuratury. Sprawa trafiła do sądu. Podczas procesu dyrektorka nie przyznała się do winy. Jeszcze podczas ostatniej rozprawy zapewniała, że nie miała powodu oszukiwać. – Cieszę się nieposzlakowaną opinią. Jestem dobrym człowiekiem. Nie wiem, dlaczego mnie coś takiego spotkało – przekonywała łamiącym się głosem.
Jej wyjaśnienia rozmijały się jednak z zeznaniami pracownicy uniwersyteckiej administracji, która wykluczyła, by uczelnia mogła wydać absolwentowi dwa różne dyplomy. Przekonywała, że w uczelnianych księgach nie ma dokumentu o numerze, który widnieje na kopii z teczki personalnej dyrektorki.
Prokurator w mowie końcowej podtrzymał zarzuty stawiane Irenie J. Przekonywał, że kobieta świadomie posłużyła się fałszywą kopią dyplomu. Zaznaczył, że nikt – poza dyrektorką – nie miał powodu przygotować fałszywki. – Być może oskarżoną goniły terminy. Może się spieszyła. Wiadomo, że przed konkursem na dyrektora miała mało czasu na skompletowanie dokumentów – zastanawiał się. Fakt, że dyrektorka posiada wyższe wykształcenie, uznał za okoliczność łagodzącą.
Obrońca starał się wykazać, że Irena J. nie miała powodu preparować dokumentu. Sugerował też, że skoro dyrektorka od końca lat osiemdziesiątych posługiwała się tą samą kopią dyplomu, to do fałszerstwa doszło wiele lat temu, a tym samym przestępstwo uległo przedawnieniu. – Wydaje mi się, że cały akt oskarżenia w tej sprawie sprowadza się do tezy, że jeśli są podejrzenia, to należy oskarżyć moją klientkę. Jaki interes mogłaby mieć oskarżona – osoba o ponadprzeciętnej inteligencji – żeby podejmować takie samobójcze działania? – pytał obrońca, przedstawiając inne możliwe scenariusze wypadków sprzed lat. – Być może jakaś pani z dziekanatu, potraktowana czekoladkami, wypisała właśnie coś takiego. W takim jednak wypadku moja klientka nie może ponosić odpowiedzialności.
Sąd podzielił argumentację oskarżyciela. – Wina nie wzbudza wątpliwości – przekonywała, uzasadniając wyrok, sędzia prowadząca sprawę. – Oskarżona za każdym razem osobiście dostarczała ten dokument. Bo również kserokopia jest dokumentem. Oskarżona, poprzez pełnioną funkcję i swoje wykształcenie, jest osobą zaufania publicznego. I jako osoba zaufania publicznego musiała mieć świadomość, że wprowadzając do obiegu podrobiony dokument, popełnia przestępstwo.
Sąd ukarał Irenę J. dwutysięczną grzywną. Dyrektorka będzie musiała też pokryć koszty procesu. Wyrok jest nieprawomocny.
Marek Kalinowski
0 0
hahahahaha
dobrze sie stało
ścigać bandyctwo !!!
0 0
Osoba o ponadprzeciętnej inteligencji?! Równie dobrze mógł o niej powiedzieć, że ma ciało modelki..
0 0
rączka rączkę myje, pies psu ogona nie obgryzie, kruk krukowi oka nie wykole, ha, ha, ha, wszyscy przestępcy z wyższym wykształceniem dopominajcie sie
o złagodzenie wyroków bo wyższe wykształcenie jak wskazuje powyższy przykład to jest okoliczność łagodząca, a który nie masz to szybko se załatw ha, ha, ha, to
0 0
CHYBA PONADPRZECIĘTNA OSZUSTKA . SZYBKO TRZEBA WYLAĆ BABĘ ZE STANOWISKA BO JAKI TO PRZYKŁAD DLA MŁODZIEŻY . ŻE TEŻ ONA NIE MA WSTYDU ,JAK MOŻE SPOJRZEĆ W OCZY NAUCZYCIELOM RODZICOM DZIECI KTÓRE SIĘ TAM UCZĄ I SAMEJ MŁODZIEZY?
0 0
no właśnie jak może spojrzeć dzieciom i rodzicom oraz nauczycielom w oczy zwłaszcza, że wzrok ma dobry bo okularów nie nosi i na pewno wszystko zostanie zrzucone na polityczna walkę przedwyborczą bo to prokomuna
0 0
sąd na pewno skorumpowany bo za takie coś to 3 latka i murowana utrata stanowiska z zakazem wykonywania zawodu
0 0
2008-05-28 13:55:00
Wielkopolskie: Nauczyciel skazany za sfałszowanie dyplomów
Na karę dwóch lat pozbawienia wolności z zawieszeniem na pięć lat skazał w środę sąd w Jarocinie (Wielkopolska) 50-letniego nauczyciela, który przez 17 lat posługiwał się sfałszowanymi dyplomami uniwersyteckimi.
Sąd dodatkowo orzekł wobec oskarżonego pięcioletni zakaz wykonywania zawodu i podanie wyroku do publicznej wiadomości. Obrońca nauczyciela złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze, który zaakceptował prokurator. Ogłoszenie wyroku odbyło się na posiedzeniu niejawnym.
\"Wyrok, jaki zapadł (...), w sposób należyty uwzględnia stopień społecznego niebezpieczeństwa zarzuconego oskarżonemu czynu (...). Należy pamiętać, że oskarżony wiele lat pełnił funkcję nauczyciela i nie ulega wątpliwości, że ta szkodliwość w tym przypadku jest dość znaczna\" - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Tomasz Janiec.
Podkreślił, że oskarżony nauczyciel był przez trzy kadencje radnym, a jego czyn wywołał w środowisku lokalnym wręcz szok. \"Tym niemniej, w ocenie sądu, kara proponowana przez prokuratora w imieniu oskarżonego i jego obrońcy, będzie realizowała funkcje wychowawczą i represyjną, poprzez swój wydźwięk społeczny będzie także spełniała funkcję prewencji ogólnej\" - mówił Janiec.
Jak wykazało śledztwo, nauczyciel użył wielokrotnie kserokopie dwóch dyplomów magistra biologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Łącznie przedstawiono mu 11 zarzutów - poinformował PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp., Janusz Walczak.
Podrobione dyplomy nauczyciel wykorzystał m.in. ubiegając się o przyjęcie na studia podyplomowe, różne kursy kwalifikacyjne i o uzyskanie awansu na nauczyciela dyplomowanego.
Według Walczaka, nauczyciel przedstawiał sfałszowane dyplomy od 1990 r., ale zarzuty dotyczą lat 1999-2007. \"Okres 1990-1998 uległ przedawnieniu\" - powiedział Walczak.
Sprawa wyszła na jaw, gdy dyrektor szkoły poprosił nauczycieli o przedłożenie dyplomów ukończenia uczelni. \"W przypadku podejrzanego były wątpliwości i dyrektor szkoły zwrócił się do władz uniwersytetu o potwierdzenie ukończenia przez niego studiów. Wtedy okazało się, że taka osoba nie figuruje na liście absolwentów\" - powiedział Walczak.
Już w postępowaniu przygotowawczym nauczyciel przyznał się do zarzucanych mu czynów. Wyrok jest nieprawomocny. (PAP)
to zwykły nauczyciel no a w przypadku dyrektora i nauczyciela wychowawcy?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz