Oto list od naszego Czytelnika, dotyczący inwestycji w Rabce
Z opóźnieniem przeczytałem w TP artykuł \"Zwodnicza gmina\", w którym opisano sposoby działania Urzędu Miasta w Rabce. Ponieważ od kołyski zajmuję się pisaniem (z tego żyję), a sprawa ta bezpośrednio mnie dotyczy, proszę o zamieszczenie mojej relacji.
I tak:
Rabka była i jest mi bliska. Dlatego też ucieszył mnie fakt rewitalizacji parku, odżyła nadzieja, że można coś sensownego zrobić. Odżył też dawny pomysł budowy kompleksu rekreacyjno- sportowego dla dzieci na obrzeżach parku. Wspólnie z moją córką zachęciliśmy znanego biznesmena, by zainwestował w jego budowę. Po wielu zastrzeżeniach zawarliśmy umowę, że jak wynegocjujemy dzierżawę, wejdzie z kapitałem. Zatem z ufnością przystąpiliśmy do działania i choć przestrzegano mnie, że łatwo nie będzie, uzbrojony w nadzieję, tolerancję i miłość, stanąłem przed urzędem. Zanuciłem \"Panie, pukam do Twojego Domu\" i odważnie wszedłem do środka. Nie wiedziałem, jakie czyhać tam będą niespodzianki: że poza zwykłym wyposażeniem (komputery, stemple, spinacze) używa się do pracy narzędzi fryzjerskich, że na powrót zewrę się z lotnictwem (byłem kiedyś szybownikiem ) - a co najdziwniejsze - doznam odczuć seksualnych.
Ale, po kolei:
W gabinecie burmistrzyni pani Ewy Przybyło przyjęty zostałem grzecznie. W kilku zdaniach zreferowałem sprawę. \"Moje służby\" (ulubiony zwrot burmistrzyni) z sanktuarium wniosły dzienniki ustaw. Po analizie świętych ksiąg, wyliczono mi czynsz za dzierżawę. I miło było - na luzie. Przy rozstaniu poczułem krzepki uścisk dłoni Pierwszej Damy.
Przy drugim spotkaniu już tak miło nie było. Pierwsza dama oświadczyła, że słowem się nie odezwie, zanim nie będzie miała świadka - kogoś z urzędu. Po co ludziska mają podejrzewać, że wpycham jej łapówę. Przypomniałem milczącej, że nie po to w swoim czasie kruszyłem kopie o lepszą Polskę (kto wie, ten wie), by teraz demoralizować urzędników. Monologowałem, opowiadając o naszym projekcie, biadoliłem, że interes niepewny i choć inwestor dał się przekonać, ma wiele wątpliwości. Trzeba go jakoś zachęcić. Choćby przychylnością urzędu.
Monolog Hamleta przerwany został wejściem świadka.Władczyni rozsznurowała usta; owszem, propozycja jest interesująca. Będzie ją wspierać całą sobą, czyli duszą i ciałem, lecz niewiele może, bo o wszystkim decydują radni. Ona... Cóż... Jest tylko wykonawczynią poleceń wybranych z woli ludu reprezentantów.
I to był sekret skrywany dla świadka.
Przyznaję: dech w piersiach z zachwytu mi zaparło, że tak pięknie rozwija się w naszym mieście demokracja. Bo niby dlaczego miałbym nie wierzyć osobie pierwszej na urzędzie, jakże skromnej - w koronie prawości włożonej rękami ludu.
Poznałem też pana wiceburmistrza Wójciaka. Miły, kontaktowy, z manierami księcia Windsoru. Zapewnił mnie, że osobiście będzie pilotował projekt.
Wystartowaliśmy.
Pieczątki, stemple, papiery. Urząd po raz wtóry (sic!) potwierdził stawkę dzierżawy. Zatem, rzec by można: po \"wstępnej grze miłosnej\" (zwanej także \"pettingiem\") czekałem na spełnienie miłosnego aktu.
Po paru miesiącach napięcie we mnie wzrosło. Wiadomo: choć nie jestem młodzieńcem, niespełnienie podrażnia i bolą jądra. Wice zapewnił: \" Spoko. Wszystko jest pod kontrolą\" .
Czas pokazał co innego: wiele tygodni upłynęło, zanim wniosek trafił pod obrady rady. Dlaczego?
A bo pani od pomiarów była na urlopie, ktoś zapomniał o wniosku do rady, ktoś inny wyjechał.
Podrażniony zapytałem Wice, co z tym jego pilotowaniem i czy przypadkiem nie zapomniał, do czego służą stery...
W końcu doszło do spotkania z radnymi. Entuzjastycznie podeszli do sprawy. Niestety. Pierwsza dama poinformowała mnie w obecności pilota - świadka: - Radni radnymi - ważna jest komisja budżetowa. Od niej wszystko zależy. Spytałem, jakie są szanse na to, by ten doniosły akt dokonał się przed końcem tego wieku. - Powiadomimy pana - powiedział samodzielnie pilot.
Czar prysł. Jak w Kafkowskiej powieści pozostawiono mnie na pastwę drzwi, korytarzy, pokoi. Pierwsza dama stała się \"nieuchwytna\", urzędnicy kpiąco spoglądali na pląsającego w godowym tańcu podstarzałego zalotnika, który szamotał się w pajęczynie przyrzeczonego spełnienia.
Odsyłano go, gdzie tylko się dało: do starostwa, do województwa, na podmokłą łąkę. Przymuszono do wbijania kołków w błoto i gdy wreszcie wydawało się, że spełnienie tuż-tuż, okazało się nagle, że ustalona przed miesiącami stawka za dzierżawę wzrosła ponadstukrotnie (!).
Krótko mówiąc: \"panna-urząd\" na powrót z kostek naciągnęła majty. Wiedziałem jedno: do orgazmu nie dojdzie.
W tej sytuacji skorygowaliśmy propozycję, zakładając, że w przyszłości wynegocjujemy sensowne stawki na pozostały teren.
(Tu opiszę główne założenia projektu: w parku, na łące ponad placem zabaw miał powstać kompleks rekreacyjno-sportowy dla dzieci: pod zadaszeniem zabawki ruchowe, mechaniczne, plac gier, kort tenisowy pod balonem. W zimie minilodowisko i zespół nowoczesnych urządzeń narciarskich dla małych dzieci. Miał powstać mały domek \"Baby Jagi\" z minikawiarenką - z boku, pod parasolami, miejsce dla matek doglądających swoje pociechy. Ważnym elementem były sanitariaty, w tym zewnętrzne. Dzisiaj (mimo wydanych ogromnych pieniędzy) do sanitariatów jest ok. 200 m. Główną atrakcją miała być kolejka linowa dla dzieci, zbudowana na wzór kolejki w sanatorium \"Pstrowski\", ze strumieniem wodnym, alejkami, krzewami, pośród których miał w przyszłości powstać mini \"Park dinozaurów\" ).
Trudno nam było uwierzyć, że urząd pokpi taką okazję. Potraktuje poważnego inwestora
jak idiotę, żądając ćwierć miliona złotych rocznie za podmokłą łąkę!
Stało się jednak inaczej: pani burmistrzyni pokazała swój lwiczy (za świńskie skojarzenia nie odpowiadam )pazur. Bez powiadomienia nas o terminie spotkania, komisja budżetowa odrzuciła projekt. Stało się tak na skutek jej wniosku, w którym (zatajając przed radnymi powody naszej korekty) dowodziła, że ot, tak sobie, zmieniliśmy nagle zamiary.
Na kolejnym posiedzeniu wyjaśniłem całą sytuację. Radni ze smutkiem pokiwali głowami. Lecz pani burmistrzyni zwekslowała temat, oświadczając, że jak ktoś chce, to może sobie za 3 mln zł kupić ten teren. Sprawa upadła. Tak oto kolejną szansę dla Rabki spuszczono \"po brzytwie\". Cóż... albo lepiej - cus...
Pilot sterował, jak umiał. Brzytwa zrobiła swoje: główny inwestor natychmiast się wycofał.
I niech nikt nie pyta, dlaczego w miesiąc po opisanych wydarzeniach na banerze (nad zakładem fryzjerskim przy zwałowisku \"Gwiazda\") ktoś zaprasza dzieci na wiosnę do parku. Na mechaniczne koniki. Pomysł wprost z naszego projektu. Zapewne ten ktoś postawi \"Pod Grzybkiem\" 4 koniki, posadzi przy nich babcię na stołku. Zakwitnie kolejny biznes w rabczańskim stylu. Nasz śmiały projekt pójdzie w zapomnienie. Ale za to dzieciaki będą miały bliżej do miejskiego szaletu.
Artur Ilgner
0 0
Świetny artykół,NIC (***)
Od moderatora: Proszę unikać pisania wielkimi literami.
0 0
Prosę Pana cus mozna powiedzieć, załatwiać to ceba umieć! Ale sprawozdania gratuluję
0 0
Obrazuje trafnie pracę urzędu. Ten ksińciunio to znaczny przekąs. Raczej para książęca a my parobki. Nieudolność w całej krasie.
0 0
Wstyd. Szkoda.
0 0
PAZERNA EWA (specjalnosc \"SAMI SWOI\") to katastrofa dla naszego miasta
.....wstyd i hanba
0 0
Artykuł świetny widocznie pazerna p.burmistrz nie zweszyła nic dla siebie!!! Pomysł genialny przynajmniej z opisu brakuje w Rabce czegoś takiego dla dzieciaków :( szkoda
0 0
Ojjjjj! Odważnie zadarła Pani Burmistrz!!!!!!!!
0 0
Najlepszy artykuł jaki ostatni przeczytałam w Tygodniku. Zachęcam redaktorów do bliższego zainteresowania się polityką prowadzoną przez rabczańską władze a zapewniam że tematów nie zabraknie. Pomysł P. Ilgnera jak najbardziej wskazany w Rabce .Niestety w naszym mieście promuję się niezaradne stowarzyszenia, podlizujących się kolesi. Osoby które chcą coś zrobić w Rabce i dla Rabki napotykają na same przeszkody- ciekawe dlaczego? Jeszcze raz gratuluję listu-Brawo.
0 0
wstyd i hanba
0 0
Nic ująć nic dodać gratuluje tak trzeba opisywać bo oni nie są władcami na tronie tylko zostali wybrani żeby pomagać a nie utrudniać Nie mają żadnego pomysłu na władze Gratuluje
0 0
Toż to hymn pochwalny na cześć JW Magistratu - ten tekst to wyróznienie. Nikt dotąd tak celnie i prawdziwie nie przedstawił magistrackiej rzeczywistości. a .... sciska, jak się ma świadomość, że za NASZE tj.MIESZKAŃCÓW pieniądze wmawia się nam, że to taka motorowo-kręciołkowa, kompetentna, ze szkolnymi potknięciami (vide kary do zapłacenia) i \"przyjazna\" mieszkańcom władza .
jg
0 0
Przykro czytać ale wydaje mi się,że to koniec rządów pani Przybyło.Ona się poprostu wypaliła,jeszcze z początku miała jakąś inicjatywę ale teraz to już rutyna.Za bardzo się utwardziła w swoim stanowisku ,że jest najlepsza i niezastąpiona.A to najgorszy grzech jak następuje stagnacja a nie ma postępu.Jak narazie to postępu żadnego nie ma w zarządzaniu tej pani,a wręcz odwrotnie ta funkcja jest wykonywana byle jak i z pewną nonszalancją.Może myśli,że nikt jej nie może \'\'ruszyć\'\',mimo tego że będzie byle jak tę funkcję wykonywała.Głosowałam na nią ale już nigdy więcej tego nie zrobię i mam nadzieję,że ta pani nie odważy się więcej startować na włodzarza miasta.Może by też było najlepszą opcją dla nas jak by ją poprostu odwołali.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz