Wystarczy brak jednego podpisu, by cały plan zagospodarowania przestrzennego dla Skawy, uchwalony w 2006 roku, wylądował w koszu. Czy Leszek Filipiak został powiadomiony o tym, że jego dom ręką urbanisty wylądował na terenie „zielonym nieurządzonym”?
Radni z Raby Wyżnej musieli się nieźle nagimnastykować, by z jednej strony przyznać rację mieszkańcowi, a z drugiej pozostawić plan przy życiu. Bo uznanie skargi Wiesławy i Leszka Filipiaków, zgodnie z przepisami określonego jako „wezwanie do usunięcia naruszenia prawa”, spowodowałoby konieczność rozpoczęcia wszystkich uzgodnień na nowo.
Podpis na wagę planuSkąd cały galimatias? Filipiakowie kupili 31-arową działkę budowlaną w 1980 roku. Wkrótce wybudowali tam dom. Wszystko zgodnie z procedurami – jest akt kupna-sprzedaży terenu, pozwolenie na budowę i wszelkie niezbędne dokumenty. Sielanka trwała do tego roku. Kiedy małżonkowie zdecydowali się podzielić parcelę, by jej część przekazać córce pod budowę domu, pan Leszek usłyszał, że jego działka wcale nie jest budowlana, ale stanowi część „terenów zielonych nieurządzonych”. O budowie nie ma mowy.
Usłyszał też, że sam jest sobie winny, bo przecież plan był wyłożony do wglądu 2 lata temu i każdy mógł wnieść do niego uwagi. Teraz jest za późno. – Skąd mogłem o tym wiedzieć? Przecież nie mam obowiązku chodzić co trzy miesiące do urzędu i pilnować, czy czegoś nie zrobili z moją własnością – irytuje się mężczyzna.
Zdaniem Józefa Gacka, szefa referatu zagospodarowania przestrzennego i dróg, Filipiakowie – jak wszyscy – dostali powiadomienie, co więcej, pokwitowali jego odbiór. Jak się okazuje, naczelnik jest jedyną osobą, która zwrotkę widziała. Obecnie dokument – jak przekonuje urzędnik – znajduje się w biurze prawnym wojewody, do którego trafiła skarga. Dlaczego urząd wysłał oryginał spornego dokumentu, nie pozostawiając sobie kopii? To pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Czym może skutkować brak dowodu powiadomienia małżonków o zmianach? – Chodzi o ustalenie, czy sam tryb uchwalania planu zagospodarowania przestrzennego nie miał wad prawnych – wyjaśnia prawnik urzędu. Jeśli tak było, trzeba będzie całą procedurę jego uchwalania powtórzyć. Włącznie z powtórnym wyłożeniem do wglądu i rozpatrywaniem wszystkich skarg i wniosków.
Nie jestem wielbłądemJózef Gacek przekonuje, że część działki Filipiaków przeznaczona była jako rezerwa pod węzeł „zakopianki”. A że ten został przesunięty, to urbanista zaznaczył uwolnione tereny zielonym pisakiem. Jaki charakter miała pozostała część działki Filipiaków? Tego planista nie był w stanie stwierdzić. Powtarza jedynie, że od 1981 roku działka nie figuruje jako teren budowlany. Sęk w tym, że rodzina kupiła dom rok wcześniej, a w 1981 roku ich dom już stał.
– Podczas komisji rewizyjnej pięciu panów siadło naprzeciw mnie i próbowali mi wmówić, że jestem wielbłądem – denerwuje się Filipiak. – Przecież komisja chce, żebym udowodnił, że nielegalnie wybudowałem dom. Niech mi to sama udowodni. Od ośmiu miesięcy proszę, by mi pokazali, że zostałem powiadomiony o zmianach. To smutne, że urząd tak podchodzi do sprawy. Nie życzę sobie, by patrzono na mnie, jak na jakiegoś przestępcę.
Pan Leszek nie doczekał się uznania jego racji, choć w czasie dyskusji zdanie zmienił nawet przewodniczący komisji rewizyjnej, która wezwała do odrzucenia skargi mieszkańca Skawy. Ostatecznie „wezwanie do usunięcia naruszenia prawa” zostało odrzucone zaledwie przy czterech głosach „za” – pozostali radni wstrzymali się od głosu. Wyjście z sytuacji próbował znaleźć Marian Wojdyła, przewodniczący rady, który zaproponował, by nakazać wójtowi wprowadzenie zmiany punktowej w planie, zmieniającej status działki Filipiaków.
Syndrom FilipiakaOkazuje się, że to nie jedyna taka sprawa. – Znam przypadek z Rokicin, gdzie właściciel domu, stojącego od lat na ogrodzonej działce z ogrodem, dowiedział się, że to teren „zielony” dopiero wówczas, gdy poszedł do urzędu załatwiać pozwolenie na garaż – przyznaje przewodniczący. – Jak „syndrom Filipiaka” pokryje się z całą gminą, to będzie koszmar.
– Przecież te tereny aż się prosiły, by zrobić tam działki budowlane, a nie mieszkanie dla żab! – irytuje się 2 lata po uchwaleniu planu radny Kazimierz Nowak.
Jeszcze podczas tej samej sesji radni musieli się zająć kolejnymi skargami na plany – tym razem w grę wchodzą osuwiska, gdzie zgodnie z planem nie można budować ze względu na bezpieczeństwo. Problem w tym, że tak naprawdę nikt dokładnie nie zbadał, czy rzeczywiście te miejsca są w jakimkolwiek stopniu zagrożone.
Józef Figura
0 0
urzędasy durne i leniwe powinni być pociągnięci do odpowiedzialności za swoją głupotę a w nawiasie mówiąc to jak działka moja to żaden urzędas nie będzie mi dyktował co mam na niej robić gdzie jest to całe prawo własności do cholery
0 0
takich też mamy pożal się Boże urbanistów i geodetów, błędy, oszustwa, nabijanie w butelkę, traktowanie wszystkich dokoła jak ignorantów i durniów, a może tak zweryfikować uprawnienia i kompetencje tychże nietykalnych?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz