Rodziny M. i P. w jednym stoją domu. Równie często siedzą też w sądach, prokuraturze i na policji. W ubiegły czwartek przystanęły na wspólnym podwórku, by od wyzwisk przejść sprawnie do rękoczynów: naparzania i kąsania.
Nagranie z monitoringu. Trzy kamery, skierowane na wspólne podwórko rodzin: M. i P. Na monitorze trzy okienka ukazują grupkę ludzi w roboczych kombinezonach i drobną dziewczynę z kamerą w ręce. Czwarty kwadracik w rogu telewizora zaczerniony. – Mogliśmy założyć jeszcze jedną kamerę – wpatruje się w ekran Elżbieta M. i teatralnie zanosi od płaczu (nie wiadomo, czy bardziej wzruszył ją film, czy brak czwartej kamery). Pani Ela za pomocą pilota wybiera okienko, w którym wypadki toczą się najszybciej. Parominutowy film jest niemy. Pani Ela żałuje, ale może to i dobrze. Gdyby był głos, produkcji nie można by odtwarzać przed 23.
Akt pierwszy: Tata podchodzi do płotaNa ekranie jakaś wymiana zdań. Najwięcej miejsca w kadrze zajmuje czerwony samochód. Z drugiej strony – drewniane ogrodzenie. Nestor rodu M. (mocno wychylony wprzód, zbliża się do płotu). Ze zwinnością stworzenia opisanego przez Darwina, jako praprzodek ludzkości – stateczny nestor rzuca się na osadzone w betonie sztachetki, by w jakieś dziesięć sekund rozprawić się z płotem… dokumentnie.
Akt drugi: Junior kończy transmisjęDrobna blondynka z kamerą pląsa wokół czerwonego samochodu. Obiektyw skierowany w stronę najmłodszej pociechy rodziny P. – Macieja. Juniorowi najpewniej nie odpowiada rola gwiazdora, więc jednym wprawnym ruchem kończy transmisję. Kamera odbija się od ziemi, a operatorka – od szyby czerwonego samochodu. Na drugim planie… zadyma.
Akt trzeci: NapierdzielankaMałe mróweczki bardzo szybko biegają po ekranie. Zaraz po tym rozpoczynają się zajęcia w podgrupach. Największa podgrupa – wokół nestora M. W kadrze pojawia się wielka laweta i zaczyna wciągać na pakę czerwony samochód. Zajęcia w podgrupach – trwają nadal. Drobna blondynka (odbita od szyby) znów przywiera do szkła, tym razem… frontowego okna lawety.
*
– Prawie zabili mi męża, pobili mnie, córkę i ukradli samochód. A policja ich jeszcze nie pozamykała – żona nestora M., Elżbieta unosi rękawy, wskazując siniaki słabo widoczne spod ciemnej opalenizny. – Mam jeszcze inne krwiaki, ale przecież tyłka panu nie pokażę – gasi nasze nadzieje. Zaznacza jednak, że wszystkie obrażenia zostały wnikliwie opisane podczas obdukcji lekarskiej w szpitalu. Bilans parominutowego sąsiedzkiego starcia jest (w relacji Elżbiety) opłakany: „prawie zabita” córka, „pobita na śmierć” (też prawie) nestorka, rozwalona kamera, no i nestor szpitalu z krwawiącym sercem (w przenośni) i wątrobą (dosłownie). – Mąż leży w szpitalu. Zostanie tam jeszcze co najmniej do wtorku, tak go dobili – Elżbieta wzdycha przez łzy z taką mocą, że aż wprawia w ruch firanki przy oknie, po drugiej stronie pokoju.
Anonimowy lekarz Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego w Nowym Targu ma jednak odmienne zdanie: – Pan M. jest w bardzo dobrej kondycji. Po badaniu ultrasonografem zachodziło podejrzenie stłuczenia wątroby. Dlatego na wtorek zaleciliśmy rozstrzygające badanie tomografem. Obrażenia, jakie odniósł, nie wyglądają na poważne. Po tomografii zostanie wypisany z zaleceniem częstego przyjmowania melisy.
*
O co właściwie poszło? – Mąż by to najlepiej wyjaśnił, ale wie pan, on jest taki dobity, że w ogóle nie może rozmawiać. Niech pan patrzy, to jest jego ubranie – pani Ela przedstawia przechowywane nabożnie „dowody rzeczowe”. Umorusane łachy, potargana koszula i spodnie z widocznym odbiciem podeszwy. Damy to do ekspertyzy, bo ten ślad to odcisk trapera tego sku… (tu pada nazwisko uznanego artysty ludowego, wżenionego w rodzinę P.). Pani Ela z widocznym bólem wraca do meritum. Opowiada o tym, jak jej mąż prawie dwadzieścia lat temu kupił pół domu w Rabce. Druga połowa budynku należy do rodu P. Mieszkają w nim też dwie inne, spokrewnione z P. rodziny. Pretekstem wielkiej wojny była droga prowadząca na podwórko. Obie strony konfliktu przyznają się do parometrowego kawałka ziemi i namiętnie z jego powodu ciągają się nawzajem po sądach. Rodzina M. ma dojazd do swojej posesji z drugiej strony domu, ale córka państwa M. (ta od kamery) „jakoś tak” woli parkować na wspólnej drodze, za bramą zbudowaną przez P.
W ubiegły czwartek (dzień wojny) z samego rana w Sądzie Rejonowym odbyła się kolejna rozprawa z cyklu „ochrony posiadania”. Sąd nakazał P. wydać sąsiadom pilot do bramy prowadzącej na wspólne podwórko. Józef P. uznał, że skoro sąd zadbał o „posiadanie” sąsiada, to jemu (nestorowi) wypada zadbać o „posiadanie” własnej rodziny. Tuż po powrocie z sądu Józef przeniósł ogrodzenie (to samo, które parę godzin później nestor M. tak sprawnie przerobił na wióry), ustawiając płot dokładnie na granicy. Efekt: czerwony samochód córki państwa M., pozostawiony na wspólnej drodze, zablokował czterem rodzinom dojazd do domu. P. próbowali słowem skłonić sąsiadkę do usunięcia wehikułu. Perswazje nie pomogły, więc P. zasięgnęli porady na komisariacie. Tam mieli usłyszeć, że policja nie usuwa samochodów z prywatnych podwórek. Może to zrobić pomoc drogowa na prośbę właściciela terenu. Tym sposobem pod domem P. i M. pojawiła się laweta i tuż po sąsiedzkiej wojnie wywiozła czerwoną zawalidrogę.
*
– Pojechałam na policję wszystko zgłosiłam, ale mam mieszane uczucia. Policja trzyma stronę sąsiadów. Sami mi to powiedzieli – córka państwa M. (ta od kamery) ma stanowczy głos i potrafi jednym mrożącym krew w żyłach spojrzeniem powstrzymać spazmy nestorki (nieocenione). – Pojechałam na komisariat, powiedziałam, że mamy dowody, że wszystko jest nagrane. A wie pan, co mi odpowiedział policjant na pytanie: czy jest po naszej stronie? – znacząco zawiesza głos. – Powiedział, że nie jest po żadnej stronie. To znaczy: sam się przyznał, że wspiera sąsiadów – interpretuje wypowiedź stróża porządku, nie dziwiąc się zbytnio, że sąsiedzi nadal chodzą wolno, zamiast cieszyć się opalenizną w kratkę i zagryzać zgryzoty czarnym więziennym chlebem.
*
– Panie, o czym tu pisać? My to w zasadzie uchodzimy za spokojnych i wyważonych ludzi. A jak pan tę historię opisze, to wyjdzie kolejny odcinek „Samych swoich” – walczy z własnymi myślami Grzegorz P., znany rabczański restaurator (w trzyaktówce wyprodukowanej przez M. zagrał raczej drugoplanową rolę, choć… to już oceni prokurator). Przedstawiciele klanu P. sprawiają wrażenie: powściągliwych i opanowanych, nawet wówczas, gdy przyznają, że w ten pamiętny czwartek „chyba puściły im nerwy”. – Wie pan, to wszystko się latami kumulowało. Jak długo można tolerować takie życie, gdy sąsiad trzydzieści razy w tygodniu wzywa policję? Tylko w ostatnim roku najmłodszy syn, dwudziestoparolatek odpowiadał w dwunastu sprawach karnych, wytoczonych przez sąsiada. Przecież to młody chłopak, a już na progu życia ma nasr… w papiery – troska się pan Józef, nestor rodu P.
– To były różne sprawy. Poważne i całkiem drobne. Sądziliśmy się o kanalizację, o ogródek, o ten nieszczęsny dojazd, o połamany płot, uszkodzony samochód, lusterko od skuterka. Musieliśmy nawet udowadniać, że w suterenie nie prowadzimy burdelu – wyliczają P. – Kiedyś, jak moja żona była w ciąży, wyszedł M. i złorzeczył: „żeby ci się małpa urodziła”. No jak tak można? – dorzuca Grzegorz.
– Na szczęście dzieciątko się Grzesiowi piękne urodziło: zdrowe, choć włoski ma faktycznie czarniawe i zakręcone – śmieje się Józef. O wydarzeniach z tamtego czwartku P. opowiadają zdawkowo. „Zadyma” była faktycznie niepotrzebna, ale M. sam się prosił. Prowokował on, prowokowała jego córka. Zatarasowanie wjazdu samochodem przepełniło czarę goryczy. – No i wreszcie im się udało. Faktycznie, doszło do szarpaczki. Na szczęście nikomu się nic poważnego nie stało. Dowiadywaliśmy się o zdrowie M. Nic mu nie jest. Symuluje, bo myśli, że jak parę dni w szpitalu spędzi, to nas wszystkich pozamykają. A przecież myśmy też z tego starcia wyszli z obrażeniami. Maciek (najmłodszy) dostał w głowę. Miał wstrząśnienie mózgu. W dodatku został pogryziony, tak samo jak sąsiad Kamil. Też mamy wyniki obdukcji, no ale jak z tym pójść na policję? I co, powiedzieć, że mnie baba w plecy użarła? – Grzegorz pyta retorycznie.
Czy warto toczyć wojnę o skrawek ziemi? – Ten skrawek jest nasz. Cudzego nie chcemy, ale okraść się nikomu nie pozwolimy – zaznacza stanowczo Józef. Grzegorz twierdzi z kolei, że grunt to tylko pretekst. – Poszedłem do sąsiada próbowałem rozmawiać. Zaproponowałem nawet, że odkupię jego część domu, że dobrze zapłacę. Nie było mowy. On jest zainteresowany tylko tą wojną…
Dorota, córka Józefa i żona jednego z domniemanych napastników, ma nadzieję, że konflikt wygasi wyrok sądowy. Nie ukrywa jednak pretensji do wymiaru sprawiedliwości. – Sytuacja jest naprawdę krytyczna. Sąd powinien działać błyskawicznie. Zwłoka może być tragiczna w skutkach. Ludziom coraz łatwiej puszczają nerwy – zaznacza.
Marek Kalinowski
0 0
No i co samki i wiórniki? Pazerni górale dla paru groszy gotowi się pozabijać?
0 0
bo majom siy o co bic! Ty siy o swoj pokoicek w blokak co go tatusiowi za to ze byl w PZPR, abo Milicjantem komuna dala, bic nie musis.
0 0
a ten znowu swoje farmazony, Poczytaj sobie wczorajsze gazety jak to górole szanują swoją łojcowiznę, śmieci do lasu a ścieki do rzeki . Bo taki nie potrafi niczego uszanować i dla paru groszy zrobi wszystko
0 0
Która to już część zmagań międzysąsiedzkich bo już siępogubiłem?Może jakiś teleturniej z tego zrobią chociaż i medialnie w końcu może się to przejeść.Szanowni Sami Swoi może warto w końcu pogodzić się raz na zawsze,a nie dawać pożywkę do naśmiewania się innym.Nie szkoda waszego czasu,nerwów i pieniędzy?
0 0
P.S.Panie Adrianie zdjęcie udane :)
0 0
Posluchoj farmazonie, przedstawicielu rasy polskiej nizinnej, narodu wybranego.
Czy ktos wylegitymowal smiecacych? Moze to byli tacy sami bace jak Ty?
Jezeli ktos mieszka na Podhalu i ma tu dom, nie staje sie automatycznie Goralem. Tak samo kiedy zamieszkasz w garazu, nie staniesz sie automatycznie samochodem. Proponuje lekture np. ksiazki telefonicznej powiatu tatrzanskiego, przewazaja jakie nazwiska? goralskie?
0 0
a ty \"bywały w świecie\" robotniku budowlany znasz takie polskie przysłowie:\" kto z kim przystaje takim się staje\"
0 0
Samek,Baca weźcie może węgiel aktywowany na wstrzymanie bo nam M(i)odzio wszystkie tematy pozamyka do komentowania i nadłubanie w nosie nam przyjdzie ;) ;) ;) PEACE (czytaj PiS ;)
0 0
Skad pewnosc ze mam w ogole cokolwiek do czynienia z budownictwem, szefie Firmy (lol)?! czy moglbym w jednej rece trzymac kielnie, a druga Ci odpisywac?
W momencie kiedy Wam brakuje argumentow, zaczynacie nas obrazac!
0 0
Pomijam kwestię treści, wiadomo ile w nas jest pieniactwa i złości, ale mam żal do redakcji, że w śródtytułach używa słów wulgarnych typu \"napierdzialanka\" Nawet jeśli są to cytaty, nie wypada moi drodzy!
0 0
a busy to też wam cepry przyjeżdżają podpalać?
0 0
Dobre, idem ku betoniarce abo co wynajonc polskim turystom, przyde pote.
0 0
No \"napierdzialanka\" to jest między Samkiem i Bacą ;) Kolejni Sami Swoi,tylko który to Kazmirz aaaa?Bo określiwszy jednego wiadomym będzie który to Władek ;) ;) ;)
0 0
wazne tylko zeby nie doprowadzic do tego powyzej:) przeciez sensem życia tycu ludzi stała sie walka z sasiadem zza płota...czyż nie?
0 0
a dla nich: kto nie jest z nimi jest ..wrogiem??? no ładne jaja...hmmm
0 0
co to wypisujecie dziadki sasiada miały tata mieli Jo tyz mom i zyjemy jak z rodziną Nie pamiętom co by my sie powadzyli .Popśtrykać to sie trzeba a to przecie kat szkody zrobi A to kysi plotka jakosi....co nikt nie wie oco chodzi. To sie zdaży Ale coby sie wadzić< Tak jak tu pisą to mom sie nigdy nie zdzżył.....i mom nadzieje ze sie nie zdaży
0 0
To by clowiek z ludziami nie zył w zgodzie to by ni moł posanowanio oni u ludzi ani u Boga. To co komu z takigo zycio jak cie nika nie sanują.
0 0
przejaja ;)
0 0
Z Robki to sie nic nie darzy ........Ani konie ani auta o babach nie wspomne........powiadoł dziadek Mateusz a wiedzioł co godo bo drugą babe / bobke Anielke / to se w Robce znalos .
0 0
Panie redaktorze udał się Panu ten artykuł. To swoisty HORROR .A swoją drogą znam takich ZACHŁANNYCH sąsiadów , którym zawsze mało i wpychają się w posesje innych , nawet i pół metra gruntu dobrze zawłaszczyć - ukraść a potem stwierdzić , że ZASIEDZIAŁ .
0 0
jeden udaje mądrego, drugi górala fajny cyrk. A trzeci udaje że umie gwarą pisać.
0 0
A Ty Olo kogo udajes......
0 0
znam ja tych restauratorow i artystowz podhalanskiej,za dziesiatke by ci glowe ukrecili,pazerne to
0 0
kabaret siekieranki
0 0
Cyzbyś o Piotrusiu pisoł.......Bo cosi mi sie zdaje ze o nim. resteutor-artysta......he he.....
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz