Z powodu udzielenia wywiadu Tygodnikowi Podhalańskiemu Mieczysław Marzewski, zastępca dyrektora Górnośląskiego Ośrodka Rehabilitacji Dzieci w Rabce, stracił pracę.
Dyscyplinarkę ze skutkiem natychmiastowym wręczył mu dyr. Jan Pyka. W artykule „Podwójne dno” z 10 września Marzewski zarzuca szefowi nepotyzm, wywieranie presji psychicznej na lekarzy, bezpodstawne rozwiązanie umów z dzierżawcą basenu czy wreszcie niegospodarność.
Zdaniem dyr. Pyki zarzuty te postawione przez jego zastępcę to wystarczająca podstawa do dyscyplinarnego zwolnienia. „Stanowi to jaskrawe nadużycie samego prawa do krytyki pod adresem przełożonego i organów pracodawcy, jak i dopuszczalnej formy krytyki, podważa autorytet przełożonego wobec pracowników Ośrodka oraz stanowi przejaw wykorzystywania zajmowanego stanowiska do osobistych celów, co skutkuje po stronie pracodawcy całkowitą utratą zaufania do pańskiej osoby, a w konsekwencji również niemożnością dalszej współpracy z Panem” - czytamy w krótkim uzasadnieniu dyscyplinarki.
Marzewskiemu nie pozostało nic innego, jak pozbierać rzeczy z biurka do pudełka, oddać służbową komórkę i opuścić biuro. Pół godziny później zniknęła też z drzwi tabliczka z jego nazwiskiem.
- Pan Pyka odczytał mi to zaraz po powrocie z rozprawy w sądzie pracy przeciwko Józefowi Łopuchowi. Już nie mógł wytrzymać. Gdyby mógł mnie zwolnić normalnie, to zrobiłby to dawno. A tak, to szukał okazji. Przecież krytyka nie może być ciężkim naruszeniem dyscypliny. Mam w GORD-zie siedem lat nienagannej pracy - bez spóźnień czy nieobecności - przekonuje Mieczysław Marzewski.
Były wicedyrektor jeszcze w tym tygodniu złoży pozew do sądu pracy, odwołując się od decyzji swojego zwierzchnika. - Nie pogodzę się z tym, że na dwa i pół roku przed emeryturą ktoś mi pluje w twarz - dodaje. - Straciłem dochody, nie mam żadnej odprawy, nie mam nawet czym spłacać rat kredytu budowlanego. Byłem za długo lojalny wobec niego. Teraz czuję się z tego zwolniony. Zresztą już mu powiedziałem, że wstępujemy na ścieżkę wojenną - zapowiada.
- A co zrobiłby pański szef, gdyby pan wypisał na niego takie rzeczy? - pyta dziennikarza dyr. Pyka. - Rozwiązałem umowę za to, że świadomie podał nieprawdę. Na trzeci dzień po otrzymaniu zwolnienia przesłał mi zwolnienie lekarskie.
Pyka przyznaje, że od dawna nie był zadowolony ze współpracy ze swoim zastępcą, który nie pomagał mu ani podczas sporu zbiorowego lekarzy, ani podczas reorganizacji oddziału rehabilitacji.
Były wicedyrektor zarzuca za to swemu szefowi, że odpisał obszerne fragmenty jego pracy dyplomowej. Marzewski w 2004 roku obronił na wydziale administracji i zarządzania Politechniki Śląskiej pracę na temat analizy SWOT na przykładzie GORD. Pyka rok później na krakowskiej akademii ekonomicznej zajął się tą samą problematyką. Wcześniej miał pożyczyć sobie na jakiś czas pracę swego podwładnego. Rok temu Marzewski odkrył, że jego zwierzchnik obficie korzystał z jego opracowania. - Przecież to plagiat - mówi poirytowany. - Podkreśliłem wszystkie powtórzenia. On „zerżnął” całe tabele - słowo w słowo. I to nie jest wszystko, bo nie dotarłem do całości - przekonuje Marzewski, pokazując fragmenty obu prac.
- Nie chcę tego komentować. To próba odwrócenia uwagi od powstałych zarzutów. Wartość tej pracy nie jest tak istotna, by można mówić o plagiacie. Może pan Marzewski, zamiast wyciągać kolejne króliki z kapelusza, zacznie się zastanawiać nad oceną merytoryczną swojej pracy w GORD. Co zrobił przez te siedem lat? - ucina Jan Pyka.
Józef Figura
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz