Jej uporem i wolą walki można by obdarować całą kadrę. Kasia Rogowiec z Rabki Zarytego, brązowa medalistka z paraolimpiady w Vaucouver, marzy już o złocie w Soczi.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"9346"}
Mimo osiągnięć, medali i zapracowania Kasia Rogowiec znalazła czas, by spotkać się z dzieciakami z podstawówki w Klikuszowej. Zaprosiła ją tu Iweta Faron, niepełnosprawna biegaczka narciarska z czwartej klasy. Dla obu było to wydarzenie szczególne – mistrzyni mogła przypomnieć sobie czasy, gdy musiała borykać się z trudem życia szkolnego, a Iweta wraz z pozostałymi dzieciakami zobaczyły, jak wiele można w życiu osiągnąć. Nawet nie mając obu rąk.
Kasia ma 33 lata. Sport jest obecny w jej życiu od dzieciństwa – szczególnie po wypadku, w którym jako trzyletnia dziewczynka straciła pod kosiarką obie ręce – jedną powyżej, drugą tuż poniżej łokcia. Codzienne ćwiczenia pomagały wzmocnić mięśnie kręgosłupa, by utrzymać prawidłową sylwetkę. Z czasem sport stał się sposobem na życie i przepustką do wielkiego świata.
Od początku nie poddawała się – mimo braku rąk chodziła do szkoły ze zdrowymi rówieśnikami. Choć czasem trzeba było poprosić, by ktoś pomógł jej zasznurować buty, zaskakiwała wszystkich. Na wf. ćwiczyła na równi ze wszystkimi – grała nawet w siatkówkę, choć jeśli tylko była taka możliwość, wolała pograć z chłopakami w „nogę”. Grała też w ping-ponga, przywiązując sobie rakietkę do ręki. Wcześniej trzymała ją oburącz, jednak wówczas musiała się mocno nabiegać wokół stołu. – Bywało i tak, że chciało się siąść i płakać, gdy nie mogłam sobie z czymś prowadzić. Ale uparta byłam. Za wszelką cenę chciałam na przykład podczas zajęć praktycznych nauczyć się haftować. Ale jak? W końcu wypracowałam metodę pomagając sobie zębami. Kiedyś odkryłam też, że zwykła bransoletka może bardzo pomóc. Nie tylko ozdabia, ale można przecież wcisnąć pod nią szczoteczkę i samemu umyć zęby czy wziąć grzebień i uczesać się. Tak wygląda wymyślanie różnych patentów – przekonuje.
Lepsza od tysiąca sprawnychZ czasem u mieszkanki Rabki coraz silniej zaczęła odzywać się pasja sportowa. Choć pierwszy raz miała narty na nogach jeszcze przed wypadkiem, to i później systematycznie oddawała się białemu szaleństwu. Biegówki przypięła jednak późno. Pierwszy start w zawodach zapamięta do końca życia – podczas biegu masowego w Jakuszycach zajęła 122 miejsce. – Może to wydaje się odległa lokata, ale cieszyłam się ogromnie. Przecież to oznaczało, że pozostawiłam za sobą prawie 1300 pełnosprawnych biegaczy! – wspomina.
Jej kariera potoczyła się błyskawicznie. W 2002 roku wyjechała na paraolimpiadę w amerykańskim Salt Lake City. Do medalu zabrakło jej niewiele, jednak już cztery lata później w Turynie dwukrotnie stanęła na najwyższym stopniu podium. W Vancouver jako jedyny reprezentant Polski zdobyła medal. Jak przyznaje – za każdym razem jest trudno, bo choć to olimpiada dla osób niepełnosprawnych – nie ma taryfy ulgowej. Trzeba się zmagać na tych samych trasach, na których parę tygodni wcześniej rywalizowali sprawni olimpijczycy. I walczyć nie tylko z trudnościami i rywalkami, ale także z własną słabością.
Jednak w odróżnieniu od zawodowych sportowców Kasia, podobnie jak inni para olimpijczycy, nie może liczyć na wielkie pieniądze i cały profesjonalny sztab trenerski. Na co dzień pracuje w biurze, więc na przygotowania do igrzysk i zawodów rangi mistrzostw świata musi wykrawać każdą wolną chwilę. Choć wychowała się w Rabce Zarytem, od lat mieszka w Krakowie. Codziennie wstaje wcześnie rano, by przed pójściem do pracy godzinę popływać na basenie. Później wyszukuje każdej możliwości, by pójść na siłownię, gdzie może popracować także nad siłą mięśni rąk. – Może to brzmi dziwnie, ale po każdym starcie najbardziej bolą mnie właśnie ramiona – dlatego trening na siłowni jest tak ważny – przekonuje.
Latem, gdy nie ma śniegu, ćwiczy jazdę na rolkach, dużo jeździ na rowerze. I to nie tylko stacjonarnym, ale także na pojeździe własnej konstrukcji. Wysoka kierownica umożliwia jej prowadzenie i sprawne poruszanie się nim po ulicach miasta.
Choć niedawno Kasia Rogowiec wróciła z Vancouwer, już myśli o przygotowaniach do następnych igrzysk. – Wiem, że ze względu na wiek, paraolimpada w Soczi będzie ostatnią, w której wystartuję. Dlatego chcę zdobyć na niej złoty medal, a więc muszę zrobić wszystko, co będzie niezbędne na tej drodze. Muszę przede wszystkim w to uwierzyć i wiedzieć, co mam robić – podkreśla.
Nie będzie to jednak łatwe – ostatnie zawody pokazały, że także na arenach paraolimpijskich jest już coraz mniej miejsca na amatorstwo – medale zdobywają zawodowcy, którzy sportowi poświęcają cały czas. Czy uda się stworzyć profesjonalne ekipy także dla naszych paraolimpijczyków?
Naleśnik jak mistrzostwo świataRabczanka, choć nie ma za sobą sztabu ludzi przygotowujących jej starty, ma przede wszystkim olbrzymią wolę walki i prawdziwie góralski upór. Nie poddaje się nigdy, co nieraz udowodniła w codziennym życiu. Nie tylko jest zupełnie samodzielna, ukończyła studia ekonomiczne, nauczyła się doskonale języka angielskiego i włoskiego, ale też zdobyła uprawnienia pilota wycieczek. Nauczyła się doskonale rozwiązywać codzienne problemy – czasem spisuje sobie na kartce, co jej przeszkadza i jak to usprawnić. I tak wykombinowała, jak przebudować konstrukcję wiatrówki, by móc z niej strzelać i wystartować w zawodach biathlonowych. Ma też talent plastyczny, a że łatwiej jej utrzymać rylec, niż ołówek czy pędzel – w wolnych chwilach tworzy linoryty. W kuchni też jest mistrzem – najczęściej gości podejmuje samodzielnie przygotowanymi naleśnikami. A na spotkanie do Klikuszowej przyjechała samochodem, bo posiada prawo jazdy i samochód, który po kilku przeróbkach może bez problemów prowadzić.
Dwa lata temu wzięła udział w wyprawie zorganizowanej przez fundację Anny Dymnej „Mimo Wszystko” i weszła na Kilimandżaro – najwyższy szczyt Afryki. Choć zdobyła górę, to jednak doszła do wniosku, że alpinizm nie jest jej pasją – tą na zawsze pozostanie narciarstwo.
Szukając mistrzówKasia Rogowiec ma nadzieję, że wraz z Iwetą i jej mamą zachęcą też inne niepełnosprawne dzieci do przełamania się i spróbowania przygody ze sportem. Podczas niedawnych Mistrzostw Polski juniorów w lekkoatletyce w Kozienicach obok Iwety, która zdobyła dwa srebrne medale w biegach na 100 i 400 metrów, wystartowali też Tomasz Chowaniec z Kluszkowiec (srebro na 400 m) i Paweł Naglak z Podczerwonego (srebro na 100 m i brąz na 200 m).
Ci, którzy także chcieliby spróbować swych sił, mogą kontaktować się z mamą Iwety – Zofią Faron, tel.
18/26 518 36,
663 721 792.
Józef Figura
0 0
Już myślałem, że to chodzi o naszą forumową Kasię i prawie się nabawiłem gorączki złota :)
0 0
No no, wiedziałem że Kasia zna się na koniach i kotletach z konai ale alchemiczka to nie wiedziałem?
0 0
a bo to wszystkim sie zdaje , ze mnei znają , a tymczasem...licho nie spi :-)
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz