Stwardnienie rozsiane to dla wielu wyrok. Zofii Kilanowicz choroba dała siłę, a przeżycia spowodowały, że jej głos zaczął brzmieć jeszcze piękniej i dojrzalej. – Jeszcze wyjdę na Kasprowy Wierch – zapewnia.
Piękny głos, rzetelność muzyczna, duże możliwości interpretacyjne. Jedna z najlepszych polskich sopranistek ostatnich lat. To jej najchętniej powierzał wykonanie III Symfonii Pieśni Żałosnych niedawno zmarły kompozytor Mikołaj Henryk Górecki. Lubił jej interpretacje wyciskającą słuchaczom łzy i jej góralski zaśpiew, który Zosia zawdzięcza swojemu pochodzeniu. Jest nowotarżanką.
Od kilku lat śpiewa na wózku inwalidzkim. Nie poddaje się. 28 grudnia usłyszymy ją w rodzinnym Nowym Targu.
Dom otwartych drzwiOdwiedzam ją w krakowskim mieszkaniu. Właśnie trwa próba. Przy fortepianie Bogusław Grzybek. W pokoju rozlega się piękny dwugłos: Zofii Kilanowicz i Wiktorii Bisztygi. – Daj mi „Dziecinkę małą”. Ja to tak lubię – prosi Zosia. – Mam jeszcze dla was nieznaną zupełnie, znalezioną przeze mnie kolędę Moniuszki „My przed wami dziś stajem staroświeckim zwyczajem” do słów Syrokomli – zapowiada Bogusław Grzybek, szukając nut. – Bo Moniuszko napisał 2 nieznane pieśni – tę kolędę i „Wlazł kotek na płotek” – dodaje.
–Żartujesz! „Wlazł kotek na płotek” napisał Moniuszko? – nie kryje zdziwienia Wika. – Nie lubię Moniuszki – przyznaje Zosia. – Alę te kolędę powinnaś pokochać! – grzmi organista z kościoła Mariackiego. Za chwilę rzeczywiście rozbrzmiewa w pokoju piękna kolęda.
Podczas koncertu w nowotarskim MOK-u zabrzmi też pieśń dedykowana Góreckiemu – „Ej ćwierkejcie nam tam” z trzeciej części III Symfonii Pieśni Żałosnych. To pieśń matki szukającej straconego syna.
Niech aniołowie czuwają nad twoim głosem
– Ile ja już razy śpiewałam III Symfonię? Szkoda, że nie liczyłam – mówi Zosia. Wykonywała ten utwór w katedrze na Manhattanie z okazji wejścia Polski do NATO. Śpiewała go w Nowym Jorku, Chicago, Toronto, Rzymie, Berlinie i wielu innych metropoliach świata.
– Nuty dostałam pierwszy raz w 1993 roku. Zaczęłam się tego uczyć. Nie było łatwo. Jak zaśpiewałam pierwszą część, miałam skręcone gardło. Zastanawiałam się, jak ja to wykonam w całości – wspomina. – A teraz to mój ulubiony utwór. Podczas wykonania mam problem z powstrzymaniem łez, a jak skończę śpiewać, zawsze płaczę – opowiada.
Pierwszy raz kompozytor usłyszał głos Zofii Kilanowicz podczas koncertu w Bielsku-Białej, właśnie w 1993 roku. Sam wtedy dyrygował III Symfonię. – Przypadła mu do gustu moja góralszczyzna, zaśpiew. Wielokrotnie potem słyszałam od różnych ludzi o jego pochwałach dla mnie. Gdy ktoś pytał go, kto ma zaśpiewać III Symfonię, odpowiadał zawsze: „No jak to kto? Zośka!”.
Po mistrzu pozostała jej niezwykła pamiątka – dedykacja napisana jego ręką na nutach III Symfonii: „Zosiu kochana, stokrotne dzięki za cudowne śpiewanie. Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję Ci. Niech aniołowie niebiańscy czuwają nad Twoim głosem”.
I chyba aniołowie czuwają. Otaczają w mieszkaniu ze wszystkich stron. Ten od brata wisi koło łóżka. Inne spoglądają ze ścian, parapetu, wiszą na oknie.
Wyśpiewać swój ból– Gdy Górecki leżał już na OIOM-ie, spotkałam jego żonę. Mówiła, że kontakt z nim jest już utrudniony, że nie odpowiada, tylko przytakuje oczami. Prosiłam ją wtedy, żeby przekazała mężowi, że dzięki III Symfonii wróciłam do zawodu – mówi Zofia. – Naprawdę tak było – przekonuje. – Po pierwszym rzucie choroby zamknęłam się w sobie, nie pokazywałam się, nie śpiewałam.
Do czasu przyjazdu pani dyrektor bydgoskiej filharmonii, która zaproponowała udział w koncercie z okazji II rocznicy śmierci Jana Pawła II. – „Ale ja jestem na wózku” – powiedziałam jej, a ona: „nie pierwsza jesteś na wózku i nie ostatnia” – wspomina Zofia. – Powiedziałam jej wtedy, że tak na 95% zaśpiewam. I postanowiłam zaśpiewać – dla papieża i dla siebie – mówi.
– Bo papież daje mi siłę. Cierpiał w milczeniu. I z cierpienia brał siłę, jak ja – dodaje.
To był niezwykły koncert. – Bisowałam drugą pieśń trójeczki. A prof. Piotr Kusiewicz powiedział mi po koncercie: „Znam twój głos, zawsze jest piękny, ale w tym wykonaniu zawarłaś swoje cierpienie” – opowiada.
– A pamiętasz, jak potem wracaliśmy z Bydgoszczy? – pyta Wiktorię. – Wy byliście zmęczeni, a ja kwitnąca, radosna jak skowronek – śmieje się na to wspomnienie.
Od tego momentu dała na wózku około 25 koncertów. Podczas występu w Katowicach rok temu, gdy śpiewała III Symfonię, cały klasztor płakał, a jedna ze skrzypaczek odłożyła skrzypce na kolana, bo nie była w stanie grać.
Po doświadczeniu z chorobą głos Zofii jest jeszcze bardziej dojrzały, a jej interpretacja III Symfonii, którą jeden z krytyków nazwał „muzyczną rzeczą o bólu w trzech obrazach” – jeszcze dojrzalsza. – Jeszcze w trakcie studiów nazywali mnie Matką Boską Kantylenową. Bo ja zawsze lubiłam utwory tego typu. Mam długi oddech, mogę ciągnąć. Bywało, że skrzypce dusiły się, bo brakowało im smyczka, a dla mnie to było jak woda na młyn – mówi.
Naszą rozmowę przerywa kolejna wizyta. Tym razem koleżanka śpiewaczki przynosi kilka ciuchów z pobliskiego butiku. Zosia chce sobie kupić sukienkę do getrów. Popielata, niebieska czy czarna? Ta pierwsza jest najbardziej oryginalna, druga klasyczna, trzecia ma za duży dekolt. Zosia podnosi się z wózka i podtrzymując za klamkę u drzwi, przegląda się w lustrze. W każdej wygląda dobrze, jest jak zawsze zgrabna, teraz jeszcze bardziej subtelna i szczuplejsza. Wybór pada na popielatą. Znajoma nas opuszcza.
Córki św. Zofii – W styczniu będę chodzić – zapowiada Zosia. – Idę na operację, 19 stycznia mam zabieg, zakwalifikowałam się na stenty. W Tychach zrobili już 200 takich operacji i nie udało się tylko 5.
Wiesz, jakie córki miała św. Zofia? Wiarę, Nadzieję, Miłość – odpowiada sama.
O tym, że jest chora na stwardnienie rozsiane, dowiedziała się w 2000 roku. Nikomu o tym nie powiedziała. Znała tę chorobę, bo w rodzinie chorowała na nią siostra ojca.
Zosia nie załamała się. Nie myślała o przyszłości. Żyła bardzo aktywnie. Koncertowała po całym świecie. Cieszyła się pełnią życia. – Pewnego dnia stałam przy mamie, która myła naczynia, i nagle zdobyłam się: „Mamo, pomogłabym ci, ale nie mogę, mam stwardnienie rozsiane” – powiedziałam ze łzami w oczach i od razu ulżyło mi – opowiada. – Jeszcze w 2004 roku byłam w Tokio, biegałam z samolotu na samolot, To było tuż przed pierwszym rzutem choroby – wspomina. Z dnia na dzień zaczęła się czuć gorzej. – Nie mogłam chodzić, mówić, miałam problem nawet, żeby się podpisać – opowiada. Zamknęła się w sobie, w swoim mieszkaniu. Nie odbierała nawet telefonów. – Wycofałam się na rok. Byłam na dnie, ale powalczyłam i teraz pływam po powierzchni – mówi. – Szczerze mówiąc, nie wiem, skąd ja biorę tyle siły – śmieje się. – Często śnię, że chodzę. Wierzę, że tak będzie. Znajomy obiecywał mi, że wywiezie mnie na Kasprowy Wierch. Zaskoczę go i sama tam wyjdę – zapowiada. – I jeszcze tańczyć będę – śmieje się.
Jest niesamowita. Jak sama mówi – prowadzi dom otwartych drzwi. Ciągle ktoś ją odwiedza. Jej optymizm i radość udziela się innym. To ona ładuje znajomych energią. Choć porusza się na wózku, jest bardzo samodzielna. Pomaga jej trochę studentka, którą przygarnęła pod dach. Udziela prywatnych lekcji śpiewu. I koncertuje. W ciągu ostatniego półtora tygodnia śpiewała aż 3 razy: na Zamku Królewskim w Warszawie, w Bukownie i dla neurologów w Krakowie.
Mówi, że nie pamięta już, jak śpiewa się na stojąco. – Śpiewanie na wózku to żaden problem, gorzej z poruszaniem się po krakowskich ulicach. Najchętniej wsadziłabym prezydenta Krakowa do mojego wózka, żeby przejechał się tymi dziurawymi chodnikami – mówi.
Po kolędzie w Mieście Święta spędzi w Nowym Targu, z rodziną. A we wtorek 28 grudnia o godz. 18 zaśpiewa w MOK-u. Weźmie udział w koncercie „Kolędy i pastorałki”. Wystąpi razem z Chórem „Gorce” pod dyr. Janiny Glińskiej, kierowanymi przez Bogusława Grzybka chórami „Cantata” z Niepołomic, „Organum” z Krakowa oraz zespołem instrumentalnym „Ricercar”. Z kolei 6 stycznia w Krakowie, w kościele św. Judy Tadeusza przyjaciele organizują koncert dla Zofii Kilanowicz. Dochód zostanie przeznaczony na jej leczenie. Bo stwardnienie rozsiane to także olbrzymie koszty. Na same tabletki wydaje co miesiąc 400 zł, do tego dochodzi rehabilitacja 3 razy w tygodniu i czekające ją koszty operacji. Wspiera ją Fundacja Anny Dymnej „Mimo wszystko”, gdzie istnieje specjalne subkonto dla Zofii Kilanowicz (Darowizny można wpłacać na konto banku ING Bank Śląski, nr 70 1050 1445 1000 0022 7599 1459 lub za pośrednictwem DotPay (dział WSPIERAJĄ NAS -> Jak pomóc naszym podopiecznym). W tytule przelewu należy wpisać „Zofia Kilanowicz”).
Beata Zalot-Tomalik***
Zofia Kilanowicz – wybitna polska sopranistka. Jej repertuar obejmuje utwory od baroku po współczesność. Doceniona za subtelny głos, umiejętność zespolenia muzyki z warstwa słowną, duże możliwości interpretacyjne.
Jest absolwentką Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie śpiewu solowego u prof. Heleny Łazarskiej. Już w czasie studiów została laureatką Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Ady Sari w Nowym Sączu (2. miejsce). Po skończeniu studiów w Krakowie rozpoczęła pracę w Warszawskiej Operze Kameralnej. Szybko jednak zaczęła robić międzynarodową karierę, występowała w największych operach świata. Nagranie III Symfonii Góreckiego z jej udziałem weszło do historii polskiej fonografii, płyta DVD otrzymała w 2006 roku Fryderyka w kategorii „Album roku – muzyka współczesna”.
Na swoim koncie ma m.in. I nagrodę w Konkursie Wokalnym im. Karola Szymanowskiego w Łodzi (1987 r.), I nagrodę w Konkursie Wokalnym im. Antonina Dworaka w Karlowych Varach (1988), nagrodę im. Elly Ameling w Konkursie Wokalnym w Holandii. Jest też laureatką nagrody im. Karola Szymanowskiego za propagowanie i wybitne interpretacje pieśni Karola Szymanowskiego oraz udział w światowych wykonaniach „Króla Rogera” i „Stabat Mater”.
0 0
Pani Zofio, piękno Pani głosu idzie w parze z pięknem i wrażliwością Pani duszy....z serca życzę aby jak najszybciej samodzielnie zdobyła Pani Kasprowy.
0 0
pani zofio milo ki poczytac jakze wspaniala pani biografie dumny jestem z tego ze rowniez pochodze z nowego targu, ale mieszkam od ponad dwudziestu lat w usa konkretnie w palatine przedmiescia chicago.pozdrawiam pania bardzo serdecznie izycze powrotu do zdrowia z calego serca.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz