Zaprojektowała już kilkadziesiąt książek, słynie - nie tylko w Polsce - z oryginalnych, rozpoznawalnych przez swój styl plakatów. Klienci ustawiają się do niej z zamówieniami w kolejce, tylko w rodzinnym Nowym Targu jest mało widoczna.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"121625"}
Plakaty zamawiają urzędy miast, teatry, filharmonie. - Ostatnio Pruszków zamówił plakat z przesłaniem, że to niekoniecznie miasto związane z mafią, ale miejsce, gdzie się dobrze żyje - opowiada Sylwia Szyrszeń-Jaskierska, graficzka i ilustratorka z Nowego Targu. W Pruszkowie powstał nie tylko plakat, ale także mural, na który projekt uzdolnionej nowotarżanki został przeniesiony.
Artystyczne geny- Malarstwo było pasją ojca. Pamiętam jak wyciągał sztalugi i malował obrazy olejne, a ja z rodzeństwem biegałam pomiędzy tymi płótnami - opowiada.
Sama dużo rysowała, odkąd pamięta. Gdy miała 13 lat, zaczęła podbierać ojcu stare farby olejne i malować swoje pierwsze obrazy. Artystycznego bakcyla połknął także starszy brat - Gabriel, który jest rzeźbiarzem.
Chciała być architektką, ale - z perspektywy czasu - cieszy się, że nie poszła w tym kierunku. - Mój temperament, brak cierpliwości to nie byłyby cechy dobre dla architekta - mówi. - Tworząc ilustracje jestem wolna i mogę być kreatywna, a w formie rysunku mogę wyrazić swój sposób postrzegania świata - tłumaczy.
Dodaje, że praca ilustratorki wymaga również ciągłego rozwoju swoich umiejętności artystycznych, budowania warsztatu i to jest dla niej fascynującą przygodą.
Nie jestem przebojowaJej dyplomem licencjackim były plakaty do Teatru Witkacego, a magisterskim projekty okładek książek prozatorskich Czesława Miłosza. Przyznaje, że nigdzie nie próbowała wysłać swoich prac dyplomowych, ani do teatru, ani do wydawnictw.
- Nie jestem przebojowa, musiałam się przełamać, żeby w ogóle pokazywać swoje prace - rozsyłać do wydawnictw, instytucji - mówi.
Tuż po studiach rozesłała mnóstwo maili ze swoim pierwszym portfolio, nie będąc przekonaną, że mogą się komuś spodobać. Tymczasem zaczęły przychodzić odpowiedzi - pierwsze zamówienia. Tak zaczęła wykonywać plakaty do spektakli teatrów, oper, instytucji kultury.
Pocztówki z PolskiNajbardziej jednak lubi robić plakaty, szczególnie te nie na zamówienie.
Pomysł cyklu "Pocztówki z Polski" narodził się podczas rozmowy z przyjaciółką Kingą. - Doszłyśmy do wniosku, że brakuje takich pocztówek artystycznych, które będą z przymrużeniem oka przedstawiać prawdziwy obraz turystycznych miejsc. Najpierw wzięła na tapetę Zakopane. A jakie są wakacje w Zakopanem, każdy wie. Godziny stania w korkach na zakopiance, panie w sandałach na Rysach czy miś z petem w ustach.
Kraków? Pierwsze skojarzenie Sylwii o żul leżący na Plantach albo Mickiewicz na Rynku Głównym z gołębiem na głowie.
Nowy Targ - miasto po drodze do Zakopanego i Białki Tatrzańskiej. Bałtyk - rodzina na wakacjach w pełnym deszczu, itd.
To są dość uszczypliwe plakaty, ale turystom się podobały, do dziś się dobrze sprzedają. Zresztą to cykl, który ciągle wzbogaca się o nowe prace. Są już nie tylko pocztówki z Polski, ale także z Europy - Paryża czy Wenecji, gdzie - na plakacie Sylwii - turyści siedzą w wodzie po kostki i piją kawę...
Tej uszczypliwości nie ma już w tych zamówionych plakatach. Ich przekaz jest inny, ale forma ta sama. Docenił to Bydgoszcz, z którego wciąż płyną zamówienia, czy Pruszków.
Dobra szkoła polskiego plakatuPlakaty Sylwii na myśl przywodzą znaną w świecie szkołę polskiego plakatu, gdzieś tam w stylu przypominają też ilustracje z dawnego PRL-owskiego "Przekroju", tygodnika, w którym pracowali świetni ilustratorzy.
- Lubię plakat, bo przy swojej prostocie niesie bogaty przekaz. To za każdym razem wyzwanie intelektualne. Lubię ten etap, gdy przetwarzam w głowie informacje i nagle, podczas wykonywania najbardziej prozaicznych domowych czynności, pojawia się gotowy pomysł do narysowania - opowiada.
Po pierwszym etapie, jest następny - rysowanie projektów, co najmniej trzech, i na koniec - wybór tego najlepszego.
Sylwia ma swoich mistrzów - to na pewno Michał Batory, Polak mieszkający w Paryżu, jak sama o nim mówi "chłopak, któremu podcinano skrzydła w rodzimym kraju”. Wyjechał do Paryża i tam stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych teatralnych plakacistów. Jego pomysły są mocno zaskakujące i poruszające wyobraźnię. Za swojego mistrza uważa też Henryka Tomaszewskiego. To nie znaczy, że idzie ich drogą, ich stylistyką.
Pod prąd modomSylwia Szyrszeń-Jaskierska zdążyła już wypracować swój rozpoznawalny styl, wyróżnia ją też forma wycinkowa. - Na początku dużo korzystałam z nożyczek. Teraz do tworzenia grafik używam tabletu - opowiada.
Przygotowując swój plakat korzysta z różnych papierów, faktur, które zeskanowała i teraz używa ich, tworząc ilustracje. Z nich komponuje obraz.
Trudno uwierzyć, że „wycina” komputerowo, bo gdy ogląda się efekt końcowy, ma się wrażenie, że praca jest ręczna, że powstała za pomocą tradycyjnych nożyczek.
- Są pewne trendy w projektowaniu plakatów, ja jednak idę swoją drogą, trochę pod prąd - tłumaczy.
Okładka w księgarni musi krzyczećPodobną technikę wycinkową stosuje przy projektowaniu okładek i ilustracji do książek. Współpracuje m.in. z Wydawnictwem Literatura, Bukowy Las czy Muchomor. W domu, na regale, półka z własnymi pracami liczy już kilkadziesiąt pozycji.
- Wydawcy zależy, żeby książka przebiła się wśród innych, żeby krzyczała kolorami, formą, to nie zawsze idzie z ambicjami artystycznymi - podkreśla.
Ilustruje książki o różnej tematyce - także poradnikowej, popularnonaukowej. Przyznaje, że najbardziej lubi robić okładki i ilustracje dla dzieci.
Współpracuje też z jednym z wydawnictw w Berlinie. - Tam jest inna kultura pracy. Zawód grafika jest poważany. W Polsce najczęściej trzeba wykonać projekt szybko, komercyjnie. Ilustratora traktuje się jak wyrobnika - uważa. Oczywiście są wyjątki, większą kulturą pracy wykazują się w szczególności te mniejsze wydawnictwa, gdzie widać w ich twórcach - właścicielach -większą pasję, miłość do książek.
Od kilku lat nie zabiega już o zamówienia, to klienci ją znajdują. Żyje spokojnie z ilustracji do książek i plakatów, które sprzedaje przez internet i sklepy stacjonarne w Krakowie, Warszawie i w Zakopanem.
Ostatnio kolejną jej pasją jest ceramika. Ma swoją małą pracownię z własnym piecem, w którym wypala kubki, lampy i inne przedmioty użytkowe. - Chcę iść bardziej w ceramikę, która ma cechy ilustracji - mówi..
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz