Lokatorzy bloku nr 146 przy ul. Szaflarskiej domagają się eksmisji uciążliwego sąsiada.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"14730"}
Libacje i awantury w mieszkaniu na pierwszym piętrze, ich uczestnicy zanieczyszczający klatkę schodową i śpiący w niej, interwencje policji i pogotowia, gdy np. któryś z imprezowiczów, \"przelatując\" przez szybę, rozciął sobie gardło - to wszystko było w nowotarskim \"wieżowcu\" na porządku dziennym. Miarka się przebrała, gdy w nocy z 14 na 15 stycznia, podczas alkoholowej libacji, mieszkanie spłonęło. Uczestnikom suto zakrapianej imprezy, ani sąsiadom nic się nie stało, ale feralnej nocy nie dało się już tam spędzić normalnie. Ci, którzy nie mieli się gdzie udać, marzli w kurtkach pod kołdrami i kocami, bo smród i dym zmusiły ich do otwarcia wszystkich okien. Termometry w mieszkaniach wskazywały kilka kresek poniżej zera.
Po pożarze, o którym pisaliśmy miesiąc temu, straty oszacowano na 30 tys. zł. Mieszkańcy powiedzieli - dość. W piśmie do Zarządu Nowotarskiej Spółdzielni Mieszkaniowej zażądali eksmisji uciążliwego sąsiada. Podkreślili, że pożar mógł zagrozić ich życiu, stwierdzili, że lokator nie stosuje się do norm współżycia społecznego i regulaminu spółdzielni, zaapelowali, by zarząd pilnie opracował wniosek do sądu w sprawie przymusowej eksmisji, a kosztami napraw, związanych z pożarem - obciążył lokatora z pierwszego piętra.
Postępowanie prowadzi też nowotarska policja. Jak mówi Roman Wolski, rzecznik komendy powiatowej, na razie dotyczy ono uszkodzenia mienia, opinie biegłych i zeznania świadków mogą jednak zmienić kwalifikację czynu na stworzenie zagrożenia zdrowia i życia.
Eksmisja sąsiada nie jest jednak - według prezesa spółdzielni Jarosława Jakobiszyna - tak łatwa, jak mieszkańcom się wydaje. - Nikogo nie można wyrzucić z mieszkania za to, że był w nim pożar - mówi Jakobiszyn, zwracając też uwagę na fakt, że wcześniejsze interwencje lokatorów w sprawie uciążliwego sąsiada ma na swoim biurku zaledwie dwie. Kolejna sprawa, którą podkreśla, to nieuregulowany stan prawny mieszkania. Nie należy ono do spółdzielni, było własnością matki niepożądanego lokatora, który po jej śmierci nabył prawo dziedziczenia, postępowania spadkowego jednak nie przeprowadził. - Są przepisy dla lokatorów i dla właścicieli, ale on nie jest ani jednym, ani drugim - dodaje Jakobiszyn. - Jest tylko domniemanym spadkobiercą, więc przeprowadzenie spadkowego postępowania jest konieczne. Ponieważ jednak jest zameldowany, jeśli zechce - może wrócić na zgliszcza i nic nie możemy zrobić. Ma nawet prawo wejść do mieszkania z policją, gdyby ktoś usiłował mu przeszkadzać.
Prezes dodaje, że oczywiście, spółdzielnia może złożyć do sądu wniosek o eksmisję, wyrok jednak nie jest pewny, poza tym lokatorzy musieliby zeznawać, bo same podpisy pod pismem nie wystarczą. - A wiem z doświadczenia, że różnie z tym bywa - mówi.
Światełko w tunelu zapalił sam niepożądany sąsiad, który - jak mówi Jakobiszyn - mieszka dziś w miejskiej noclegowni przy ul. Ludźmierskiej, gdzie otrzymał prawo całodobowego przebywania. Wystąpił z prośbą do spółdzielni, by ta pomogła mu uregulować sprawy spadkowe, wyczyścić mieszkanie ze spalonych sprzętów i sprzedać lokal, zadeklarował, że z tej kwoty uregulowane zostaną należności związane z pożarem, za które \"ścigać\" go będą ubezpieczyciele bloku.
Zarząd wyraził zgodę na pełnienie roli adwokata. Oczywiście, prowadząc wszystkie te sprawy będzie musiał zabezpieczyć się na hipotece i wszystko wskazuje na to, że obejdzie się bez sądu, zeznań i eksmisji. No, chyba że uciążliwy sąsiad zmieni zdanie i wprowadzi się na zgliszcza.
Piotr Dobosz
0 0
Nie rozumiem stanowiska spółdzielni. Jak to nie można się takiego pozbyć?
Przecież regulamin spółdzielni mówi o przestrzeganiu ciszy nocnej, przestrzeganiu porządku i norm współżycia społecznego, a ten lokator nie dość,że nie przestrzega regulaminu,to jeszcze spowodował pożar! W którym mogło równie dobrze zginąć połowę lokatorów,gdyby np.do ognia dostała się butla z gazem. Wybijali szyby na klatce czyli niszczyli wspólne mienie,przez plątający się tam element ludzie nie mogli swobodnie korzystać ze wspólnej klatki itd. I to nie wystarczy żeby wszcząć eksmisję?! Tym bardziej,że to ani lokator ani właściciel.Coś mi tu nie halo
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz